niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 5.


WERONIKA

Obudziłam się z samego rana. Usiadłam po turecku na skraju łóżka i z ciężkim westchnieniem spojrzałam na swój kalendarz, wiszący tuż przy łóżku. Zupełnie wyleciały mi z głowy jutrzejsze urodziny Vanessy, które są dla niej bardzo ważnym wydarzeniem. Od jutra będzie mogła pełnoprawnie kupować alkohol w sklepie i ma szansę na samotne mieszkanie. Czuję się dziwnie, że moje obie przyjaciółki już są praktycznie pełnoletnie, a ja zostanę jeszcze przez najbliższy czas szesnastolatką. Będę pełnoletnia dopiero za jakieś półtorej roku, co mówiąc szczerze ani trochę nie jest mi na rękę. Jakby nie patrzeć i jak się nie irytować, jestem zmuszona na wyjście po południu na zakupy. Muszę znaleźć dla niej jakiś odpowiedni prezent, co na jej wymagania będzie zdecydowanie zbyt trudne. Wizja samotnego chodzenia po centrum handlowym jakoś szczególnie mi się nie uśmiechała, jednak zrobię to tylko i wyłącznie dlatego, że to moja najlepsza przyjaciółka i będzie głupio, jak nic ode mnie nie dostanie. Imprezę zaplanowała na sobotę, czyli dokładnie za trzy dni ze względu na to, że nasze mamy wyjeżdżają w delegację na dwa tygodnie i będziemy same. A jakby nie patrzeć – to Vanessa. Nasze rodzicielki będą lepiej się czuły, jeśli nie dowiedzą się szczegółów. I oczywiście kto będzie musiał zbierać pijaną Van z podłogi? Pewnie, że ja. Będę musiała pilnować jej, jak i Leny żeby znowu nie wylądowała w jednej sypialni z jakimś niewyżytym seksualnie palantem, czekającym na upojną noc. Wszystko padnie na mnie, bo jako jedyna z nas trzech ewidentnie nie toleruję alkoholu. Wydaje mi się, że mogę mieć to moim tacie, który po wypiciu czegoś z procentami od razu wymiotował. Na pewno mam to po nim. Kiedy ostatnio zjadłam czekoladki, chyba z wódką, wymiotowałam przez dobre cztery godziny. Wniosek? Jestem tą od odprowadzania pijanych znajomych do domów.

Narzuciłam na siebie krótkie spodenkiz czarnej koronki, poprawiłam zawiązaną kokardę od swojej koszuli i zabrałam się za czesanie włosów. Skończyła mi się odżywka, co związane było z moją dzisiejszą straszną szopą na głowie. Zmuszona byłam związać włosy w koka. Wpięłam kilka czarnych wsuwek we włosy i nadal ziewając, opuściłam swój pokój po drodze ubierając buty. Zeszłam na dół, gdzie zauważyłam wychodzące do pracy nasze mamy. Tylko wzruszyłam ramionami i pomachałam do nich ręką. Weszłam do kuchni, wyciągnęłam z szafki miskę po czym położyłam ją na stole. Z lodówki wzięłam mleko, a z szafki nad kuchenką wyciągnęłam czekoladowe płatki. Postawiłam wszystko obok siebie i usiadłam na najbliższym krzesełku, kończąc przygotowywać sobie śniadanie.

Przechodząc obok uchylonego okna, zauważyłam siedzącego na schodach przed swoim domem blondyna, uporczywie wpatrującego się przed siebie. Zaciekawiona jego brakiem uśmiechu przysunęłam się bliżej okna, przez dłuższą chwilę patrząc w jego stronę. Nie powiem, ale trochę mnie jego zachowanie i samotność zmartwiła. Niall wolał raczej spędzać czas z innymi i spać do późna, a nie wstawać o ósmej rano i wychodzić na zewnątrz. Przymknęłam otwarte na oścież okno i wyszłam przed dom. Zamknęłam za sobą drzwi, po drodze chwytając pudełko z ciastkami i wolnym krokiem ruszyłam w jego stronę. Usiadłam obok, a on nawet nie zauważył mojej obecności. Szturchnęłam go w ramię, co jakby obudziło go z jakiegoś niewytłumaczalnego transu.
- Cześć- uśmiechnął się do mnie delikatnie, jednak bez żadnego przekonania, po czym błyskawicznie wbił wzrok w swoje dłonie. Obdarzyłam go badawczym spojrzeniem, na co chłopak tylko jeszcze bardziej spuścił głowę.
- Wszystko w porządku?- spytałam po dłuższej chwili ciszy i spojrzałam na chłopaka. Nawet nie podnosząc na mnie wzroku, pokręcił głową i ciężko wzdychając splótł swoje dłonie- Właśnie widzę- spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem, na który ten tylko delikatnie uniósł kąciki ust do góry- Ciacho?- spytałam, podsuwając pudełko pod jego nos. Jego oczy mimowolnie, chociaż na małą chwilę, rozbudziły swoje iskierki, których do tej pory nigdy w nich nie zabrakło. Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy chłopak bez większego skrępowania wziął ode mnie całe opakowanie. Może i znam go dopiero tydzień, ale muszę przyznać że bardzo dobrze czuję się w jego towarzystwie i nawet przyzwyczaiłam się do opróżniania moich zapasów żywności.
- Vanessa ma niedługo urodziny i tak pomyślałem, czy mogłabyś pomóc mi coś dla niej wybrać? Chciałbym coś jej kupić, ale niezbyt mam pomysł co- powiedział blondyn, stawiając obok siebie już puste opakowanie po ciasteczkach.
- Jasne. Sama później idę coś jej kupić, jeśli chcesz możesz pójść ze mną- odpowiedziałam od razu, uśmiechając się w jego stronę. Chłopak energicznie pokiwał głową i obdarzył mnie najszczerszym i najcieplejszym uśmiechem, jakie kiedykolwiek w życiu widziałam. Po moich słowach, jakby wróciła do niego cała radość i energia, do której przez ten krótki czas tak bardzo zdążyłam się przywiązać.
- Wpadnę do ciebie o trzynastej?- powiedział pytającym tonem, strzepując okruszki ze swoich spodni.
- Okej- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się w jego stronę, po czym podniosłam się z miejsca- To do zobaczenia- stwierdziłam i machając do niego lewą dłonią, skierowałam się w stronę swojego domu. Zapewne będę musiała jeszcze zrobić śniadanie i obiad zanim wyjdę, bo nie sądzę żeby umiejętności kulinarne Vanessy wystarczyły żeby nakarmić naszego głodomora – Caitie.

- Teraz ja chcę zagrać!- krzyknęła uradowana wyrywając mojej przyjaciółce przyrząd, do grania w grę, w której nie mam pojęcia o co chodzi i zawsze ze wszystkimi przegrywam. Nigdy nie rozumiałam w jakim celu mam chodzić jakimś dziwnym, niekształtnym facetem, zbierać diamenty i zabijać dziwne, niekształtne potwory. To raczej nie moja bajka. Poza tym nie sądzę, żeby jakieś zmutowane mumio – zombie dawało dobry przykład mojej kuzynce. Ale jeśli się odezwę, to znowu wyjdę na zrzędę, więc pozostawię to dziwne zajęcie bez większego komentarza. Westchnęłam ciężko i ruszyłam w stronę drzwi, ze względu na dzwoniący dzwonek. Stanęłam w progu i chwyciłam za klamkę.
- Cześć Weronika- w progu stał uśmiechnięty od ucha do ucha Liam, patrzący na mnie z nieskrywanym podekscytowaniem.
- Jeśli chcesz teraz porozmawiać z Vanessą to nie radzę, bo moja ukochana przyjaciółka jest zajęta dawaniem złego przykładu mojej kuzynce, która i tak jest już nieźle walnięta. Poza tym demoralizowanie młodzieży jest chyba jej ulubionym zajęciem, więc nie sądzę żeby się od tak wspaniałego zajęcia oderwała przez najbliższe dwie godziny- zakończyłam swój monolog i wbiłam wzrok w uśmiechniętego chłopaka, którego widocznie rozbawiła moja przemowa. Dopiero teraz zauważyłam obok niego Louisa i Eleonor. Na widok tej drugiej teatralnie przewróciłam oczami i sztucznie uśmiechnęłam się w jej kierunku, po czym wpuściłam ich do środka. Z wielką chęcią zamknęłabym drzwi przed nosem, pannie jestem taka wspaniała bo mam sławnego chłopaka, jednak postanowiłam nie być aż tak okropna. Zresztą tolerowałam ją odkąd ją poznałam tylko ze względu na Louisa, który może i często zachowywał się jak duże dziecko, jednak tym samym potrafił mnie rozśmieszyć, co nie wszystkim się udaje.
- Cześć słoneczko!- pisnęła Eleonor, podchodząc i przytulając mnie do siebie, po czym pocałowała mnie w oba policzki. Widząc, że moją minę zauważy jedynie Liam nie kryłam niechęci związanej z zaburzaniem mojej przestrzeni osobistej przez akurat nią. Szybkim i zdecydowanym ruchem wytarłam policzki i delikatnie się skrzywiłam, na co Liam tylko puścił mi porozumiewawcze spojrzenie. Coś mi się wydaje, że on też za nią nie przepada. Cóż, bywa.
- Muszę iść zrobić obiad, więc pójdzie sobie do salonu i coś poróbcie, czy jak tam chcecie- wzruszyłam ramionami i udałam się do kuchni.

Postawiłam wszystko na stole i niezauważalnie wyślizgnęłam się z domu, wsadzając do swojej dużej torby telefon komórkowy. Miałam nadzieję, że nawet nie zwrócą uwagi na moją nieobecność. Chociaż będę miała ogromny problem co powiedzieć, jeśli się skapną że nic nie powiedziałam i się wymknęłam. I co zrobić z prezentem. Vanessa na pewno zorientuje się, że mam już dla niej coś na urodziny, więc będę musiała go porządnie schować, żeby go nie znalazła.
- Cześć. Lepiej chodźmy szybciej, bo jak cię teraz Caitie zobaczy, to mogę się założyć, że nie wypuści cię z zasięgu swojego wzroku do swojego wyjazdu- powiedziałam, zamykając za sobą drzwi. Blondyn zaśmiał się, złapał mnie za dłoń i pociągnął szybszym krokiem w kierunku centrum handlowego- Co nie oznacza, że nie wciągnę cie w spotkanie z moją kuzynka, która niezaprzeczalnie na ciebie leci- dokończyłam, kiedy oddaliliśmy się większy kawałek od mojego domu. Chłopak skinął głową ze zrozumieniem, po czym zakłopotany spojrzał na nasze nadal trzymające się ręce i w tempie błyskawicznym zabrał swoją, wsuwając ją do kieszeni. Spuścił głowę, nie obdarzając mnie ani jednym spojrzeniem. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się co mam o tym wszystkim myśleć. Tak naprawdę nie wiem o co mogło chodzić i chyba zaczynałam bać się o to zapytać- Niall, co się dzieje?- spytałam po dłuższej chwili walki z własnymi myślami. Chłopak zatrzymał się, jakby zaskoczony moim pytaniem. Podniósł głowę i spojrzał na mnie z nieśmiałym wyrazem twarzy, po czym ponownie postanowił patrzeć na swoje buty- Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, to w porządku. Zmieniając temat, proponuję lody. Mam ochotę zjeść dzisiaj mnóstwo niepotrzebnych kalorii- starałam się zachowywać tak, jakby jego dziwne zachowanie wcale mnie nie interesowało. Byłoby łatwiej, gdyby faktycznie tak było. Jednak nie było. Właśnie ten nieśmiały blondyn, z ciepłym uśmiechem, który zawsze dziwnie poprawiał mi humor, zainteresował mnie niż ktokolwiek inny. Nawet nie wiem z jakiego powodu jego postać wzbudzała we mnie taką intrygę. Zwyczajnie, jego tajemniczość bardzo mi zaimponowała. Nie pokazywał całości swojej osobowości od razu. Albo się bał, albo nie chce zbytnio otwierać się przed kimś kogo nie zna. I całkowicie go rozumiem, sama nie lubię kiedy ktoś czegoś ode mnie wymaga. Jego ponura mina, zadziała na mnie ze zdwojoną siłą. Miałam nadzieję, że może uda mi się jakoś poprawić mu humor.
- Dobra, to ja chcę waniliowe, czekoladowe, truskawkowe i mango- powiedział Niall, pierwszy raz się odzywając. Zaśmiałam się cicho pod nosem i spojrzałam na minę zdziwionego sprzedawcy.
- O jejku! To Niall!- usłyszałam za sobą szepty. Spojrzałam przepraszająco na blondyna i delikatnie odsunęłam się w bok. Najwidoczniej zrozumiał o co mi chodzi, bo kiwnął do mnie porozumiewawczo głową i zajął się podpisywaniem dwóm dziewczynom kartek. Kiedy uradowane odeszły, blondyn dyskretnie przysunął się do mnie, udając że odbiera lody.
- Czekoladowe i te takie niebieskie- wskazałam ręką na szybę, na co sprzedawca szeroko się uśmiechnął.
- Nie chcesz się ze mną pokazywać?- szepnął Niall, zawiedziony siadając na ławce. Wzięłam swojego loda i pędem ruszyłam w jego kierunku.
- Niall, to nie o to chodzi- jęknęłam, zirytowana patrząc w jego stronę- Po prostu nie przepadam za rozgłosem, obiecuje że ci to kiedyś wytłumaczę. Ale nie teraz- westchnęłam, kiedy przez moją głowę przeleciała cała moja przeszłość. Problemy w szkole, śmierć ojca, depresja, niezrozumienie, strach, żal, wszystko co w tamtej chwili złożyło się na zawalenie moje świata. Energicznie pokręciłam głową, chcąc wyrzucić z niej wszystkie nieprzyjemne wspomnienia. Chłopak spojrzał na mnie badawczym spojrzeniem, kiedy ja starałam się powstrzymać łzy usilnie cisnące się do moich oczu. Kilkakrotnie zamrugałam i z delikatnym uśmiechem spojrzałam na chłopaka.
- Ale obiecujesz?- spytał, podnosząc się z ławki.
- Tak. Wszystko ci kiedyś wyjaśnię- powiedziałam szybko, czym sama siebie zdziwiłam. Nie wiem co ten chłopak robi, że potrafię z nim normalnie porozmawiać, ale chyba jestem mu za to wdzięczna. Nie wszyscy ludzie są tacy straszni. Większość, ale jednak nie wszyscy. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że to wszystko się jakoś poukłada.
- Niech ci będzie. Ale chyba będzie lepiej, jak nie zobaczymy siebie na okładce magazynu- powiedział, po czym uśmiechnął się do mnie tak, jak mi brakowało. Tak czule, trochę jakby rozmawiał z własną siostrą. Nie wiem czy to porównanie akurat mi się podoba, ale tak się czułam. Jakbym jednak coś dla niego znaczyła. Może nie, nie wiadomo co, przecież jestem tylko tą zwyczajną, rudą i piegowatą kujonicą z najwyższą średnią w szkole, ale jednak coś. Zwyczajna sympatia, która teraz bardzo mi się podobała. Najwidoczniej potrzeba mi było właśnie takiego Nialla, żeby bardziej zrozumieć to wszystko. Co nie zmienia faktu, że większość nastolatków jest niemądra, denerwująca, ograniczona i nie ma mózgu. Ale to już inna drogą.

Znudzona wpatrywałam się w szybę okna, znajdującego się naprzeciwko mnie. Myślałam, że to dziewczyny spędzają więcej czasu w centrach handlowych, jednak widząc Nialla w sklepie powinnam zmienić zdanie. Latał w kółko, nie wiedząc co ma wybrać na przyjęcie urodzinowe Van. Blondyn był tak pochłonięty przeszukiwaniem poszczególnych półek, że nawet nie zauważył sprzedawczyni, która ewidentnie z nim flirtowała. Momentalnie zaśmiałam się widząc jego skupioną minę. Z zaciętym wzrokiem wpatrywał się w dwie koszule, które trzymała sprzedawczyni nieustannie przygryzająca dolną wargę i robiąca różnego rodzaju damskie sztuczki, których blondyn nawet nie wiedział. Pokręciłam głowę i utkwiłam spojrzenie na kolejnej stronie kolorowego, modowego czasopisma. Ktoś przysłonił mi światło, wpadające przez okno, więc zirytowana podniosłam głowę. Przede mną stał uśmiechnięty Niall, dyskretnie rozglądając się dookoła. Spojrzał na mnie błagalnie, wskazując głowa na koszule trzymane przez sprzedawczynię.
- Uważam, że niebieska byłaby lepsza- wtrąciła kobieta, uśmiechając się do blondyna, jednocześnie puszczając mi mordercze spojrzenie.
- Wzięłabym czerwoną- obojętnie wzruszyłam ramionami. Ekspedientka praktycznie kipiała ze złości, wpatrywała się we mnie mrożąc mnie spojrzeniem.
- Masz rację. Wezmę czerwoną- uśmiechnął się chłopak po dłuższej chwili przyglądania się obydwu koszulom.
- Zapakuję- mruknęła kobieta i odwróciła się na pięcie, kierując się w stronę kasy. Blondyn przypatrywał się szyldowi w sklepie naprzeciwko, więc kobieta wykorzystując jego nieuwagę posłała mi wkurzone spojrzenie i z wściekłością zapakowała czerwoną koszulę do torby. Uśmiechnęłam się zwycięsko w jej stronę, nie ukrywając nuty zażenowania jej zachowaniem. Niall oderwał wzrok od widoku za oknem i zawrócił w stronę kasy, w celu zapłacenia rachunku. Podniosłam się z fotela i wyszłam na zewnątrz, czekając na przyjście chłopaka.
- Wielkie dzięki za pomoc. Sam bym się chyba pogubił- stwierdził, kiedy znalazł się tuż obok mnie. Zaśmiałam się pod nosem i lekko skinęłam głową. Przerzuciłam torbę z prezentem dla Vanessy do drugiej ręki i ruszyłam za chłopakiem. Zrobiło się dziwnie cicho. Mówiąc szczerze, zawsze jak znam kogoś dłużej niż kilka dni i ciągle z nim o czymś rozmawiam, to później kończą się tematy i jest niezręczna cisza. Albo ja mam jakąś dziwną i nieokreśloną złą energię wokół siebie, albo zwyczajnie zanudzam ludzi.

Przeszłam na druga stronę ulicy, chcąc dojść do sklepu drogą na skróty. Chciałam jak najszybciej wrócić z powrotem do domu i mieć święty, niezaburzany spokój. I w końcu dokończyć czytanie książki, którą ostatnio sobie kupiłam a nie miałam czasu nawet jej otworzyć. Kolacja zrobiona, Vanessa zajmuje się teraz Caitie więc ja mogę sobie odpocząć. Na szczęście. Skręciłam w uliczkę, która prowadzi prosto do najbliższego supermarketu. Momentalnie całą zesztywniałam. Widok, który właśnie zdążyłam zauważyć wprowadził jakąś dziwną substancję do mojego organizmu, przez co nie potrafiłam się odwrócić i uciec jak najdalej z tego miejsca. Dwóch starszych mężczyzn widząc, że byłam świadkiem pobicia, które właśnie przed chwilą zdążyli zrobić, od razu skierowało się w moją stronę. A ja nadal patrzyłam przerażona na ich zdenerwowane i pełne nienawiści twarze, nawet nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa.
- Piśniesz słówko, Weroniko, a zginiesz- burknął jeden z nich, przeszywając mnie wzrokiem. Zdezorientowana, zastanawiając się skąd znają moje imię, przypatrywałam się im, całkowicie zawładnięta uczuciem strachu. Byłam na siebie wściekła, że nie potrafiłam teraz nic zrobić, tylko stać i z przerażeniem przypatrywać się kipiącej z nich nienawiści- Zrozumiałaś?- ten sam mężczyzna spojrzał na mnie mrużąc oczy. Pierwszy raz od tego spotkania zdołałam poruszyć głową i w błyskawicznym tempie zawróciłam w stronę domu.

NASTĘPNY DZIEŃ

- Weronika! W tej chwili masz wyjść ze swojego pokoju! Siedzisz w nim odkąd wczoraj wróciłaś!0 krzyknęła moja mama z kuchni, uderzając dłonią w jakiś metalowy przedmiot.
- Proszę cię, przestań się wygłupiać! Wyjdź!- kontynuowała Vanessa, nie przestając dobijając się do moich drzwi.

KOLEJNY DZIEŃ

- Proszę cię, zrób to dla mnie. Później dam ci spokój- westchnęłam ciężko i zważając na fakt, że dzisiejszego wieczora moja przyjaciółka ma ważne przyjęcie, stanęłam przy lustrze w swoim pokoju. Musiała usłyszeć moje kroki, bo wydała z siebie stłumiony pisk i usłyszałam tylko jej taneczny krok, który powiódł ją na dół. Jęknęłam ciężko widząc swoje odbicie w lustrze, które i tak było bardzo zamazane. Miałam zasłonięte okna i zgaszone światło, więc nie miałam w pokoju żadnego jasne punktu. Przewróciłam oczami i odsłoniłam firanki.

Vanessa i Lena, widząc mnie ma schodach jedynie szeroko się uśmiechnęły. Również wysiliłam się na coś podobnego do uśmiechu, jednak zdolna byłam wyłącznie do lekkiego uniesienia kącików ust do góry. Byłam w anty – imprezowym humorze. Wczoraj, kiedy czytałam gazetę był w niej artykuł o śmierci pobitego mężczyzny. Dotyczył dokładnie tej samej sprawy, której byłam świadkiem. Czuję się zwykłym tchórzem nikomu nie mówiąc o tym co się stało. Po prostu się boję. Mam wrażenie jakbym to ja zabiła tego człowieka. Nie pomogłam mu, chociaż tak naprawdę mogłam to zrobić. Wiele osób na moim miejscu mimo wszystko zgłosiłoby się z tą sprawą na policję, ale ja się boję. Powtarzam to chyba po raz setny, ale jestem przerażona. Tym, skąd mnie znają, tym ile jeszcze o mnie wiedzą i tym, że w każdej chwili mogą odebrać mi życie. Przerażona? To mało powiedziane. Jestem w absolutnej czarnej dziurze. Na dokładkę, jestem w niej sama.

- Szukałem cię- usłyszałam za plecami. Wzdrygałam się na te słowa, zazwyczaj używają ich w jakichś horrorach żeby tylko podkreślić dramaturgię sytuacji. Miałam wrażenie, że wszystko wali mi się na głowę, a ja nie potrafię temu zaprzestać. Cały czas stanął w miejscu, a ja z każdą sekundą, byłam coraz bardziej przerażona. Gwałtownie odwróciłam głowę do tyłu, wstrzymując oddech. Tuż za mną stał Niall patrzący na mnie z troską w oczach, usiadł obok mnie za schodach- Coś się stało?
- Nie- zaprzeczyłam bardzo szybko, chcąc odwrócić uwagę od czegokolwiek, co mogłoby wzbudzić w nim jakieś podejrzenia. Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział że coś się dzieje. Nie potrafiłabym narażać na niebezpieczeństwo kogoś innego. Nie powinnam tak dramatyzować, ale nie często ktoś grozi ci śmiercią. To chyba wystarczające wyjaśnienie mojego zachowania.
- Skoro tak uważasz- stwierdził i delikatnie się do mnie uśmiechnął- To może wyjaśnisz mi dlaczego siedzisz tu od ponad czterech godzin?- zagadnął, nie odrywając ode mnie wzroku. Stwierdziłam, że będę udawać iż nie widzę jego przenikliwego spojrzenia na swojej twarzy, chociaż czułam jakby jego oczy właśnie wierciły dziurę w mojej podświadomości. Bardzo, ale to bardzo dziwne uczucie.
- Nie mam nastroju na imprezy- wzruszyłam ramionami, opierając głowę na swojej dłoni.
- To tak jak ja- powiedział smutnym tonem głosu, wpatrując się w jakiś punkt przed siebie- Powinien cię przeprosić za poprzednie nasze spotkanie, nie byłem zbyt rozmowny. Mój brat miał przedwczoraj wypadek, strasznie się o niego martwię- wyjaśnił, obdarzając mnie nieśmiałym uśmiechem. Spojrzałam na niego i nie wiedząc co mogłabym w tej sytuacji powiedzieć, zwyczajnie go przytuliłam. Miałam nadzieję, że chociaż w taki sposób będę mogła pokazać mu, że będę go wspierać i może na mnie polegać. Nie mogę go jeszcze nazwać przyjacielem, bo za krótko się znamy, ale mogę nazwać go kimś, kto błyskawicznie wzbudza sympatię i kogoś, kto jest dla mnie w jakiś sposób ważny- Jesteś jedyną osobą, która się o tym dowiedziała i nie zaczęła mi mówić, że wszystko będzie dobrze. Dziękuje- zaśmiałam się pod nosem i odsunęłam się od chłopaka.
- Polecam się na przyszłość. Zresztą ciągłe powtarzanie komuś tych samych słów i tak niczego nie zmienia. Wiara wystarczy- dopowiedziałam, na co Niall szeroko się uśmiechnął i ponownie mnie do siebie przytulił. Muszę powiedzieć, że kto jak kto, ale blondyn miałby predyspozycje do zdobycia pierwszego miejsca w konkursie na najlepszy uścisk.
- Jesteś zdecydowanie inna niż wszyscy. Pewnie jeszcze wiele razy mnie zaskoczysz- uśmiechnęłam się trochę ponuro. Na pewno zaskoczę cię swoją depresją, która da o sobie znać za parę dni w kolejną rocznicę śmierci mojego taty. Mam dzieję, że wtedy nie będzie ich w mieście. Nie mam zamiaru nikogo więcej wciągać w moje problemy, które nie dość że się pogłębiają to jeszcze są coraz bardziej zagmatwane.  
_____________________________________________
Tak. Znowu pokomplikowałam, skomplikowane życie głównej bohaterki w sumie już na początku. Lubię mieszać bohaterom w życiorysie, kiedy mam zły humor - więc jakoś tak wyszło. Nie ma to jak jechać nad morze na kilka godzin, nakupować sobie mnóstwo bransoletek i wrócić do domu. Całą ja. Cóż, muszę przyznać, że Międzyzdroje to bardzo ciekawe miasto. I niedługo znowu do niego pojadę.

Następny rozdział - nie wiem kiedy. Jakoś nie mam ostatnio większej chęci do pisania. Wkręciłam się w kilka rzeczy, które ostatnio się skończyły i teraz nic mi się nie chce. Poza tym jeszcze ostatnio była pewna data, która jeszcze bardziej mnie dobiła. Złapałam doła. Jak mi przejdzie, to będzie o wiele weselej. 

Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej osób pyta o moje dane, bądź zdjęcie. Zapytam tylko - czy to takie ważne? Chyba raczej nie. Ale jeśli macie już taką wielką chęć na dowiedzenie się czegoś o mojej osobie, to jestem skłonna zrobić notkę na blogu w której wam siebie trochę przybliżę. Jeśli chciałybyście coś takiego, to napiszcie o tym w komentarzu, bądź na mój numer gadu. Jeśli macie pomysł co mogłabym w takiej notce o sobie napisać, to też dajcie mi znać. Bo sama nie wiem, czego chciałybyście się o mnie dowiedzieć.


A jak na razie, przestaję was zanudzać i dodam tylko, że pojawiła się zakładka SPAM gdzie możecie się reklamować. Jeszcze jeden komentarz ze spamem pod rozdziałem, a przestanie być miło. Rozumiem, reklama reklamą, ale nie wkurzajcie mnie, bo wtedy przestaję być przyjazna. I byłabym wdzięczna, gdybyście nie wysyłali mi na Gadu informacji o nowych rozdziałach, kiedy o to nie prosiłam. To już się robi jak plaga. Chętnie zajrzę na wasze blogi, ale w takim razie LINKI WKLEJAĆ W SPAMIE. I tak się poświęcam, bo spamu nienawidzę. Wkurza mnie jak nic innego.

Jeśli chciałabyś być informowana o nowych rozdziałach pisz na moje Gadu - Gadu: 23799456. Możecie też pisać, jeśli macie jakieś pytania bądź chcecie ze mną popisać. 

9 komentarzy:

  1. Strasznie lubię główną bohaterkę ;) W jakiś sposób przypomina mi mnie samą ;P
    Co do rozdziału to bardzo mi się podoba ;)
    Na następny będę czekać tyle ile trzeba :P
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę głupio wyszło z tą całą sytuacją, kiedy pobili tego gościa, choć sama nie wiem czy też zadzwoniłabym na policję. Fajnie, że Niall w tym opowiadaniu jest troszkę inny, a nie tak jak zawsze. Jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się dalszy ciąg imprezy. O i podobała mi się sytuacja w sklepie z tą sprzedawczynią. Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To się porobiło ;D Świetny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny.
    Ciekawe czy kiedy będzie mowa o tym ,ze spotkali się w Irlandii bo mi się wydaje ,że wcześniej się spotkali.
    Ciekawy jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały.
    Ciągle czekam aż się wyjaśni czy oni się wcześniej poznali czy co ale tu nic nie ma. Mam nadzieję ,że później to jakoś wyjaśnisz bo to ciągle nie daje mi spokoju.
    Rozdział świetny i z niecierpliwością czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak, namieszałaś jak nie wiem co. Cóż, w każdym życiu, są jakieś problemy, rozumiem Cię bardzo dobrze... U mnie też nie najlepiej, ale nie tracę optymizmu i na przymus podnoszę głowę do góry, pokazując światu, że dam radę mimo wszystko. Polecam ten sposób, choć wiem, jak jest ciężko.
    Rozdział bardzo fajny i miło, że Niall się zbliżył do Weroniki. Ładnie się im zaczęła znajomość. :)
    Boję się o główną bohaterkę, bo przecież może się jej coś stać... :|
    Trzymam kciuki za Twój dobry humor, oby zaraził optymizmem opowiadanie i klimat w nim . :)
    A po za tym, to jak chcesz - wstaw notkę o sobie, sama się nad tym zastanawiam. Byłoby miło cię poznać, ale nic na siłę oczywiście, bo zrobisz to, co będziesz uważała za słuszne.
    Powracając znów do rozdziału, to uważam, ze jest on jak najbardziej udany, mimo namieszania. Twój talent Cię nie opuszcza . :))
    pozdrawiam i znów życzę miłych wakacji i powrotu dobrego humoru ! :)
    wiesz, chętnie bym cię poznała, może w najbliższym czasie napiszę do ciebie na Twitter, bo nie mam gg. ( Przez zawirusowany komputer. -,- ).
    Oczywiście cierpliwie czekam na następny rozdział i trzymam kciuki, by był bardziej pozytywny ! :)
    ps. nie mam zamiaru spamować, jak będziesz chciała, to wpadniesz na pierwszy czy drugi blog u mnie. Przecież wiesz jak tam trafić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. bohaterka ma ładne imię .: DD ogólnie ma ciekawą osobowość . : )) bardzo podoba mi się twój styl pisania . : ) Oby tak dalej. ^^ Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział .; x

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię twojego bloga. Główna bohaterka jest pełna niespodzianek, jej charakter na początku wydaje się wredny i wgl, ale jak bardziej się ją pozna to staje się zupełnie inna. Proszę nie zawieszaj tego bloga, tylko dodaj następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Heyy super opowiadanie :) zapraszam na http://opowiadanieonedirection-cherry.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń