piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 19.


WERONIKA

- Harry, weź się do cholery posuń- jęknęłam, zrezygnowana szturchając chłopaka w ramię. Odpowiedziała mi głucha cisza, przerywana pochrapywaniem Loczka. Wzięłam głęboki oddech i ściągając rękę chłopaka ze swojego brzucha, usiadłam po turecku z założonymi rękami. Nigdy więcej nie będę z nim spała. Na tyle ile mogłam, odsunęłam go od wyjścia z namiotu i nie zważając na późną godzinę, chwyciłam za swój sweter i telefon, po czym wyszłam z namiotu zamykając go za sobą. Ruszyłam w kierunku pomostu, naciągając na siebie gruby sweter i przyświecając sobie drogę telefonem, który na całe szczęścia miał bardzo jasny ekran. 

To teraz od początku. Muszę wszystko dobrze przemyśleć, żeby później nie zrobić żadnej głupoty. Na sam początek mojego 'maratonu myśleniowego' muszę sobie jasno powiedzieć kilka rzeczy. Harry, to przyjaciel który strasznie się rozpycha, jest denerwujący, często chodzi nago i wiem, że jest we mnie zakochany. I wiem też, że ja nic do niego nie czuję. Tylko nie wiem, czy zwyczajną sympatię będę czuła do niego ciągle, bo myśląc obiektywnie to przecież może się zmienić. Wolałabym myśleć w takich chwilach bardziej jak ktoś, kto wie czego chce, ale ja niestety nie mam zielonego pojęcia na czym mi zależy. Wiem jedno. Harry, nie jest dla mnie nikim więcej. Jest tylko przyjacielem, w którym chyba nie potrafiłabym się zakochać. No i cholera to głupie chyba. Co ja gadam. Nie potrafiłabym się w nim zakochać. Traktuję go bardziej jak Vanessę. Właśnie! To taka Vanessa w męskiej wersji. Mogę na niego liczyć, wiem że by mi pomógł i ciągle jest przy mnie. Różni ich tylko to, że Harremu zdarza się mnie podrywać. Mówiąc szczerze, gdyby przestał rzucać w moją stronę uwagi, z jednoznacznym podtekstem bardzo dziwnie bym się czuła. Nawet by mi tego brakowało.

Z drugiej strony mam Nialla, który działa na mnie w jakiś dziwny sposób. Nie mam pojęcia co do niego czuję. Jego obecność, jest mi coraz bardziej potrzeba i tak naprawdę nie wiem dlaczego. Chyba jego osobowość i podejście do wszystkich, ostro mnie zauroczyło. Uwielbiam wiedzieć, że jest niedaleko mnie, ale zakochaniem bym tego nie nazwała. Jeszcze. Coś mnie do niego ciągnie. Jakaś dziwna i wcześniej nie spotkana przeze mnie siła, która ciągle pragnie jego obecności i uśmiechu na jego twarzy. Jest jedno ale. Ja wcale nie chcę się zakochiwać. Może i miłość nie jest końcem przyjaźni, bo to z przyjaźni robi się uczucie, ale nie chcę stracić tego wszystkiego, co już mam. Brakowałoby mi tego, co jest tu i teraz. 


Weszłam na pomost, a w oczy od razu rzuciła mi się postać, siedząca na samym końcu drewnianego mostu. Zmarszczyłam brwi i ruszyłam w jej kierunku.
- Nie możesz spać?- spytałam, siadając obok blondyna. Chłopak trzymający gitarę, odruchowo złapał się z serce, ale zauważając mnie uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Mógłbym zapytać o to samo- powiedział, odstawiając gitarę i odwrócił się do mnie przodem.
- Harry jest uciążliwy- mruknęłam przewracając oczami, na co blondyn ze zrozumieniem pokiwał głową i zaśmiał się.
- Louis też- dodał z uśmiechem, uważnie mi się przyglądając.
- Uciekanie z namiotu o pierwszej w nocy zawsze spoko- zaśmiałam się, bardziej naciągając rękawy swetra na dłonie, niechcący uderzając się w barierkę.
- Wiesz, trochę boję się puścić cię samą do szkoły- stwierdził ze śmiechem, patrząc w moją stronę bardzo.. dziwnym wzrokiem.
- Wyczuwam częste wizyty u pielęgniarki. I jeszcze wf. Chyba tego nie zniosę- dorzuciłam, krzyżując ręce- Ty nie bądź taki cwany. Jak będziesz śpiewał, to nie będziesz mógł jeść- uśmiechnęłam się szeroko, głowa wskazując na leżące obok niego pudełko z czekoladkami. Chłopak zrobił przerażoną minę i przytulił się do pudełka czekoladek, co ja skomentowałam głośnym śmiechem.
- Co wy, spać nie możecie?- nad sobą zobaczyliśmy Zayna, który usiadł obok nas paląc papierosa.
- Wyjdź z tym człowieku- powiedziałam pomiędzy atakami kaszlu, ręką starając się odgonić zapach papierosów. Mulat zmarszczył brwi, jednak pokiwał głową i zgasił papierosa- Dziękuję- mruknęłam nie przestając kaszleć.
- Żyjesz?- spytał Zayn, siadając obok mnie. Jęknęłam pod nosem, jednak pokiwałam głową i oparłam głowę na jego ramieniu- Niech zgadnę, Harry?- spytał ze śmiechem, obejmując mnie ramieniem.
- Nawet mi o nim nie mów. Niech tylko się obudzi, to zrobię mu trzecią wojnę światową- mruknęłam, przysłaniając usta ręką i głośno ziewając.
- Jak chcesz, to idź się połóż do mnie. Znaj moją dobroć- zaśmiał się chłopak.
- Uwielbiam cię. Jesteś moim bohaterem!
NIALL

Kątem oka spoglądałem na oddalającą się postać Weroniki, mając cichą nadzieję, że mimo wszystko jednak wróci. Dziewczyna odwróciła się przy otwieraniu namiotu i pomachała do nich ręką, żeby już chwile później siedzieć w środku. Westchnąłem prawie niesłyszalnie i mimo wszystko się uśmiechnąłem.
- Wpadłeś stary- stwierdził Zayn ze śmiechem, odpalając kolejnego papierosa. Wykorzystał fakt, że rudowłosa poszła, bo wątpię żeby ponownie zaczął przy niej palić- Weź się w garść, albo ją stracisz- już otwierałem usta, żeby zaprzeczyć jego słowom i odwrócić od siebie uwagę, jednak on machnął ręką i posłał mi kpiące spojrzenie- Za długo się znamy, żebym nie widział takich rzeczy, Niall. Bądźmy szczerzy. Kochasz ją- nie wiedziałem co mam mu w tej chwili odpowiedzieć. Mógłbym skłamać i wszystkiemu zaprzeczyć, ale to chyba nie o to chodzi.
- I co w związku z tym?- szepnąłem jedynie, wbijając wzrok w swoją gitarę.
- Zrób coś z tym. Chyba, że masz niezmierną ochotę dręczenia się niewykorzystaną szansą, a później jej widokiem, bo nie będziesz mógł znieść tego, że czegoś nie zrobiłeś.
- Nie cierpię, kiedy mówisz do ludzi w taki sposób. Musisz mieć rację?- westchnąłem, na co Mulat tylko się zaśmiał i poklepał mnie po ramieniu.
- Dobranoc- powiedział i śmiejąc się pod nosem, ruszył w stronę swojego namiotu, w którym była również Weronika. Ponownie westchnąłem, starając się odgonić wszystkie myśli.


VANESSA

- Liam, zrób mi coś do jedzenia- powiedziałam po dłuższej chwili leżenia na klatce piersiowej swojego chłopaka. Podniosłam na niego oczy, zawieszając swoje spojrzenie na jego czekoladowych oczach.
- Kocham cię, ale sama sobie zrób- mruknął, jeżdżąc dłonią po moich plecach. Ponownie na niego spojrzałam, na co chłopak westchnął głośno i odsunął się ode mnie- Zaraz wracam- westchnął wychodząc z namiotu. Uśmiechnęłam się zwycięsko i słysząc dźwięk obwieszczający przyjście wiadomości, wzięłam swój telefon i otworzyłam nowego smsa. „ Pilnuj Weroniki.” tylko tyle zawierała informacja z numeru, którego nawet nie miałam w spisie kontaktów. Nie miałam pojęcia, co te słowa mogą znaczyć. Wszystkie sceny z ostatnich dni przeleciały mi przez głowę na trochę dłużej zatrzymując się na 'Zemszczę się'. Słowach, wypowiedzianych przez Eleanor. Tylko kto niby miałby się przejmować moją przyjaciółka? Nic nie rozumiem- Zrobiłem kanapki. Nasza lodówka w tak zwanej kuchni jest jakby pusta- do namiotu wszedł Liam, na co ja wyłączyłam wiadomość i schowała telefon, uśmiechając się do niego szeroko. Zostawię to dla siebie. To przecież może być jakiś głupi żart.
- Czy wspominałam już, jak bardzo cię uwielbiam?- spytałam, jedząc śniadanie. Liam zaśmiał się i pocałował mnie w czubek nosa, jak miał w zwyczaju.
- Jestem głodny! Jedź kto do sklepu!- usłyszeliśmy jęk z zewnątrz, na który jak na zawołanie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem- Harry, jedź do sklepu!- jęczał blondyn. Delikatnie uchyliliśmy 'drzwi' namiotu. Odstawiłam pusty talerz na bok i położyłam się tuż obok swojego chłopaka, spoglądając na zewnątrz.
- O Harold wstał- mruknęła Weronika, zeskakując ze stołu ze skrzyżowanymi rękami- Nigdy więcej nie będę z tobą spała w jednym pomieszczeniu. Nie mam pojęcia, jak Lou z tobą wytrzymuję. Składam hołdy- prychnęła dziewczyna, tupiąc nogą.
- Oh skarbie- westchnął Loczek, podszedł do niej i objął dziewczynę w talii.
- Styles, nie irytuj mnie. I nie mów do mnie skarbie- powiedziała, chcąc jakoś wyrywać się z uścisku chłopaka.
- Kochanie?
- Nie.
- Słoneczko?
- Nie.
- Kwiatuszku?
- Chyba cię pojebało- prychnęła, w końcu odsuwając się od chłopaka.
- Ja ciebie też- Harry uśmiechnął się radośnie i posłał dziewczynie buziaka.
- Do sklepu, już!- ponaglił Niall, wymachując rękoma.
- Weronika jedzie ze mną!
- Weronika zostaje- powiedział Zayn, obejmując dziewczynę ramieniem. Rudowłosa zadowolona wystawiła język Loczkowi, który tylko westchnął. Louis poleciał za nim i wskoczył mu na barana. Usiadłam na wprost i spojrzałam na Liama,.
- Weronika i Zayn?- spytałam, na co chłopak pokręcił przecząco głową.
- W to akurat nie uwierzę. Z mojej ostatniej rozmowy z Zaynem wnioskuję, że Weronika jest dla niego jak siostra. Poza tym, bądźmy szczerzy oni są do siebie strasznie podobni. Podobieństwa rzadko się przyciągają- wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po swoje ciuchy. Chłopak złapał mnie za rękę i obrócił w swoją stronę- Masz z nią dzisiaj porozmawiać- westchnęłam głośno, jednak pokiwałam głową.
- Zaraz z nią pogadam- mruknęłam, wychodząc z namiotu.


LENA

- Vic, proszę- spojrzałam na swoja kuzynkę, biorąc głęboki oddech. Dziewczyna pokręciła przecząco głową i założyła jedną rękę na drugą- Dobra. Chciałam to załatwić po dobroci, ale widzę że mi się to nie uda- syknęłam i wstałam z fotela. Podniosłam się z miejsca i podeszłam do kuzynki, nachylając się nad nią- Chyba nie chcesz, żeby twój ojciec dowiedział się o twojej ciąży z poprzedniego roku?- powiedziałam spokojnie, przeszywając dziewczynę spojrzeniem. Siedemnastolatka zacisnęła usta w wąską linijkę i spojrzała na mnie gniewnym spojrzeniem.
- Jak śmiesz?! Po tym co dla ciebie zrobiłam?!- krzyknęła podrywając się z miejsca. Pokręciłam głową i spojrzałam na nią pobłażliwym wzrokiem.
- Każdy musi się czegoś wyrzec. Ja wyrzekam się właśnie własnego honoru robiąc to co robię, a ty.. cóż. Ty wyrzekasz się własnej osobowości. Masz robić co ci każę- syknęłam, wracając na miejsce. Usiadłam i założyłam jedną nogę na drugą.
- Stoczyłaś się Cheney- mruknęła czarnowłosa, zaczesując włosy do tyłu.
- Nie twoja sprawa, co się ze mną dzieje. Ja chronię swój tyłek, ty chronisz swój. To jak?- dziewczyna niechętnie pokiwała twierdząco głową. Wstałam i nic więcej nie mówiąc wyszłam z jej domu, kierując się w stronę miejsca zamieszkania El. Teraz się dopiero zacznie.


WERONIKA

- Ty żartujesz, prawda?- spytałam, patrząc na swoją przyjaciółkę z niedowierzaniem. Dobrze wiedziałam, że o wcale nie są żarty, bo nikt zdrowy na umyśle nie robiłby sobie żartów z tak poważnej sprawy, ale i tak miałam nadzieję, że to wszystko jakoś da się wytłumaczyć- To musi być jakaś pomyłka- wstałam z miejsca i zaczęłam chodzić z jednej strony na drugą. Starałam się uregulować swój oddech na tyle, na ile tylko było to możliwe.
- Mają wznowić postępowanie, ale to już raczej nic nie da. Wątpię, żeby po dwóch latach zdołali coś ustalić- powiedział Vanessa, bardzo cichym tonem głosu.
- Ale to bez sensu- powiedziałam, siadając obok niej i patrząc prosto w jej oczy- Przecież moi rodzice nie mieli żadnych problemów ani wrogów! Żadnych! O co w tym chodzi?- spytałam sama siebie, wzdychając głośno. Podsunęłam kolana pod brodę, obejmując je rękoma.
- Przepraszam, że tak cię traktowałam, ale bałam się ci o tym powiedzieć. Myślałam, że..- westchnęła nie kończąc zaczętego zdania i mnie do siebie przytuliła.
- Że znowu zacznę się okaleczać?- skończyłam, a czarnowłosa z całymi czerwonymi policzkami, spuściła głowę w dół- Nie wrócę do tego tak jak ci obiecałam. Jak wszystkim obiecałam. Nie mam zamiaru popełnić samobójstwa, nic sobie nie zrobię i nie wrócę do depresji. To nie jest zależne ode mnie, prawdę mówiąc, ale od niedawna mam wszystko gdzieś. Raz udało mi się to zwalczyć i jeśli będzie trzeba, zwalczę to po raz kolejny. Wiem, co może mnie jeszcze czekać i wiem, że łatwe to nie będzie, ale nie mam zamiaru przeżywać tego wszystkiego znowu. I nie mam zamiaru was wszystkich na to narażać. Dam dobie radę, choćby sama- powiedziałam to z taką zaciętością, że nawet samej sobie zaczęłam wierzyć.
- Nigdy nie będziesz sama- powiedziała, uśmiechając się do mnie bardziej wesoło. Widząc ją od razu się uśmiechnęłam i pokiwałam głową- Wracajmy do chłopaków. Albo czekaj- zatrzymała mnie, ciągnąc w swoją stronę- Jest coś między tobą i Zaynem?- spytała, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Chyba żartujesz. A ty, flirtowałabyś z osobą, która jest dla ciebie jak brat?- również zadałam pytanie, na co dziewczyna tylko przewróciła oczami.
- Tak tylko pytam- powiedziała i wstając z miejsca, ruszyła w stronę swojego chłopaka, starającego się zwinąć namiot. Podeszłam do Nialla, pomagając mu wyciągnąć wszystko ze środka namiotu.
- Nie chcę wracać do Londynu- westchnął blondyn, siadając na ziemi i krzyżując ręce. Pokręciłam głową i usiadłam obok niego.
- Dziewczyny, śpicie dzisiaj u nas?- krzyknął Zayn z drugiego końca naszego, jakże dużego, 'obozowiska'.
- Dobra!- odkrzyknęłam- Niall, wstajemy nie obijamy się- blondyn westchnął, jednak wykonał moje polecenie i podniósł się z zmieni, zabierając się za składanie namiotu.


LENA

- Załatwiłaś?- spytała brunetka na wstępie, zamykając za mną drzwi do swojego mieszkania.
- A jak myślisz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie i usiadłam na krześle w kuchni. Dziewczyna uśmiechnęła się dość krzywo i pokiwała głową, stawiając na stole szklanki i sok jabłkowy- Dlaczego ci tak na tym zależy?- zagadnęłam, rzucając torebkę na drugą część stołu.
- Nikt wcześniej nie pokłócił mnie z Louisem a to, będzie naucza na przyszłość- syknęła, mrużąc oczy- Wszystko co teraz ją spotka będzie moją sprawką, a ja jestem z tego dumna. Jeszcze nie zaczęłam, ale wraz z dniem, który niedługo nastąpi, zacznie się jej koszmar. Jeśli sądziła, że jej życie było denerwujące wcześniej, to teraz może porównywać je do swojego własnego piekła na ziemi- pierwszy raz, spojrzałam na nią jak na zawodowego mordercę. Naprawdę, nie wiem do końca co ona wymyśliła, ale powoli zaczyna zachowywać się, jakby jej jedynym życiowym celem było zniszczenie życia Weronice. No okej, mnie też ruda wkurza i też chcę się na niej zemścić, ale tej zemsty, coraz bardziej zaczynam się obawiać.


WERONIKA

- Zaraz do was przyjdziemy- powiedziała Vanessa, całując swojego chłopaka w policzek. Przytaknęłam i ciągnął za sobą swój wielki plecak, z głośnym westchnieniem spojrzałam na zamknięte drzwi. Vanessa zaśmiała się i otworzyła drzwi swoim kluczem, puszczając mi oczko. Wystawiłam jej język i weszłam w głąb domu.

Przebrana, odświeżona i uradowana, że nie muszę spędzać czasu na łonie natury, zasiadłam przed swoim niebieskim laptopem i zaczęłam go włączać. Ściągnęłam swoją szczotkę z szafki i zabrałam się za rozczesywanie włosów. Kątem oka spojrzałam w lustro i momentalnie się skrzywiłam. Wyciągnęłam prostownicę spod łóżka i podłączyłam ją do kontaktu. Właściwie, już dawno nie prostowałam włosów. W zasadzie, to głównie dlatego, że mi się nie chciało, ale teraz moje włosy są tak okropne, że muszę coś z nimi zrobić. Zalogowałam się na swoje konto na video rozmowach i od razu zadzwoniła do mnie moja mama.
- No słońce wreszcie!- powiedziała na wstępie z wielkim uśmiechem.
- Cześć Weronika- odezwała się również pani Horan. Pomachałam do nich.
- I jak było?- spytały w jednym momencie.
- W porządku. Dużo.. liści i wody- mruknęłam, spinając połowę włosów na jedną stronę.
- Ne męcz tych włosów!- zaśmiała się moja mama, kiedy zaczęłam je prostować, przyglądając się sobie w obrazie ze swojej kamerki.
- Dobra, dobra. Co tam u was?- spytałam.
- Chodzimy sobie po parkach, sklepach. Skoro mowa o sklepach, kupiłam ci prześliczną torebkę.
- Tę czarną, o którą prosiłam cię już miesiąc?
- Tak.
- Właśnie!- powiedziała pani Horan- Powiedz Niallowi, że Greg będzie jutro w Londynie i wieczorem do niego zajdzie. Przy okazji, podrzuci ci połowę naszych zakupów- zaśmiała się kobieta- To straszna frajda, kupować ciuchy dziewczynie a nie chłopcom!- przybiła piątkę z moja mamą, na co ja tylko się zaśmiałam.

- Jestem! Możecie się cieszyć- rzuciłam od progu i weszłam do salonu, w którym siedzieli już chłopcy i Vanessa, która wyszła o wiele wcześniej ode mnie. Brunetka uśmiechnęła się na mój widok, ręką pokazując na moje wyprostowane włosy. Wzruszyłam ramionami, puszczając jej krzywy uśmiech.
- Niech zgadnę, odżywka ci się skończyła?- rzuciła w moim kierunku ze śmiechem. Pokiwałam głową i stanęłam obok kanapy. Wepchałam się obok Harrego i Zayna, którzy dopiero teraz mnie zauważyli. Chyba byli zbyt skupieni na oglądaniu filmu, który zaczęli oglądać BEZE MNIE a mieli na mnie poczekać. Dziękuję.
- Cześć słońce- powiedział Harry i pocałował mnie w policzek.
- Zaczęło się- mruknęłam, kątem oka patrząc na Loczka, który tylko przewrócił oczami.
- Do Lou też mówię słońce i jakoś go to nie denerwuje- powiedział oburzony, głową wskazując na uradowanego Louisa.
- Zamknąć się!- syknął Zayn, machając rękoma- O hej- powiedział, kiedy mnie zobaczył i szeroko się uśmiechnął. Pokręciłam głową i wzruszając ramionami, skupiłam się na oglądaniu filmu.
________________________________________________________
DOBRA TAM FUCK THAT SHIT NIE SPRAWDZAŁAM JAK SĄ BŁĘDY TO PRZEPRASZAM.

Jest kilka spraw:
- Teraz rozdziały będą dodawane tylko w weekendy, ze względu na rozpoczynającą się szkołę. Od poniedziałku, będę w trzeciej klasie gimnazjum i chcę czy nie chcę, muszę się ogarnąć i tak też zrobię.
- Blog, będzie miał nie więcej niż 30 rozdziałów. Wiem, że w ankiecie która była, w większości zaznaczaliście dużo więcej rozdziałów, ale ja nie potrafię się tak długo trzymać jednej historii, a czasu na druga zwyczajnie nie będę miała.
- Co do dodawania, może być ono nieregularne. Będę miała też sporo innych zajęć, jak korepetycje czy kółka, którym też będę musiała poświęcić czas.

Prosiłabym także, żebyście w czasie roku szkolnego mnie nie popędzali, z dodawaniem, bo obiecuję, że będę się starać wrzucać rozdziały jak najczęściej.
A WIECIE, ŻE DZISIAJ DZIEŃ BLOGA? NO TO, NAJLEPSZEGO WSZYSTKIM. ♥
Plus, piszę opowiadania na blogach już od ponad roku. Szok, bo nigdy wcześniej nic tak długo nie robiłam. Jak ten czas, szybko leci. ^^

Miłego pierwszego dnia w szkole i pozdrawia, Cappy. ; *





poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 18.


NIALL

Obudziły mnie jakieś krzyki dobiegające z zewnątrz. Otworzyłem oczy i delikatnie podniosłem się z miejsca, żeby nie obudzić Weroniki. Ponownie przykryłem dziewczynę śpiworem, w tym samym momencie w którym krzyki ustały. Westchnąłem cicho i wróciłem na poprzednie miejsce. Rudowłosa najwidoczniej przez sen, mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem i odwróciła się do mnie tyłem. Obracając się, zahaczyła ręką o zamek swojego plecaka. Musiała to poczuć, bo momentalnie zerwała się z miejsca.
- Nosz kurwa- jęknęła patrząc na swoją dłoń. Pokręciłem głową i rzuciłem w jej kierunku pudełko z plastrami- Kubuś Puchatek- powiedziała ucieszona- Ciekawe czy są z Prosiaczkiem- mruknęła, szperając w pudełku. Wybuchnąłem śmiechem, na co dziewczyna posłała mi wkurzone spojrzenie- Ja tu cierpię, co?- prychnęła, starając się przykleić plaster na nadgarstek. Westchnąłem i w miarę możliwości przysunąłem się do niej. Bez problemów przykleiłem plaster i spojrzałem na nią rozbawiony. Dziewczyna również uniosła na mnie wzrok i przygryzając dolną wargę, spuściła głowę w dół. Przez moje ciało, przeszedł przyjemny dreszcz, który najwidoczniej spowodowany był dotykiem dziewczyny. Założyłem kosmyk jej włosów, za jej ucho i przejechałem ręką po jej policzku.
- Wstawać!- krzyknął ktoś, próbując wejść do naszego namiotu. W tempie natychmiastowym odskoczyliśmy od siebie. Dziewczyna wzięła swój telefon, a do środka wszedł roześmiany Harry- Jemy- oznajmił. Na te słowa humor trochę mi się polepszył i w tempie natychmiastowym, wstałem z miejsca. Dziewczyna wstała, jednak zachwiała się i prawie upadła. Na całe szczęście razem z Harrym zdążyliśmy ją złapać.
- Wszystko w porządku?- spytałem, trzymając dziewczynę. Kilkakrotnie zamrugała i rozejrzała się dookoła.
- Tak. Jest okej- powiedziała, wysuwając się z moich objęć. Przetarła oczy i szybkim krokiem wyszła z namiotu. Wymieniłem spojrzenia z Harrym i obaj ruszyliśmy za nią. 
- Cze..- zaczęła rudowłosa, po czym kichnęła- Szlag- jęknęła i usiadła na swoim stałym miejscu. Zlustrowałem wzrokiem wszystkich zgromadzonych wokół drewnianego stolika. Vanessa wpatrywała się w swojego chłopaka, co chwilę posyłając mu dwuznaczne spojrzenia. Liam spoglądał na nią kątem oka i tylko się śmiał. Zayn siedział przy stole, podpierając głowę na ręce, pusto patrzył na pudełko z ciastkami. Louis szturchał Zayna w rękę i jadł marchewkę, rozglądając się w poszukiwaniu, pewnie Harrego. Loczek zajął miejsce obok Weroniki, które było wolne ze względu na to, że Liam zamienił się z nim miejscami. Usiadłem pomiędzy Weroniką a Zaynem, od razu zabierając się za jedzenie słodyczy- Skąd wy wzięliście pizzę na tym zadupiu?- spytała rudowłosa, zmęczona opierając głowę na ramieniu Harrego. W odpowiedzi, wszyscy wzruszyli ramionami, więc dziewczyna postanowiła o więcej już nie pytać.
- Spanie w namiocie jest do chrzanu- mruknął Zayn, ziewając głośno. Weronika mu przytaknęła i ze znużeniem wpatrywała się w ekran telefonu Hazzy. Loczek obdarował ją złym spojrzeniem, na które ona tylko przewróciła oczami.
- Ale z was marudy! Ogarnąć się proszę- prychnął Louis, kończąc swoją marchewkę- To ostatni taki wyjazd, w ciągu najbliższych trzech miesięcy, a może i dłużej. Możecie przestać psuć mi humor?- mruknął, szukając kolejnej marchewki. Westchnąłem i rzuciłem w stronę chłopaka warzywo. 
- On ma rację!- poparła Vanessa, przestając patrzeć w stronę Liama. 
- Dobra- mruknęła Weronika, krzywo się uśmiechając- Ale do łódki z tobą nie pójdę- powiedziała, podnosząc głowę z ramienia Harrego. Louis wybuchnął śmiechem i wystawił dziewczynie język. Wziął kilka żelków, kolejno rzucając w rudowłosą- Menda- syknęła, wstała z miejsca i pobiegła za uciekającym chłopakiem.
- Menda to choroba weneryczna!- krzyknęła do niej Vanessa, wybuchając śmiechem. Tym razem nawet ja wybuchnąłem głośnym śmiechem i pokręciłem głową. Doszedł do nas plusk i głośny pisk Louisa, na który Harry pobiegł w kierunku pomostu. Zauważyłem uradowaną dziewczynę, z cwaną miną patrzącą na stojącego w wodzie Lou. Kiedy Harry do nich dobiegł, wziął dziewczynę na ręce i razem z nią wskoczył do wody.



WERONIKA

- Harry, idioto- syknęłam, cała mokra wynurzając się na powierzchnię. Loczek razem z Louisem, podeszli do mnie i obaj zaczęli mnie chlapać. Jęknęłam głośno i zasłoniłam oczy, czekając aż im się znudzi. Poczułam, jak coś bądź ktoś ciągnie mnie w dół. Nabrałam powietrza i już po chwili wylądowałam w wodzie- Zamorduję cię- mruknęłam po wynurzeniu, patrząc w stronę ucieszonego Hazzy. Louis postanowił się wycofać i jak najszybciej umiał, wszedł na pomost. Spojrzałam w stronę chłopaka i pchnęłam go do wody, wybuchając śmiechem.
- Na bombę!- usłyszeliśmy nad sobą, już po chwili w wodzie wylądował Zayn i Louis, tyle że przebrani w stroje kąpielowe.
- Ładny stanik- stwierdził Harry, wypluwając wodę. Spojrzałam na swoją koszulkę, która nie dość że biała, była cała mokra i pokazywała mój przepiękny fioletowy stanik z koronką.
- A dziękuję- powiedziałam zwyczajnie, wzruszając ramionami. Loczek uniósł brew i zalotnie poruszył brwiami, ciągnąc mnie w swoją stronę za koszulkę. Objął mnie w pasie, uważnie mi się przyglądając- Słońce, naprawdę chcesz powtarzać poprzednią scenę?- mruknęłam, na co ten z głośnym westchnieniem mnie puścił. Po chwili jednak szeroko się uśmiechnął i posłał mi buziaka w powietrzu- Głupek z ciebie- dodałam i wystawiając mu język, wyszłam z wody. Ruszyłam w stronę stolika. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu, wkurzona i całkowicie przemoczona. Niall zaśmiał się pod nosem i zabawnie poruszył brwiami.
- Pójdziemy się przejść- powiedziała Vanessa i pociągnęła za sobą swojego chłopaka.
- Będziemy spędzać czas razem, pojedź z nami, będzie fajnie- prychnęłam zdenerwowana i usiadłam po turecku, krzyżując ręce.
- Słyszałem- szepnął blondyn, nachylając się nade mną. Naburmuszona, przekręciłam oczami i starając się wyrzucić ze swojej głowy wszystkie towarzyszące mi w tej chwili myśli, spowodowane tak małą przestrzenią między nami, zabrałam mu żelki z ręki i zaczęłam je jeść- Moje- mruknął chłopak, jednak po chwili machnął ręką i uśmiechnął się w mój stronę- Zauważyłem, że jak jesteś zła jesz słodycze- stwierdził, szturchając mnie w ramię.
- Albo oglądam dołujące sceny z filmów- dodałam, odwracając się przodem do niego. Blondyn pokręcił głową i delikatnie się do mnie uśmiechnął- W poniedziałek wracacie do studia?- spytałam, wpatrując się w słodycze.
- Tak, najwyższa pora- uśmiechnął się blondyn, opierając się plecami o stół. Skinęłam głową i wrzuciłam puste opakowanie po żelkach do torby Vanessy.
- Pójdę coś ze sobą zrobić- westchnęłam i nie czekając na odpowiedź, ruszyłam w stronę namiotu.


Siedziałam w namiocie, chcąc odizolować się od wszystkich możliwych ludzi. Miałam ogromną ochotę na zwyczajną rozmowę z Vanessą. Taką, na jaką mogłam liczyć jeszcze niedawno, a ostatnio już przestałam. Miałam cichą nadzieję, że chociaż teraz będę mogła porozmawiać z nią o tym, co się dzieje. Taka rozmowa, jest mi teraz potrzebna jak nic innego. Czuję coś dziwnego. Coś, czego nie da się określić słowami. Już nawet nie chodzi o te przewroty w brzuchu, na JEGO widok, ale o te wszystkie mrówki i to, co dzieje się teraz w mojej głowie. Tak naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać i wszystko wydaje się być jeszcze bardziej skomplikowane niż było na samym początku.
- Dobrze się czujesz?- do środka wszedł Zayn, zajmując miejsce niedaleko mnie. Pokiwałam głową, co chyba go nie przekonał, bo zerknął na mnie dziwnym wzrokiem- Wyczuwam kryzys. Chodź- wyszedł i wyciągnął rękę w moją stronę. Spojrzałam na niego zdziwiona- No chodź, dziewczyno. Widzę co się dzieje. Już- westchnęłam głośno, jednak posłuchałam się i posłusznie opuściłam namiot. Zayn pociągnął mnie za rękę, prowadząc na ławki znajdujące się trochę dalej od wszystkich. Wychwyciłam jeszcze zaciekawione spojrzenia Nialla i Harrego, oraz rozbawiony wzrok Louisa- Co się z tobą dzieje, co?
- Absolutnie nic- zaprzeczyłam od razu, na co chłopak tylko się zaśmiał- A dlaczego cię to właściwie interesuje?
- Interesuje mnie to właściwie dlatego, że już nie mogę na to patrzeć- westchnął, patrząc na mnie znaczącym spojrzeniem- Chodzi o Nialla, prawda?
- Skąd takie przypuszczenia?- spytałam, trochę wymijająco spuszczając głowę w dół.
- A co, może się mylę?- na to już nie odpowiedziałam. Moje milczenie okazało się jednoznaczną odpowiedzią, bo chłopak poklepał mnie po ramieniu- Wiedziałem, że to cię męczy. Może tego nie widać, ale odkąd Lena ze mną zerwała, wszystko wydaje się być dla mnie jaśniejsze. Także to, że nie potrafisz przyznać się samej sobie, jak cholernie ci na tym zależy. Tylko pytanie, czego się boisz?- spytał, uważnie mi się przyglądając. Jęknęłam głośno i odwróciłam się tyłem do wpatrującej się w nas trójki. Zayn powtórzył mój gest, również odwracając się plecami.
- Niall to tylko przyjaciel- wybąknęłam, uparcie krzyżując ręce.
- Chcesz oszukać siebie czy mnie?- spytał, czym kompletnie zbił mnie z mojego toku myślenia. Spojrzałam na niego, zapewne trochę przestraszona, czym widocznie rozbawiłam Zayna. Mulat pokręcił głowę i przytulił mnie do siebie- Jeśli zmienisz zdanie, wiesz gdzie mnie szukać- powiedział i pocałował mnie w głowę, po czym wstał z miejsca.
- Zayn- chłopak odwrócił się w moją stronę, z zaciekawionym wyrazem twarzy- dziękuję. Poza tym, jak z tobą? Trochę mi głupio, że od razu nie pogadałam z tobą o Lenie, ale nie miałam pojęcia, że jest zdolna kogoś aż tak potraktować. Jest wredna, ale to tylko pozory. Nie wiem co ją do tego nakłoniło i wcale nie chcę jej usprawiedliwiać, bo zachowała się okropnie, ale i tak mam na sumieniu to co się stało- westchnęłam, spuszczając głowę. Mulat wrócił na swoje miejsce i wbił wzrok przed siebie.
- To nie była twoja wina. Zakochałem się w kimś, w kim nie powinienem był się zakochać. Jest okej, chyba się jakoś pozbierałem. Właściwie, to Harry mnie pozbierał- zaśmiał się, szturchając mnie w nogę- Jest jaki jest, ale jak trzeba to się przydaje. Chociaż mógłby przestać chodzić po domu bez ubrań- dodał zamyślony, na co ja momentalnie wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Nie chcę wiedzieć, co wy tam robicie- podpowiedziałam, przekręcając oczami. Zayn wstał i głową pokazał, żebyśmy wrócili do reszty. Pokiwałam głową i ruszyłam w kierunku chłopaków, którzy nawet na chwilę nie oderwali od nas wzroku. Dopiero po naszym odwróceniu się w ich stronę, zaczęli udawać że są bardzo zajęci sobą. Wymieniłam spojrzenia z Zaynem i oboje wzruszyliśmy ramionami. Muszę przyznać, że rozmowa z Mulatem trochę mi pomogła. Jestem mu za to wdzięczna, nie każdy zniósłby moje zmienne nastroje. Usiadłam obok Harrego, który udawał obrażonego. Zabrałam Louisowi orzeszki, za co oczywiście mnie ochrzanił, jednak postanowiłam załatwić to później i zaczęłam nimi rzucać w Hazzę.
- Nie w twarz! Czy ty wiesz, ile dziewczyn chciałoby dotknąć moją wspaniałą buźkę?- spytał, wyrywając mi pudełko i rzucając je Lou.
- Wiem ile nie. Ja na pewno- powiedziałam z przekonaniem, posyłając mu poważną minę.
- Jak możesz?- spytał z wyrzutem i skrzyżował ręce. Zaśmiałam się pod nosem i dźgnęłam go palcem w brzuch, na co Loczek zgiął się w pół i zleciał na ziemię- Mała!- krzyknął jeszcze bardziej zdenerwowany.
- Mała? No chyba twoja..- zaczęłam, ale Lou zakrył mi usta dłonią i z poważnym wzrokiem pokręcił głową. Leżący na ziemi Harry, podskoczył z miejsca i spojrzał na mnie oburzony. Otrzepał spodnie, pokazał Lou żeby się odsunął sam podchodząc do mnie i zaczynając mnie łaskotać. Po dłuższej chwili moich pisków i wyrywania się, oboje jak dłudzy runęliśmy na trawę.
- Masz mnie w tej chwili przeprosić- powiedział leżący na mnie chłopak.
- Przepraszam- mruknęłam, przewracając oczami.
- Zostaw mojego ukochanego!- pisnął Louis i obdarzył mnie złym spojrzeniem, ściągając ze mnie Harrego. Uśmiechnęłam się zwycięsko i posłałam Louisowi buziaka w powietrzu.


Bezczynnie siedziałam na pomoście ze wzrokiem utkwionym w tafli wody. Odkąd pamiętam, lubię przyglądać się powiewom wiatru, widocznym na wodzie. Rzadko widać wiatr, jest widoczny tylko poprzez drzewa, kwiaty czy coś, czym porusza. Trochę jak miłość, której jeszcze nie miałam okazji doświadczyć, ale rozumiem. Porusza kimś, dotyka ale jej nie widać. Można pokazać ją poprzez gesty, które mają utwierdzić druga osobę w przekonaniu, że bardzo ci na niej zależy. Właśnie takiej miłości, każdy powinien kiedyś doświadczyć. Przykładem na wytrwanie przy sobie długi czas, są moi rodzice. Każde z nich popełniało błędy, były sprzeczki, niedogodności, ale kiedy tylko poczuli, że coś właśnie ich dotknęło, bądź poruszyło potrafili dojść do zgody. Może i jestem naiwna, wierząc w to wszystko, jednak wiem, że takie uczucie się zdarza. Nie koniecznie wszystkim ludziom na świecie, przecież sporo osób nie zaznaje aż tak głębokiej miłości. Takiej, która porusza ich aż tak bardzo, że nie potrafią racjonalnie myśleć. Ale podobne uczucie, może również niszczyć. Co się dzieje, kiedy wiatr chce dać z siebie za dużo? Kiedy chce pokazać, ile on może i czego nie osiągnie? Sieje zniszczenie. Potrafi zaprzepaścić wszystko to, co ktoś kiedyś zdołał zrobić, zrealizować. Uczucia też mogą do tego doprowadzić. Chcesz mieć kogoś tylko dla siebie, nie widzisz jego potrzeb tylko chęć czucia jego bliskości. I wtedy wszystko się niszczy.

- Twoja mama do ciebie dzwoniła, więc pozwoliłem sobie odebrać. Prosiła, żebyś chociaż napisała jej smsa, że żyjesz- usłyszałam nad sobą głos blondyna. Uniosłam głowę i wzięłam od niego swoją komórkę, wystukując wiadomość ''Żyję'' do swojej mamy. Niall położył się obok mnie, schylił się nad wodą i mnie nią ochlapał.
- No i co robisz?- zaśmiałam się, przysuwając się bliżej chłopaka.
- Chciałem tylko, żebyś w końcu się do mnie uśmiechnęła- odpowiedział, rozkładając ręce. Ponownie się zaśmiałam i przytuliłam się do chłopaka- Właściwie, to wysłali mnie w jeszcze jednej sprawie- powiedział, na co ja kawałek się do niego odsunęłam- Dwa dni przed nowym rokiem szkolnym, to jest za dwa tygodnie w sobotę, mamy koncert. Pomyśleliśmy, czy miałabyś ochotę na niego przyjść- powiedział, mówiąc każde słowo tak wolno, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- Dobrze, tylko już nie patrz tak na mnie- zaśmiałam się, odwracając wzrok.



LENA

- To nie jest najlepszy pomysł- szepnęłam patrząc w stronę brunetki. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i kilka razy przeszła wzdłuż pokoju- Wiesz, jaką wojnę możesz rozpętać tym swoim planem? Ja się z tego wypisuję. Na początku myślałam, że to może być dobry pomysł, ale zmieniłam zdanie. To ją zniszczy! Nie chcę doprowadzać do tego wszystkiego.
- Zgodziłaś się, teraz już nie ma odwrotu- powiedziała z cwanym uśmiechem, zadowolona krzyżując ręce.
- Chrzanić to! Masz to, cholera jasna, odkręcić! Zgodziłam się na coś innego, a nie na zniszczenie Weronice życia- syknęłam, na co brunetka uśmiechnęła się do mnie kpiąco.
- Wiedziałam, że wymiękniesz. Tylko nie myśl sobie, że to wszystko. To, co zaczęłam robić to dopiero początek. Te fascynujące wiadomości, jakie mi powiedziałaś o Weronice, doprowadziły do sedna. Znalazłam jednego z największych wrogów naszej wspaniałej rudej. I mam nadzieję, że razem coś zdziałamy. Jeśli nie chcesz, to okej. Proszę cię bardzo, ale pamiętaj, że o tobie też sporo wiem- znacząco spojrzała w moją stronę- Albo mi pomożesz, albo wszyscy dowiedzą się o twoich problemach z narkotykami. Jak sądzisz, co zrobią twoi rodzice?- tym słowami, kompletnie mnie zatkała. Westchnęłam głośno i pokiwałam głową- Dzwoń do tej swojej kuzynki! Teraz!- wyciągnęłam telefon i wybrałam numer kuzynki, nawet nie sądząc że ktoś kiedyś będzie miał nade mną taką przewagę.


WERONIKA

- Nadal nie rozumiem, dlaczego akurat ja musiałam z tobą jechać- prychnęłam, kątem oka patrząc na Harrego. Chłopak zaśmiał się i poklepał mnie po kolanie, zdejmując rękę z biegów- Jakbyś nie mógł zabrać Lou i weź mnie nie podrywaj, bo jestem zła- mruknęłam, na co Loczek tylko pokręcił głową i zaparkował samochód przed sklepem- Co my właściwie mamy kupić?- spytałam, starając się odpiąć pas.
- Znając Nialla, najlepiej wszystko- na słowa Loczka jedynie pokiwałam głową. Chłopak obszedł samochód dookoła i otworzył moje drzwi. Spojrzał na mnie ze śmiechem i sam odpiął mój pas. Spojrzał w moje oczy, na co ja błyskawicznie, jednak dyskretnie, go od siebie odsunęłam i wyszłam z auta. Weszliśmy do sklepu. Miałam wrażenie, jakby sprzedawczyni zaraz miała zemdleć. Wpatrywała się w Loczka, jakby był co najmniej siódmym cudem świata. Harry spojrzał na mnie i objął mnie ramieniem, ciągnąc w głąb budynku.


VANESSA

- Musisz jej o tym powiedzieć. Chcesz ukrywać przed nią tak ważną sprawę? Obiecałaś jej mamie, że zrobisz to jak najszybciej i niestety, ale porozmawiaj z nią- westchnął po raz kolejny Liam, całując mnie w czubek nosa.
- Jak ja jej to powiem?- szepnęłam do siebie, patrząc na swojego chłopaka- Myślisz, że to takie proste? Cześć Weronika, są nowe okoliczności wypadku twojego taty i to wcale nie był wypadek. Ktoś celowo przeciął linkę, ale nasza policja wcześniej tego nie odkryła, bo ktoś ukradł auto twojego taty z parkingu policyjnego i podstawił dokładnie taki sam samochód, tyle że w lepszym stanie. Przecież to ją załamie. Powiem jej wszystko, kiedy wrócimy do Londynu. Nie rozmawiajmy o tym- dodałam, widząc że otwiera usta, żeby coś powiedzieć. Chłopak bez przekonania, jednak pokiwał głową i mocniej przyciągnął mnie do siebie.
- Witamy!- odwróciłam się, a widząc roześmianą twarz swojej przyjaciółki, sama się uśmiechnęłam. Dziewczyna spojrzała na mnie unosząc brew, po czym przewróciła oczami i stawiając wszystkie reklamówki na stolik, usiadła obok Louisa. Szatyn od razu poderwał się z miejsca i przeszukiwał reklamówki, zapewne w poszukiwaniu marchewek.

To chyba nie jest nic dziwnego, że boję się zamienić choć słowo z Weroniką. Nie mam pojęcia, co się stanie kiedy jej o tym powiem i jak zareaguje. Tak naprawdę boję się głównie tego, że znowu coś zacznie się psuć. Najpierw Lena, teraz to. Nie wiem czego się spodziewać. Trochę zdenerwowało mnie to, że mama dziewczyny zrzuciła to na mnie, jednak po części ją rozumiem. Resztą, ona raczej nie potrafiłaby sama dojść do Weroniki. Nie mają zbyt dobrego kontaktu, jej mama prawie jej nie zna.



Spojrzałam w stronę reszty znajomych. Każdy był zajęty sobą, pomijając Louisa który zaczepiał Weronikę. Chłopak ciągle ją szturchał. Po chwili dziewczyna wyciągnęła telefon, spojrzała na ekran i puściła radosny uśmiech Louisowi. Chłopak wstał i ruszył do naszej 'łazienki'. Przyjrzałam się rudowłosej. Znam ten uśmieszek, jak nikt inny. Mogę się założyć, że knują coś razem z Lou. Czyżby Weronice wróciła chęć robienia sobie jaj ze wszystkich naokoło?
- Louis, coś ty znowu zrobił?- spytał Liam, patrząc an swojego przyjaciela. Chłopak w koszulce w paski puścił mu szeroki uśmiech i usiadł obok rudowłosej, przybijając z nią piątkę.
- Kto mi zapierdzielił ciuchy? No dobra, to przeżyję, ale gdzie jest moja suszarka!- usłyszeliśmy donośny krzyk Harrego, na który Lou uradowany założył ręce- To niesprawiedliwe! Lou, dzisiaj śpisz sam!- Louis udając przerażenie złapał się za serce. Harry wyszedł, na moje nieszczęście kompletnie nie ubrany. Liam go ochrzanił i zasłonił mi oczy, na co ja wybuchnęłam głośnym śmiechem- Nie będę spał z tym złodziejem suszarek w jednym namiocie- prychnął Loczek.

- Harry, słońce, ubierz się- usłyszałam westchnienie Weroniki.
- Oh daj spokój. Co ty, biologi nie miałaś?- prychnął chłopak.
- Idź się ubrać!- wyrecytował Liam, ciągle trzymając rękę na moich oczach.
- Jakbym mamę słyszał- mruknął Harry i chyba poszedł, bo mój chłopak zdjął rękę z moich oczu- Dzisiaj śpię sam!
- Chyba nie- prychnął Lou ze skrzyżowanymi rękoma.
- Chyba tak- odpowiedział Harry, wychodząc z namiotu, na szczęście ubrany. Usiadł obok mnie i Liama, posyłając złe spojrzenie Lou- i oddaj mi suszarkę!- krzyknął, na co Louis i Weronika, wybuchnęli jeszcze głośniejszym śmiechem.
____________________________________________________________
No witam. :D
Osiemnaście jest, ale na dziewiętnastkę chyba trochę zaczekacie. Cały tydzień mam już zajęty i nie będę miała czasu pisać. Ale zobaczymy, może uda mi się jeszcze coś dodać. Sama nie jestem do końca pewna.

Jeszcze jedna sprawa. Osobiście nie mam kompletnie nic do Eleanor. Dobrze, że jest skoro Louis jest z nią szczęśliwy. Wykreowałam ją tak, tylko i wyłącznie na potrzeby opowiadania. Wszystko co tutaj pisze, jest tylko i wyłącznie wytworem mojej wyobraźni, a nie pokazaniem, że jej nie lubię, co jest nieprawdą. Chciałam to tylko wyjaśnić. :D


Jeśli chcesz być informowana, to podaj swojego Twittera  pod najnowszym rozdziałem bądź napisz na moje GG- 23799456. :D
Jak mijają wam ostatnie dni wakacji? :D

Moi mężowie, są tacy słodcy. ♥

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 17.

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY. 
WERONIKA


Chciałam przewrócić się na drugi bok, co mi się nie udało, sama nie wiem dlaczego. Nieusatysfakcjonowana otworzyłam jedno oko i spojrzałam przed siebie w celu zlokalizowania przyczyny zablokowania moich ruchów. Obok mnie spał Niall z wielkim uśmiechem na ustach przytulający się do mojej poduszki w kształcie serca, którą wczoraj zabrałam ze swojego pokoju. Zaśmiałam się pod nosem i ponownie położyłam głowę na poduszce, zakładając ręce za głowę. Wbiłam wzrok w sufit, który mówiąc szczerze ani trochę mnie nie interesował. Ziewając usiadłam po turecku na łóżku i rozejrzałam się dookoła orientując się, że właściwie jestem w pokoju Nialla . Dookoła panował kompletny chaos. Uwzględniając wczorajszą 'lekką sprzeczkę' o to, kto wybiera film i kilka latających po całym pokoju poduszek, w sumie nic dziwnego że całe pomieszczenie wyglądało jak pobojowisko. Westchnęłam głośno i zrezygnowałam ze wstawania, głównie dlatego że nie za bardzo chciałam nadepnąć na coś ostrego, pod wszystkimi piórami z poduszek walającymi się w każdym możliwym miejscu w pokoju. Wyciągnęłam z szafki obok łóżka urządzenie przy którym były słuchawki. Nie do końca wiem, co to było ale to w zasadzie nie ważne. Grunt, że owe coś miało słuchawki i muzykę w środku. Po włączeniu 'tego czegoś' nikt nie miałby wątpliwości, że przedmiot należy do Nialla, zważając na mnóstwo kawałków Biebera. Z tego co zauważyłam, było ich chyba najwięcej. Innych wokalistów, można było policzyć na palcach u jednej ręki. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam ostatnio słuchaną piosenkę i ponownie położyłam się na łóżku.



- Rąbnęłaś mi to z szafki- powiedział blondyn, zaspany przecierając oczy. Nie sprzeczając się, pokiwałam głową i wyciągnęłam słuchawkę z lewego ucha.

- Nudziłam się, a nie chciało mi się wstawać- odpowiedziałam, odwracając się przodem do niego. Chłopak ze zrozumieniem pokiwał głową i szeroko się do mnie uśmiechnął- Co?- spytałam obdarzając go pytającym spojrzeniem.

- Z rozwaloną fryzurą i bez makijażu, wyglądasz o wiele ładniej- stwierdził, jeszcze bardziej czochrając mi włosy. Zaśmiałam się i pstryknęłam go w czubek nosa, odkładając, nazwę to urządzeniem do słuchania muzyki, na poprzednie miejsce.

- Mam genialny pomysł- powiedziałam, poruszając brwiami- Ja zrobię śniadanie, a ty tu sobie posprzątaj, dobra? Dobra! To pa- powiedziałam i w trybie natychmiastowym wyskoczyłam z łózka i wyszłam z jego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Weszłam do swojego pokoju i chwyciłam szczotkę. Dokładnie rozczesałam włosy, które nie wyglądały najlepiej i poprawiając grzywkę, ruszyłam na dół. Weszłam do kuchni, w której siedziała moja mama i pani Horan z wielkimi uśmiechami na twarzach- Boję się- stwierdziłam, patrząc na obie uważnie. Odwróciłam się i podeszłam do lodówki.

- Kochanie, nie musisz się mnie bać- stwierdziła moja rodzicielka, mocno mnie do siebie przytulając.
- Mamo- zaczęłam, patrząc na nią.
- Tak?
- Co piłaś?- spytałam przez śmiech, na co moja mama zgromiła mnie spojrzeniem.
- Absolutnie nic! Przecież nie wolno mi pić- oburzyła się, zajmując poprzednie miejsce. Zaśmiałam się pod nosem i zabrałam się za robienie jajecznicy i tostów- Nie, żebym wtrącała nos w nie swoje sprawy, ale spaliście razem, prawda?- spytała z iskierkami w oczach, wymieniając spojrzenia z panią Horan. Uderzyłam się z otwartej dłoni prosto w czoło i zniesmaczona kręcąc głową, odwróciłam się do obu tyłem.
- Ależ skarbie, nie musicie się przed nami ukrywać! My naprawdę zaakceptujemy wasz związek- powiedziała mama blondyna, w tym samym momencie w którym on wszedł do kuchni. Posłał całej naszej trójce zdziwione spojrzenie, zatrzymując wzrok trochę dłużej na mnie. Musiał usłyszeć 'związek' bo zmienił wyraz twarzy na bardziej poważny.
- Jaki związek?- zaciekawił się blondyn, siadając obok swojej mamy przy stole.
- Żaden związek- odpowiedziałam, znacząco patrząc na obie kobiety.
- Tak nam wmawiajcie! A później bum i dziecko- prychnęła pani Horan, wzięła w ręce swoją kawę i ciągnąc moją mamę za rękę, wyszły z kuchni.
- Ale jakie dziecko?- spytał Niall, całkowicie zdezorientowany- Jesteś w ciąży?!
- No chyba cię pojebało- zaśmiałam się podstawiając blondynowi pod nos śniadanie- Nasze ukochane mamy ubzdurały sobie, że.. a nie ważne. 

Ubrana, stanęłam w progu swojego pokoju i z westchnieniem podeszłam do pustej walizki. Postawiłam ją na podłodze i wyciągnęłam wszystkie ciuchy z szafek. Zaczęłam kolejno wkładać je do środka. Mówiąc szczerze, wcale nie mam ochoty stąd wyjeżdżać. Można powiedzieć, że chciałabym tu zostać o wiele dłużej niż to jest możliwe. Niedługo zaczną się lekcje i będę musiała sporo czasu poświęcić na naukę i odrabianie prac domowych. Nie obejdzie się, bez dodatkowych referatów, do których na pewno jako jedyna będę się zgłaszać, ze względu na lepsze oceny końcowe. Muszę wziąć się w garść. Zostały mi dwa lata nauki. W tym roku, muszę w końcu zdecydować, co chciałabym robić. Sama nie wiem, co tak naprawdę mnie interesuje. Właściwie, to nic szczególnego mnie nie interesuje. Ze wszystkich przedmiotów mam dobre oceny i każdy z nich, na swój sposób mnie ciekawi. Poważniej zastanawiam się nad studiowaniem fizyki bądź chemii. Przedmioty humanistyczne są dla mnie o wiele bardziej nużące, niż reszta. Nie mogę się zdecydować, z czym chciałabym wiązać swoją przyszłość, co teraz praktycznie nie powinno mieć miejsca.

- Dużo ci jeszcze zostało?- do pokoju wszedł Niall i nie zamykając za sobą drzwi, rozwalił się na łóżku.
- Jest przeciąg, zaraz..- zaczęłam, a drzwi w tym samym momencie z wielką siłą się zamknęły- trzaśnie- przewróciłam oczami i podniosłam wzrok na blondyna, który siedział po turecku z dużą miską wypełnioną M&msami. Postanowiłam jak na razie darować sobie pakowanie i usiadłam obok chłopaka, zabierając mu cukierki.
- Jutro wracamy do Londynu, a ja mam ochotę na spacer. Co ty na to?- spytał, obdarzając mnie lekko poirytowanym spojrzeniem, zważając na wyjadanie mu słodyczy. Po chwili jednak wzruszył ramionami i przysunął mi miskę.
- Możemy pójść, ale muszę skończyć, bo później mi się nie będzie chciało- odpowiedziałam i z westchnieniem położyłam się na łóżku.
- To kończ, bo nie chce mi się tutaj siedzieć- jęknęłam cicho i przewracając oczami wróciłam do torby- Właśnie! Zapomniałem ci powiedzieć, że jutro po południu jedziemy pod namioty. Liam dzwonił wczoraj.
- Nie jadę do żadnego lasu- prychnęłam krzyżując ręce. Niall wybuchnął głośnym śmiechem i rzucił we mnie jednym z cukierków- Nie rzucaj we mnie czekoladą- mruknęłam, obdarowując go wrogim spojrzeniem. Chłopak ostawił miskę i usiadł obok mnie na podłodze.
- Bo?- spytał z podejrzaną miną, wkładając do mojej walizki leżącą pod szafą parę spodni- Poza tym praktycznie rzecz biorąc nie jedziemy do lasu. Znaczy, niedaleko będzie las, ale my będziemy trochę dalej- wytłumaczył z przerażającym mnie uśmiechem.
- Bo wy jesteście walnięci, tam zapewne będzie woda i nie lubię robali- mruknęłam coraz bardzie zła, w głowie licząc do dziesięciu.
- Obronię cię- zaśmiał się blondyn, czochrając mi włosy.
- Grzywkę zostaw- oburzona, szybko poprawiłam włosy i bezradnie rozłożyłam ręce- Nie mam nic do gadania, nie?
- Raczej nie- zaśmiał się- Daj spokój, będzie fajnie. 



VANESSA

- Weźcie jeden trzyosobowy i dwa dwuosobowe- powiedziałam w kierunku chłopaków, wybierających się do sklepu po namioty. Nie wiem, jak Niall zdołał przekonać moją przyjaciółkę do tego wyjazdu, ale jestem mu wdzięczna. Chciałam z nią porozmawiać, ale zważając na jej niechęć do namiotów a raczej do zamieszkującego niedaleko robactwa, wolałam tę rozmowę odłożyć, albo siła zaciągnąć ją do samochodu. 
- Nie będę spał w jednym namiocie z tymi pajacami!- oburzył się Zayn, w akcie protestu siadając na podłodze. W duchu wybuchnęłam głośnym śmiechem, jednak starałam się zachować powagę. Nie miałam zamiaru skończyć w wodzie.
- Proponuję tak- zaczął Liam, chcąc jakoś załagodzić sytuację- Harry i Lou w jednym, Zayn jak chcesz weź sobie osobny, ja i Vanessa w dwuosobowym i Niall z Weroniką tak jak my- podpowiedział, siadając obok mnie i obejmując mnie ramieniem.
- Ja chcę z Weroniką!- powiedziałam w tym samym momencie co Harry. Oboje zgromiliśmy się spojrzeniem, nie odrywając wzroku od siebie nawzajem przez dłuższy czas. Jak wróci, chyba zamienię z nim kilka słów, że tak powiem.
- Cisza- zarządził Louis i podszedł do naburmuszonego Hazzy. Objął go ramieniem i pocałował w policzek.
- Ja będę z tobą i koniec tematu- prychnął Liam, mocniej mnie do siebie przytulając. Przewróciłam oczami i skrzyżowałam ręce pod biustem. Harry, również nie do końca szczęśliwy, wyszedł za resztą z głośnym westchnieniem.  


WERONIKA

Nie było tak źle jak myślałam. Kiedy stanęliśmy w miejscu, gdzie można zostawiać samochody, wszystko wyglądało nawet cywilizowanie. Całe szczęście, że wynajęliśmy 'przyczepę' w której jest łazienka. Bez prysznica, chyba bym tutaj wykitowała. Muszę przyznać, że jestem wdzięczna Niallowi, że jakoś udało mu się mnie zaciągnąć na tę wycieczkę. Pogoda, jest nawet w porządku. Jak na Londyn, a właściwie na jego obrzeża nie jest źle. Widok jest bardzo przyjemny dla oka. Chociaż zielony kolor w takich ilościach trochę mnie przeraża i spanie z wieloma rodzajami fauny leśnej, również nie jest zbyt przyjemne to staram się myśleć pozytywnie. Niedaleko jest jeziorko, a raczej zbiornik wodny, mogę się założyć, że zrobiony sztucznie, w którym można się kąpać. Miejsce na namioty wygląda całkiem w porządku, a między lasem a naszymi namiotami mamy trochę przestrzeni, więc nie będzie ze mną tak źle.
- Ja tu zwariuję- mruknęłam, kątem oka spoglądając na latającego w kółko Louisa. Harry zaśmiał się i pociągnął mnie za ramię, prowadząc w stronę naszych znajomych. Westchnęłam głośno, kiedy stanęliśmy obok nich. Louis, który łaskawie się przymknął i dołączył do nas pociągnął mnie za rękę w swoją stronę i mocno do siebie przytulił.
- Słoneczko, nie zwariujesz- zapewnił, dając mi buziaka w policzek.
- Lou, obśliniłeś mi policzek- zarzuciłam obrażona, krzyżując ręce.
- Dobra dzieci, rozkładajcie namioty- powiedział Liam, na co ja tylko się skrzywiłam i zajęłam miejsce na znajdującym się niedaleko pniu. Niall, z którym mam być w jednym namiocie podszedł do mnie, stanął naprzeciwko i spojrzał na mnie znacząco.
- Ja nie umiem- powiedziałam, nawet nie podnosząc na niego wzroku. Blondyn nie zważając na moje protesty, pociągnął mnie za sobą w stronę leżącego na ziemi, złożonego namiotu. Westchnęłam głośno i postawiłam swój plecak na ziemi. Namiot obok nas rozkładał Harry, ciągle drąc się na Lou, żeby zostawił w spokoju marchewki i przyszedł mu pomóc. Po naszej drugiej stronie, stał uśmiechnięty Zayn, który bez problemu rozłożył już swój namiot i patrzył na niego dumny z siebie. Trochę dalej od wszystkich, byli Liam z Vanessą. Brunetka ze złością patrzyła na swojego chłopaka, który kazał jej sobie pomóc. Znam to skądś. Po rozłożeniu namiotu i wrzuceniu do niego wszystkich śpiworów i naszych rzeczy, blondyn rozłożył sobie leżak i się na nim położył.
- Może mi ktoś pomóc?- krzyknął Harry. Odwróciłam się w jego stronę i momentalnie wybuchnęłam śmiechem. Loczek związany był jakimś sznurkiem a wkoło niego biegał uradowany Louis. Zauważając, że nikt nie ma na to ochoty, ruszyłam w jego kierunku. Rzuciłam w nogę Lou niewielkim kamykiem i winę zwaliłam na Zayna. Szatynowi długo nie trzeba było powtarzać, bo zaczął ganiać Mulata. Podeszłam do Harrego i rozwiązałam sznurek, nie przestając się z niego nabijać- Ratujesz mnie- stwierdził chłopak, podnosząc się z ziemi. Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się do niego- Może się przejdziemy?- spytał, wyciągając rękę w moim kierunku.
- Jasne. I tak nie chce mi się tutaj siedzieć- odpowiedziałam, na co chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę lasu- O nie, tam nie idę- rzuciłam i tym razem ja pociągnęłam go w odwrotną stronę. Loczek wybuchnął śmiechem, jednak skinął głową i ruszył za mną.
- Boisz się mnie czy lasu?- szepnął do mojego ucha, na co ja walnęłam go w klatkę piersiową.
- Ciebie bardziej- mruknęłam ze śmiechem. Harry przystanął i z cwaną miną przerzucił mnie sobie przez ramię- O tym mówiłam- podpowiedziałam, na co on tylko postawił mnie na ziemi i uniósł jedną brew do góry. 
- Nie chcę nic mówić, ale sama masz myśli plus osiemnaście- prychnął, zbliżając się do mnie.
- Mam szesnaście lat, to normalne- obroniłam się, robiąc krok do tyłu. Loczek pokręcił głową i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem- No co?
- Nic. Tylko się za tobą stęskniłem.
- Cześć młodzieży!- krzyknął uradowany Lou, obejmując nas obojga ramieniem- Gramy w chowanego, gracie z nami?- spytał, poruszając brwiami. Pokiwaliśmy głowami, a Lou zaprowadził nas do reszty. Wypadło na to, że Vanessa będzie szukać. Kiedy zaczęła liczyć, wszyscy ruszyli w swoim kierunku. Szybkim krokiem, ruszyłam w stronę stojących niedaleko nas łódek i weszłam do pierwszej z brzegu. Zastałam w niej Louisa, który leżał z głową podpartą na rękach.- Witaj- zaśmiał się cicho, szturchając mnie w nogę. Wzruszyłam ramionami i usiadłam tak, żeby nie było mnie widać- Spoko, tutaj nas nie znajdą- szepnął rozbawiony, kręcąc głową. 
- Nie chcę być wścibska, ale.. u ciebie okej, tak?- spytałam.
- Chodzi ci o to zerwanie?- spytał ze skrzywioną miną, na co ja kiwnęłam głową- Jest dobrze. Nie mogłem pozwolić, żeby tak o tobie mówiła. I tak mi głupio, że ciągle cię obrażała, a ja nic nie zrobiłem. Przepraszam- westchnął, odwracając wzrok w inną stronę.
- Daj spokój, Lou. To przecież nie twoja wina. Zresztą nie chodzi o to, tylko o to, czy.. no wiesz.
- Jest dobrze. Widocznie nie byliśmy dla siebie stworzeni. To zamknięty rozdział- dodał, przysuwając się do mnie i obejmując ramieniem- Poza tym od dawna, wszyscy mówili mi, że to nie jest dziewczyna dla mnie. Widocznie mieli rację- to dlaczego ja się teraz tak strasznie czuję? Jakbym była winna ich zerwaniu. Poczułam, jakby łódka zaczęła płynąć. Zdezorientowani poderwaliśmy się z miejsc, rozglądając się dookoła. Byliśmy już kawałek od pomostu.
- Na pewno nas nie znajdą- stwierdziłam ze śmiechem, na co Lou energicznie pokiwał głową.
- Harry będzie zazdrosny- stwierdził marszcząc brwi. Spojrzałam na niego zaciekawiona- Nic nie powiedziałem- dodał od razu i uśmiechnął się do mnie trochę sztucznie- Umiesz pływać?- spytał przygryzając dolną wargę.
- Mam rozumieć, że mam sprowadzić pomoc?- spytałam, na co on kiwnął głową. 
- Ciągle płyniemy, a nie wzięliśmy wioseł.
- To gdzie są?- spytałam zdziwiona. W każdej łodzi są wiosła.
- Wywaliłem na pomost, nie mogłem się położyć- odpowiedział na co ja tylko się zaśmiałam. Przewróciłam oczami, zrzuciłam z siebie koszulkę, zadowolona z ubrania stroju, zostawiłam buty i wskoczyłam do wody. Po dopłynięciu na brzeg, Weronika, Niall i Harry od razu się na mnie rzucili.
- Niech ktoś popłynie po Lou i po moje buty, nie mogę ich zostawić, znaczy jego zostawić oczywiście- poprawiłam, biorąc od Nialla ręcznik i wycierając mokre włosy. Liam wziął ze sobą Zayna i drugą łódką ruszyli na pomoc przyjacielowi.
- Zgłodniałem z tego strachu- powiedział Niall, marszcząc brwi. Zaśmiałam się i pokiwałam głową- Proponuję ognisko! W sumie robi się już ciemno- powiedział i nie czekając na zgodę, poszedł w stronę miejsca, w którym można było rozpalić ognisko. Vanessa pobiegła za nim, chcąc kazać mu poczekać na resztę. 
- Pójdę się ubrać- stwierdziłam, czując chłód i ruszyłam w stronę namiotu. Harry ruszył za mną i objął mnie ramieniem- A tobie co się na czułości zebrało?- zaśmiałam się, patrząc w jego stronę.
- Tak jakoś- odpowiedział i pocałował mnie w czoło. Odwrócił się i poszedł do swojego namiotu. Zmarszczyłam brwi, jednak rozmyślania postanowiłam odłożyć na później. Korzystając z momentu, że Niall kłóci się z Vanessą, weszłam do namiotu i szybko przebrałam się w cieplejsze ciuchy. Było już sporo po dziewiętnastej, a znając resztę będziemy dość długo siedzieć na dworze.

Nie byłam szczególnie głodna, więc głównie siedziałam przy ognisku. Po mojej prawej stronie miejsce zajął Niall, który poszedł po swoją gitarę. Po drugiej stronie siedziała Vanessa, przytulająca się do swojego chłopaka. Liam wstał, wziął ją za rękę i razem poszli w stronę lasu. Wymieniłam znaczące spojrzenie z Louisem, które pochwycił również Harry przysiadający się do mnie. Całą trójką wybuchnęliśmy śmiechem. Zayn, nie rozumiał zbytnio o co nam chodzi, ale kiedy Lou pokazał na oddalającą się parę, również się zaśmiał. Niall wrócił i zajął poprzednie miejsce, przygrywając nieznaną mi melodię. Podsunęłam kolana pod brodę i objęłam je rękoma, ponieważ zaczynało robić się coraz chłodniej. Zważając na 
dwudziestą pierwszą, nie było się co dziwić. Niall przerwał grę i narzucił na mnie bluzę, która leżała niedaleko nas. Uśmiechnęłam się i wbiłam wzrok w palące się ognisko.
- Weronika, masz pająka na nodze- powiedział Lou. Mogę się założyć, że wyglądałam, jakby ktoś miał ochotę właśnie w tej chwili mnie zabić. Harry w bardzo szybkim tempie ściągnął ze mnie owego pająka i odstawił go trochę dalej. Odetchnęłam z ulgą i przygryzłam wargę, lustrując wzrokiem swoje spodnie, czy czasem nic na nich więcej nie ma.
- Jestem śpiący. Dobranoc- powiedział Zayn, nie przestając ziewać. Louis, również poszedł ciągnąc za sobą Harrego, który na pożegnanie nam pomachał. Podniosłam wzrok na Nialla. Blondyn uśmiechnął się i usiadł bliżej mnie.
- Zostaliśmy sami- powiedział, zaczynając podśpiewywać More than this. Spojrzałam w jego oczy, przez ułamek sekundy ponownie w nich tonąc. Wzięłam głębszy oddech i odwróciłam wzrok na pobliski krzew. Blondyn bardziej się przysunął i złapał mnie za rękę. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić. Kilkakrotnie zamrugałam, chcąc upewnić się, że on tutaj siedzi, trzyma mnie za rękę, a ja zachowuję się jak kompletna idiotka- Wracamy?- spytał, a wszystkie moje myśli poczuły się, jakby ktoś właśnie w tej chwili wyssał z nich życie. Skinęłam głową, na co blondyn podniósł się, nie puszczając mojej dłoni, w drugą rękę chwycił gitarę i pociągnął mnie w stronę namiotu. Przed wejściem do środka, blondyn wziął głęboki oddech i lekko się skrzywił.
- Coś się stało?- spytałam, szturchając go w ramię.
- Em, cóż. Mam klaustrofobię- powiedział to tak cicho, chyba z nadzieją że nie usłyszę.
- Jeśli chcesz, możemy spać na zewnątrz- powiedziałam, stając w miejscu. Blondyn pokręcił przecząco głową i spuszczając głowę, wszedł do środka. Weszłam za nim i schowałam się pod śpiwór. Zauważyłam, że chłopak się nie położył, więc pociągnęłam go za rękę w swoją stronę. Uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam do siebie. Nie widziałam go, ale poczułam na sobie, że się uśmiecha- I wszystkim raźniej- mruknęłam, kiedy blondyn pocałował mnie w głowę i złapał za rękę- Dobranoc- powiedziałam, przykrywając nas śpiworem.
- Dobranoc Weroniko- odpowiedział. Po mojej głowie, przeszło mnóstwo myśli naraz. Niech jeszcze raz powie moje imię.
____________________________________________
Znowu was wykiwałam, czego mogliście się spodziewać. Nie ma tak łatwo. Zresztą to chyba nic nowego, że to na co tak bardzo czekacie, odwlekam jak najdalej, prawda? ; *
Rozdział pisałam chyba najkrócej ze wszystkich. Mam dzisiaj sporą wenę i chyba zacznę pisać następny rozdział.

JEŚLI CHCESZ BYĆ INFORMOWANA, POPISAĆ BĄDŹ MASZ PYTANIA DO BLOGA, PODAJ SWÓJ TWTTER POD NAJNOWSZA NOTKĄ, LUB NAPISZ NA MOJE GG - 23799456.
KOMENTARZE ZE SPAMEM WKLEJANE POD ROZDZIAŁAMI, ZOSTAJĄ USUWANE!

wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział 16.


WERONIKA


Wyszłam z łazienki, owinięta jedynie w ręcznik i z nadzieją, że na nikogo po drodze nie trafię, ruszyłam do pokoju w celu ubrania się. Niepostrzeżenie przeszłam przez korytarz i weszłam do środka, zamykając drzwi na klucz. Odetchnęłam z ulgą i odwróciłam się tyłem do drzwi, stając z miną, jakby ktoś uderzył mnie nie żywym szczurem.
- Niall, co ty tutaj robisz?- wyrecytowałam, dobitnie akcentując każde słowo. Chłopak zaśmiał się i lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu, zalotnie poruszył brwiami- Horan- syknęłam, na co ten z poważną miną spojrzał w moją stronę i przewrócił oczami.
- Cóż, przyszedłem żeby ci powiedzieć, że mój tato się lekko mówiąc zirytował, za tę rozróbę w garażu- usiadł po turecku, na co ja posłałam mu pytające spojrzenie- I mamy mu umyć samochód, albo wygada wszystko naszym mamom- mruknął, momentalnie się krzywiąc.
- Za dziesięć minut na dole, co?- spytałam, na co blondyn pokiwał głową nawet nie ruszając się z miejsca- Wyjdziesz sam, czy ci pomóc?- spytałam z cwanym uśmiechem. Niall skinął głową i ruszył w stronę drzwi. Pociągnął za klamkę i poszedł do przodu, przy czym walnął całym ciałem prosto w drzwi. Nie utrzymał równowagi i spadł na podłogę, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem. Z kamiennym wyrazem twarzy przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam je blondynowi, po czym wybuchnęłam głośnym śmiechem- Sierota- skomentowałam po jego wyjściu i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej pierwsze z brzegu ubranie i wróciłam do łazienki. Szybko się ubrałam, zrobiłam warkocza i nawet się nie malując, zeszłam na dół. W salonie zastałam tatę Nialla, gromiącego swojego syna przenikliwym spojrzeniem.
- Weroniko, dobrze cię widzieć- westchnął mężczyzna, patrząc na mnie- Może chociaż ty mi powiesz, co wyście tam wczoraj robili?- westchnął zrezygnowany, łapiąc się za głowę. 
- Nic takiego- powiedziałam, Niall w szybkim tempie podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia. Przed domem, stał wystawiony już samochód taty blondyna- Chyba powinniśmy przestać pakować się w sprzątanie- westchnęłam, stojąc naprzeciwko samochodu ze skrzyżowanymi rękami.
- Co ty nie powiesz?- zaśmiał się Niall i posyłając mi buziaka w powietrzu, z głośnym westchnieniem poszedł w stronę samochodu- A teraz, przywitaj się z moim kolegą. Nazywa się John i jest wężem- powiedział, celując we mnie wężem ogrodowym. Cała mokra, zdenerwowana i kompletnie wyprowadzona z równowagi ruszyłam w jego stronę, nie zwracając uwagi na to, że woda można powiedzieć aż ze mnie kapała. Po trudach i znojach, zabrałam mu węża i z satysfakcją go wyłączyłam. Niall odetchnął z ulgą, na co ja z poważną miną odwróciłam się do niego tyłem. Chłopak ruszył w moją stronę i kiedy był już wystarczająco blisko, cała zawartość wiadra, wypełnionego wodą i płynem, wylądowała na nim- Podstęp. Sprytnie- stwierdził, nie przestając się śmiać i mocno mnie do siebie przytulił.
- Puszczaj- zażądałam, jednak po chwili wybuchnęłam głośnym śmiechem. 
- Nie puszczę- stwierdził z zadowoloną miną. Najwidoczniej zauważył wyraz mojej twarzy, bo wzdychając odsunął się i usiadł na trawie.
- Wstawaj!- szturchnęłam go swoim kolanem w ramię, na co blondyn pociągnął mnie za nogę na dół- Idź świrze- mruknęłam, leżąc na trawie. Wcale nie spieszyło mi się do wstania, więc założyłam ręce nad głową i wpatrywałam się w bezchmurne niebo.
- Trzeba umyć to auto- rzucił Niall, odwracając się do mnie przodem.
- Miłej zabawy- powiedziałam, zamykając oczy. 
- Nie ma tak łatwo, rusz się- z głośnym westchnieniem wstałam i poszłam w ślad za blondynem, który stał przy samochodzie z zamyśloną miną.


HARRY

- Zayn, stary ogarnij się- westchnąłem, wchodząc do pokoju przyjaciela. Chłopak machnął na mnie ręką, ponownie wtulając twarz w poduszkę tym samym dając mi do zrozumienia, że mam sobie pójść. Niestety, nie zamierzałem zostawić go samego w takim stanie. Podszedłem do okna i odsłoniłem firanki, wpuszczając do zaciemnionego pokoju trochę światła. Otworzyłem okno na oścież, żeby wywietrzyć dym i woń alkoholu. Coraz bardziej nie podoba mi się jego 'pocieszanie się'. Po tym, jak ta cała Lena go potraktowała, Zayn jakby przeszedł do innego, równoległego świata. Raz, zdarzyło się że wyszedł gdzieś razem z nami. Ciągle siedzi i nic z tego siedzenia nie wynika poza kacem, którego mój przyjaciel zwalcza kolejną dawką alkoholu.
- Harry, zostaw mnie samego- mruknął siadając na wprost i posyłając mi karcące spojrzenie. Nie słuchając go otworzyłem drzwi w celu zrobienia przeciągu, żeby jak najszybciej pozbyć się tego okropnego zapachu rodem z burdelu- Za młody jesteś. Nic nie rozumiesz- prychnął, krzyżując ręce jak małe dziecko. Przewróciłem oczami i usiadłem na przeciwko niego.
- Nie denerwuj mnie. Jestem tylko dla lata młodszy, poza tym sam zachowujesz się jak dwunastolatek. Rozumiem, dziewczyna z tobą zerwała, ale chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Zayn Malik, chłopak na którego leci kilka milionów dziewczyn, ma zamiar się załamywać? I to przez dziewczynę, która kompletnie na ciebie nie zasługuje i chciała się pobawić? Stary, nie ta liga- westchnąłem i poklepałem Mulata po ramieniu- Weź się w garść. Pokaż jej, że bez niej ci lepiej. I błagam cię, nie upijaj się przez nią. Nie jest tego warta- zakończyłem i postanowiłem zostawić go samego. Zamknąłem za sobą drzwi i zszedłem na dół. Wziąłem telefon ze stolika i gestem dłoni uciszając kłócących się Louisa i Liama, wszedłem do kuchni. Wybrałem numer Weroniki,. Dziewczyna odebrała po dwóch sygnałach.
- Słucham?- słysząc jej głos, mimowolnie się uśmiechnąłem- Czyżbyś się stęsknił?- nie widziałem jej, ale mógłbym się założyć że wypowiadając te słowa, poruszyła brwiami.
- Oczywiście, że tak. Wątpiłaś w to?- spytałem, rozsiadając się na szafce przy oknie. Spojrzałem na jej dom, uważnie mu się przyglądając.
- Ależ skąd- zaśmiała się melodyjnie, po czym usłyszałem jakiś huk- No żesz kurwa- mruknęła, cicho sycząc z bólu.
- Co się stało?- spytałem trochę rozbawiony.
- Nic takiego, ale nie mam pojęcia kto tutaj postawił tę kanapę. No, nie ważne. Co u ciebie?- spytała, błyskawicznie zmieniając temat- Czekaj moment. Niall, przynieś mi bandaż!- krzyknęła w głąb domu. Słysząc imię swojego przyjaciela, poczułem coś bardzo dziwnego, ale postanowiłem się tym szczególnie nie przejmować. Muszę się pozbyć tego uczucia. Nie mogę zrobić takiego świństwa Niallowi, który w każdym trudnym momencie mojego życia, siedział ze mną i wysłuchiwał moich zażaleń. Ani razu nie skomentował żadnej z moich nowych 'koleżanek' i za każdym razem mnie wspierał. Jest jedną z takich osób, których po prostu nie da się nie lubić- Jak Zayn?- spytała.
- Szczerze? Nie najlepiej, ale mam nadzieję że coś do niego w końcu dotrze- przekręciłem oczami, bawiąc się swoimi dłońmi.
- Zawsze mogę go prześwięcić- powiedziała z dumą.
- Chyba nie będzie to konieczne. A co u ciebie? A raczej u was.
- Całkiem nieźle. Pomijając ciągłe kary za niestosowanie się do zasad naszych ukochanych rodzicielek. Właściwie, to zdążyliśmy już wkurzyć nawet pana Horan'a, co jeszcze nigdy wcześniej się nie zdarzyło.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz.
- Czy ty też, właśnie w tej chwili pomyślałeś o 'rozdziewiczeniu'? Tak tylko pytam.
- I ty uważasz, że to ja jestem zboczony?- prychnąłem, nie odpowiadając na pytanie, bo sam bym się jeszcze pogrążył.
- To twoja wina. Za dużo czasu z tobą spędzam. Właśnie! Skoro mowa o spędzaniu czasu, jak wrócę, idziesz ze mną, słońce, na zakupy. Vanessa mnie oleje, a nikt inny pewnie ze mną nie pójdzie. Jak ty też mnie olejesz, to obiecuję że was wszystkich pozwę do sądu.
- Dobrze, dobrze. Pójdę z tobą. Zresztą, sam miałem się przejść.
- Dzięki Bogu. Przepraszam Harry, ale muszę kończyć. Zadzwonię do ciebie wieczorem. Niall do kurwy nędzy, to moja kremówka!- nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo połączenie zostało przerwane. Zaśmiałem się i odstawiłem telefon na najbliższą półkę, zabierając się za robienie obiadu. Znając życie, nikomu innemu nie przyjdzie to do głowy, a mam już serdecznie dosyć jedzenie pizzy trzy razy w ciągu dnia.


WERONIKA

- Obraziłam się, więc zostaw mnie w spokoju ty duszo nieczysta zżerająca mi ostatnia kremówkę- prychnęłam, przewracając się na brzuch. Przed nosem postawiłam jakiś kolorowy magazyn, który bądź co bądź jest kompletnie beznadziejny i nic do mojego życia nie wnosi, poza patrzeniem na jakże seksowne zaplecze Paula Wesley'a, który właściwie nie wiem po kiego grzyba zmienił sobie imię i nazwisko, ale to nie moja sprawa. Paweł, przecież fajne imię. Znaczy, względnie fajne. Na tyle fajne, żeby je zostawić tak to nazwę. Ogólnie rzecz biorąc, nazwisko też miał całkiem niezłe, ale nie ważne.
- Czyli mam rozumieć, że będziesz się teraz gapić na tyłek tego, jak mu tam?- spytał blondyn kładąc się obok mnie.
- Czy słowa 'zostaw mnie w spokoju' mają jakieś inne znaczenie niż te, które znam ja?- mruknęłam przewracając kartkę.
- Dobra, dobra. Byłem głodny- usprawiedliwił się, dość marnie że tak powiem. Niall przysunął się do mnie i przytulił mnie do siebie.
- Ale kupujesz mi kremówkę- zastrzegłam, zamykając gazetę. Chłopak przewrócił oczami jednak skinął głową i szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Co powiesz na grę na konsoli?


VANESSA

Przewróciłam się na drugi bok, kompletnie nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Spojrzałam na śpiącego obok mnie Liama i westchnęłam, ponownie kładąc głowę na poduszce. Uważnie zlustrowałam każdy szczegół swojego pokoju. Wyglądał jak zawsze. Nic się w nim nie zmieniło, a ja mam dziwne wrażenie że coś tutaj jest nie tak. I to od kilku dni. Przetarłam oczy i dopiero uświadomiłam sobie, w czym jest problem. Problem jest w tym, że jeszcze trochę i skończą się wakacje. Co prawda, skończyłam szkołę, ale w październiku, idę na studia. Na początku nikt nie wyobrażał sobie mnie, często pyskatej i mało empatycznej Vanessy na psychologii. Ja siebie też nie wyobrażałam na tym kierunku, ale z czasem zrozumiałam, że właśnie tym chcę się zajmować. Może nie wyglądam, ale naprawdę lubię pomagać ludziom i wcale nie jestem aż taką jędzą. No okej, może i jestem. Ale to w końcu moja przyszłość, a chcę robić coś, co będzie dawało mi satysfakcję i chęci do dalszego działa. A te studia mi to zapewnią.

- Która godzina?- spytał Liam, opierając się na łokciach. Głową wskazałam na stojący obok nas zegar, na co chłopak zmrużył oczy i skinął głową. Kątem oka również spojrzałam na zegar, który wskazywał kilkanaście minut po szesnastej- Dobrze się czujesz? Jesteś trochę blada- powiedział, przykładając rękę do mojego czoła.
- Wszystko okej. Po prostu, jestem trochę zmęczona- odpowiedziałam znudzona ciągłym potarzaniem tego samego. Chłopak przyjrzał mi się, jednak po chwili lekko się uśmiechnął i skinął głową.
- Gadałeś z Niallem?- spytałam.
- Pisałem z nim jakieś trzy godziny temu. Weronika się na niego śmiertelnie obraziła, ale z tego co mi wiadomo, to już się pogodzili- powiedział, śmiejąc się pod nosem- Masz kontakt z Leną, czasem?
- Z nią? Nie- kategorycznie zaprzeczyłam, momentalnie się krzywiąc- A dlaczego?
- Trochę mnie to zastanawia, bo wiesz.. Lena i Eleanor, zniknęły prawie w tym samym czasie i od tamtej pory, żadna z nich nie dawała znaku życia, co jest do El kompletnie nie podobne. Nie sądzę, żeby tak szybko się poddała- mruknął z zamyśloną miną.
- Myślisz, że coś knują?- spytałam, na co on pokiwał głową- Za dużo kryminałów. Nawet jeśli, to niby na kim miałyby się mścić?- przewróciłam oczami, na co chłopak posłał mi znaczące spojrzenie- No to pięknie- mruknęłam, kiedy doszło do mnie o co mu chodziło. Weronika. To jasne.

HARRY

Siedziałem razem przed telewizorem, nawet nie oglądając filmu, który postanowili włączyć. Bardziej interesowało mnie to, co będzie za tydzień. Znowu wracamy do normalnego stanu rzeczy. Wywiady, koncerty, coraz częstsze wyjazdy.. a ja nie wiem, co zrobić żeby się tym tak nie zadręczać. Nie powinienem przejmować się tym wszystkim aż w takim stopniu, bo po naszym 'wróceniu do normalności' za kolejny tydzień, Weronika zaczyna szkołę. Nienawidzę siebie za to, że coś do niej poczułem i mogę tym zranić kogoś innego, ale nie pozwolę temu uczuciu kierować mną. Muszę wziąć się w garść, przestać o niej myśleć i wbić sobie do głowy, że to nie miałoby przyszłości. Szkoda, że o nie jest takie proste. 
- Może jeszcze przed tym powrotem do studia, pojedziemy gdzieś wszyscy razem?- spytał Louis, patrząc w naszą stronę. Zayn, ciągle popijając wodę, obojętnie wzruszył ramionami. Siedzący niedaleko Liam objął swoją dziewczynę i z wielkim uśmiechem, przytaknął zajadającemu marchewkę Louisowi- Harry?
- Jasne. Czemu nie- powiedziałem, orientując się, że po raz kolejny moją głowę zajęła niejaka rudowłosa dziewczyna, w której zakochał się mój najlepszy przyjaciel. I ja. To jest najgorsze.
- Wydaje mi się, że Niall i Weronika też nie będą mieć nic przeciwko- podrzuciła Van, z szerokim uśmiechem. Słysząc „Niall i Weronika” w jednym zdaniu, delikatnie się skrzywiłem, jednak bardzo szybko się uśmiechnąłem.
- Pod namioty!- krzyknął uradowany Lou ze świecącymi oczami. Wskoczył na moje kolana i rozczochrał mi włosy- Co ty na to, skarbie?- zwrócił się do mnie poruszając brwiami.
- Jestem za- zaśmiałem się, poprawiając włosy.
- To w weekend, pojedziemy. Gołąbeczki wracają w piątek rano, więc w piątek wieczorem możemy pojechać- stwierdził Zayn, pierwszy raz się odzywając. Skinęliśmy głowami, zgadzając się z nim.


NIALL

- Pójdę na górę. Na razie- powiedziała rudowłosa, szybko wbiegając schodami na górę. Zmrużyłem oczy, zaciekawiony z jakiego powodu dziewczyna postanowiła już przed dwudziestą pierwszą udać się na górę. Nigdy wcześniej, jakoś jej się to nie zdarzało. W tym samym momencie usłyszałem ponowny grzmot. Wziąłem pilota, wyłączyłem telewizor i ruszyłem do pokoju dziewczyny. Zważając na jej dziwne zachowanie, mogę się założyć że chodzi właśnie o burzę. Spędzam z nią sporo czasu i wiem, kiedy zaczyna ściemniać albo kiedy po prostu coś się z nią dzieje. Gasząc wszystkie światła po drodze, zostawiłem tylko jedno na korytarzu i bez pukania wszedłem do pokoju Weroniki. Siedziała przy ścianie, obejmując się rękoma i tępo wpatrywała się w leżące przed nią czasopismo. Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła że wszedłem. Kiedy można było usłyszeć kolejny grzmot, dziewczyna aż podskoczyła ze strachu. W szybkim tempie usiadłem obok niej i przytuliłem do siebie.
- Hej, spokojnie- szepnąłem w jej włosy, starając się w jakiś sposób ją uspokoić- Mogłaś powiedzieć, że boisz się burzy- westchnąłem, na co dziewczyna oburzona podniosła na mnie wzrok z zawzięta miną.
- Ja się nie boję. To jest stan lękowy wywołany traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Znaczy, tak twierdzi mój psycholog- powiedziała marszcząc brwi, po czym obojętnie wzruszyła ramionami i zauważając błysk, ponownie się we mnie wtuliła. Zaśmiałem się cicho, poprawiając swoją pozycję. Rudowłosa schowała twarz we włosach i westchnęła pod nosem- Ale ze mnie mięczak- mruknęła z westchnieniem- Jak komuś o tym powiesz to się wyprę- jęknęła z krzywym uśmiechem.
- Przecież to nic strasznego. Każdy się czegoś boi- stwierdziłam, nie puszczając dłoni dziewczyny. Ta tylko ponownie jęknęła i usiadła bokiem do mnie ze skrzyżowanymi rękami.
- Wolałabym się tym nie dzielić. Zresztą, skąd wiedziałeś?
- Co wiedziałem?
- Że coś jest nie tak? Jestem aż tak przewidywalna?- spytała z lekkim uśmiechem, siadając tyłem do okna.
- Mam szósty zmysł- wytłumaczyłem z zadowoloną miną. Dziewczyna zaśmiała się i kręcąc głową, zawiesiła wzrok na mnie.
- Głupek- skwitowała, siadając obok mnie i opierając się o ścianę. Odwróciła się do mnie przodem, a ja ręcz zatonąłem w jej tęczówkach. Patrząc na nią, miałem wrażenie jakby cały świat się zatrzymał i postanowił dać mi chwilę na ochłonięcie i nabranie sił do dalszego udawania, że zależy mi tylko na jej przyjaźni. Tak nie jest. Już dawno przyznałem się przed samym sobą, że Weronika jest dla mnie o wiele ważniejsza niż inni. Oczywiście, przyjaciele, Vanessa wszyscy znaczą dla mnie dużo, ale Weronika.. ona to coś innego- Niall żyjesz?- zaśmiała się machając mi ręką przed twarzą. Skinąłem głową i posyłając jej delikatny uśmiech, odwróciłem wzrok spoglądając za okno.
______________________________________________________
No. To jest i szesnastka. Jakby coś tam się nie zgadzało z poprzednimi rozdziałami, to przepraszam i zwalę to na okropny ból głowy i nie zdolność do racjonalnego myślenia, która zakłóca mój wewnętrzny spokój.

Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach, napisz na moje GG - 237994 bądź podaj swojego Twittera.

Pozdrawiam, Cappy. <3