sobota, 29 września 2012

EPILOG


NIALL, DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

- Weronika, nie byłaby zadowolona, widząc cię w takim stanie- usłyszałem za plecami męski głos. Od kilku tygodni, nie zwracałem większej uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. Spędzałem każdą wolną minutę w sali szpitalnej, w której leżała moja dziewczyna. Nie potrafiłem zrobić czegokolwiek poprawnie wiedząc, że ona jest tutaj sama. Niechętnie, jednak odwróciłem się do tyłu chcąc zlustrować osobę, która weszła do środka. Przed oczami, jakby przez mgłę przemknęła mi twarzy Zayna. Chłopak westchnął głośno i przysuwając sobie niewielki stołek, usiadł obok mnie.
- Co ty tam wiesz- mruknąłem pod nosem, zawzięcie krzyżując ręce. Chłopak zaśmiał się głośno, kątem oka spoglądając na moją dziewczynę.
- Wiem tyle, że powinieneś od czasu do czasu wziąć kąpiel- powiedział z poważnym wyrazem twarzy, na co ja lekko szturchnąłem go w ramię z delikatnym uśmiechem- I taki uśmiech, ma zobaczyć kiedy się obudzi. A teraz won do domu, człowieku, i nie działaj mi na nerwy, bo osobiście załatwię ci lanie. Wystarczy tylko, że zadzwonię do twojej mamy, a nie zapominaj, że mieszka w domu obok nas- zepchnął mnie z krzesła tak, że jak długi runąłem na podłogę. Mulat pomachał do mnie ręką i odwrócił się przodem do Weroniki. Westchnąłem, jednak poprawiając zieloną koszulkę, ruszyłem w stronę wyjścia z sali, kilkakrotnie odwracając się do tyłu- Pa!- krzyknął Zayn, tym samym zwracając na siebie uwagę jednej z pielęgniarek, która w trybie natychmiastowym ruszyła w stronę sali. Zauważając jej wkurzony wyraz twarzy, postanowiłem nie rzucać się w oczy i ostrożnie wyślizgnąłem się zza drzwi, spokojnie ruszając w kierunku wyjścia ze szpitala.
- Niall, jak twoja dziewczyna? Jej stan się poprawił? Jak się trzymasz? Co na to twoja mama?- potok pytań, oblał mnie już po pierwszym kroku poza szpitalem. Nie odpowiadając na żadne z nich, bez słowa wsiadłem do samochodu. Dzięki Bogu, przyjechałem tutaj autem, bo inaczej byłoby ze mną absolutnie kiepsko. Nie uwolniłbym się od dziennikarzy, dopóki nie zamknąłbym za sobą frontowych drzwi do domu. Odjechałem z piskiem opon, chcąc udać się w miejsce, w którym mógłbym być sam. Niestety, gdybym wyjechał za miasto, zajęłoby mi sporo czasu, zanim znów mógłbym wrócić do szpitala. Dla świętego spokoju, posiedzę w swoim pokoju z godzinę, a później kulturalnie opuszczę dom, wracając do Weroniki.

Stęskniłem się za nią. Mimo że jest tak blisko, czuję jakby była za daleko. Jest tutaj, ale jest gdzie indziej. To wszystko jest takie skomplikowane! Każdy, kto teraz chciałby zrozumieć moje myśli, mógłby dobitnie podsuwać je słowami ''rejestracja w szpitalu psychiatrycznym, zaczyna się od siódmej rano każdego dnia''. Zaśmiałem się ze swoich myśli, lustrując wszystko dookoła. Wszędzie, ktoś chodził. Tam jakieś dziecko bawiące się w ganianego, zaraz za nim uradowany pies prowadzony na smyczy przez wysoką kobietę w kolorowym kapeluszu, kawałek dalej uśmiechnięta para, wymieniająca czułe spojrzenia. A ja? A ja siedziałem w samochodzie, tarasując drogę, bo właściwie już jest zielone. To stąd te klaksony! Karcąc się w myślach za to niewielkie niedopatrzenie, włączyłem radio i ruszyłem autem. Jak na złość na każdej stacji radiowej, albo były reklamy, albo leciały miłosne ballady, które zaczynały doprowadzać mnie do szału. Pokręciłem głową, trochę zdenerwowany wyłączając odbiornik. Parkując na podjeździe, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki. Kątem oka zauważyłem machającą mi z okna mamę, która uśmiechała się promiennie. Kiwnąłem do niej głową i zniknąłem za drzwiami. Już w progu, spotkałem trojkę chłopaków i Vanessę, która zmęczona przecierała oczy.
- Rozmawiałam z lekarzem- zaczęła brunetka,k trzymając za rękę swojego chłopaka- Nie chcę cię oszukiwać- wzięła głęboki oddech, krążąc wzrokiem po całym pokoju- Jeśli jej stan nie poprawi się w ciągu dwóch tygodni, odłączą ją- powiedziała prawie niesłyszalnie. Z mojej ręki wypadły trzymane do tej pory klucze, lądując na drewnianej podłodze. Brałem to pod uwagę, ale bałem się op tym myśleć. Bałem się, że stracę ją na dobre. Że już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu. A najgorsze jet w tym wszystkim to, że to tylko i wyłącznie moja wina. Moja, bo do tego dopuściłem, bo nie potrafiłem się nią zaopiekować. Nie potrafiłem teraz nic wywnioskować. Stałem i z tego mojego stania mało co wychodziło. Zacisnąłem dłoń w pięć, mając nadzieję, że to chociaż w niewielkim stopniu rozładuje moje emocje. Nie pomogło. Wyminąłem wszystkich, przyglądających mi się uważnie i biegiem wpadłem do swojego pokoju. Zatrzasnąłem za sobą drzwi. Podszedłem do szafy, wyciągnąłem z niej pierwsze z brzegu spodnie i koszulkę i ruszyłem w stronę łazienki.


ZAYN

- Jakieś to dziwne. Zazwyczaj to ty gadasz, a ja słucham ciebie. A od dwóch miesięcy, prawie monologi i serio to dziwne, bo jeszcze nigdy wcześniej nie dałaś mi skończyć zdania- zacząłem, spoglądając na odchodzącego Nialla. Ponownie przeniosłem wzrok, lustrując jej jeszcze bardziej niż zwykle, bladą twarz- I od dawna, nikt nie nazwał mnie wtrącającym się w nie swoje sprawy idiotą. Ja rozumiem, że jesteś zmęczona tym wszystkim, ale lepiej by było jakbyś się w końcu obudziła- westchnąłem, opierając plecy na ścianie. Nie otrzymując żadnego konkretnego odzewu, westchnąłem głęboko i obrażony skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej- Uważam, że to niesprawiedliwe, że ty sobie śpisz, a my z każdym nowym dniem, modlimy się tylko o to, żebyś w końcu wstała. Raz mogłabyś nas posłuchać- szepnąłem do siebie, bawiąc się palcami- Niall, wariuje bardziej niż zawsze. Je o połowę mniej i tylko ty, możesz pomóc przywrócić blond głodomora z chęcią władania wszystkimi produktami żywnościowymi na świecie. No kurwa, tęsknimy.


NIALL

Wpadłem do szpitala o wiele bardziej zamaszyście niż zwykle. Coś, jakaś dziwna siła, kazała mi tutaj być właśnie dzisiaj, w tej chwili. W tej sekundzie. Potrącając po drodze jakiegoś lekarza i kilka pacjentów, wleciałem do sali. Bez zmian. W sali, leżała Weronika z zamkniętymi oczami i bezwładnie ułożonym ciałem. Obok niej, siedział Zayn, rozżalony patrząc w jej stronę.
- Słyszałeś o tym, co mówił lekarz- nie pytał. Stwierdził, nawet nie obracając się w moją stronę. Kiwnąłem głową, przysiadając na skraju łózka i chwytając dziewczynę za dłoń.
- Nie dam jej odejść- powiedziałem zacięcie. Mulat uśmiechnął się do mnie lekko i usiadł tuż obok mnie.
- Ja też stary, ja też- poklepał mnie po ramieniu, wpatrując się w twarz Weroniki- Pójdę po kawę. Chcesz?- pokiwałem twierdząco głową- Tą co zawsze?- ponownie pokiwałem głową, na co Zayn wstał i ruszył w stronę wyjścia.
- Słońce- szepnąłem, chcąc powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu- Wiem, że mnie słyszysz. Nie wiem skąd wiem, po prostu wiem. Proszę cię, proszę nie zostawiaj mnie. Nie mówiłem ci tego, bo sądziłem że to jeszcze nie ten czas, ale w tej sytuacji, powiem to nawet w takich okolicznościach, a nie przy zachodzie słońca, jak planowałem. Ten zachód, nadrobimy jak już będziesz tutaj ze mną, tak naprawdę. Kocham cię. Kocham cię i kochałem od dawna. Nie wiem, co mam teraz ze sobą zrobić, bo to wszystko wydaje mi się zbyt skomplikowane. Gdybym wiedział, kto ci to zrobił, znalazłbym go chociażby sam i postarał się, żeby cierpiał tak samo jak ty. Mam wrażenie, jakby to wszystko było moją winą. Jakby to, że nie byłem na tyle odpowiedzialny, żeby się tobą zająć, teraz właśnie się na mnie mściło. Kocham cię i nigdy, przenigdy nie przestanę. Daj mi chociaż jakiś znak. Nie pozwól, żeby to się tak skończyło- szepnąłem, już nie starając się zatrzymywać łez. Bezwolnie spływały po moich policzkach, żeby chwilę później wylądować, każda gdzie indziej. Przymknąłem oczy, nadal nie tracąc nadziei na to, że to wszystko się zmieni. Poczułem uścisk swojej ręki. Gwałtownie zerwałem się z miejsca, chwilę później po raz kolejny doskakując do rudowłosej. Ponownie złapałem jej rękę- Zrób to jeszcze raz. Wiem, że dasz sobie radę- odpowiedzi nie uzyskałem. Wpatrywałem się w dziewczynę, kiedy do sali wszedł Zayn- Idź po lekarza.
- Po co?- spytał zdziwiony, kurczowo trzymając dwa kubki z kawą.
- Po prostu idź- dorzuciłem, nawet nie odwracając się w jego stronę. Chłopak nic nie mówiąc, odstawił kawę na stolik i czym prędzej, wyszedł z sali, nie zamykając za sobą drzwi. Do pomieszczenia, wdarło się świeże powietrze, otwierając leżącą na szafce, ulubioną książkę Weroniki. Zaciekawiony spojrzałem, na kilka pierwszych wersów.



"Lecz żaden smutek nie przeważy radości,
którą niesie krótka chwila
spędzona przy niej."*




- Niall?- usłyszałem cichy, dziewczęcy szept, który rozpoznałbym wszędzie. Wszystko, właśnie w tej chwili wydawało się stanąć w miejscu. Odwróciłem głowę od strony w książce i z iskierkami w oczach, spojrzałem na nią. Wyglądała na bardzo zmęczoną, chociaż jej sen trwał ponad dwa miesiące. Z moim oczu, ponownie popłynęły łzy- Co ja tutaj robię?- spytała, na co ja nie kryjąc radości, przytuliłem jej rękę do swojej twarzy, składając na niej buziaka- Ja ciebie też kocham.


____________________________________________________
* Cytat, z Romea i Julii. Kocham tę książkę. Zresztą, podobnie jak Weronika, która czytała ją już w pierwszych rozdziałach tego opowiadania.


         Nie wiem co tu napisać. Postanowiłam skończyć to opowiadanie. Przepraszam was, że niektórych zawiodłam. Nie chciałam. Sama, nie mam sobie niczego za złe. Poprowadziłam to opowiadanie tak, jak chciałam i uważałam, za słuszne. Przykro mi, że ktoś miesza z błotem moje uczucia i nie docenia starań, ale niestety nic na to nie poradzę. Każdy ma własne zdanie,

          Chciałabym podziękować w tym miejscu najbardziej wszystkim, którzy mnie wspierali. Uwielbiam was wszystkich. Każde miłe słowo, skierowany w moim kierunku, dawało mi taką siłę i motywację, jakiej nawet nie możecie sobie wyobrazić. Wymienię tutaj tylko kilka osób, które dobrze zapamiętałam i którym dziękuję szczególnie: 
endless_love, carpe.diem, M. , buubson, Invisible, kaslMrs.Carrothoodie_  i wszystkim innym, którzy dawali mi ogromną satysfakcję z każdym nowym słowem w komenatrzu.


             A w szczególności, Asi, z którą rozmowa na GG sprzed dwóch dni uświadomiła mi, że nie powinnam rezygnować z własnych marzeń i celów tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Dziękuję ci za uświadomienie mi tak ważnej rzeczy. Mogę ci powiedzieć, że to właśnie ty uratowałaś mnie, przez usunięciem wszystkich swoich blogów i zniknięciem z 'blogowego świata' na długi czas. Naprawdę, dziękuję. ♥ I właśnie z tego powodu, chciałabym zadedykować ci tego bloga. No, może nie całego bo właściwie niektóre rozdziały były kiepskawe, ale te lepsze rozdziały, od dzisiaj są z dedykacją dla ciebie. 



Nawet nie wiecie, jak dużo znaczy dla mnie parę słów, napisanych na mojego maila, czy Gadu. To wszystko, pomaga mi pisać. Jest taką muzą, jak Erato, była natchnieniem dla innych. Sorki, za to nawiązanie do greckiej mitologii, ale ostatnio miałam ją na kółku i jakoś mi się skojarzyło. 


JESZCZE RAZ, DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE 

WYŚWIETLENIAKOMENTARZE ORAZ
 WSZYSTKO INNE. ♥


poniedziałek, 24 września 2012

Rozdział 23.


WERONIKA, DWA DNI PÓŻNIEJ

- Daj spokój, przecież nic mi się nie stanie- mruknęłam, zabierając klucze do domu ze stolika. Moja mama posłała mi gniewne spojrzenie, zawzięcie krzyżując ręce.
- Może jednak zadzwonię po Nialla?- spytała, biorąc głęboki oddech. Zgromiłam ją spojrzeniem, prychając pod nosem.
- Ma wywiad. Mówiłam ci. Przestań panikować. Wrócę, jak będę- podrzuciłam, obracając w dłoniach swój czarny telefon. Matka, widocznie uległa bo kręcąc głową weszła wgłąb domu. Uśmiechnęłam się pod nosem, ruszając w kierunku drzwi wyjściowych.

Kilka głuchych telefonów, niemiłe smsy i już nie wiadomo jaka afera. Nie dam się tak łatwo wystraszyć. Już nie. Wszystko, co było kiedyś teraz jest już nie ważne. Mam nowe życie, które teraz jest dla mnie o wiele lepsze. Znalazłam ważniejsze rzeczy i szczęście, którego do tej pory mi brakowało a którym okazał się Irlandczyk o blond włosach i zniewalającym spojrzeniu. Nie mówiłam mu, jak bardzo mi na nim zależy. Nie powiedziałam tez, jak bardzo mi na nim zależy i w jakim stopniu, się w nim zakochałam. A powinnam. Już dawno, czułam do niego dużo więcej, niż to co myślałam. Zakochałam się. Jestem z nim zaledwie kilka dni i może to, co teraz sobie nawet w głowie układam, jest pochopne i bezmyślne i może nie powinnam tego teraz stwierdzać, ale kocham go. Całą sobą. Nigdy wcześniej nie czułam się aż tak dziwnie. Motylki w brzuchu, nie dają mi spokoju, kiedy tylko go zobaczę. A kiedy go nie ma, mam ochotę zrobić wszystko, żeby tylko znaleźć się obok niego.

Mama, jak to mama. Zadziwiające jest, jak to wszystko dźwiga na swoich barkach. Mnie, własne sprawy i jeszcze nie wariuje. Przecież ma tak dużo na głowie. Musi zająć się wszystkim dookoła i jeszcze pokazać mi, że wszystko jest w porządku. I mimo tego, że wiem jak bardzo się trudzi nad tym co robi, nie potrafię jej tego zrekompensować. Wydaje mi się, że jeszcze przysparzam jej kłopotów. Co ja mówię, ja na pewno dorzucam jej problemów! No bo teraz ta policja, wyrzucenie ze szkoły i to wszystko. Podziwiam ją.

Cieszę się, że Vanessa porozmawiała z Liamem tak naprawdę. Tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Dobrze wiedzieć, że życie mojej najlepszej przyjaciółki, która ciągle mnie wspiera, zaczęło się jeszcze lepiej układać. Uwielbiam ją i uwielbiam patrzeć na nią, kiedy jest uśmiechnięta. Liam.. kiedy tylko go widzę, mam ochotę go wyściskać. Wprowadza tyle ciepła i uśmiechu w życie Ness, że.. sama nie potrafię tego nazwać. Nigdy nie była tak szczęśliwa. I za to, będę mu zawsze wdzięczna. Jeszcze taki Zayn. Nie wiem co by było, gdyby go nie było. Chyba bym zwariowała. Rozmowy przy kubku kakao i przyjacielskie rady – najlepsze u Zayna. Jest wspaniały. Może wiele osób tego nie widzi i patrzy na niego tylko przez pryzmat jakichś tam, niedogodności w przeszłości, to jest zwyczajnie pochopny. Malik, jest wspaniałym przyjacielem.

- Witam, witam- usłyszałam niedaleko czyjś ton głosu. Przypominał mi trochę głos większości mafiozów, widzianych w programach telewizyjnych. Na samą myśl, aż drgnęłam. Rozejrzałam się dookoła, a nie zauważając żadnej postaci, jedynie zmarszczyłam brwi- Ostatnie życzenie?- usłyszałam pełny jadu, ten sam głos. Nie całą sekundę później, poczułam jak ktoś przysuwa mnie do siebie i przykłada coś do szyi. Nie odpowiedziałam. Nie wydałam z siebie najmniejszego dźwięku, ciągle nie tracąc nadziei, że to wszystko okaże się tylko koszmarem, albo okropnym wytworem mojej chorej wyobraźni- Milcząca? Dobrze. Pójdzie łatwiej- nie wiedziałam co się dookoła mnie dzieje. Spojrzałam za siebie, chcąc chociaż zobaczyć twarz osoby, która przyprawiała mnie o takie dreszcze. Odwróciłam się, dość nieudolnie- Nie ruszaj się- wysyczał. Postanowiłam nie zgrywać cwaniaka i ponownie nic nie mówiąc, utknęłam w bezruchu. Osoba, która właśnie mnie trzymała, przejechała czymś po moim ramieniu. Nie wiem dokładnie czym, bo nie sposób było rozpoznać tę rzecz, przez kilka swetrów i grubą kurtkę- Wkopałaś się, młoda. Przykro mi będzie pozbyć się takiej ładnej dziewczyny- wzięłam głęboki oddech, czując ostre narzędzie na swojej szyi- Do zobaczenia, na górze- szepnął w moją stronę, zdradziecko ciepłym tonem. Łapczywie złapałam powietrze, czując tylko zimno bijące od chodnika. Później była ciemność, przerywana przez delikatne przebłyski światła, które już przestały dawać mi nadzieję.


VANESSA

- Dzień dobry!- krzyknęłam, ze śmiechem wpadając do domu. Spodziewałam się ataku, przez mamę rudowłosej. Brak jakiegokolwiek odzewu, kompletnie zbił mnie z tropu. Odkąd mieszka tutaj mama Weroniki, raczej nie zdarzała się tutaj cisza. Kątem oka spojrzałam na Liama, który również był nieco zdziwiony sytuacją. Przelotnie pocałowałam go w policzek i wysuwając się z jego objęć, szybciej ruszyłam w stronę salonu, zostawiając chłopaka lekko z tyłu. Nie było w nim żadnej żywej duszy co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Odwróciłam się przodem do chłopaka, który spojrzał na mnie z tępą miną.
- Może wyszły na zakupy?- spytał, ponownie do mnie podchodząc.
- Dałyby mi znać- powiedział konsekwentnie, krzyżując ręce pod biustem. Chłopak wzruszył ramionami, pokazując tym samym, że nie ma pojęcia o tym, co się dzieje- No dobra, pewnie się odezwą. Co oglądamy?- zapytałam, chwilę później już siedząc na kanapie. Liam usiadł obok i chwycił pilota. Zmarszczyłam brwi i zajęłam miejsce na jego kolanach.
- Nie lubię się z tobą kłócić, ale po kłótni jesteś o wiele bardziej czuła niż zwykle- stwierdził marszcząc brwi i całując mnie w czubek nosa. Lekko uderzyłam go w ramię, śmiejąc się pod nosem- Oh kochanie, nie obrażaj się- szepnął do mojego ucha, odrzucając pilota na drugi koniec kanapy. Uśmiechnął się cwanie i objął mnie w talii. Nachylił się i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Lepiej- podrzuciłam, łapiąc go za skrawek koszuli.


LENA

- Możesz mi podziękować. Problem o treści Weronika, uważam za zamknięty- usłyszałam od razu, kiedy otworzyłam drzwi. Spojrzałam na brunetkę z przestraszoną mina, nawet nie myśląc o wpuszczeniu jej do środka. Dziewczyna puściła mi kpiący uśmiech i nie czekając na pozwolenie, wdarła się do środka. Przez chwile stałam w drzwiach, przyglądając się grającym w piłkę plażową
chłopakom na plaży, jednak zawróciłam i z trzaskiem zamknęłam drzwi wejściowe. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do salonu, w którym zapewne siedziała Eleanor.
- Co rozumiesz przez zamknięty?- spytałam, nie wiedząc nawet czy chcę znać odpowiedź. Dziewczyna dumnie wypięła pierś, z szerokim uśmiechem zatapiając spojrzenie w kolorowym magazynie- Masz mi powiedzieć, co jej do cholery zrobiłaś- wysyczałam, zabierając jej czasopismo.
- Ja? Nic- powiedziała z cwanym uśmiechem, splatając dłonie na brzuchu. Zmierzyłam ją groźnym spojrzeniem, na które ona zareagowała głośnym śmiechem- Przestań się tak denerwować. W twoim stanie to nie wskazane- w myślach, tłukłam ją zdechłym szczurem po twarzy. To, że dowiedziała się o mojej ciąży, nie oznaczało wcale, że może ten fakt wykorzystywać przeciwko mnie. Tak jestem w ciąży. Nie, nie wiem kto jest ojcem. W ostatnim czasie spałam ze zbyt wieloma chłopakami, co uniemożliwia mi dokładne wskazanie ojca dziecka. Z nagłego przypływu wrażeń usiadłam, czując napływające zawroty głowy i mdłości- Załatwiłam ją. Powinnaś być mi wdzięczna- mruknęła, patrząc na mnie z wyższością. Nie wiedziałam, czy chcę wiedzieć więcej. Bałam się odpowiedzi w takim samym stopniu, jak już od niedawna bałam się jej pomysłów. Nie odpowiadając, wlepiałam w nią tęczówki, szukając odpowiedzi w jej oczach.


NIALL

Rzuciłem plik spiętych kartek na biurko i odruchowo spojrzałem w okno, lustrując dom naprzeciwko. Dom, w którym ostatnio spędzałem więcej czasu niż we własnym. Dom, w którym mieszkała moja dziewczyna. Na samą myśl o rudowłosej na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Przerzuciłem wzrok na okno, które pokazywało wnętrze jej pokoju. Niestety nie zastałem tam swojej dziewczyny. Westchnąłem i zabierając zieloną bluzę z poręczy łóżka, ruszyłem w stronę drzwi. Po drodze zapinając zamek od bluzy, nuciłem piosenkę, niedawną słyszaną w radio.
- Wychodzę- krzyknąłem, wpadając do kuchni. Harry spojrzał na mnie znad garnka i jedynie machnął lewą dłonią, szturchając stojącą niedaleko Lottie. Louis oburzony startowaniem Hazzy do jego siostry, rzucił w Loczka kawałkiem sera, posyłając karcące spojrzenie dziewczynie. Ta, w odpowiedzi wystawiła mu język i nie zwracając uwagi na kłótnię obu chłopaków, zaczęła wyjadać przygotowywane przez Harrego danie. Pokręciłem głową i wycofałem się z kuchni, nie chcąc wiedzieć co Hazza zrobi z siostrą Tomlinsona, kiedy zorientuje się, że dziewczyna wyjada jedzenie prosto z garnka. Zamknąłem za sobą drzwi i przyspieszając kroku, ruszyłem w stronę domu swojej dziewczyny. Byłem z nią umówiony za kilka minut. Pisałem z nią przed wywiadem i obiecałem, że do niej zajrzę. Muszę jakoś ją rozerwać, bo wszystkie wydarzenia, które teraz na nią spadły kompletnie ją zdołowały. Może tego nie pokazuje, ale znam ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć kiedy coś jest nie tak. Teraz właśnie jest nie tak i cholernie się o nią martwię.

- Wyszła trzy godziny temu!- pierwsze co usłyszałem, wchodząc do domu Weroniki. Zaciekawiony odbywaną rozmową, wkroczyłem do salonu, lustrując zdenerwowaną mamę rudowłosej i dziwną minę Vanessy. Jedynie Liam, starał się zachować spokój, co na dłuższą metę i tak marnie mu wychodziło.
- Weronika u siebie?- spytałem, nawet nie myśląc jak tym pytanie wzburzę panią Lewandowską. Spojrzała na mnie jakbym, co najmniej zjadł jej ulubioną rybkę i bezwładnie opadła na kanapę.
- Wyszła i nie wraca- powiedziała Van, kładąc głowę na ramieniu Liama. Ten, chcąc ją uspokoić przytulił do siebie, mówiąc coś do ucha.
- Jak to nie wraca? Moment.. wyszła sama?- spytałem, na co mama dziewczyna gwałtownie wstała i jak najszybciej umiała, opuściła salon. Vanessa w odpowiedzi jedynie skinęła głową i uśmiechnęła się smutno- Trzeba jej poszukać. Dzwońcie do reszty- powiedziałem na odchodne, wycofując się z salonu- Niech idą w stronę kina!- dodałem, jak burza wypadając z ich domu. Już od pierwszych pokonanych kroków, rozglądałem się dookoła, mając nadzieję, że w pobliżu spotkać Weronikę, która mnie wyśmieje i powie, że nie potrzebnie się martwiłem. Z każdą nową sekundą, coraz bardziej zaczynałem się martwić. Nie wychodziła na tak długo. Zresztą, rzadko wychodziła gdziekolwiek sama.

Po godzinnym chodzeniu po całym mieście, po drodze spotkałem Lottie i Harrego. Mogę się założyć, że zauważyli łzy w moich oczach i przestraszone spojrzenie. Nic nie trzymało się kupy. Dlaczego, zawsze kiedy wszystko jest dobrze, coś musi się zepsuć?
- Stary, znajdziemy ją- powiedział Harry, wypuszczając dziewczynę ze swoich objęć. Siostra Lou podbiegła do mnie i mocno przytuliła. Uśmiechnąłem się, na tyle na ile byłem zdolny się uśmiechnąć i wbiłem beznamiętne spojrzenie w swoje buty.
- Mam taką nadzieję- wyszeptałem, odsuwając od siebie dziewczynę- Chyba byłem już wszędzie- dodałem, czując wibracje w telefonie. Z rozszerzonymi tęczówkami, wyciągnąłem telefon napierając na zieloną słuchawkę.
- Wiemy gdzie jest- usłyszałem zapłakany głos Vanessy, który na moje oko nie wróżył nic dobrego.


ZAYN

Krążyłem po korytarzach szpitalnych, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czekałem na Nialla, który zapewne biegł tutaj na złamanie karku. Nikt nie wiedział dokładnie, co się stało, że dziewczyna właśnie tutaj trafiła, chociaż każdy na pewno ma jakieś podejrzenia. Wiemy tyle, że jej stan jest naprawdę poważny. Nic więcej.
- Co z nią?- spojrzałem na Nialla, czując, jak moje serce rozpada się na kilkadziesiąt kawałków. Wiedziałem, że tak zareaguje. Łzy, właściwie lały się litrami z jego oczu. Objął się się rękoma, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
- Nie jest dobrze- odpowiedziałem, nie chcąc robić mu złudnych nadziei ani go okłamywać. Kto jak kto, ale on zasługiwał naprawdę. Blondyn stał przez chwile w bezruchu, po czym usiadł na krześle. Wyglądał, jakby coś całkowicie oderwało go od rzeczywistości. Usiadłem obok niego, potrząsając jego ramię. Irlandczyk nie zareagował, z pustym spojrzeniem kręcąc głową. Nie wiedziałem, co miałem zrobić. Nie potrafiłem wyobrazić sobie, co teraz dzieje się w jego głowie. Sam nie chciałem nawet myśleć o leżącej w szpitalnej sali rudowłosej. Widziałem ją przez szybę, przez chwilę nawet jej nie poznałem. Wyglądała, jak nie ona. Gdyby nie rzucający się w oczy rudy kolor włosów, nie wiedziałbym, że to moja przyjaciółka. Jest jak siostra. Widok jej, leżącej bezwładnie z zamkniętymi oczami i wieloma ranami, których nikt nawet nie starał się ukryć, doprowadził mnie do dziwnego stanu. Miałem ogromną ochotę wbiec tam i udowodnić samemu sobie, że to nie ona. Że to tylko podobna do niej dziewczyna. Nie ona. Nie zapowiadało się na nic takiego. Byłem pewien, że właśnie tam walczy o życie jedna z najciekawszych osób, jakie miałem okazję poznać.
- Chcę ją zobaczyć- wyszeptał blondyn, przecierając dłonią oczy.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł- od razu w głowie miałem zapłakany wyraz twarzy blondyna. Niall tylko pokręcił głową i spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. Z westchnieniem skinąłem głową i wstałem z krzesła. Chłopak powtórzył mój gest i poszedł za mną. Stanęłam przed oknem, prowadzącym do sali Weroniki. Blondyn wziął głęboki oddech, wręcz leniwie spoglądając za szybę. Patrzył przez chwile, na dłuższą metę nie wytrzymując i odwrócił się tyłem, po czym szybkim krokiem poszedł przed siebie. Nie miałem pojęcia jak mu pomóc. Sam się tego wszystkiego przestraszyłem.

________________________________________________________

Ekhem. Na początku:
PRZEPRASZAM, ŻE NIEKTÓRYCH Z WAS ZAWIODŁAM. 
Nie planowałam 'spieprzenia' swojego opowiadania. Skoro znalazły się takie opinie, to widocznie coś musi w tym być, dlatego też - kolejny rozdział, będzie tylko krótkim epilogiem. Chciałam to trochę przeciągnąć, ale widzę, że nie warto. No. To chyba tyle.

Dziękuję, za ponad 21,000 wejść i wszystkie komentarze, których było JAKOŚ WIĘCEJ . Uwielbiam was i jeszcze raz PRZEPRASZAM.

sobota, 22 września 2012

Nowy blog

Jak mówiłam, tak też zrobiłam. Założyłam nowego bloga. Również o 1D, jakoś nie potrafię pozbyć się ich ze swoich historii :D Nie ma na razie żadnego rozdziału, ale już możecie poczytać tradycyjne "Złote myśli" głównych bohaterów, oraz zobaczyć ich zdjęcia. :D
Mam nadzieję, że nowe opowiadanie również w jakiś sposób was zaciekawi.
http://do-you-hear-me-honey.blogspot.com/
Pozdrawiam ♥

czwartek, 20 września 2012

Rozdział 22.


WERONIKA

- Przyjaciele?- spytał chłopak, ze smutną miną, spuszczając głowę w dół. Zlustrowałam go wzrokiem, dochodząc do wniosku, że po pierwsze nic nie odpowiadam, a po drugie blondyn nie wygląda na szczególnie przekonanego, co do tego pomysłu.
- Nie- odpowiedziałam, zawzięcie patrząc na chłopaka- Boże Niall, jesteś taki ślepy- mruknęłam, krzyżując ręce. Zajęłam miejsce na jednej z szafek i oparłam głowę na futrynie okna. Podsunęłam kolana pod brodę i nie wiedząc tak naprawdę, jak mogłabym tę rozmowę zakończyć, zakryłam twarz włosami.
- Nic nie rozumiem- westchnął blondyn, posuwając mnie w bok i siadając obok.
- Ja też- powiedziałam zgodnie z prawdą i odwróciłam się przodem do chłopaka. Wzięłam głęboki oddech, chcąc w ten sposób się uspokoić- Nigdy wcześniej, się aż tak bardzo nie bałam.
- Mnie?- spytał lekko rozbawiony, szturchając mnie w bok.
- Dobra przymknij się- westchnęłam, na co Niall tylko przewrócił oczami i pokiwał głową- Chodzi o to, że.. no bo ja.. znaczy się.. no kurwa- westchnęłam, zrezygnowana zakładając ręce- No bo to twoja wina- mruknęłam, zeskakując z blatu i ruszyłam przed siebie. Blondyn zmarszczył brwi i pociągnął mnie za rękę w swoją stronę. Obrócił mnie tak, że stałam przodem do niego, blokując wszystkie moje ruchy.
- Nie wyjdziesz stąd, dopóki mi czegoś nie wyjaśnisz- powiedział z poważnym wyrazem twarzy, nie puszczając mojej ręki. Przejechał dłonią po moim policzku, wpatrując się w moje oczy, jakby czegoś w nich szukając.
- Jakie to wszystko jest bezsensu- mruknęłam, patrząc na chłopaka- Oh, no dobra. Podobasz mi się- powiedziałam na jednym wdechu i jak najszybciej potrafiłam, wysunęłam się z jego uścisku i ruszyłam w stronę drzwi.
- Co? Ja.. czekaj- usłyszałam, po czym chłopak obrócił mnie w swoją stronę- To dlaczego uciekłaś?- spytał, trzymając mnie za rękę.
- Już mówiłam. To jest bezsensu- powtórzyłam, zakładając ręce.
- Może jaśniej?- westchnął blondyn, już trochę zniecierpliwiony.
- Niall, masz miliony fanek, które z wielką chęcią by mnie zabiły, a później wywiozły na Arizonę, żeby nikt mnie nie znalazł- wytłumaczyłam spokojnym tonem głosu, starając się zamaskować mój smutny wyraz twarzy.
- Kocham je i są dla mnie bardzo ważne, ale nie są ważniejsze od ciebie- dodał szybko, puszczając mi delikatny uśmiech- Nie wiem, czy będę w stanie przyjaźnić się z tobą po tym, czego się dowiedziałem- szepnął. Wzięłam głęboki oddech i sama nie wierząc w to, co do końca robię, zbliżyłam się do niego. Niestety, moje zamiary zostały przerwane przez dzwoniący telefon.


LENA

Boże, co ja narobiłam. Jestem beznadziejna. Nie wiem jeszcze, czy najpierw powinnam walnąć siebie czy Eleanor, ale jestem pewna, że obu nam się należy. Może i do niej nie doszło, co chce zrobić. Do mnie właśnie przed chwilą doszło to, co już zrobiłam, to co zrobić powinnam i to czego powinnam uniknąć. Prawda, chciałam się jakoś odegrać na Weronice, ale mogłam te swoje chęci, zostawić w spokoju. Wyszła z tego teraz niezła masakra.
- Odwołaj to- wysyczałam przez zaciśnięte zęby, nienawistnie patrząc na Eleanor. Dziewczyna pokręciła przecząco głową, beznamiętnie wpatrując się przed siebie.
- To koniec, kochanie- uśmiechnęła się szeroko, bawiąc się piłeczką tenisową leżącą na biurku.
- Wyjdź- powiedziałam zawzięcie, na co brunetka ponownie się zaśmiała, jednak opuściła mój pokój. Przez chwilę patrzyłam przez okno na podjazd, chcąc upewnić się, że opuści również moje życie. Byłam wściekła głównie na siebie, że dałam się w to wszystko wciągnąć.



WERONIKA

- Jak to, wyleciałam ze szkoły?- krzyknęłam do telefonu, kompletnie zbita z tropu. Stojący niedaleko Niall, spojrzał na mnie zdziwiony, zakłopotany rozglądając się dookoła.
- Niestety. Doszły nas nieciekawe informacje, dotyczące właśnie ciebie. Wymuszenia, groźby. Sprawa już trafiła na komisariat. Policjanci powinni skontaktować się z tobą już niedługo- słuchawka, którą do tej pory trzymałam w dłoni, spadła na podłogę. Nie miałam zielonego pojęcia, o czym ta kobieta do mnie mówiła. Jakie groźby? O czym oni, do cholery mówią?
- Wszystko w porządku? Słyszałam huk- w drzwiach pojawiła się Vanessa, w towarzystwie Liama. Jedyne, co byłam zdolna teraz zrobić, to ponownie wziąć słuchawkę.
- Mogłaby mi to pani wytłumaczyć?- zaczęłam spokojnie, co kobieta skomentowała głośnym westchnięciem.
- Chyba powinnaś wiedzieć, co robiłaś przez pierwszy miesiąc szkoły.
- No pani to chyba sobie ze mnie żartuje- odpowiedziałam, jednak usłyszałam tylko dźwięk rozłączanego połączenia- No to kurwa, zajebiście- mruknęłam, kątem oka spoglądając na wszystkich wkoło. Każdy po kolei, posyłał mi pytające spojrzenia, na które ja teraz nie miałam czasu- Wyleciałam ze szkoły- powiedziałam, starając się nie wybuchnąć.
- Niby jak?- spytała Vanessa, jako jedyna rozumiejąc wypowiadane do niej słowa.
- Normalnie- syknęłam, starając się unormować swój oddech- Muszę to wyjaśnić.


LOTTIE

- Chyba durny jesteś- skwitowałam ze śmiechem, wystawiając język leżącemu obok mnie Harremu. Chłopak przewrócił oczami i śmiejąc się pod nosem, zabrał leżącą niedaleko pluszową orkę- Zostaw ją- powiedziałam, akcentując każde słowo po kolei. Loczek pokręcił przecząco głową i posyłając mi buziaka w powietrzu, przytulił do siebie zabawkę.
- Myślisz, że Weronika będzie z Niallem?- wypalił, obracając w dłoniach mojego ulubionego pluszaka. Zmarszczyłam brwi, nie spodziewając się takiego pytania z jego ust. Usiadłam na wprost i spojrzałam w stronę bruneta, wbijającego we mnie swoje zielone tęczówki.
- Wiesz.. wydaje mi się, że.. cóż.. pasują do siebie- powiedziałam w końcu, przygryzając dolną wargę. Loczek odstawił zabawkę na swoje miejsce i usiadł obok mnie, opierając się plecami o ścianę.
- Przyjaciel odbił mi dziewczynę- powiedział, smutno się uśmiechając. Wzięłam głęboki oddech i poprawiłam pozycje, siadając po turecku.
- Mogłabym ci powiedzieć, żebyś o nią zawalczył, ale to chyba nie ma sensu. Widać, jak Weronika reaguje na Nialla. Nie obraź się na mnie, ale chyba powinieneś jakoś z nią skończyć- dodałam, nie odrywając spojrzenia od oczu chłopaka. Harry ponownie smutno się uśmiechnął, jednak delikatnie skinął głową.
- Chyba tylko ty, powiedziałaś mi prawdę. Louis twierdził, że jeśli się postaram, to ją zdobędę. Bujda na kółkach- zaśmiał się cicho i podniósł wzrok na mnie.
- Weronika, poczekaj!- usłyszeliśmy głos Van, po czym głośne trzaśnięcie drzwi.
- Coś się stało- powiedzieliśmy chórem, po czym oboje wyszliśmy, a raczej wybiegliśmy z pokoju. Przed drzwiami pokoju Weroniki, stała jej przyjaciółka, Liam i Niall, starający się wejść do środka. Posłałem pytające spojrzenie Liamowi, na które on tylko pokręcił głową i wbił wzrok w podłogę.
- Nie rób sobie żartów! Wpuść nas do środka!- krzyczała Ness, nie przestając pukać do drzwi- Dobra, koniec zabawy. Niall, dzwoń do jej mamy- brunetka pokręciła głową i rzuciła blondynowi telefon rudowłosej. Chłopak rzucił bezgłośne „okej” i odszedł kawałek od wkurzonej Vanessy i chcącego otworzyć drzwi Liama. Nie miałam zielonego pojęcia, co się tutaj dzieje. Odkąd mieszkam w tym miejscu, nic podobnego się jeszcze nie zdarzyło. Dziwna sytuacja. Szturchnęłam w rękę Harrego, który poklepał mnie po ramieniu i podszedł do Liama.
- Masz w tej chwili wyjść!- krzyknęła Vanessa, po czym drzwi się otworzyły. Stanęła w nich Weronika, ze stoickim spokojem patrząc na swoją przyjaciółkę. Brunetka, całkowicie wyprowadzona w równowagi, nerwowo stukała w futrynę drzwi, co chwila patrząc na rudowłosą.
- Co się tutaj dzieje?- spytałam zdziwiona. Weronika wzięła głębszy oddech i przeniosła wzrok na mnie.
- Wyrzucili mnie ze szkoły- powiedziała w miarę spokojnie. Spojrzałam na nią, jak na świra i zdziwiona wpatrywałam się w jej, lekko zapłakane oczy- Zostawcie mnie samą- dziewczyna ponownie zniknęła za drzwiami. Liam pociągnął za sobą Vanessę, zostawiając zdezorientowanego Harrego. Podeszłam do niego i pociągnęłam za rękaw, ciągnąc w stronę swojego pokoju.
- Nie porozmawiasz z nią teraz- powiedziałam, na co Loczek westchnął głośno i przytulił się do mnie.


WERONIKA

- Dzwoniłem do twojej mamy, wyjaśni to, nie martw się- obok mnie usiadł Niall, rzucając w moją stronę paczkę chusteczek higienicznych. Rozejrzałam się dookoła, szukając czegoś, co mogłoby mnie uspokoić. Blondyn wstał z miejsca i wyciągnął spod łóżka duże, czerwone pudło. Postawił je przede mną i usiadł obok, całując w głowę.
- Skąd wiedziałeś?- zaśmiałam się pod nosem, odchylając wieko. Blondyn zrobił niewinną minę i uśmiechając się promiennie, starł dłonią łzy z mojego policzka. Wbiłam wzrok we wnętrze pudełka, lustrując wzrokiem każdą rzecz po kolei. Było w nim mnóstwo zdjęć i pamiątek, po moim tacie. Podniosłam wzrok na Nialla, który uważnie mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się, widząc jego niebieskie oczy i przytuliłam się do niego.
- To nasze zdjęcie- stwierdził blondyn, wyciągając fotografię z pudełka. Uśmiechnęłam się w jego stronę i nic nie odpowiadając, pokiwałam głową- Skąd je masz? Właśnie ja je zgubiłem.. zabrałaś mi- zarzucił, krzyżując ręce.
- Fakt. Zabrałam ci- powiedziałam z uśmiechem, wbijając wzrok w kolorowe zdjęcie. Niall zaśmiał się i pociągnął w swoją stronę, obejmując mnie od tyłu- Dobra. Chrzanić to- powiedziałam po chwili o odwróciłam się przodem do niego. Chłopak zdziwiony spojrzał w moją stronę, na co ja tylko przewracając oczami, pocałowałam go. Nie wiem, czy to z przypływu emocji, czy z nagłej dodatkowej porcji odwagi, ale nie żałuję.
- Czy to znaczy, że..- zaczął z ogromnym uśmiechem- Co powiesz na to, żeby to na razie była nasza słodka tajemnica?- zrozumiał. Pokiwałam głową i położyłam głowę na jego ramieniu. Wzięłam z drugiego końca łóżka dzwoniący telefon, naciskając zieloną słuchawkę.
- Złe wieści- powiedziała na wstępie- Ponoć kilka osób doniosło o twoich rzekomych groźbach i tak dalej. Możesz mieć problemy. Jutro wracam do Londynu. Załatwimy to- westchnęłam, momentalnie się krzywiąc.
- Będę czekać. Do jutra- odstawiłam telefon i kątem oka spojrzałam na blondyna- I to by było, na tyle.


NASTĘPNY DZIEŃ


- Tak naprawdę to nie macie dowodów. Słowo mojej klientki, przeciwko słowu trójki uczniów, którzy nawet nie wydają się szczególnie wiarygodni- zakończył prawnik, którego wynajęła moja mama, siedząca obok mnie. Znajdowałam się na komisariacie, sama nie rozumiejąc z jakiego powodu. Kątem oka, spojrzałam na siedzącą naprzeciwko mnie trójkę uczniów, którzy zawzięcie twierdzą, że miałam zamiar zrobić im krzywdę. Rozpoznałam głównie Victorię, chociaż dwie siedzące obok niej dziewczyny, również kiedyś musiały mignąć mi przed oczami. Przypominały jedne z koleżanek czarnowłosej. Wszystkie trzy zgodnie twierdzą, że byłam zagrożeniem dla ich 'wolności i własności prywatnej'. Cokolwiek to znaczy. Prawnik, starał się wytłumaczyć mi wszystkie zarzuty i tak dalej, ale połowę sobie darował twierdząc, że jestem za młoda i i tak nic nie zrozumiem. Po dłuższym zastanowieniu, muszę przyznać, że ma rację. Nawet nie staram się tego zrozumieć, bo dobrze wiem jak to się skończy.
- Ale to wszystko prawda- wysyczała czarnowłosa, obrażona krzyżując ręce. W duchu, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem prosto w jej twarz. Nie wiem, co jej zrobiłam, ani co sobie ubzdurała, ale niech te brednie zachowa dla siebie.
- Dowód poproszę- powiedział prawnik, nie kryjąc ironii. Siedzący niedaleko policjant, zgromił go spojrzeniem na co on tylko zaśmiał się i pokręcił palcem przed oczami całej trójki- Właśnie. Nie macie ich. Tylko słowa. Ja też, mógłbym komuś wciskać taki kit. Bez dowodów, nie ma sprawy- powiedział z przekonaniem, mierząc dziewczyny groźnym spojrzeniem. Victoria nerwowo zacisnęła dłoń na rogu stołu, jedna z jej koleżanek wymieniała smutne spojrzenia z drugą. Siedząca między nimi czarnowłosa, zgromiła obie spojrzenie, ponownie wrzucając na twarz pewny i lekko kpiący uśmiech. Mimo to, widziałam cień strachu w jej oczach. Nie podlegało wątpliwości, że wszystkie trzy ściemniają. Ja to wiedziałam, pozostało mi jeszcze przekonać wszystkich, którzy mi nie uwierzyli.
- Niech mnie pan nie bierze pod włos. To, że nie ma dowodów nie oznacza, że jest niewinna- prychnęła dziewczyna, stukając w blat stołu.
- Właściwie, to oznacza- wtrącił prawnik, na co ja tylko szeroko się uśmiechnęłam.
- Bez powodu ze szkoły by nie wyleciała- wysyczała, po czym gwałtownie wstała z miejsca i wyszła z pomieszczenia. Za nią, podreptały jej koleżaneczki ze spuszczonymi głowami. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, który oznajmił mi przyjście nowej wiadomości. „Witaj w piekle”. Nie zrozumiałam treści w stu procentach, ale mam dziwne wrażenie, że właśnie wywalenie ze szkoły, ma być moim 'piekłem'.
- Chodź kochanie- powiedziała moja mama, podnosząc się z miejsca.
- Załatwimy je, możesz być spokojna- uśmiechnął się mężczyzna, zamykając teczkę. Pokiwałam głową i ponownie wrzuciłam telefon na poprzednie miejsce. Przed drzwiami, czekał również Niall. Kiedy tylko mnie zobaczył, od razu do mnie podbiegł i przytulił.
- Zakochani są tacy słodcy- skwitowała moja mama, klepiąc mnie po ramieniu- Nie zaprzeczajcie. Przecież widzę- prychnęła, krzyżując ręce- Nikomu nie powiem- dodała, przewracając oczami. Wymieniałam spojrzenia z chłopakiem, który zaśmiał się pod nosem i objął mnie ramieniem- Dobra. Powiedziałam mamie Nialla, ale nikomu więcej. Nie ważne. Do samochodu, już!- ponagliła z cwanym uśmiechem. Blondyn ponownie wybuchając śmiechem złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
- Niall- westchnęłam, delikatnie wysuwając rękę z jego uścisku.
- No przepraszam- powiedział i puścił mi oczko.


- Głupek- skwitowałam, wchodząc do pokoju blondyna. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, kątem oka spoglądając na trzymane przez niego, pudełko z ciastkami. Przewróciłam oczami i zamykając za sobą drzwi, usiadłam obok niego.
- Kto głupek?- spytał, odstawiając pudełko i przysuwając się bliżej. Objął mnie ramieniem, uważnie mi się przyglądając.
- Harry- prychnęłam, krzyżując ręce- Walnęłabym go, ale nie mogę, bo moja koleżanka na niego leci- mruknęłam, na co blondyn klasnął w dłonie i szeroko się uśmiechnął.
- Ah, ta Lottie- zaśmiał się, zacierając dłonie.
- Przydałoby się ich zeswatać- stwierdziłam z cwanym uśmiechem.
- Nie wtrącaj się- zarządził tonem głosu, nie znoszącym sprzeciwu. Prychnęłam, w głowie już wymyślając plan zeswatania tej dwójki. Chłopak zauważył widocznie błysk w moim oku, bo spojrzał na mnie groźnie. Zaśmiałam się i usiadłam dla jego kolanach, całując z kącik ust- A rób co chcesz- stwierdził, oblizując usta- Malina- podrzucił, śmiejąc się pod nosem.
- Łatwo poszło- stwierdziłam, schodząc z jego kolan i opierając się plecami o ścianę. Niall zmarszczył brwi i nachylił się nade mną.
- Co porabiacie?- do pokoju wparował Louis. Kiedy zobaczył nas w takiej, a nie innej sytuacji, otworzył szeroko usta i zaczął skakać w miejscu, bijąc brawo blondynowi.
- Pojebało cię?- spytałam ubranego w paski chłopaka, na co ten tylko machnął ręką i zleciał na dół, drąc się, że się całujemy- Marnie nam wyszło, to ukrywanie.
- I tak by się dowiedzieli. Nie martw się, w wywiadzie jeszcze o tobie nie powiem- uśmiechnął się blondyn i wrócił do poprzedniej czynności.
______________________________________________________
No i macie Nialla i Weronikę. Nie wyszło tak, jak zapewne oczekiwaliście, bo łącząc ich w parę, wprowadziłam niezły zamęt w życiu rudej, ale taki miał być efekt. Chciałam zamieszać.

Jak wspominałam rozdziałów nie będzie więcej niż 26. Może będzie 25. Nie wiem do końca, ale zaczynam wszystko powoli wyjaśniać, ogarniać i będzie koniec.

Odpowiedź na pytanie, które możliwe się komuś nasunie - nie, nie zamierzam wrócić na zawieszonego bloga. Tak, mam zamiar założyć nowego bloga, którego pierwszy rozdział już zarysowuje mi się w głowie ♥

JARACIE SIĘ ZE MNĄ ?! *__________*


http://www.youtube.com/watch?v=AbPED9bisSc&feature=BFa&list=FL3S9j0C_gK6s9Rvzn3mrnLQ 

Trzymajcie się ; *

poniedziałek, 17 września 2012

Rozdział 21.


WERONIKA

- Nie wkurzaj mnie- wyrecytowałam z kamiennym wyrazem twarzy, nawet nie obracając się w stronę roześmianego Zayna- To on zaczął nie ja i przestań robić takie miny, albo ci wpierdolę- syknęłam, tym razem zawzięcie patrząc w jego stronę. Mulat zmarszczył brwi, po czym ponownie wybuchnął głośnym śmiechem. Zdenerwowana skrzyżowałam ręce i wstałam z kanapy. Licząc w myślach do dziesięciu, ruszyłam schodami na górę. Zapukałam do pokoju Lottie, która zamieszkała razem ze mną i Vanessą, kilka dni temu. Moja mama, postanowiła zostać na stałe w Irlandii. Długo z nią o tym rozmawiałam, ale nie mam jej tego za złe. Najwidoczniej coś ją tam trzyma, a jeśli to ją uszczęśliwi, to ja nie będę jej stawać na drodze. Co prawda chciała, żebym pojechała tam z nią, ale wolę zostać w Londynie. Coś, czego nie da się do końca wyjaśnić mnie tutaj trzyma. Można powiedzieć, że zostałam w tym wielkim domu sama z Vanessą, bo jej mama również zdecydowała się wyprowadzić. Za tydzień, wraca do Polski. Nie wiem dlaczego dokładnie, ale jeśli tak czuję, to niech wraca. Szkoda mi trochę, że Van nie będzie z mamą, bo ona również chce zostać tutaj. W końcu niedługo zaczną się studia. Niedługo.. za tydzień zaczyna wykłady. 

Przez ostatnie trzy tygodnie, zżyłam się z Lottie. Jest dokładnie tak samo pozytywna jak Louis, ma podobne pomysły, ale lepiej nie zostawiać jej sam na sam z Harrym i Louisem. Zawsze kończy się zmuszeniem do używania gaśnicy, albo przeszukiwaniem całego miasta w celu znalezienia całej trójki. Po kilku rozmowach z Lottie, w końcu przyznała się, że podoba jej się nasz Loczek. Kazała mi się w to nie wtrącać, ale nie będę nic obiecywać. I tak będę się wtrącać. 
Szkoła, jak to szkoła. Tylko jedna kwestia mnie zastanawia. Nie rozumiem, dlaczego Victoria nadal pała do mnie taką nienawiścią. Właściwie, to już przyzwyczaiłam się do jej docinek i ciągłego przewracania mojej osoby. Tylko chciałabym wiedzieć, dlaczego to robi. 

Weszłam do pokoju blondynki, nawet nie czekając na żadne proszę. Leżała na łóżku, zawzięcie rozmawiając z Harrym. Nawet nie zauważyli, że postanowiłam ich odwiedzić. Nie odrywali od siebie wzroku, wymieniając się uśmiechami. Postanowiłam się wycofać i zamknęłam za sobą drzwi. Wychodząc z pokoju, na kogoś wpadłam.
- Właśnie cię szukałem- uśmiechnął się blondyn, nie wypuszczając mnie ze swojego uścisku- Co powiesz na kino? Nie mam zamiaru siedzieć tutaj cały dzień, a nikt nie chce ze mną iść- prychnął, przewracając oczami.
- Nie chce mi się- jęknęłam, opierając głowę na jego ramieniu.
- Proszę.
- Nie.
- Proszę.
- Nie.
- Ładnie proszę?- spytał, wpatrując się w moje tęczówki. Dobrze wie, jak to na mnie działa i bezczelnie to wykorzystuje. Walnęłabym go.
- Dobra- mruknęłam i odsunęłam się do niego- Moment- westchnęłam i zniknęłam za drzwiami swojego pokoju. Wzięłam bluzę z oparcia krzesła i narzuciłam ją na siebie.

- Kogoż tu przywiało- usłyszałam za sobą głośny śmiech, który ostatnio rozpoznałabym wszędzie. Wzięłam głębszy oddech, który od razu zauważył blondyn. Spojrzał na mnie z lekko zmartwioną miną, łapiąc mnie za rękę. Spojrzałam na niego i tylko wzruszyłam ramionami w odpowiedzi, na jego nieme pytanie.
- Również nie powiem, że miło mi cię widzieć- mruknęłam, kątem oka spoglądając za siebie. Stała przede mną czarnowłosa dziewczyna, mająca za hobby uprzykrzanie mi życia.
- Nie sądziłam, że będziesz tak odważna i wyjdziesz z domu, tak wyglądając- prychnęła, przybijając żółwika ze stojącym obok niej chłopakiem. 
- Nie sądziłam, że możesz mieć jeszcze gorsze teksty niż ostatnio- odpyskowałam i ruszyłam w stronę sali, ciągnąc za rękę Nialla.
- O co jej chodziło?- spytał marszcząc brwi, jednocześnie zatrzymując mnie na środku korytarza prowadzącego do sali kinowej.
- To chyba tylko ona wie- mruknęłam, na co chłopak lekko skinął głową nie pytając o nic więcej. W duchu dziękując za to, że ni muszę mu niczego tłumaczyć, zajęłam swoje miejsce. Byliśmy spóźnieni kilka minut, co wiązało się z tym, że ominęły nas wszystkie reklamy za co byłam niedozgonnie wdzięczna. Przewertowałam wszystkie siedzenia wkoło, z wielkim uśmiechem zauważając, że czarnowłosej wariatki tutaj nie ma. Odetchnęłam z ulgą i rozłożyłam się w fotelu. Zabrałam popcorn blondynowi, który tylko puścił mi oburzone spojrzenie, jednak po chwili machnął ręką i wbił wzrok w ekran, zajmując się wyjadaniem żelków. Spojrzałam w tę samą stronę, momentalnie się krzywiąc- Mówiłam, nie na horror- syknęłam, na co Niall wybuchnął śmiechem i puścił do mnie oczko- Nie żyjesz- mruknęłam do siebie, obrażona rzucając popcornem w przyjaciela.
- Jak śmiesz?- westchnął i rozglądając się dookoła, zbliżył się do mnie i zaczął mnie łaskotać. Co chwilę wybuchałam głośniejszym śmiechem, nie zwracając uwagi na wkurzonych ludzi, którzy starali się nad uciszyć.
- Proszę się uspokoić!- zażądał jakiś chłopak, w granatowej kamizelce z nazwą kina. Walnęłam blondyna w ramię i oboje grzecznie zajęliśmy miejsce, wymieniając rozbawione spojrzenia- Weronika?- zmarszczyłam brwi, nie wiedząc kto zna moje imię- Adam- wytłumaczył, na co ja tylko krzywo się uśmiechnęłam- To ja już..- mruknął chłopak, zauważając siedzącego obok mnie Nialla. Spuścił głowę i ruszył w stronę, z której przyszedł.
- A to kto?- szepnął do mnie blondyn, na co ja aż podskoczyłam na siedzeniu.
- Nie strasz mnie- syknęłam, obracając głowę w jego stronę. Było totalnie ciemno. Całą salę oświetlały jedynie obrazu z filmu, a zważając na to, że siedzieliśmy praktycznie w samym roku, nie było kompletnie nic widać. Nie zauważyłam nawet, że Niall jest tak blisko mnie. Będąc tak blisko niego, moje serce zaczęło bić o wiele szybciej, niż zawsze- Kolega- odpowiedziałam na wcześniej zadane pytanie i dłonią, ścisnęłam oparcie swojego fotela. Blondyn przysunął się jeszcze bardziej, nie zaprzestając patrzenia w moje tęczówki, przerywanego przez delikatne uśmiechy.
- Powiedz, jeśli mam przestać- szepnął, łapiąc moją rękę. Wzięłam głębszy oddech i nic nie mówiąc, spojrzałam w jego stronę. Dobra. Trzeba to przyznać, chociaż przed sobą. Jestem totalnie zakochana w chłopaku, z którym chodziłam do przedszkola i na którego mamę odkąd pamiętam, mówiłam ciociu. I co jeszcze? Jeszcze to, że ten sam chłopak, zachowuje się tak, jakby sam był we mnie zakochany. Nic nie rozumiem. Blondyn uśmiechnął się pod nosem, zapewne zauważając moją dziwną minę. Wziął mnie za rękę, coraz bardziej zmniejszając odległość między nami. Chłopak nie czekając już na nic więcej, schylił się, podnosząc moją spuszczoną głowę za brodę- Przepraszam, ale muszę- dodał, po czym bez chwili zwlekania pocałował mnie. Nie wiem, ile to trwało, nawet nie wiem, jakim cudem stało się to akurat teraz. Trochę zdziwiona, odsunęłam się od niego, wyszukując odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania, w jego oczach. Zauważyłam w nich jedynie iskierki, których już od dłuższego czasu mi brakowało. Nie mam pojęcia, co mną kierowało, ale jedyne co w tej chwili byłam zdolna zrobić, to wstać i wyjść z sali, zostawiając go samego. Wyszłam na zewnątrz i oparłam się plecami o ścianę budynku, naciągając rękawy na dłonie. Niall wyszedł za mną, stając naprzeciwko mnie, ze smutną miną.
- Przepraszam, ja..- zaczęłam, jednak chłopak pokręcił głową i lekko się uśmiechnął.
- Nie przepraszaj- szepnął, spuszczając głowę w dół.
- Niall..- zaczęłam, biorąc głęboki oddech.
- Tak?- delikatnie podniósł głowę, pocierając swoje dłonie.
- Wracajmy- dodałam szeptem, kątem oka patrząc w jego stronę.


NIALL

- Jestem idiotą- rzuciłem na wstępie, wchodząc do pokoju Mulata- A to wszystko twoja wina, bo cię posłuchałem. Mnie chyba pojebało, żeby słuchać twoich rad. Ja pierdole, naprawdę mnie popierdoliło.
- Zawsze przeklinasz, jak jesteś zły- podsumował, otwierając okno. Gniewnie zmarszczyłem brwi i z coraz bardziej pulsującą głową, usiadłem na łóżku ze skrzyżowanymi rękoma- Co się stało?- spytał z westchnieniem, siadając obok mnie.
- Wahadełko kurwa- mruknąłem, na co Zayn wybuchnął głośnym śmiechem.
- Jesteś strasznie śmieszny, jak się wkurzasz- wziąłem poduszkę i walnąłem go prosto w głowę, co spowodowało tym, że chłopak jak długi runął na podłogę- Lepiej ci?- westchnął, na co ja pokiwałem głową z promiennym uśmiechem. Mój przyjaciel podniósł się z podłogi i zajął miejsce trochę dalej ode mnie- Ale co ja zrobiłem?
- Kazałeś mi ją pocałować, debilu- syknąłem, obdarzając go morderczym spojrzeniem.
- Tylko nie debilu, co?- prychnął, zakładając ręce.
- Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok- syknąłem, na co chłopak ponownie wybuchnął głośnym śmiechem- No to teraz przegiąłeś- stwierdziłem z chytrym uśmiechem- Z tego co wiem, twoja siostra nie wie o tym, kto spławił jej poprzedniego chłopaka.. Wiesz, nie sądzę żeby miło to przyjęła- wyciągnąłem telefon z tylnej kieszeni spodni, na co Zayn błyskawicznie znalazł się obok mnie i wytrącił mi komórkę z ręki.
- Do rzeczy- pospieszył, teatralnie przewracając oczami.
- Po pierwsze, nigdy więcej cię nie posłucham. Po drugie, jestem idiotą. Po trzecie, jedyna dziewczyna na której mi zależy uciekła, kiedy ją pocałowałem.


WERONIKA

- Jestem idiotką- skwitowałam, stając w progu salonu, w którym oprócz dziewczyn zastałam Liama i Harrego- Wy- wskazałam na chłopaków ze złowrogą miną- idźcie sprawdzić, czy wam się coś nie przypala w kuchni- mruknęłam, na co oboje przewracając oczami, ruszyli w stronę kuchni w moim domu- Do domu, już!- dodałam coraz bardziej wściekła, miesząc obu wzrokiem. W tym samym momencie wybuchnęli śmiechem i kręcąc głową, wyszli na zewnątrz.
- Spławiłam mi chłopaka- dodała oburzona Vanessa.
- Mam ważniejsze sprawy na głowie, panno spędzam dwadzieścia cztery godziny na dobę z moim chłopakiem i jego towarzystwo wcale mi się nie nudzi, co wkurwia moją przyjaciółkę- wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Vanessa rozumując moją aluzję tylko westchnęła i poklepała miejsce obok  siebie. Lottie spojrzała na mnie zaciekawiona, bawiąc się zamkiem od bluzy.
- Co znowu zrobiłaś?- spytała Van, podśmiewając się pod nosem.
- Jakby to.. znaczy.. no bo.. w pewnym sensie, dałam kosza Niallowi- skrzywiłam się, bezwładnie opadając na kanapę.
- Przecież ci się podoba- sprostowała Lottie. Spojrzałam na nią zdziwiona, po czym oburzona przeniosłam wzrok na Vanessę.
- Kto jeszcze wie? Dostawca od pizzy?- syknęłam, na co ona posłała mi tylko zakłopotane spojrzenie- Dobra wiesz co? Zapomnij- mruknęłam i z hukiem wstałam z kanapy, ruszając na górę. 
- Ale poczekaj- usłyszałam głos brunetki, lekko stłumiony przez tupot moich własnych stóp. Trzasnęłam drzwiami, nawet nie czekając na jakiekolwiek wytłumaczenie i położyłam się na łóżku. 

Jestem głupia, bezmyślna, podejmuję pochopne decyzje i nie potrafię obracać się w społeczeństwie. Moje życie jest do niczego, moja przyjaciółka rozgaduje kto mi się podoba.. i niech mi teraz ktoś powie, że życie jest piękne, to wypchnę go przez okno nowojorskiego wieżowca. Westchnęłam i zabrałam swojego laptopa spod łóżka. O dziwo był włączony. Pierwszą stroną, była jedna z polskich stron plotkarskich, już załadowana. Nie mam pojęcia, kto w nią wszedł, bo ja na nią nie wchodziłam. Zjechałam kursorem w dół, zaciekawiona po co ktoś by na nią wchodził. Moją uwagę, przykuł jeden z artykułów, pod którym był również filmik.

„ ELEANOR CALDER, BYŁA DZIEWCZYNA JEDNEGO Z CZŁONKÓW ONE DIRECTION, WRAZ Z BYŁĄ DZIEWCZYNĄ ZAYNA MALIKA OPOWIADAJĄ! 
- Weronika jakoś nigdy mnie nie lubiła. Sama nie przepadałam za jej osobą. Moja intuicja najwidoczniej mnie nie zawiodła. Ma bardzo dziwną przeszłość. Depresja, wypadek ojca, który najprawdopodobniej nie był przypadkiem.. Zresztą, już wcześniej miałam okazję poznać jej idealną rodzinkę- widząc twarz brunetki, jedynie się skrzywiłam- Mama Weroniki miała romans z moim tatą. To przez to, rozwaliła się moja rodzina- powiedziała, po czym starła kilka spływających łez po jej policzkach. Trochę mnie zamurowało, ale dobrze wiedziałam, że jej łzy były wymuszone. Trochę ją poznałam, więc potrafię rozróżnić takie rzeczy- Poza tym, wydaje mi się, że leci tylko na ich pieniądze i sławę. Jest strasznie pazerna- wyrzuciła z siebie na jednym wdechu. Pusto patrzyłam przed siebie, szukając jakiegoś ratunku, które na złość nie mogłam znaleźć. Poczułam tylko łzy spływające po mojej twarzy, które w miarę możliwości starałam się ścierać.
- Musimy porozmawiać- w drzwiach stanął Zayn z kamiennym wyrazem twarzy. Zauważając mnie, szybko podbiegł i przytulił mnie do siebie- Hej, słońce co się dzieje?- nie odpowiedziałam. Zayn kątem oka spojrzał na leżącego niedaleko laptopa i zauważając na nim Eleanor, szybko go zamknął- To by było na tyle- syknął, po czym wyciągnął telefon z kieszeni- Liam dzwoń do Paula, niech załatwi nam wywiad. Jak najszybciej. Wytłumaczę wam wszystko jak wrócę- ponownie włożył telefon do kieszeni i posadził mnie na swoich kolanach- Nie oglądaj tych bzdur- westchnął, całując mnie w głowę. Uśmiechnęłam się do niego trochę blado i pokiwałam głową. 

Podniosłam się, opierając na łokciach i rozejrzałam dookoła. Po mojej prawej stronie spał Zayn, wtulając się w mojego różowego misia, a po mojej lewej stronie, zauważyłam Vanessę, która siedziała i patrzyła na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Nie jestem zła- powiedziałam na wstępie, na co dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie do siebie- Albo czekaj. Nie będę zła, jak zrobisz mi śniadanie- powiedziałam z przekonaniem, na co ona tylko przekręciła oczami i ręką pokazała, żebym poszła za nią. Przykryłam Zayna kocem i wyszłam za brunetką. 
- Ktoś chciałby z tobą porozmawiać- powiedziała, zostawiając mnie w kuchni, po czym poszła na górę. Odwróciłam się do tyłu, a moim oczom ukazał się Niall, z różą w ręku. 
- Chciałbym..- zaczął z lekkim uśmiech- Przyjaciele?


VANESSA

- Daj im chociaż trochę prywatności- westchnął Liam, na co ja tylko machnęłam ręką, starając się cokolwiek usłyszeć przez zamknięte drzwi. Niestety mi to nie wychodziło. Szmery ze strony Liama i szuranie butów, jak mi się wydaje, Nialla wcale nie były pomocne- Zostaw ich- mruknął mój chłopak i pociągnął mnie do siebie, prowadząc na kanapę. Westchnęłam, jednak posłusznie udałam się za nim- Jeśli będzie chciała, to ci powie- powiedział, zajmując miejsce. Westchnęłam ponownie i usiadłam na jego kolanach.
- I tak cię kocham- mruknęłam, muskając jego usta. Chłopak zaśmiał się pod nosem i kładąc ręce na moich plecach, przyciągnął mnie do siebie.
- Czasami nie potrafię cię rozgryźć- zaśmiał się cicho, na co ja tylko wzruszyłam ramionami.
- Zabierz mnie na romantyczną kolację- powiedziałam marszcząc brwi. 
- Nigdy nie chciałaś iść ze mną na podobną- stwierdził trochę zdziwiony, uśmiechając się w moją stronę.
- Ale teraz chcę- zaśmiałam się pod nosem, puszczając chłopakowi znaczący uśmiech.
- Zrozumiałem aluzję- uśmiechnęłam się do niego, całując go w kącik ust- Aż za dobrze- mruknął do mojego ucha, obdarowując mnie radosnym spojrzeniem.


LENA


- To chyba idzie w złym kierunku- mruknęłam w stronę Eleanor. Dziewczyna zgromiła mnie spojrzeniem, wściekle rozglądając się po całym pokoju. 
- W dupie mam dokąd to idzie. Victoria spisuje się świetnie. Wplatałam w to jeszcze kilku moich znajomych, którzy jakby to nazwać.. obserwują rudą. Wiedziałaś, że ona kręci z Niallerem? To pewnie dlatego się z nim całowałaś. Mądrze- powiedziała z uznaniem, uśmiechając się dumnie. Zamurowało mnie. Tak sądziłam, że może ją coś ciągnąć do blondyna, ale nigdy nie podejrzewałabym, że Weronika mogłaby się w kimś zakochać. Długo ją znałam i jakby nie patrzeć, mimo tego że ostro mnie wkurzała, to jednak trochę mi na niej zależy. Może i właśnie w tej chwili niszczę jej życie, ale.. nie ma żadnego ale. To koniec.
- Kończę z tym. Możesz powiedzieć moim rodzicom o narkotykach. I tak już z tym skończyłam. Nie chcę się w to mieszać, już wystarczająco naplątałam. Masz w tej chwili odwołać to wszystko i wyjść z mojego domu- wysyczałam, na co ona tylko głośno się zaśmiała.
- Mam rozumieć, że twoją ciążę też mam ukryć?
- Skąd o tym wiesz?!- krzyknęłam zdenerwowana, na co dziewczyna głośno się zaśmiała.
- Nie ważne. Robisz co ci każę. Bez wykrętów. Mogę cię zapewnić, że Weronika już niedługo nie będzie naszym problemem. Rada dla niej? Niech lepiej nie wychodzi jutro z domu- zakończyła i wyszła z mojego domu trzaskając drzwiami. Teraz, naprawdę się wystraszyłam. To zaszło za daleko. W szybkim tempie złapałam za telefon. Muszę to jakoś odkręcić.
______________________________________________________
Nie sprawdzałam ♥
Muszę napisać jeszcze chociaż jeden rozdział, dopóki mam czas. Aktualnie, jestem chora także mam go sporo.

PRZEWIDUJĘ 26 EWENTUALNIE 26 ROZDZIAŁÓW.

No i to chyba by było wszystko, bo jakoś nie mam co pisać. ; *
Trzymajcie się i do następnego <3

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 20.

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY, NIE SPRAWDZAŁAM.

WERONIKA

- Wyglądasz strasznie- zaśmiała się Vanessa, siedząc na kolanach swojego chłopaka i przytulając się do jego klatki piersiowej. Obdarzyłam ją wkurzonym spojrzeniem i obrażona skrzyżowałam ręce, bardziej owijając się kocem, który miałam na sobie już podczas schodzenia na dół.
- Dobrze się czujesz?- usłyszałam tuż obok siebie głos Nialla, na który zareagowałam kichnięciem. Blondyn zaśmiał się pod nosem i ręką wskazał na schody- Wracasz do pokoju i grzecznie się położysz- powiedział głosem, niczym moja mama patrząc na mnie poważnie.
- Nic mi nie jest- powiedziałam od razu, pomiędzy atakami kaszlu.
- Tak, oczywiście- skomentował chłopak i ponownie pokazał, żebym poszła na górę. Przewróciłam oczami, jednak posłusznie ruszyłam na górę. Daleko nie zaszłam, bo już po chwili potknęłam się i poleciałam do tyłu.
- Jesteś chora- usłyszałam, kiedy wylądowałam w czyichś ramionach. Uniosłam głowę, zauważając lekko zatroskany wyraz twarzy Zayna, który trzymał mnie na rękach.
- Nie wiedziałam- odpowiedziałam z westchnieniem. Mulat pokręcił głową i postawił mnie na podłodze, lustrując mnie od góry do dołu.
- Idź się połóż, dziewczyno- pokiwałam głową, nie mając ani siły ani ochoty na sprzeczanie się z kimkolwiek i zrobiłam krok do przodu.
- Weronika, miałaś iść na górę. Już- ponaglił Niall, trzymając herbatę w rękach. Ponownie westchnęłam i podnosząc koc do góry, weszłam po schodach. Udałam się do swojego pokoju i zrezygnowana usiadłam na łóżku. Niall wszedł na mną i siadając obok mnie, podał mi herbatę.
- Dzięki Niall- uśmiechnęłam się, na co blondyn wzruszył ramionami i szczelniej przykrył mnie kocem. Kątem oka spojrzałam na zegarek- Niall.. jest za dziesięć ósma- powiedziałam, na co blondyn spojrzał na mnie zdziwiony- Macie próbę za dziesięć minut- dokończyłam, a chłopak jak oparzony zerwał się z miejsca i krzycząc po drodze 'zajrzę później' zbiegł na dół.

Od dobrych dwóch godzin, przechodziłam ze strony na stronę, szukając jakiejś fajnej torby do szkoły. Nie wiem kto wstawia te ogłoszenia do internetu, ale mógłby spiąć swoje zacne pośladki i wrzucić coś ładnego, bo wszystkie torby, które widziałam do tej pory, nie nadają się nawet do spalenia w kominku. Kątem oka spojrzałam na porozrzucane po biurku rzeczy, kupione wczoraj. Większość, to zeszyty i książki, które przydadzą mi się już za niecałe cztery dni. Wtedy właśnie zaczyna się szkoła. Szkoła, nigdy nie przynosi mi na myśl dobrych wspomnień. Kojarzy mi się głównie z częstym płaczem po nocach i chęcią zabójstwa wszystkich idiotów, którzy uprzykrzali mi w niej życie. Teraz, pewnie wszystko do tego wróci. Nie pasuję do idealnego obrazka prywatnej szkoły, do której będę chodzić. Pasuje mi tam jedynie wysoki poziom, który odciągnie moja uwagę od wszystkich myśli, które ciągle krążą po mojej głowie. Powrót do rzeczywistości dobrze mi zrobi.

Odstawiłam laptopa na szafkę i zwlekłam się z łóżka, w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Po kilku kichnięciach i kolejnym zawrocie głowy, z wyraźną ulga stanęłam przed lodówką. Wyciągnęłam z niej Nutellę i sok pomarańczowy, po czym zasiadłam przy stole, zabierając po drodze chleb.
- Wróciłam!- usłyszałam donośny krzyk Vanessy i głośne szuranie butów kilku osób. Przeklęłam pod nosem, nalewając soku do szklanki.
- Ciszej, Weronika jest chora. Poza tym może spać- skarcił ją Niall, po czym na mojej twarzy mimowolnie pojawił się ogromny uśmiech. Jak mniemam, tylko on pojmuje fakt mojej grypy- Cześć- w drzwiach zobaczyłam uśmiechniętego blondyna.
- Jak się czujesz?- zaraz za nim wszedł Harry i Zayn, przepychający się w drzwiach.
- Świry- skomentowałam, wstając z miejsca- Idźcie sobie, albo was zarażę- powiedziałam z cwaną miną, na co Zayn z piskiem wyleciał z kuchni. Harry tylko przewrócił oczami i teatralnie otrzepał spodnie, wchodząc do wnętrza pomieszczenia- A teraz przepraszam, idę cierpieć w samotności- mruknęłam pociągając nosem i udałam się w stronę drzwi. Harry westchnął głośno i łapiąc mnie za rękę, obrócił w swoją stronę- Styles, zostaw mnie zboczeńcu.
- Chyba już lepiej się czujesz- stwierdził ze śmiechem, poruszając brwiami.
- Jeszcze chwila, a wysmarkam się w twoją koszulkę- syknęłam i wysunęłam się z uścisku chłopaka- Dobranoc- przewróciłam oczami i mocniej chwytając rączkę od kubka, ruszyłam na górę.
PIERWSZY DZIEŃ SZKOŁY

- Przeżyjesz- zachichotała Vanessa, uśmiechając się szeroko. Puściłam jej groźne spojrzenie i kontynuowałam jedzenie swojego tosta, nie przestając gromić przyjaciółki spojrzeniem. Wzięłam głęboki oddech i nalałam soku pomarańczowego do szklanki. Prawą ręką, nerwowo stukałam w blat stołu mając nadzieję, że pomoże mi to rozładować napięcie.
- Zbieraj się- obok mnie usiadł Harry, kręcąc kluczykami w dłoni.
- Mówiłam ci, że pójdę sama. Nie mam zamiaru pierwszego dnia w szkole robić nie wiadomo jakiego szumu, bo przyjechałam samochodem z Harrym Stylesem, posiadaczem jakże uroczych loków i nieziemskiego spojrzenia- teatralnie przewróciłam oczami i narzuciłam torbę na ramię. Loczek zalotnie poruszył brwiami i w tempie błyskawicznym znalazł się obok mnie.
- Mam nieziemskie spojrzenie?- spytał, z iskierkami w oczach unosząc brwi.
- To nie jest moje zdanie. Poczytaj w internecie- prychnęłam i zabierając jabłko ze stołu, pomachałam do niego ręką- Cześć- przekręciłam oczami i zamknęłam za sobą drzwi.

Do szkoły, miałam niecałe piętnaście minut drogi na pieszo. Mundurek, który obowiązywał w tej szkole, już zaczął mnie drażnić. Jedyny plus był taki, że szary i czerwony, całkiem dobrze ze sobą wyglądają, co nie zmienia faktu, że dziwnie czułam się w zakolanówkach. Zlustrowałam budynek szkoły z bardzo dziwnym spojrzeniem. Przypominał Hogwart. Dobra, trochę przegięłam. Okna były jakieś takie za duże i wszystko kompletnie się ze sobą nie komponowało. Skrzywiłam się, słysząc za sobą pogwizdywania grupy chłopaków, siedzących przy głównym wejściu, na murku. Przewróciłam oczami i mocniej przyciskając do siebie torbę, pociągnęłam za klamkę. Korytarz, wydawał się bardzo przypominać moją poprzednią szkołę w Polsce. Zaciekawione spojrzenia wszystkich uczniów, jakoś nie były mi na rękę.
- Ej, to ta ruda od Ode direction?- przeklęłam w myślach, słysząc te słowa. Nawet w prywatnej szkole, gdzie ogólnie powinny być same kujony i debile, oczywiście wykluczając mnie, od razu skojarzyli mnie z moimi przyjaciółmi. Nie wiem który raz dzisiejszego dnia, ale już kolejny, przewróciłam oczami. Kurczowo trzymając pasek od torby ruszyłam w poszukiwaniu sekretariatu.
- Ty jesteś pewnie Weronika?- obok mnie stanęła czarnowłosa dziewczyna, ostro wytapetowana, co aż zanadto rzucało się w oczy. Nie odpowiedziałam, tylko przyglądałam się jej kpiarskiemu uśmieszkowi- Słyszałam, że jesteś już po chorobie psychicznej. Niezły start w nowej szkole- mruknęła, na co ja tylko obojętnie wzruszyłam ramionami i posłałam jej znudzony uśmiech. W środku, miałam ogromną ochotę wybuchnąć płaczem. Skąd ona to wie?- Miłego pierwszego dnia w nowej szkole- syknęła, przechodząc obok i szturchając mnie w ramię, czym spowodowała wylądowanie mojej torby na podłodze.
- Dzięki- szepnęłam do siebie, zgarnęłam torbę z podłogi i rozejrzałam się dookoła. Postanowiłam nie zwracać uwagi na tę dziwną sytuację i wzrokiem szukałam sekretariatu.
- To było dziwne- przede mną stanęła blondynka, z ogromnym uśmiechem na ustach- Jestem Lottie, siostra Louisa- uśmiechnęła się, ukazując rząd idealnie białych zębów- Mój brat, pewnie ci nie powiedział, że chodzę do tej szkoły. Pewnie dlatego, że sam nie wie. No nie ważne, chodź zaprowadzę cię do sekretariatu- powiedziała i pociągnęła mnie za ramię.
- Miło mi cię poznać. Weronika- odpowiedziałam z głośnym westchnieniem, stając przed wejściem do sekretariatu.
- Poczekam na ciebie- powiedziała Lottie i uśmiechnęła się w moją stronę. Pokiwałam głową i weszłam do środka.
- Ty pewnie jesteś Weronika Lewandowska?- pokiwałam głową, kątem oka spoglądając na starszą kobietę w eleganckim koku, siedzącą na biurkiem- Dobrze, to twój plan lekcji i plan szkoły, jakbyś się czasem zgubiła. Po piątej lekcji, jest duża przerwa trwająca godzinę. Można wtedy pójść do domu. Regulamin szkoły wysłaliśmy, wszystkie spisy się zgadzają, także to byłoby wszystko. Miłego dnia w szkole.
- Dziękuję- powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Blondynka faktycznie czekała na mnie przed drzwiami. Wzięła mój plan i przyglądała mu się przez dłuższą chwilę.
- Mamy kilka lekcji razem, a teraz wygląda na to, że mamy obok siebie. Pozostaje nam poszukać odpowiedniej sali- westchnęła.
- To będzie ciekawe- powiedziała ze śmiechem, ruszając przed siebie.

- Jestem Weronika, pochodzę z Polski i chciałabym już usiąść- na polecenie nauczyciela, powiedziałam 'kilka słów o sobie'. Wychowawca, a zarazem nauczyciel historii westchnął głośno i ręka pokazał na jedyną wolną ławkę, w rzędzie przy oknie. Pokiwałam głową i zajęłam wyznaczone miejsce.
- Masz ładną torbę!- pisnęła jedna z dziewczyn, podbiegając do mnie- Skąd ją masz? Przecież one wychodzą dopiero za miesiąc!- powiedziała podekscytowana blondynka, robiąc maślane oczy.
- Mam swoje sposoby- odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Na miejsca!- krzyknął wychowawca, z wkurzoną miną patrząc na stojące wkoło mnie dziewczyny. Wszystkie jednogłośnie westchnęła i machając do mnie ręką, zajęły swoje miejsca.
- Tyłek też ma niezły- stwierdził któryś z chłopaków, siedzący niedaleko mnie.
- I jedyne co możesz robić, to patrzeć, skarbie- mruknęłam, na co wszyscy zgromadzenia w klasie ryknęli śmiechem. Stłumionym chichotem uraczył nas nawet nauczyciel, jednak od razu spoważniał i posłał nam obojgu karcące spojrzenie.
- Pogadamy za kilka dni- odwróciłam się do tyłu. Przed sobą zauważyłam uśmiechniętego bruneta, który puszczał mi perskie oko. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego zaciekawiona.
- A co, masz operację plastyczną czy przeszczep mózgu?- spytałam, uśmiechając się od ucha do ucha. Całą klasa ponownie wybuchnęła śmiechem. Chłopak siedzący za mną na początku obdarzył mnie krytycznym spojrzeniem, jednak po chwili sam się zaśmiał i wystawił w moją stronę rękę. Przybiłam z nim piątkę i odwróciłam się przodem do tablicy.
- Musisz pójść ze mną na randkę, słońce- westchnął rozmarzonym tonem głosu, na który pokręciłam głową.
- Cisza!- zarządził historyk, starając się zastąpić uśmiech poważnym wyrazem twarzy. Pomachałam do niego radośnie, sama nie wiedząc skąd dostałam nagle takiego przypływu odwagi. Szara myszka w dużych okularach, przeszła metamorfozę?

Beznamiętnie gapiłam się za okno, modląc się o zakończenie lekcji pod tytułem 'życie szkolne wersja skrócona'. Jakby kogoś te wszystkie nakazy i zakazy obchodziły. Na blacie mojej ławki, wylądowała niewielka karteczka. Nadal znudzona wzięłam ją w ręce i otworzyłam. 'Robisz coś w przerwie na lunch? Podpisano: ten przed operacją plastyczną' Zaśmiałam się pod nosem i wyciągnęłam długopis ze swojej torby. 'Idę zjeść coś normalnego. Stołówkowe żarcie mnie przeraża.' Odpisałam i zrzucając długopis na podłogę, schyliłam się i odrzuciłam karteczkę. W tym samym momencie zdzwonił dzwonek, na który wszyscy zareagowali szybkim zerwaniem się z miejsc.

- Cześć- podniosłam głowę, po czym wstałam z krzesła- Jestem Adam- powiedział szatyn, podając mi rękę.
- Weronika- odpowiedziałam, kulturalnie chwytając jego dłoń- I przepraszam, ale jestem umówiona.
- Do prawdy? A mógłbym mieć nadzieję, na spotkanie w innych okolicznościach niż w szkolnej ławce?- spytał z ogromnym uśmiechem.
- Może- powiedziałam i wyminęłam go, wychodząc z klasy.
- Wreszcie! Chodź! Chcę zobaczyć minę Lou, jak mnie zobaczy- blondynka 'złowieszczo' zatarła ręce i pociągnęła mnie za koniec czerwonej marynarki w stronę drzwi.
- Nie odpuszczę ci!- krzyknął za mną chłopa, na co ja tylko się zaśmiałam.

Umówiłam się z chłopakami w kawiarni niedaleko mojej szkoły. Zgodzili się od razu, zważając na dzień wolny od nagrywania. Tylko Liam poszedł na randkę z Vanessą, co uważam za niesprawiedliwość, bo Van obiecała mi, że będzie dzisiaj mogła zjeść ze mną lunch. Przez cały dzień spędzania przerw z siostrą Louisa, dowiedziałam się wielu rzeczy. Dziewczyna mieszka w internacie, a nie powiedziała Lou o swoim przyjeździe, żeby zrobić sobie z niego jaja. Stwierdziła, że jest to zemsta za miliony nieprzespanych godzin, przez jego chrapanie i irytowanie jej, dziwnymi byłymi dziewczynami. Na każdej przerwie dziwnym trafem, natrafiałam na jakiś złośliwy komentarz ze strony owej czarnowłosej dziewczyny, jak się dowiedziałam Victorii. Nie mam pojęcia skąd ona zna dużą część mojej biografii, ale chyba wole tego nie wiedzieć.

- Lottie?! Co ty do kurwy nędzy robisz w Londynie?!- pisnął Louis, na widok swojej siostry. Ta, posłała mu uradowane spojrzenie i skrzyżowała ręce- Macie takie same mundurki czyli.. o ja pierdole, chodzisz tu do szkoły?!- wybuchnęłam głośnym śmiechem, przyglądając się wymachującemu rękami Louisowi. Blondynka podbiegła do niego i przytuliła się, do bardzo dziwnie wyglądającego brata.
- Witam- powiedziałam ze śmiechem, zajmując miejsce obok Nialla i Zayna. Blondyn uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował w policzek, podsuwając mi pod nos sok pomarańczowy i moje ulubione ciasto- Dziękuję! Strasznie chce mi się słodkiego- zmarszczyłam brwi i chwyciłam za widelec.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć?!- Louis zdzielił Lottie po głowie, po czym pocałował w policzek i rozczochrał jej włosy. Dziewczyna oburzona skrzyżowała ręce, przyglądając się swojemu odbiciu w szybie.
- Normalnie- odpowiedziała, podchodząc do każdego z chłopaków po kolei i przytulając każdego z nich. Najdłużej zatrzymała się przy Harrym, co nie powiem, bardzo mnie zaciekawiło. Wymieniłam spojrzenia z Zaynem, który widocznie myślał o tym samym. Wydał z siebie odgłos tak zwanego 'cmokania' na co ja wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Jesteście parą?- spytała Lottie, siadając obok Hazzy i pokazując na mnie i Zayna.
- No ty chyba żartujesz- powiedzieliśmy w jednym momencie, po czym od razu się zaśmialiśmy.
- Ah, no tak. Zapomniałam, że ciebie kręci Adam- zaśmiała się dziewczyna, wyjadając bratu ciasto z talerzyka.
- Oczywiście- przewróciłam oczami- Bez obrazy wolę blondynów- mruknęłam ciszej. Najwidoczniej moją uwagę usłyszał Zayn, który szturchnął mnie w ramię. Kątem oka spojrzałam na Nialla, który uśmiechnął się szeroko, wpatrując się w stojącą niedaleko cukierniczkę- Nic nie słyszałeś- syknęłam w stronę Zayna, który w geście obronnym podniósł ręce do góry i posłał mi buziaka w powietrzu.


Weszłam do domu chłopaków w towarzystwie Lottie, nawet nie bawiąc się w 'pukanie do drzwi'. Obie stanęłyśmy w miejscu, zauważając biegającego po domu Hazzę, który miał na sobie jedynie ręcznik przepasany wokół pasa. Lottie momentalnie całą się zarumieniła, na co w mojej głowie natychmiast pojawiła się myśl zestawiania jej ze Stylesem. Uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam w głąb domu, już przyzwyczajona do podobnych widoków.
- Ubierz się, debilu tu jest moja siostra!- syknął ostrzegawczo Louis idąc do kuchni i ciągnąc za sobą siostrę.
- Cześć Harry- powiedziałam, klepiąc chłopaka po klatce piersiowej.
- Ty. Ja. Mój pokój. Teraz- powiedział, zalotnie poruszając brwiami.
- Chyba śnisz- odpowiedziałam i pobiegłam przed siebie, w stronę salonu- Ratunku, Harry chce mnie zgwałcić!- krzyknęłam, biegnąc przed siebie. Loczek pobiegł za mną, jednak a całe szczęście wpadłam na Nialla, który zwinnie przesunął mnie za siebie i groźnie spojrzał na Harrego.
- Do pokoju, już- mruknął blondyn w stronę przyjaciela. Ten tylko w dumnie wypiętą klatką piersiowa ruszył po schodach.
- Harold, ręcznik- zaśmiałam się pod nosem, na co ten tylko wzruszył ramionami i wszedł do góry- Niall, jesteś moim rycerzem- zaśmiałam się i pocałowałam chłopaka w policzek- Ładnie ci, jak się rumienisz- mruknęłam do niego okiem i wymijając, usiadłam obok Zayna w salonie.
- Podrywasz mała, podrywasz- stwierdził z dezaprobatą kręcąc głową.
- Goń się, Malik.

_____________________________________________________
Jak na razie bez obrazków. Jeśli będę miała więcej czasu, to na pewno jeszcze je tutaj uzupełnię ♥
Jak ostrzegałam, rozdział dopiero po tygodniu. Z góry dziękuję, że czekacie na nowe rozdziały. Jesteście wspaniałe. ; *Mam teraz sporo zajęć i niezbyt mam czas. Korepetycje, wolontariat, kółka, oaza, a do tego wszystkiego jeszcze szkoła. Jakby to powiedzieć, chociaż grafiku nie mam, to i tak jest napięty. Poza tym, ostatnio stwierdziłam, że życie jest piękne, więc wolę poświęcać czas, na właśnie TE PIĘKNE RZECZY. Domyślcie się w jakim sensie, skoro moje opowiadania polegają głównie na miłości. *if you know what i mean*

To trzymajcie się. ♥
Kolejny, w przyszły weekend, chyba że uda mi się wygospodarować trochę czasu w tygodniu <3
LOVE YOU SO MUCH ♥