sobota, 21 lipca 2012

Rozdział 7.


VANESSA


Wyszłam z samolotu i stanęłam na środku lotniska, wzrokiem szukając Weroniki, która obiecała po mnie przyjść. Nerwowo przestąpiłam z nogi na nogę, trochę zmartwiona że mogło coś jej się stać. Zważając na jej przeszłość w Krakowie, można byłą sądzić że coś mogłoby pójść nie po naszej myśli. Mogłaby spotkać jakiegoś frajera, który jeszcze niedawno zabawiał się jej kosztem. Sądzę, że nie byłoby to przyjemne spotkanie dla rudowłosej. Dla jednego z jej dręczycieli, na pewno byłoby bardzo ciekawie, ale dla niej wręcz przeciwnie. Kiedy przeczytałam kartkę, że postanowiła przyjechać tutaj sama, od razu miałam złe przeczucia. Mam nadzieję, że tylko wyjdę na paranoiczkę i zaraz spotkam się z Weroniką, bo jeśli nie to chyba zwariuję.
- Vanessa, oddychaj. Wyglądasz jakby potrącił cię tramwaj prowadzony przez stado bawołów, opanuj się- przede mną stanęła trochę smętna, jednak starająca się uśmiechnął dziewczyna. Odetchnęłam z ulgą zauważając jej idealnie ułożone włosy i ulubioną, kremową torebkę. Przytuliłam do siebie dziewczynę obdarzając ją szerokim uśmiechem- I do tego połknęłaś całego banana. Błagam cię, nie załamuj mnie- mruknęła beznamiętnie, krzyżując ręce.
- Jędza- prychnęłam i szturchnęłam dziewczynę w rękę.
- Nie ważne, rusz się bo chce mi się spać- jęknęła cicho, przecierając oczy dłonią. Tak na marginesie, miała na lewej ręce bardzo ładne bransoletki. Muszę jej przyznać, że na wyborze biżuterii, to zna się naprawdę bardzo dobrze. Poza tym, zawsze ma idealnie dobrane ubranie. Na przykład dzisiaj. Bardzo ładna, pudrowa spódnica z rozszerzanym dołem oraz wysokim stanem, a do tego biała bluzka i dżinsowa kurtka. Jej styl, wielu ludziom może wydawać się trochę dziwny, chociaż tak naprawdę wiele sławnych osób rodem z programów telewizyjnych, mogłoby zapisać się do niej na lekcje stylu. Obie, byłyśmy całkiem inne. Ja raczej stawiałam na styl bardziej.. jakby go opisać.. czarny. Lubiłam kolory, najbardziej granatowy ale i tak wolę wszystko w ciemniejszych barwach. Ostatnio Lena stwierdziła, że w taki sposób staram się odgonić od siebie wszystkich nowych ludzi. Tylko, że to nie prawda. Jestem otwarta na nowe znajomości, a jeżeli komuś nie pasuje mój styl czy sposób bycia, to jest już zwyczajnie jego problem. Nie przeszkadza mi to, że opinie na mój temat są podzielone. Każdy ma własne zdanie, warto je znać. Chociaż jakby nie było, to mogę ustawiać własne sprawy, jak mi się podoba. Nikt nie ma tu nic do powiedzenia, bo powinnam postępować zgodnie ze swoim zdaniem. Nie czyimś.

MUZYKA

Kątem oka spojrzałam na swoją przyjaciółkę. Dziewczyna starała się za wszelką cenę wbić na twarz uśmiech, który miał obwieszczać wszem i wobec – jest dobrze. Pewnie nie było. Komu byłoby dobrze wiedząc, że jutro jest kolejna rocznica śmierci taty tej osoby? Wielu na pewno nie potrafiłoby pokazać światu, nawet najbardziej wymuszonego uśmiechu pod słońcem. Bardzo dobrze znałam tatę Weroniki. Był dla mnie jak ojciec, którego tak naprawdę nie miałam okazji mieć. Mój biologiczny ojciec, najwidoczniej znudził się codziennością. Jeden skok w bok w jego wykonaniu, zniszczył życie mojej rodzinie. Nigdy nie byłam z nim jakoś specjalnie związana, szczerze mówiąc nie spędzałam z nim czasu. Był zbyt zajęty własnymi sprawami, żeby zwrócić uwagę na mnie. Sześć lat temu od nas odszedł. Znalazł sobie nową żonę, nową rodzinę, nowy dom, pewnie ma już nowe dzieci. O mnie zapomniał. Moja mama po zdradzie, całkowicie się załamała. Przez pierwsze trzy lata nie chciała z nikim rozmawiać, nic praktycznie nie robiła. Siedziała i.. i w sumie siedziała i nic z tego jej siedzenia nie wynikało. Gdyby nie rodzice Weroniki, to mogę się założyć że to wszystko skończyłoby się jeszcze gorzej. Pan Lewandowski, był wtedy jak mój ojciec. Starał się ze mną rozmawiać na tematy, których nie mogłam poruszyć z własną mamą, która nie potrafiła się pozbierać. Dzięki mamie Weroniki, wzięła się w garść. Zaczęła pracować, utrzymywać rodzinę i poświęcać mi tyle uwagi, ile tylko potrzebowałam. Wydaje mi się, że właśnie dlatego teraz tak bardzo chce mi się płakać na myśl, o śmierci taty mojej przyjaciółki. Traktowałam go jak wspaniałomyślnego wujka, do którego zawsze mogłam się zwrócić. 


Weszłyśmy do pokoju hotelowego, w którym było jedno dwuosobowe łóżko. Posłałam zdziwione spojrzenie Weronice.
- Innych pokoi nie mieli. Zawsze możesz spać na podłodze- mruknęła, klepiąc mnie w ramię. Chwyciła swoje piżamy leżące na szafce obok łóżka i ruszyła do łazienki. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i postawiłam torbę na podłodze. Rozpięłam ją i zaczęłam kolejno wyciągać rzeczy i rzucać je w różne kąty w pokoju. Na moje nieszczęście nie mogłam znaleźć swojej koszuli, którą wzięłam sobie do spania- Wiedziałam, że jak wyjdę zrobisz burdel- powiedziała dziewczyna, ubrana w różową piżamkę w króliczki- Nie ważne- mruknęła, po czym machnęła ręką i położyła się po jednej stronie łóżka. W końcu znalazłam swoją koszulę i zamykając walizkę, w której w sumie nic nie zostało, weszłam do łazienki. Położyłam kosmetyczkę na umywalce i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Tusz z lewego oka, praktycznie cały się rozpłynął a moje włosy wyglądały, jakby były ewidentnie przetłuszczone. Jęknęłam cicho i zaczęłam kolejno wyciągać rzeczy ze swoich kieszeni, żeby czasem nic nie rozwaliło się, kiedy zrzucę z siebie spodnie. Natrafiłam na telefon i od razu przypomniałam sobie, że miałam dać znać Liamowi, że doleciałam na miejsce. Westchnęłam ciężko i na odczepnego napisałam krótkiego smsa informującego o tym, że przeżyłam lot. Liam jest ewidentnie nadopiekuńczy, często irytujący i jego dziwna fobia dotycząca łyżek, jest dla mnie lekko niezrozumiała, ale tak czy siak jest strasznie kochany. Lubię go, ale nie uważam go za nikogo więcej niż przyjaciela. Uwielbiam spędzać z nim czas i świetnie się czuję w jego towarzystwie, ale nie chciałabym niczego zaczynać. Nie wiem dlaczego on dalej się stara. Nie potrzebuję miłości. Moje plany życiowe ograniczają się zarabiania mnóstwa pieniędzy, butów od Chanel i wycieczek do Miami w weekendy. Nikt nie wspominał tutaj o wielkiej miłości i gromadce dzieci. Żeby co, potem mnie zdradził i zostawił dla innej? Jeszcze czego! Po prostu tego nie chcę. Nie chcę cierpieć, nie chcę płakać ani zastanawiać się, dlaczego stało się tak a nie inaczej. Nie zaczynasz, nie kończysz. I przy tym pozostanę.


KOLEJNY DZIEŃ


Podniosłam się z łóżka i oparłam na łokciach. Po całym pokoju rozległo się pukanie do drzwi, a jak zdążyłam wywnioskować Weronika nie wstanie i do nich nie podejdzie. Nawet nie usłyszy pukania, ma zbyt twardy sen żeby ją w taki sposób obudzić. Nie przestając ziewać, ruszyłam w kierunku zamkniętych drzwi.
- No?- spytałam, otwierając drewniane drzwi. W progu zobaczyłam uśmiechniętego, młodego chłopaka który w ręce trzymał jakąś torbę. 
- Mieszka tutaj Vanessa Wachowicz?- spytał z uśmiechem, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- To ja. Dlaczego ma pan moją torbę? O cholera, moja torba. Zostawiłam na lotnisku- dopiero po chwili to do mnie doszło. Chłopak zaśmiał się melodyjnie, po czym wyciągnął w moim kierunku rękę, w której trzymał walizkę- Dzięki. I dobranoc- mruknęłam zabierając przedmiot, po czym zamknęłam chłopakowi drzwi przed nosem. Usłyszałam tylko śmiech zza drzwi i oddalające się kroki. Wzruszyłam ramionami, rzuciłam walizkę w kąt pokoju i poszłam ponownie położyć się do łóżka.




LIAM


- Usiądź człowieku. Z tego co wiem u nich jest teraz ósma rano. Vanessa cię zabije, albo wykastruje jak do niej teraz zadzwonisz- westchnął Niall, zajadając się płatkami śniadaniowymi prosto z pudełka. Machnąłem ręką i odstawiłem swój telefon na stolik.
- Wam już odbija. Ta, blondynek, tobie też- Zayn puknął się w głowę, poprawiając fryzurę w lustrze w naszej garderobie.
- Jesteś uprzedzony, bo Weronika cię olała- stwierdził Louis, bawiąc się loczkami Hazzy. Zayn momentalnie odwrócił się w jego stronę i z założonymi rękoma, przypatrywał się chłopakowi.
- Wcale nie!- obronił się, tupiąc nogą jak małe dziecko.
- Spokój- mruknąłem zniechęcony, opierając głowę o ścianę. 


Sam nie wiem, czy mój humor miał związek z wyjazdem Vanessy, czy po prostu potrzebowałem jednego, dołującego dnia. Raczej skłaniałbym się do tej pierwszej opcji. Kiedy odwoziłem ją na lotnisko, to powiedziała mi że postarają się wrócić pojutrze. Nie wiem o co tak naprawdę chodzi z takim nagłym wyjazdem Weroniki, ale mam wrażenie że to ma związek z jej przeszłością. Właściwie, to jestem wręcz pewien że wszystkie trzy dziewczyny coś przed nami ukrywają. Sądzę, że starają się trzymać w tajemnicy jakieś fakty z życia rudowłosej. Gdyby nie miała powodu, to by tak nie postępowała. Co prawda, jej osobowość stawia sporo pytań, na które tylko ona mogłaby odpowiedzieć. Ale chyba jej się co do tego nie spieszy, bo nie jest zbyt rozmowna jeśli chodzi o nią samą. W jakiś dziwny sposób do siebie przyciąga. Oczywiście, w sensie sympatii i czystej przyjaźni, żeby nie było. Znalazłem w niej bratnią dusze, jeśli chodzi o brak zaufania i niechęć wobec Eleanor. Zauważyłem, że nie koniecznie lubią siebie nawzajem. Tak zaślepionemu miłością człowiekowi, jak Lou nie sprawia to problemu, bo go zwyczajnie nie widzi. Ja od początku zauważyłem, nutę zazdrości w oczach El kiedy pierwszy raz zobaczyła Weronikę. Cóż, rudowłosa na pewno sprawiała wrażenie oryginalnej i nie ukrywając, bardzo ładnej dziewczyny. Eleanor zawsze była zazdrosna o wszystkie nasze znajome. A jeśli tylko zamieniły słowo z jej chłopakiem – zaczynało się piekło. Nigdy nie dała za wygraną, chce wszem i wobec obwieścić, że spotyka się z Louisem Tomlinsonem, tym z One Direction. Nie wydaje mi się, żeby była szczególnie szczera co do nas wszystkich, ale też nie chce wszczynać wojny. Jeśli jest z nią coś nie tak, to prędzej czy później wszystko się wyjaśni.


- Teraz przejdźmy, do bardziej osobistych pytań. Którzy z was, są zajęci?- po tym pytaniu, zadanym przez kobietą, prowadzącą wywiad, w całym studiu można było słyszeć wszelkiego rodzaju szmery.
- Tylko ja- odezwał się Louis. Następstwem jego słów, były uradowane okrzyki naszych fanek, siedzących w studio.
- Wasze fanki, jak na razie straciły tylko jednego domniemanego męża- zaśmiała się kobieta, uśmiechając się w stronę kamery- To może powiedzcie coś o dziewczynach, z którymi przez ostatnio kilka dnia bardzo często was widujemy? Najbardziej rzuciło nam się w oczy to, że Liama- kobieta odwróciła się do mnie przodem, gestem ręki wskazując na ekran znajdujące się obok niej- ciągle widujemy się z tą, uroczą brunetką- na ekranie, zobaczyłem swoje zdjęcie z Vanessą, kiedy niedawno byliśmy na lodach.
- To nasza sąsiadka i dobra znajoma- odpowiedziałem, kątem oka spoglądając na chłopaków i szukając jakiegokolwiek wsparcia.
- Tak, to prawda. Spędzamy ostatnio z nią dużo czasu, nie da się ukryć- dorzucił Zayn, znacząco patrząc w moją stronę.
- Dobrze, niech będzie. Niall- spojrzała na blondyna, który słysząc swoje imię zdezorientowany podniósł głowę do góry, zaprzestając bawieniem się końcem swojej bluzy- Krążą pogłoski, że z kimś się spotykasz. Jak się do tego odniesiesz?
- Nie mam dziewczyny- odpowiedział od razu, błądząc wzrokiem po całym studiu. Dziennikarka najwidoczniej mu nie uwierzyła, bo tylko bez przekonania skinęła głową.
- A może jest dziewczyna, która zawróciła ci w głowie?- współczuję jej pracy, naprawdę.
- Niall kocha tylko Nandos- odpowiedział za niego Louis, żartobliwie klepiąc blondyna w ramię. Na całe szczęście, udało mu się odwrócić uwagę, bo kobieta najwidoczniej zapomniała o swoim poprzednim pytaniu i postanowiła zagłębiać się w kolejne, ku uciesze naszego przesłodkiego Irlandczyka, który tylko niepotrzebnie się spiął i zdenerwował. 




WERONIKA


Siedziałam nad grobem mojego taty ponad dwie godziny. Vanessa również była ze mną i nie zapowiadało się, żeby gdzieś sobie poszła. Sama na chwilę musiałam wyjść na zewnątrz cmentarza, bo obiecałam Niallowi, że dzisiaj do niego zadzwonię. Zresztą, mam wyrzuty sumienia za naszą poprzednia rozmowę. 
- No nareszcie- usłyszałam głos, po odebraniu telefonu przez blondyna. Zaśmiałam się pod nosem- Nie śmiej się, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwię.
- Dam radę- odpowiedziałam, siadając na murku.
- Nie wątpię. Wiesz.. bo Vanessa powiedziała mi.. to znaczy.. nosz cholera.
- Niall, oddychaj kiedy mówisz- powiedziałam, uśmiechając się sama do siebie- Wiem, co ci powiedziała. Przyznała mi się.
- Przykro mi- wydukał chłopak.
- Jest w porządku, nie musisz się przejmować. Zmieniając temat, chciałabym cie przeprosić za nasza ostatnią rozmowę. Byłam trochę zła, jakby to ująć. Co nie zmienia faktu, że nie powinnam wyżywać się na tobie. Jak wrócę, to na przeprosiny kupię ci czekoladę.
- Szczerze mówiąc, wcale się nie gniewam, ale czekolady nie odmówię.
- Tak myślałam- zaśmiałam się pod nosem- Jak wywiad?
- O weź nie pytaj- jęknął chłopak- Masz szczęście, bo Vanessę z nami złapali, a ciebie nie. Jeszcze nie, że tak powiem. Chociaż wydaje mi się, że ktoś musiał nas razem widzieć, bo dziennikarze zadają mi coraz mniej dyskretne pytania- powiedział na jednym wdechu.
- Niall, mówiłam ci, oddychaj. Im nigdy nie znudzi się szukanie plotek, normalne. Ja już będę kończyć. Chce jeszcze posiedzieć z tatą, razem z Vanessą musimy wracać jutro wieczorem. No to do zobaczenia.
- Trzymaj się- westchnął blondyn- I czekam na czekoladę- uśmiechnęłam się pod nosem, rozłączając połączenie. Nawet go nie widzę, a mimo to kiedy tylko o nim pomyślę, ciągle się uśmiecham. To zaczyna być naprawdę dziwne. Zresztą, dziwne jest to, że dzisiaj jest rocznica śmierci mojego taty, a ja się uśmiecham. Tak, to bardzo dziwne.


Wróciłam na swoje poprzednie miejsce i wbiłam wzrok w tabliczkę na pomniku. ''Kochany ojciec, wspaniały syn i cudowny mąż. Zginął, ponieważ pomagał. Na zawsze w naszych sercach”. Westchnęłam ciężko, patrząc przed siebie. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Bóg zdecydował zabrać akurat jego, akurat w tym momencie mojego życia. Wielu ludzi mówi, że człowiek umiera, kiedy spełni wszystko co miał do spełnienia w naszym świecie. Kiedy wykona to, co Bóg dał mu do wykonania. Nie mam nikomu za za złe jego śmierci. W głębi duszy wiem, że miała ona jakiś ważny cel. Może nie dostrzegam jaki, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie wierzę w przypadek, nigdy w niego nie wierzyłam. Wierzę tylko w przeznaczenie, które, uważam, kieruje naszym życiem. Bo przecież nie przez przypadek, moi rodzice się poznali, nie przez przypadek ja poznałam Vanessę i nie przez przypadek, moja mama dostała pracę w Londynie. Wszystko prowadzi do czegoś, co już od dnia naszych narodzin zaplanowane jest, przez tych u góry. Oni wiedzą wszystko, tylko nigdy nic nie chcą powiedzieć. Musimy czekać. Na wszystko. Na przyjaźń, na miłość, tym bardziej na śmierć. Właśnie, śmierć. Właściwie, to co to tak naprawdę jest? Ja uważam, że śmierć to jest zwyczajne wezwanie przez Boga do siebie. To nie jest koniec, lecz dopiero początek. Nowego, lepszego życia.




NIALL


- Harold, rządzisz- mruknąłem, przeżuwając kolejną porcję potrawy, przygotowanej przez naszego wspaniałego kucharza. W sumie, to jest chyba kurczak, ale tak na prawdę nie wiem co to jest.
- Nie mów do mnie Harold- powiedział, celując w moją stronę widelcem. Prychnąłem od nosem i wzruszając ramionami, kontynuowałem jedzenie posiłku. Co chwila, spoglądałem na telefon z nadzieją, że Weronika postanowi jednak jeszcze do mnie napisać. Nie wiem dlaczego aż tak bardzo na to czekałem, ale chyba się za nią stęskniłem. Nie chyba. Na pewno, się za nią stęskniłem.
- Gadałeś z Weroniką, albo Vanessą? Ta druga, nie odbiera ode mnie telefonów- burknął Liam, czym doprowadził wszystkich do śmiechu. Zayn prawie zadławił się sałatką, a Harry razem z Louisem zaczęli naśladować gesty, jakie przed chwilą robił dłońmi- Zabawne- westchnął nasz tatuś, po czym spojrzał w moją stronę.
- Wracają jutro- westchnąłem, chcąc jakoś uciszyć całą trójkę nabijającą się z Liama. Niestety, moje zamiary spoczęły na niczym, bo chłopaki nadal go męczyli- Dajcie spokój- prychnąłem, pukając się w głowę. Louis z Harrym na chwilę przestali, zatrzymując się w bezruchu, jednak po dosłownej sekundzie wstali z miejsc i zaczęli tańczyć. Zayn wybuchnął śmiechem, po czym do nich dołączył. Zrezygnowany oparłem głowę na swojej ręce i wpatrywałem się w talerz stojący przede mną. Odruchowo spojrzałem na telefon, na który widniał jeden nowy sms. Od razu wziąłem telefon do ręki i otworzyłem nieodebraną wiadomość. Zauważając smsa od operatora sieci tylko przewróciłem oczami, usunąłem ją i odstawiłem komórkę na miejsce. Chyba zwariuję. Co ja gadam, już zwariowałem. 


Usiadłem w tym samym miejscu, w którym byłem wczoraj i rozejrzałem się dookoła. Drzewa, drzewa i.. no i drzewa. Widok dookoła, byłby lepszy gdyby na tym miejscu co ja, siedziała niejaka rudowłosa dziewczyna.. o której ciągle myślę. Chyba powinienem przestać. Ale jak nie potrafię, to co? I jeszcze to dziwne uczucie, które mam za każdym razem kiedy ją zobaczę. Uczucie, że wcześniej ją spotkałem. 




VANESSA


- Dlaczego cały czas go olewasz?- westchnęła Weronika, malując sobie paznokcie niebieskim lakierem. Uśmiechnęłam się szeroko, odstawiając dzwoniący telefon na stolik.
- Za dużo sobie wyobraża. Nie chcę miłości- jęknęłam po raz kolejny, opadając na poduszki- Zresztą ty, powinnaś mnie rozumieć. Miałaś takie samo zdanie, chyba, że coś się zmieniło a ja o tym nic nie wiem- spojrzałam na dziewczynę przenikliwym wzrokiem, krzyżując ręce.
- Jeśli znajdzie się osoba, która będzie się o mnie starać tak jak Liam o ciebie w tej chwili, to powiem swoim zasadom żeby poszły się pieprzyć- mruknęła, unosząc na mnie wzrok. Spojrzałam na nią zdziwiona, na co ona tylko wzruszyła ramionami i wróciła do malowania sobie paznokci.
- Ty chyba  żartujesz- spojrzałam na nią totalnie zbita z tropu, na co ona pokręciła przecząco głową- Boże, jak ja nie cierpię kiedy zdarza ci się mieć rację- jęknęłam i chwyciłam za telefon, wybierając numer chłopaka. Dziewczyna uśmiechnęła się w moją stronę i uniosła kciuk do góry. Na jej nieszczęście, ręką uderzyła się w półkę, która znajdowała się nad łóżkiem. Przeklęła pod nosem, wkurzona wyciągając zmywacz. Wybuchnęłam śmiechem, w tym samym momencie w którym Liam odebrał telefon- Cześć Liam- starałam się przestać śmiać, co tak czy inaczej wcale mi nie wyszło.
- Nie odbierałaś!- podrzucił oburzony.
- Byłam w łazience- wytłumaczyłam od razu, uciszając Weronikę.
- Dobra, dobra. Co tam u ciebie?
- No w sumie, to nic się nie dzieje. Nudzę się.
- Wracasz jutro, prawda?
- Tak.
- Przyjadę po ciebie!
- Liam..
- Dziękuję, zapomniałem jak mam na imię.
- Kurwa.
- Kurwa, jakby nie patrzeć jest kobietą.
- No ja zaraz jebnę.
- Nie klnij, Vanesso.
- Jestem pełnoletnia.
- Ja też.
- Jakbym nie wiedziała.
- Pójdziesz ze mną na randkę?
- Nie.
- A jeśli nazwiemy to spacerem?
- Nie.
- No proszę.
- Nie.
- Vanessa, zgódź się. Nie odpuszczę.
- Nie.
- Płyta ci się zacięła?
- Nie.
- To pójdziesz ze mną na randkę?
- Tak.
- Proszę cię.. co?! Czy ty się właśnie zgodziłaś?
- Tak- odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie.
- Głupia jesteś- mruknęła Weronika, pukając się w głowę. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam nią w jej kierunku, co spowodowało runięcie dziewczyny za ziemię- Nie żyjesz- mruknęła i rzuciła się za mną w pogoń. Wybiegłyśmy z pokoju, po drodze przewracając kilka osób. Cieszę się, że poprawiłam jej trochę humor. Chyba jednak nie na długo mi się to udało.
__________________________________________
Jest więcej Nialla i Liama. Podrzucę jeszcze, że ten rozdział zajął mi 5 i pół strony, czcionką 12 w Open Office. Tak tylko mówię. Jeśli przesadzam, to mnie upomnijcie, ale te rozdziały same mi takie długie wychodzą. Mam za dużo do powiedzenia i właśnie się zastanawiam, czy to dobrze czy źle. No nie ważne.

Rozdział, jak rozdział. W zasadzie, to chyba nic szczególnego, tak sądzę.  Wiecie, macie rację. Przerwa pozytywnie wpłynęła i na bloga i na moje samopoczucie. Rozdział, wyszedł trochę smutny, ale o śmierci chyba nie da się pisać wesoło. Mam nadzieję, że końcem rozdziału trochę wyprowadziłam was z tej smętnej atmosfery. :D

I WIECIE CO?! ZAUWAŻYŁAM, ŻE MAM 50 OBSERWATORÓW I PONAD 5,500 WEJŚĆ. I WIECIE CO?! NORMALNIE WAS KOCHAM! LEPIEJ UWIERZCIE, RZADKO WYZNAJĘ KOMUŚ MIŁOŚĆ.

Jeśli chcesz być informowana, pogadać bądź masz pytania dotyczące bloga, mój numer GG - 23799456. <3



BIG LOVE, CAPPY ♥

15 komentarzy:

  1. Też Cię kochamy <33
    Rozdział wcale nie za długi, jak dla mnie mógłby być jeszcze dłuższy. :) Czasami przydają się smutniejsze rozdziały, nie może zawsze być wesoło :P A tak poza tym to uwielbiam Cię i Twoje opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pół na pół. Smutny i wesoły. Tak , jest trochę więcej Nialla i Liama, mam nadzieję ,że innych chłopców też będzie więcej. Podoba mi się. Jest super. a i pisz długie. Więcej się dowiadujemy , więcej wiemy , krótkie są do bani , chociaż twoje się długo czyta ja je kocham, mam nadzieję ,że w następnym pojawi się jakiś wątek o Lenie , dziewczyna coś kombinuje. nawet się cieszę ,że jest w połowie smutny bo mało kiedy czytam smutne rozdziały w twoim wykonaniu. Właśnie w tym rozdziale polubiłam Weronikę. A ta kłótnia Van i Liama rządzi. Jest mega. Hahhhahha :D Jak nie masz komentarzy wprowadź zasadę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru podawać tutaj reguły, za ile będzie rozdział. Tak naprawdę to i tak zależy ode mnie. Poza tym, nie piszę tego opowiadania dla komentarzy, tylko dla tych, którzy to czytają. Zresztą, skoro mam dość sporo wyświetleń, to komentarzami już się nie przejmuję. :)

      Usuń
    2. Hah, jakbym mnie słyszała . ;D

      Usuń
  3. Świetny rozdział jak zwykle !!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O Jezu :P
    Cudowny ten rozdział :))
    Tak pomieszałaś te śmieszne momenty z tymi smutnymi związanymi z ojcem Weroniki i jak dla mnie to jest fajne ;)
    Vanessa umówiła się z Liamem super :D
    Czekam na następny ;)
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział. : )
    Super udało Ci się zmieszać atmosferę. Z tej smutnej aż do zabawnej. : D Jestem ciekawa co do dalszych rozdziałów. < 3
    Pozdrawiam, Kinia.

    myjudgementiscloudedliketonightssky.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. końcówka dobra. ; d
    nie,nie,nie,nie, nie,tak,tak ; )
    hahaha ; dd
    czekam na następny
    http://buubsonlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. prowadzisz bardzo ciekawego bloga :) przyjemnie i płynnie się czyta ;D nie zawsze jest wesoło mi tam się podobał ten rozdział :) Dodajemy do obserwowanych :D

    W wolnej chwili zapraszamy do nas :
    http://loveismagiccc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały !
    Jak zawsze z resztą :D
    No nareszcie Van zgodziła się na randkę! Wow xd
    Nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super, zawsze jest super ;p
    Wiesz długie rozdziały nie są złe, każdy lubi długie rozdziały ;p
    Pozdrawiam ;**
    ~Olaaa

    OdpowiedzUsuń
  10. Im dłuższe, tym lepsze ! :D
    I rozdział, choć ma smutne wzmianki, jest świetny. Vanessa się przełamała. I fajnie. ;))
    Ubóstwiam tego bloga, choćby za to jak opisujesz przemyślenia . <333
    Boskie i czekam na kolejny ! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialne!!! Uwielbiam!!! Już nie mogę doczekać się następnego!!! Super!!!
    PS naprawdę dobrze, że wróciłaś :D

    OdpowiedzUsuń
  12. hahahha, od wczoraj przeczytałam całe 2 twoje blogi i po prostu nie moge sie nadziwić, że masz takie świetne pomysły.
    Genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam ! <3
    ;*****************************************************************************************************************************************************

    OdpowiedzUsuń