wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 10.


WERONIKA


- Idzie ktoś ze mną na lody?- spytałam, zdejmując okulary przeciwsłoneczne.
- Cóż tu się proponuje- pierwszy odezwał się Harry, zalotnie poruszając brwiami.
- Ja pierdole- mruknęłam, przewracając oczami- Harold, zamknij swoją piękną buźkę. Nic mądrego nie mówisz- bąknęłam, wstając z miejsca. Wzięłam swoją koszulkę z ręcznika i narzuciłam ją na siebie- To idę sama. Nie dość, że jestem zniesmaczona twoimi zboczonymi podtekstami, to jak w ciągu pięciu minut twarz tej wariatki nie zejdzie mi z oczu, zakopię ją w jakiejś piramidzie- powiedziałam na jednym wdechu wrzucając pieniądze do tylnej kieszeni, nadal mokrych spodenek. 
- Ja z tobą pójdę- podrzucił Niall, uśmiechając się szeroko. Skinęłam głową i odwróciłam się w jego stronę.
- Trójkącik?- mruknął Harry, uśmiechając się flirciarsko. Pokręciłam głową i pokazałam Harremu na Louisa, który sam poszedł w stronę hotelu- Albo wiecie co? Nadrobimy wieczorem- dorzucił, szybko się podniósł i pobiegł za Lou. 
- To była groźba?- spytałam Nialla. Blondyn wybuchnął śmiechem i pociągnął mnie za rękę.
- Nie martw się, obronię cię- zapewnił chłopak, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Zapamiętam to- odpowiedziałam, rozglądając się dookoła. Wszędzie było mnóstwo piasku, co chyba nie powinno mnie dziwić ze względu na to, że znajdowałam się na plaży. Ogólnie rzecz biorąc, nic nadzwyczajnego tu nie było. Omijając nieziemsko przystojnych i wysportowanych chłopaków uprawiających sporty wodne. Cholera. Od zawsze leciałam na sportowców, tego nie da się ukryć. Odkąd z tatą oglądałam mecze w telewizji, sportowcy byli moimi potencjalnymi mężami. Może z tymi mężami to lekka przesada, ale jak można przejść obojętnie obok takich przystojnych chłopaków? No. Nie da się. Logiczne. Głupia jestem- Kiedy macie pierwszy koncert?- spytałam, idąc ostrożnie żeby czasem nie zniszczyć żadnemu dziecku zamku z piasku.
- Za dwa dni. Wybłagaliśmy kilka dni wolnego. Mamy jeszcze w środku jakieś trzy dni i na koniec jeszcze dwa. Zlitowali się nad nami. W sumie mamy pięć koncertów, no ale jeszcze próby po drodze- odpowiedział, ciągnąc mnie za rękę do tyłu- Zaraz coś sobie zrobisz- westchnął chłopak, głową pokazując rozbitą butelkę, która znajdowała się tuż przede mną.
- To chyba nic nowego- mruknęłam, po czym wyminęłam przeszkodę- Ale dzięki. Może raz uda mi się pojechać na wakacje i nie wylądować w szpitalu- przewróciłam oczami. Blondyn spojrzał na mnie zaciekawionym wzrokiem- Kiedy miałam cztery lata, pojechaliśmy w góry. Spadłam i skręciłam nogę tak, że musieli mi ją nastawiać. Sześć lat, tydzień w Belgii. Drugiego dnia prawie utopiłam się w morzu. Rok później, Hiszpania. Pojechaliśmy do zoo, a ja potknęłam się i ręka utknęła mi między kratami klatki owiec. Skończyło się na szesnastu szwach i urazie do końca życia. Dziewięć lat, pierwsza samotna kolonia. Potknęłam się o krawężnik, złamałam prawą rękę i jedno żebro. Dziesięć lat, wakacje nad polskim morzem. Wylądowałam w szpitalu, bo zemdlałam. Przyczyna bliżej nieokreślona, jak twierdzili. I ostatnie wakacje, trzynaście lat. Byłam wtedy z tatą we Włoszech, pojechaliśmy na mecze piłki nożnej. Oberwałam w głowę z piłki, którą grali piłkarze, uderzyłam się o krzesło i musieli mnie reanimować. Grę wstrzymali dopóki się nie obudziłam. Chociaż to było fajne, dostałam koszulki z podpisami wszystkich piłkarzy- zakończyłam, wybuchając śmiechem.
- Spędzanie z tobą czasu grozi utratą jakiejś części ciała, albo urazem wewnętrznym- podsumował blondyn, śmiejąc się pod nosem.
- Zazwyczaj nikt na tym nie cierpi- powiedziałam, wzruszając ramionami. Podeszliśmy do budki z lodami. Od razu podeszłam do szyby, wpatrując się w smaki lodów- Mango i wanilia- powiedziałam, wyciągając pieniądze z tylnej kieszeni.
- Wanilia, truskawka, malina i czekolada, plus nie wysilaj się ja płacę- sierdził blondyn podając sprzedawcy pieniądze.
- Nie lubię, kiedy ktoś za mnie płaci- zwróciłam się do niego, biorąc swojego loda.
- Nie ma mowy, żeby jakakolwiek dziewczyna płaciła za siebie w moim towarzystwie- powiedział, ręką wskazując na wolny stolik.
- Jest równouprawnienie- westchnęłam, kierując się we wskazaną stronę. Usiadłam przy stoliku, przewracając oczami.
- Ale mnie to nie interesuje i przestań się ze mną kłócić, bo wsadzę cię do jednego pokoju z Harrym- zagroził, zajadając się swoim lodem.
- To jest szantaż- mruknęłam, siadając po turecku. Chłopak siedział naprzeciwko mnie i przyglądał mi się z rozbawieniem, ciągle kręcąc głową. Wystawiłam mu język i skupiłam cała swoją uwagę na waniliowej gałce w swoim wafelku. Podniosłam wzrok na Nialla, który miał prawie cała twarz w lodzie. Wybuchnęłam śmiechem i widząc zdezorientowany wzrok blondyna, podałam mu serwetkę. Chłopak lekko się zarumienił i zabrał się za wycieranie swojej buzi. Trochę marnie mu to wychodziło, więc wzięłam drugą serwetkę i przewracając oczami, sama wytarłam mu twarz.
- Może chodźmy do reszty?- spytał blondyn, uśmiechając się w moją stronę. Skinęłam głową, wstałam z miejsca po czym poszliśmy w drogę powrotną- Tak pomyślałem, że mogłabyś pójść z nami na jakąś próbę. Nie słyszałaś jak śpiewamy, prawda?
- Wiesz..- zaczęłam, na co blondyn tylko się zaśmiał- To znaczy, słyszałam wasze piosenki, ale zbytnio nie ogarniam, który to który- wytłumaczyłam, patrząc na chłopaka- Chociaż, twój głos znam. 
- Skąd?- spytał zaciekawiony.
- Słyszałam jak śpiewasz. Ostatnio jak po ciebie szłam, kiedy szliśmy do kina. No i dzisiaj też, w samolocie. Masz fajny głos- chłopak uśmiechnął się w moją stronę.
- Też masz ładny głos- powiedział, na co ja stanęłam w miejscu jak wryta i spojrzałam na niego jakbym co najmniej zobaczyła ducha- Słyszałem cię, zanim jeszcze cię poznałem. 
- Ale ja śpiewałam tylko.. Te, Horan, czy ty mnie śledzisz?- spytałam, krzyżując ręce.
- Troszeczkę?- podrapał się po głowie, na co ja puknęłam się w głowę i zaśmiałam się pod nosem- Tylko raz!
- Dobra, dobra- zaśmiałam się.
- Nie będę, jak kiedyś ze mną zaśpiewasz.
- Nie śpiewam.. przy ludziach- odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Dlaczego?
- Bo nie. Skończmy ten temat- mruknęłam, przyspieszając kroku. Ze względu na to, że byliśmy już blisko naszych znajomych, szybko znalazłam się na swoim poprzednim miejscu. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Harrego, który leżał obok Louisa z wielkim uśmiechem na twarzy. Loczek pokiwał głową, co chyba miało oznaczać że wszystko jest okej. Uśmiechnęłam się do niego i zrzucając bluzkę, położyłam się na ręczniku- Lenaaaaaa- zaczęłam, na co dziewczyna przerywając wpatrywanie się w brązowe tęczówki Zayna, przeniosła na mnie wzrok.
- Nie pójdę z tobą na zakupy- rzuciła, przewracając oczami.
- No proszę. Od ponad tygodnia nie kupiłam sobie nowych butów. Nie bądź taka- jęknęłam, siadając po turecku. Dziewczyna zdecydowanie pokręciła głową, na co ja ciężko westchnęłam- Ness? 
- Nie- odpowiedziała, wystawiając mi język.
- Jędza- prychnęłam, krzyżując ręce- Zobaczymy, jak będziecie chciały żebym coś za was zrobiła- dorzuciłam, zakładając moje kolorowe okulary przeciwsłoneczne na nos.
- Może pójdź z Eleanor? Ona też ciągle truje, że chce iść na zakupy- powiedział Louis, głową wskazując na siedzącą naprzeciwko mnie dziewczynę. Wymieniłam z nią spojrzenia i momentalnie, obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Kocham cię, ale chyba zwariowałeś- stwierdziła dziewczyna, pukając się w głowę.
- Prędzej zjadłabym dżdżownicę- mruknęłam przekręcając oczami. 
- Dobra, pójdę z tobą- mruknęła Van przewracając oczami- Ale ty masz większe kieszonkowe od mojego- znacząco poruszyła brwiami.
- Niech będzie, kupię ci coś- machnęłam ręką i położyłam się na ręczniku.
- Też idę. Nie zostawię was samych. Dwie singielki, samotnie chodzące po Los Angeles.. to może się źle skończyć.
- A mogłybyście pójść później? Dziewczyny spędzają mnóstwo czasu na zakupach, a w końcu mamy tylko dzisiaj i jutro jeszcze wolne, jak na razie i mamy próby. Wtedy pójdziecie, co?- podrzucił Zayn, uśmiechając się w stronę Leny.
- Weronika?- szturchnęła mnie Ness, śmiejąc się pod nosem.
- Ja pierdole- mruknęłam i przewróciłam oczami. Spojrzałam na Van, która przytulała się do Liama- Coś mnie ominęło?- spytałam i przykryłam twarz kapeluszem Leny. 
- No tak, jesteśmy razem. To znaczy.. ten- stwierdziła moja przyjaciółka, płonąc rumieńcem.
- Harry!- uśmiechnęłam się szeroko, patrząc w jego stronę- Płacisz. Mówiłam, że będą razem jeszcze w tym tygodniu- loczek westchnął ciężko i wystawił mi język.
- I weź tu się załóż- mruknął.


Byłam pewna, że jak najszybciej, zostaną parą. Ewidentnie było widać, że Liamowi zależy na Ness, której chłopak tez nie był obojętny. Od początku widziałam, że coś ich łączy. Chociaż mówiąc szczerze na początku sądziłam, że Van zwróci uwagę na Zayna, na którego leciała już kawał czasu. A jednak, to Liam zawrócił jej w głowie. Co jest naprawdę dziwne, bo sądziłam że nie mają wspólnych tematów. Widocznie jakieś znaleźli. Już na pierwszy rzut oka widać, że oboje są kompletnie różni. Ona – kompletnie wybuchowa, podejmuje nieprzemyślane decyzje i nikogo nie słucha. On – miły, o wszystkich się troszczy i wszystkim pomaga. Widać, że przeciwieństwa się przyciągają. Trochę dziwi mnie fakt, że już po miesiącu odkryli w sobie coś więcej. Moim zadaniem, potrzeba dużo więcej czasu żeby dostrzec w kimś osobę, którą uważasz za jedną z najważniejszych dla siebie samej. Znamy ich trochę ponad miesiąc, poznaliśmy się pod koniec czerwca, a dzisiaj jest dokładnie drugi sierpnia. Mniej więcej miesiąc. Mimo to, bardzo im kibicuję. Widać, że znaczą dla siebie nawzajem dużo. 


- Dziękuję- usłyszałam cichy szept obok siebie. Odchyliłam kapelusz i spojrzałam w bok. Obok mnie, siedział Harry z wielkim uśmiechem na twarzy. Usiadłam po turecku naprzeciwko niego i spojrzałam dziwnie w jego stronę.
- Niby za co? Że wygrałam zakład? Nie ma za co- uśmiechnęłam się promiennie, szturchając go w ramię. Chłopak westchnął, podniósł się i wyciągnął w moim kierunku rękę. Również wstałam, na co on pociągnął mnie kawałek od reszty.
- Rozmawiałem z Lou, chyba coś do niego dotarło. Jestem ci naprawdę wdzięczny- uśmiechnął się, chyba jeszcze szerzej niż poprzednio i mocno mnie do siebie przytulił.
- Człowieku, udusisz mnie- stwierdziłam, po czym chłopak postawił mnie na ziemi. Harry uśmiechnął się do mnie zadziornie i pchnął mnie do wody, koło której niedaleko staliśmy. Wcześniej zauważając jego zamiary, pociągnęłam go za spodenki razem ze sobą- Jesteś strasznie przewidywalny- stwierdziłam, leżąc w wodzie. Chłopak leżał na mnie i uśmiechał się w moją stronę- Nawet o tym nie myśl i złaź ze mnie.
- O czym mam nie myśleć?
- O ty już dobrze wiesz o czym! No, jazda- westchnęłam, na co ten przewrócił oczami, podniósł się i wyciągnął rękę w moim kierunku. Pociągnęłam go za nią a sama wstałam i pobiegłam, kładąc się na swoim stałym miejscu- Frajer- stwierdziłam rozbawiona staraniami Harrego, żeby wstać z wody.
- Jak ty mogłaś!- krzyknął zrozpaczony Louis i pognał do Loczka. Pomógł mu wstać, na co Harry pokazał na mnie głową i obaj ruszyli w moim kierunku.
- No to nara!- stwierdziłam, szybko wstałam i biegiem ruszyłam w nieznaną mi stronę. Bieg, nigdy nie był moją mocną stroną, dlatego Harry złapał mnie już po niecałej minucie.
- No, i co?
- Wiadro. Puść mnie- jęknęłam, na co on pokręcił przecząco głową, nadal obejmując mnie od tyłu. Spojrzał na naszych znajomych, którzy nie spuszczali z nas wzroku i pociągnął mnie za sobą trochę dalej, gdzie nas nie widzieli.
- Niall chyba dostanie świra- wybuchnął śmiechem Harry, odsuwając się ode mnie.
- Czy ciebie pojebało?- spytałam, patrząc na niego. Nie wytrzymałam długo z moją powagą, bo już po chwili sama wybuchnęłam głośnym śmiechem.






NASTĘPNEGO DNIA


- Wstajemy! Słońce świeci, ptaszki śpiewają a my mamy wolne, więc ruchy i na śniadanie!- usłyszałam głos Harrego tuż nad swoim uchem.
- Spierdalaj- jęknęłam i przykryłam głowę poduszką. 
- Harry, wyjdź- mruknął Niall, równie zaspany jak ja. Poczułam, jakby ktoś położył się obok mnie. Westchnęłam i odchyliłam poduszkę.
- Harry kurwa, weź się ubierz!- krzyknęłam, zrzuciłam go ze swojego łózka i ponownie zasłoniłam głowę poduszką.
- To wstawaj!
- Jak się ubierzesz!
- Proszę!
- Ubierz się!
- Nie!
- Harry!
- Co?
- Ubierz się!
- Nie mam zamiaru!
- Niall ja cię proszę, pomóż mi!-  usłyszałam głośne ziewnięcie.
- Harry- powiedział Niall stanowczym tonem głosu.
- Dobra- mruknął i opuścił pokój.
- Będę żyć- stwierdziłam, zrzucając poduszkę ze swojej głowy.


Ubrałam się w koszulkę z flagą USA i ciemniejsze szorty. Na całe szczęście, nie zapowiada się, żebym ponownie musiała oglądać Harrego w.. jakby to ująć oryginalnej wersji, co mówiąc szczerze jest dla mnie zdecydowanie na rękę. Tak z innej strony. Od wczorajszego wieczora, wszyscy rzucają dziwne aluzje na temat mój i Nialla. Nie mam pojęcia o co im chodzi. My się przecież tylko przyjaźnimy. To znaczy, sądzę że chłopak jest naprawdę uroczy i bardzo dobrze mi się z nim rozmawia, ale przecież nic poza tym. To, że lubię spędzać z kimś czas nie oznacza od razu dozgonnej miłości. Harrego też lubię, a jeśli pomyślę o tym, że mogłabym być z nim w tak zwanym związku, to mam uczucie jakbym mówiła na przykład w taki sposób o Lenie, albo Van. Traktuję wszystkich jak kolegów, a nie jak miłość. Pomijając Eleanor, której nie mogę nawet nazwać koleżanką. Kiedy ją widzę, mam ochotę założyć jej na głowę papierową torbę, żebym nie musiała widzieć jej twarzy. Nie lubię jej głównie dlatego, że to ona mnie nie lubi. Z początku nic do niej nie miałam, chociaż ten jej wredny uśmieszek odkąd ją poznałam doprowadza mnie do szału.


Zwaliłam Harrego z leżaka i sama się na nim położyłam. Znudziło mi się leżenie na podłodze, a dokuczanie jemu i zaprzestanie leżenia na ziemi, to jakby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Chociaż się posuń- westchnął chłopak, przewracając oczami. Ze względu na to, że nie miałam takiego zamiaru, sam przesunął mnie na jeden koniec leżaka i położył się obok- Wszyscy szczęśliwi- dorzucił z zalotnym uśmiechem, obejmując mnie ramieniem i przysuwając bliżej siebie.
- Mogłabym cię walnąć, ale musiałabym wrócić na ziemię a szczerze nie mam na to ochoty- odpowiedziałam i założyłam okulary na nos. Oburzony loczek wstał i wziął mnie na ręce- Nie lubię wpadać do wody. W ogóle, nie lubię wody. Weźcie mu coś powiedzcie!- jęknęłam, jednak nikt nawet nie zareagował. Obok nas znajdował się tylko Niall i Louis, którzy mówiąc szczerze totalnie mnie olali- Wiecie co? Dzięki- krzyknęłam w ich stronę, trzymając się loczka- Proooooszę.
- Jesteś niemiła, może przestaniesz jak się zmoczysz.
- Dobra. No przepraszam, będę miła, ale weź mnie puść!
- Okej- powiedział i faktycznie mnie puścił. Szkoda, że do wody. Wynurzyłam się z tyłu chłopaka i wskoczyłam na jego plecy, tym samym wywracając go o wody- Miałem cię puścić, to puściłem!
- Ale nie do wody, matole!- zaśmiałam się i zaczęłam chlapać chłopaka. 
- Dalej jesteś niemiła!- podrzucił i przysunął się bliżej mnie. Przyciągnął mnie do siebie w talii i oparł swoje czoło o moje- I co teraz?
- Odsuniesz się, bo zaburzasz moją przestrzeń osobistą?- chłopak pokręcił głową i jeszcze bardziej się przybliżył- Harry, nie- odsunęłam go od siebie i stanęłam naprzeciwko niego, jednak trochę dalej.
- Dlaczego?- powiedział przybliżając się, na co ja odsunęłam się do tyłu.
- Bo nie. Nie myśl więcej o tym, o czym teraz myślisz. 
- Ale dlaczego? Bo mi się podobasz?
- Harry, odpuść- mruknęłam i zostawiając go samego, ruszyłam na swoje miejsce. Wzięłam koszulkę i ruszyłam przed siebie. Nawet nie widząc gdzie idę, po prostu szlam- No co?- syknęłam kiedy ktoś pociągnął mnie do tyłu.
- Harry zazwyczaj się tak nie zachowuje- przede mną stał Louis, uważnie mi się przyglądając.
- Daj mi spokój. Po prostu zostaw mnie samą- mruknęłam, wysunęłam rękę i ruszyłam dalej, nie zwracając wagi na jego kolejne słowa. 




NIALL


No to kurwa zajebiście. Dobra. Muszę się po prostu uspokoić, przestać myśleć o tym, co chodzi mi po głowie. O tym, że mój najlepszy przyjaciel chciał pocałować dziewczynę, na której mi kurwa zależy i z którą nie mogę o tym porozmawiać, bo jest mi cholernie głupio poruszać ten temat. Poza tym nie jestem pewien, czy to dobry moment. Nie znamy się na tyle długo. Nawet słyszałem co mówiła Van. Że nie chce  się z niczym spieszyć. Ja chyba też nie chcę. Chciałbym, żeby łączyło nas coś więcej niż tylko czysto koleżeńskie relacje, ale boję się że mogę ją przez to stracić. Bo przecież mogę. Jedno złe posunięcie i wszystko runie. Nie chciałbym się z nią pokłócić, ani nic z tych rzeczy. Wydaje mi się, że lepiej będzie jak jeszcze bardziej się do niej zbliżę. Trochę się przede mną otworzyła i wiem, że było to dla niej ciężkie, ale jednak powiedziała niektóre rzeczy mi, a nie komuś innemu. Muszę poczekać, żeby jej nie stracić. Chyba, że Harry będzie pierwszy. Jeśli on będzie pierwszy to.. nie wiem jak to zniosę. Już i bez konkurencji u przyjaciela, nie było mi wcale tak łatwo. A teraz? Teraz jest jeszcze gorzej.
- Harry, masz coś z głową?- rzucił Louis, z powrotem siadając obok Eleanor- Najpierw mi mówisz, że ci na niej zależy a teraz co? Ona nie jest jak te twoje wszystkie dziewczyny. Jest inna, nie widzisz tego?- nie słuchałem dalej. Ze względu na to, że nie było z nami żadnej z przyjaciółek Weroniki, sam postanowiłem do niej pójść. Usiadłem obok niej.
- Zawsze podejmuje pochopnie decyzje. Przejdzie mu i zaraz pewnie przyleci cię przeprosić- nie wiem po co jej to mówię. Sobie tym nie pomagam. Chociaż, jej szczęście jest dla mnie ważniejsze niż moje. Serce nie sługa, prawda?
- Miłość jest do niczego. Nie chcę żeby ktokolwiek zawracał sobie mną głowę, skoro tak czy siak z nim nie będę. Znaczy.. może, jeśli już naprawdę coś by mnie ruszyło. Ale przy nim mnie nie rusza. I wcale nie uważam, że to moja wina.
- Bo to nie jest twoja wina. Nie spędziłaś z nim tyle czasu ile trzeba, żeby poczuć coś naprawdę- jestem pojebany. Znowu robię sobie pod górę- Ale Harry nie zachowuje się tak bez powodu- zaraz trzepnę się w głowę. Czy ja mogę się w końcu zamknąć?
- Dziękuję. Nie każdy potrafi powiedzieć coś, co by mi pomogło- odpowiedziała po dłuższej chwili ciszy i przytuliła się do mnie.




LIAM


- Stary! Nie widzisz, że Niallowi na niej zależy? Ciągle spędza z nią czas, chcesz zrobić mu na złość? Przyznaj, że robisz to tylko dlatego, że ostatnio dostałeś kosza- stwierdził Zayn, patrząc znacząco na loczka.
- On ma rację. Niall od początku pokazywał, że jest dla niego ważna. Nie powinieneś się w to wtrącać. Zranisz go. Ją już zraniłeś. Nic nie rozumiesz? Mi się wydaje, że ona już po prostu się zawiodła i teraz nie chce tego powtarzać- podpowiedział Louis- Tylko zobacz- głową wskazał na siedzących, dość spory kawałek od nas. Nialla i Weronikę- Ona teraz kompletnie nie wie, co ma o tobie myśleć.
- To prawda. Powinieneś wziąć pod uwagę uczucia innych, a najbardziej twojego przyjaciela. Wiesz ile on starał się o to, żeby ona w ogóle z nim porozmawiała?
- Macie rację. Jestem dupkiem. Robię problemy własnemu przyjacielowi. I wiecie co? Lubię Weronikę chyba trochę za bardzo.
_______________________________________________________
Surprajs. :D Tak ładnie wam poszło z komentarzami, że aż się wzruszyłam i postanowiłam dodać nowy rozdział. Plus, w tym tygodniu raczej nic się nie pojawi. Może w następny poniedziałek. W sobotę idę na jakiś zjazd rodzinny, w niedzielę będę musiała się zwlec z łózka i pójść do kościoła. Za tydzień podobnie. W sobotę idę na wesele, a później po weselu znowu do kościoła. Indeks robi swoje.

Więc.. nie zaczyna się zadania od więc. Okej. Reasumując - rozdział nie wiem kiedy.
I tak jak mówiłam, będę dodawać zdjęcia. :D

Jeśli chcesz być informowany, popisać bądź dowiedzieć się czegoś o blogu, moje GG - 23799456. W zakładce "Kontakt" jest też mój Twitter i eamil jakby ktoś potrzebował. No to na razie. : *

niedziela, 29 lipca 2012

Rozdział 9.


VANESSA, TYDZIEŃ PÓŹNIEJ


Wstałam z łóżka, ze względu na jakieś dziwne krzyki dochodzące z dołu. Przetarłam oczy, podniosłam swoje zwłoki z łóżka i wyszłam ze swojego pokoju. Stając w progu zauważyłam, że w drzwiach naprzeciwko stoi Weronika, tak samo zdezorientowana jak ja. Wymieniłyśmy spojrzenia i ziewając zeszłyśmy na dół. Nie wiem jak moja przyjaciółka to robi, ale nawet dopiero po wstaniu z łóżka  wygląda świetnie. Pewnie dlatego, że ona jest normalna i związuje włosy na noc, a nie zostawia je rozpuszczone a później nie może znaleźć w nich grzebienia. W sumie, to do twarzy jej w koku. Powiem jej to później.
- Co się tu dzieje?- weszłyśmy do salonu, mierząc wzrokiem nasze zabiegane rodzicielki. Moja uwagę najbardziej przykuła czwórka chłopaków, szczerząca się jak idioci w naszą stronę. Pomijając Nialla, który wręcz pożerał wzrokiem zaspaną rudowłosą, która praktycznie nie była ubrana. Miała na sobie tylko koszulę, w której zawsze spała, niestety sięgała jej tylko niewiele za tyłek. Ja wcale nie byłam lepsza. Miałam mega krótkie spodenki, w których było mi widać pół tyłka i bluzkę, która odsłaniała mi cały brzuch. 
- Dziewczęta- zaczęła moja rodzicielka, posyłając mi karcące spojrzenie. Chyba chodziło o mój strój- Chłopcy zaproponowali, żebyście pojechały z nimi do Stanów. Nie koniecznie nam się ten pomysł podoba, ale postanowiłyśmy się zgodzić. Głównie dlatego, że same wyjeżdżamy na najbliższe trzy tygodnie. Nic nie mówiłyśmy, bo nie sądziłyśmy, że dostaniemy to zlecenie. Zmieniając temat, możecie się zacząć pakować.
- Czekaj co?- rzuciła Weronika, starając się do końca obudzić. Sama byłam zdezorientowana, nie miałam pojęcia co się tu w ogóle dzieje.
- Cóż, mamy cztery godziny do wylotu samolotu do USA. Stwierdziliśmy, że bez was nie ruszamy się z Londynu. To jak, jedziecie z nami?- uśmiechnął się Louis, obejmując ramieniem Eleanor.
- Weź, bo rzygnę- prychnęła Weronika, zauważając brunetkę.
- Mówiłam ci, że wyglądasz jak dziwka?- rzuciła do niej El, mierząc ją wzrokiem.
- Ja się przebiorę. Brak mózgu zostaje do końca życia- mruknęła rudowłosa, puszczając jej kpiarski uśmiech.
- Cisza!- podrzucił Louis, mrożąc obie spojrzeniem- To jak, lecicie?- przeniosłam wzrok na Liama, który uśmiechał się do mnie szeroko. 
- Dobra- westchnęłam, ziewając.
- Świetnie. Macie trzy godziny- uśmiechnął się szeroko Liam. Wymieniłam spojrzenia z Weroniką.
- Was chyba pojebało!- rzuciłyśmy w tej samej chwili.
- Pomogę ci- uśmiechnął się Liam i pociągnął mnie za rękę do mojego pokoju.
- O tak, dzięki!- krzyknęła Weronika i pędem pobiegła na górę.


- Ja was zamorduje- mruknęłam wrzucając do walizki pierwsze z brzegu ciuchy. Liam spojrzał na mnie rozbawiony, wyrzucając z walizki gruby sweter.
- Słońce, tam będzie gorąco- zaśmiał się, kręcąc głową.
- Słońce, weź nie mnie wkurwiaj- westchnęłam, wrzucając do walizki kolejne ciuchy. Liam nadal rozbawiony, układał w mojej walizce wszystkie ciuchy, które ja do niej wrzucałam- Ale wiesz, i tak cię lubię- podrzuciłam- W ogóle, to na ile tam jedziemy?
- Dwa tygodnie- odpowiedział, na co ja z westchnieniem zaczęłam szukać kolejnych ciuchów.
- Weronika się wkurzy. Nie lubi gdzieś jechać, bez zrobienia zakupów- zaśmiałam się, podchodząc do walizki. Również zaczęłam składać ubrania, posyłając Liamowi wdzięczne spojrzenie.
- Jak mi się wydaje, w Los Angeles też są sklepy- uśmiechnął się chłopak, podnosząc na mnie wzrok- Lepiej idź się ubrać- puknęłam się w  głowę i zabierając ciuchy z krzesła, poleciałam do łazienki.




WERONIKA




Klnąc pod nosem zamknęłam się w swoim pokoju, na szczęście już ubrana. Spod łózka wyciągnęłam swoją ulubioną miętową walizkę, która była chyba największą walizką w tym domu. Otworzyłam ją i wyciągając z niej spodnie, które zostały po ostatnim wyjeździe, postawiłam ją na łóżku. Otworzyłam pierwszą szafę i zaczęłam po kolei układać w walizce ciuchy. Nie miałam zamiaru brać ich nie wiadomo ile, pewnie i tak jeszcze dzisiaj pójdę na zakupy, a przecież muszę się zmieścić do jednej torby. Wracając, pewnie i tak zapłacę za nadbagaż, więc chociaż w jedną stronę chcę odpuścić sobie tej przyjemności. Wsadziłam do walizki większość bluzek na ramiączkach i krótkich spodenek, jakie tylko znalazłam w szafie. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Aha- mruknęłam, starając się jakoś wsadzić jeszcze jedną parę butów.
- Przyszedłem zobaczyć, czy jeszcze żyjesz- nad sobą usłyszałam ton głosu blondyna. Zaśmiałam się pod nosem i podniosłam na niego wzrok.
- Mniej więcej. Na szczęście, prawie kończę- odwróciłam się do niego tyłem i z nienawiścią spojrzałam na niedomykającą się walizkę- Nadbagaż mam zapewniony, zresztą jak zawsze. A miałam nie brać tyle ciuchów- mruknęłam do siebie, wzdychając.
- Siadaj- rzucił Niall, pokazując na walizkę- No siadaj, trzeba to jakoś zapiąć- zaśmiał się kręcąc głową. Westchnęłam, jednak zważając na fakt, że chłopak miał rację usiadłam na walizce. Blondyn podszedł bliżej i razem ze mną siłował się z zapięciem walizki. 
- Wiedziałam- w drzwiach stanęła roześmiana Vanessa, za którą szedł Liam ciągnąc jej walizkę. I do tego właśnie przydaje się mieć chłopaka! Ja to sama sobie będę musiała ją nosić. Brunetka westchnęła i usiadła obok mnie. Niall zapiął walizkę i uśmiechnął się zwycięsko. Ness bez problemowo wstała i podeszłą do Liama. Ja, niestety zahaczyłam nogą o prześcieradło i jak długa runęłam do podłodze. Brunetka tylko się zaśmiała i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Wstawaj- obok siebie zobaczyłam rękę blondyna. Westchnęłam ciężko i chwytając ją, podniosłam się do pionu.
- Dzięki Niall. Bo moja przyjaciółka to tylko śmiać się ze mnie potrafi!- dorzuciłam, podnosząc głos.
- Macie dziesięć minut!- z dołu doszedł nas krzyk Liama. Niall uśmiechnął się do mnie szeroko i chwycił rączkę mojej walizki. Otworzył drzwi i wskazał ręka, żebym poszła pierwsza.
- A ja myślałam, że takich chłopaków już nie ma- na moje słowa Niall zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę.


- Dobra dzieci, jak siadamy?- rzucił Liam, kiedy znaleźliśmy się już na lotnisku- Bo mamy w innych częściach samolotu. Są trzy obok siebie, a później podwójne. Ja siedzę z Vanessą, oczywiście.
- Zayn musi siedzieć z Leną- podrzucił Louis. Spojrzałam na Harrego i Nialla, po czym poruszyłam brwiami. Oboje się zaśmiali, jednak skinęli głowami.
- No, to ja siedzę z wami. Ale żeby nie było, ja chcę koło okna!- podrzuciłam, podchodząc do dwójki chłopaków.
- Ja chcę!- powiedział zrozpaczonym głosem Harry- Jesteś kobietą i siedzisz na środku. Będziemy mieli do kogo się przytulać. Ale tak na marginesie, Niall strasznie chrapie- podrzucił Harry ze śmiechem.
- Te, Harold, nie irytuj mnie. Ty zaśniesz, a ja zrobię ci coś z twarzą- fuknęłam, krzyżując ręce.
- Nie denerwuj się tak, kochanie- objął mnie ramieniem i pocałował mnie w policzek.
- OMG. Napiszę na twitterze, że sławny Harry Styles nazwał mnie „kochanie”!
- Wyjdź- westchnął Harry, pukając się w głowę- Albo nie, muszę się do kogoś przytulać w samolocie.
- Ja też chrapię- powiedziałam usatysfakcjonowana, na co Harry tylko się zaśmiał.
- Nie przeszkadza mi to- zaśmiałam się i szturchnęłam go w ramię. Muszę przyznać, że ostatnio zbliżyłam się do niego. Spędziliśmy razem sporo czasu, przez ostatni tydzień. Liam i Vanessa ciągle chodzili na randki, tak samo jak Zayn i Lena. Zostawałam ciągle sama, a zważając na fakt iż zazwyczaj spędzając czas z pozostałą częścią zespołu, Louis ciągle wypisywał do Eleanor a Niall coś jadł, pozostawał Harry. Dobrze się dogadujemy, pomijając fakt, że Loczek cały czas mnie przedrzeźnia. Znalazłam w nim sojusznika, jeśli chodzi o męczenie docinkami pani wspaniałej-bo-chodzę-z-Lou-a-ty-nie. Miałam niejednokrotnie okazję, żeby zostać sam na sam z Harry, który mimo ciągłego flirtowania z dziewczynami jest naprawdę intrygująca osobą. Może i ciągle po mnie jeździ, ale mimo tego jakoś mnie do niego ciągnie- Chodź ruda,  idziemy- rzucił Harry, ciągnąc mnie za rękę. Trzepnęłam go w głowę z wkurzoną miną- Za co to?- jęknął.
- Za rudą- prychnęłam, krzyżując ręce.
- Przepraszam, kochanie- uśmiechnął się szeroko, obejmując mnie ramieniem.
- A spadaj- ściągnęłam jego rękę i przyspieszyłam kroku.
- Będziesz teraz na mnie zła?- szedł za mną, ciągle się śmiejąc- Rozumiem, nie odzywasz się do mnie. Oh, Weronika, nie denerwuj się na mnie. No słońce! Nie bądź taka!- nie odwracałam się i starałam się nie wybuchnąć śmiechem. W pewnym momencie pociągnął mnie za rękę tak, że się odwróciłam- Dalej się gniewasz?- spytał z wielkim uśmiechem. Kiwnęłam głowa, wystawiłam mu język i wyminęłam go, ruszając przed siebie.


Usiadłam na swoim miejscu, które niestety było na środku, ze względu na to że kochany Harold wbiegł szybciej i zajął miejsce za oknem. Istny przejaw zwyczajnej dyskryminacji i kretynizmu, czający się w jego ślicznej główce. O mój boże, Weronika zamknij się. Ślicznej? Muszę się przespać. I to wcale nie było dwuznaczne! Matko. Ja muszę się zamknąć. Ja zwariuję. Najpierw Niall, teraz Harry, a później co. Może Justin Bieber?! Totalnie mnie pojebało, zdecydowanie.
- Dobrze się czujesz?- Harry wybuchnął śmiechem, mierząc mnie wzrokiem. Nie odpowiadając wyciągnęłam z torby odtwarzacz MP4 i włożyłam słuchawki do uszu- Ignorowanie, to wcale nie jest wyjście.
- Czego słuchasz?- po dobrych dwudziestu minutach monologu Harrego, na temat tego, że ranię jego uczucia, postanowił dać sobie spokój i spojrzał za okno, natomiast do mnie zwrócił się Niall wyciągając słuchawkę z mojego ucha i wkładając do swojego. W tym momencie, leciała piosenka Justina Biebera, która kompletnie mnie zauroczyła. Nawet nie wiem dlaczego. Blondyn uśmiechnął się szeroko w moim kierunku i zaczął nucić pod nosem słowa piosenki. Zaciekawiona uniosłam brew, przyglądając się uważnie chłopakowi- No co?
- Nie nic. Twój głos bardziej pasuje do tej piosenki- odpowiedziałam i wbiłam wzrok w fotel przed sobą. Kątem oka spojrzałam na Nialla, który zamilkł i doszczętnie spłonął rumieńcem. Uśmiechnęłam się pod nosem i skierowałam wzrok na okno, w które wpatrywał się Harry.
- Mam złe wieści- podrzucił Hazza ze świecącymi oczami- Jesteś ze mną w pokoju, musisz się do mnie odzywać. Wiesz, mieliśmy być w pokoju chłopaki / dziewczyny, ale Louis nie chce zostawić Eleanor, Liam chce być w pokoju z Vanessą a Zayn ma zamiar poderwać Lenę. Pozostajemy we trójkę- szturchnął mnie w ramię.
- Życz ode mnie powodzenia Zaynowi. Lena nie daje się poderwać- podrzuciłam, wzruszając ramionami- Poza tym, już ci wybaczyłam- odpowiedziałam, poruszając brwiami.
- A buzi dostanę?- spytał uradowany.
- Nie- odpowiedziałam, przewracając oczami. Harry spojrzał na mnie flirciarskim spojrzeniem, pociągnął mnie za rękę i przyciągnął do siebie- Co robisz?
- Popatrz- zaśmiał się, ręką wskazując na widok za oknem. Puścił moja dłoń i objął mnie, patrząc za okno. 
- Ładnie- stwierdziłam, wpatrując się w widok- Co nie zmienia faktu, że nie cierpię latać samolotem- dorzuciłam i usiadłam na wprost.


Zmęczona otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Leżałam z głową na kolanach Nialla. Podniosłam się delikatnie i wybuchnęłam śmiechem zauważając, że Niall i Harry przytulili się do siebie. Muszę powiedzieć, że wyglądają razem naprawdę przesłodko. Kiedy śpią. Harry wygląda słodko, jak się nie odzywa. No, Niall to co innego. On ciągle wygląda słodko. Kurwa. O czy ja myślę.
- Potrzeba państwu czegoś?- nade mną stanęła stewardessa, nabijająca się z naszej trójki.
- W sumie, to poprosiłabym wodę- kobieta podała mi trzy butelki, na co ja podziękowałam- Przepraszam, bo mam pytanie. Mówiłam coś jak spałam?- spytałam, na co kobieta zaśmiała się.
- Panienka nie, chociaż kolega obok ciągle powtarza imię „Weronika”. Chyba musi być nieźle zakochany- uśmiechnęła się, wskazując na blondyna- A kolega w ciemniejszych włosach, ciągle mówi coś o kotach- kobieta po raz kolejny się zaśmiała i oddaliła się. 
- Dlaczego przytulam tego debila?- mruknął Niall, odsuwając się od Harrego i opierając go o szybę- Ale wiesz, ty leż- uśmiechnął się blondyn, patrząc na mnie.
- A tak..- westchnęłam i podniosłam się z kolan chłopaka, an których ciągle leżałam. Mogę się założyć, że byłam całą czerwona na twarzy. Głupie rumieńce.
- Mogę?- chłopak widząc moje zakłopotanie, ręką wskazał na butelki leżące obok nas. Skinęłam głową i wbiłam wzrok w swoją torbę, leżącą na podłodze- Wziąłem laptopa, co powiesz na film?-  spytał blondyn uśmiechając się do mnie szeroko, wyciągnął urządzenie. 
- Dobra, ale żadnych horrorów. Mam później koszmary, nie mogę spać albo lunatykuję- ostrzegłam, na co chłopak z westchnieniem skinął głową. Postawił laptopa na swoich kolanach i podłączył do niego słuchawki. Po włączenie filmu, podał mi jedną z nich. Przysunęłam się do blondyna i położyłam głowę na jego ramieniu, zawieszając wzrok na zaczynającym się filmie.


- Prosimy o zapięcie pasów, przymierzamy się do lądowania- obudził mnie głos obwieszczający zbliżający się koniec lotu. Podniosłam głowę z ramienia Nialla i wyciągnęłam słuchawkę z ucha. Szturchnęłam chłopaka w rękę, jednak najwidoczniej nie miał zamiaru zareagować. Westchnęłam i zabrałam się za budzenie śpiącego obok mnie Harrego.
- Styles, wstawaj- jęknęłam już któryś raz z kolei. Walnęłam go w tył głowy, na co ten momentalnie otworzył oczy.
- Miałem nadzieję, że dasz mi buzi a nie walniesz mnie w głowę- mruknął, na co ja wystawiłam mu język.
- Horan, pizza- szepnęłam do jego ucha, na co blondyn błyskawicznie otworzył oczy- Żartowałam, Lądujemy- zaśmiałam się, na co ten zawiedziony brakiem jedzenia przeciągnął się w fotelu.




Weszliśmy do hotelu, który wydawał mi się być jakieś pięćdziesiąt razy większy niż mój dom. Pociągnęłam za sobą swoją walizkę, którą wywalczyłam z chłopakami. Nie chciałam, żeby nie dość że mają swoje bagaże, nosili jeszcze moje. Cały hotel, był ogromny. Z tego co zdążyłam wyłapać, niedaleko niego jest plaża. Nie powiem, mi to na rękę. Chociaż amerykański akcent, jest niczym do brytyjskiego akcentu, na który ewidentnie lecę. Po wzięciu kart do pokoi ruszyliśmy w stronę windy.


Na całe szczęście w apartamencie są trzy osobne łóżka, co dla mnie jest wybawieniem a dla Harrego katorgą. Stwierdził, że tak czy siak chce być ze mną w jednym pokoju. Kulturalnie go spławiłam i zajęłam pokój jednoosobowy. Wkurzony Harry, w akcie buntu usiadł w progu mojego pokoju i patrzył na mnie morderczym spojrzeniem. Niallowi również to nie pasowało, nie chciał być w tym samym pokoju ze Styles'em, który jak mu się wydaje, będzie sprowadzał sobie koleżanki, więc Horan poszedł na skargę do Liama, który okazał się naszym ostatnim ratunkiem. Liam przyszedł już po chwili, rozbawiony całą sytuacją.
- Weronika, to może bądź w pokoju z Niallem?- podrzucił, na co Niall posłał mi błagalne spojrzenie. 
- Ale ja chcę być z nią w pokoju- powiedział oburzony Harold, krzyżując ręce.
- Ale ty jest absolutnie zboczony. I śpisz nago. Nie dziękuję- prychnęłam wystawiając mu język.
- Dobra, to ja się obrażam- prychnął.
- Cisza- westchnął Liam- Weronika, idziesz do Nialla i koniec tematu. Już, ruchy! Plus, za pół godziny spotykamy się w holu i idziemy na plażę- zarządził Liam i wyszedł. Westchnęłam i pociągnęłam za sobą walizkę. 
- A teraz mnie przeproś- westchnął Harry, zagradzając mi drogę.
- Harry- zaczęłam, podchodząc bliżej chłopaka- nie mam zamiaru cię przepraszam- mruknęłam i wyminęłam go, ruszając za Niallem.


Przebrana w górę od stroju i krótkie spodenki, kończyłam wiązać sznurowadła w swoich granatowych vansach. Wywalczyłam pójście do łazienki jako druga, bo obrażony Harry nie chciał otworzyć nam drzwi. Nawet nie wiem o co taka wielka afera. To, że nie chcę spać z nim w jednym pokoju wcale nie oznacza, że go nie lubię. Jestem za młoda na oglądanie Harrego bez bokserek. Chcę jeszcze żyć. Westchnęłam, po czym podniosłam się z łóżka. Wpakowałam do plecaka ręcznik, olejek do opalania i telefon, po czym położyłam się na łóżku w oczekiwaniu, aż chłopaki skończą się pindrzyć w łazience. 
- Schowasz aparat?- w progu pokoju stanął Harry, przewracając oczami.
- O co ci w ogóle chodzi, hm?- spytałam biorąc od niego przedmiot.
- Czuję się tutaj dyskryminowany- mruknął, krzyżując ręce.
- Harry, Harry, Harry- westchnęłam kręcąc głową, na co chłopak położył się obok mnie- Masz humory jak kobieta w ciąży.
- Też byś takie miała, jakby twój najlepszy przyjaciel olewał cię dla dziewczyny- mruknął pod nosem. Zaciekawiona odwróciłam się do niego przodem, tak że praktycznie stykaliśmy się nosami. Loczek uśmiechnął się szeroko, na co ja delikatnie się odsunęłam.
- Lou?- spytałam, wbijając wzrok w sufit.
- Eleanor coś z nim zrobiła. Jakby pranie mózgu- mruknął, ciężko wzdychając.
- Idziemy, ruchy! Liam nas zabije jak się spóźnimy!- w progu pojawił się Niall, w pośpiechu chwytając swój ręcznik- Już! Podnosić tyłki!- Harry wstał pierwszy i przerzucił mnie sobie przez ramie, zanim jeszcze zdążyłam wstać. Wziął z drugiego końca łóżka mój plecak i ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
- Ja umiem chodzić- zapewniłam, śmiejąc się pod nosem.
- Wiem. Tak jest zabawniej-  pokręciłam głową i nawet nie podejmując się walczenia z Harrym, z którym bądź co bądź i tak bym przegrała, dałam sobie spokój i pozwoliłam się nieść.


- Harry, dlaczego nosisz Weronikę?- spytała uśmiechnięta od ucha do ucha Lena, przytulająca się do Zayna. Vanessa posłała mi znaczące spojrzenie, an które ja tylko puknęłam się w głowę i wystawiłam jej język. Styles, postanowił postawić mnie na podłodze więc uradowana stanęłam o własnych siłach i zabrałam mu swój plecak. 
- Uważaj na mój aparat- powiedział, mrużąc oczy. Skinęłam głową i odwróciłam się przodem do reszty. Liam obejmował ramieniem Ness, której tym razem ja posłałam znaczące spojrzenie, na które ona tylko się zarumieniła. Przeniosłam wzrok na Louisa, który obmacywał swoją dziewczynę, która postanowiła pójść w szpilkach na plażę- Pogratulujmy El inteligencji- mruknął Harry, śmiejąc się pod nosem.
- Cicho. Może się wywali- zwróciłam się do niego, na co ten wybuchnął śmiechem i uniósł kciuk do góry. Ruszyliśmy na plażę. Oczywiście nie obyło się bez nienawistnego spojrzenia Eleanor, na moją osobę, które mówiąc szczerze wyśmiałam.


- Pogadaj z nim- stwierdziłam, patrząc w stronę Harrego, który uśmiechnął się do mnie smutno. Leżałam na ręczniku, starając się opalić co raczej marnie mi wychodziło a chłopak siedział na leżaku niedaleko mnie. Spojrzał w moją stronę, wstał z leżaka i usiadł obok mnie na piasku.
- Próbowałem, ale twierdzi że mi się wydaje- westchnął przewracając oczami.
- Jest zaślepiony swoją dziewczyna, która zwyczajnie owinęła go sobie wokół palca. Nie poruszając tematu nic nie załatwisz. Mogłabym z nim pogadać, ale mnie to chyba nie posłucha.. Chociaż, pogadam z nim. Niech tylko zostanie sam- mruknęłam, patrząc na chodzącą po plaży parę.
- Trochę poczekasz. Ale dzięki, że mnie w ogóle słuchasz. Sam siebie bym nie wytrzymał. Zrobiłem się strasznie marudny.
- Trochę racja- potwierdziłam, za co oberwałam kuksańca w bok- Prawda, to prawda.
- Cześć!- krzyknął Niall i wziął mnie na ręce, kierując się w stronę wody.


- Niall nie! Odstaw mnie na ręcznik, no proszę! Zrobię ci kolacje! Niall no- jęczałam, kurczowo trzymając się jego szyi- Jestem w spodenkach!- obroniłam się. 
- Mogę ci je zdjąć!- podrzucił idący za nami Hazza.
- Mówiłam już, że jesteś zboczony?- spytała, lokowatego, na co ten tylko wzruszył ramionami. Blondyn wybuchnął śmiechem, pocałował mnie w głowę i nie słuchając moich protestów, wrzucił mnie prosto do wody.
___________________________________________________________________
Cześć i czołem. Tak na szybko, co jestem strasznie głodna i mam ochotę coś zjeść. Hem, nie potrafię opisać tego rozdziału, więc powiem jedynie: aha. Dobra, chyba nie jest tak źle. Musiałam zrobić coś, żeby wyjechali. Rekompensuję sobie w ten sposób siedzenie w domu. XD Nie potrafię pisać pod rozdziałem na głodnego. No. To nie wiem co jeszcze, więc to chyba tyle.

Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach, popisać bądź masz jakieś pytania dotyczące bloga, napisz Gadu Gadu- 23799456.

PS: Chciałybyście, żebym dodawała w treści rozdziału jakieś zdjęcia? No na przykład krajobraz, czy jakieś fotki chłopaków? Zauważyłam, że jest to na wielu blogach i tak sobie pomyślałam, że się was spytam. :D Jeśli chcecie, to napiszcie. Mam takich obrazków pełno i mogłabym je wykorzystać. XD

Idę jeść. Do następnego. ; **

środa, 25 lipca 2012

Rozdział 8.


WERONIKA


Po powrocie z cmentarza, rozsiadłam się na łóżku w pokoju hotelowym. Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech, kiedy przypomniałam sobie uśmiechniętą twarz mojego ojca. Takim starałam się go zapamiętać. Uśmiechniętym, pomocnym i takim, jakim zawsze ja chciałam być. Jego osobowość wielu ludzi mogłaby zaskoczyć. Cała nasza rodzina zawsze śmiała się, że czasem zachowuje się jak papież obdarzając miłością cały świat. Nie znam szczegółów z jego młodzieńczych lat, ale wiem że mimo zbuntowanego charakteru był naprawdę wspaniały. Sam przyznał mi się, o swoich wypadach na koncerty i rozwaleniu samochodu komendanta policji. Miał ogromne szczęście, że mój dziadek a jego ojciec, dobrze znał tego policjanta, bo inaczej sprawa skończyłaby się dla niego kiepsko. Doszłam do wniosku, że gdyby mój tato żył nie chciałby oglądać mnie zapłakaną i z workami pod oczami. Dla niego przestanę płakać, będę się uśmiechać i cholera jasna będę szczęśliwa. On teraz na pewno jest i jeśli jemu jest dobrze, to mi też powinno. 


Podeszłam do swojej walizki, szukając ciuchów w których przeżyję lot samolotem. Kiedy dolecę, będzie około siedemnastej, więc mogę się założyć, że Londyn będzie już dosyć chłodny. Zresztą, lato w tym miecie nie zapowiada się za słonecznie. Pani na geografii kiedyś tłumaczyła nam te wszystkie warunki klimatyczne w różnych krajach, ale pamiętam że akurat na tej lekcji czytałam jakąś książkę. Westchnęłam ciężko i wyciągnęłam z walizki czarne dżinsowe rurki i lekko brązową bluzkę z koronką. Postawiłam ciuchy na łóżku i usiadłam na fotelu, biorąc telefon do ręki. Podłączyłam do niego słuchawki i włożyłam je do uszu. Uruchomiłam muzykę i oparłam głowę o ścianę, podśpiewując słowa słuchanej piosenki pod nosem.




LIAM


- Niall, później jadę po dziewczyny, jedziesz ze mną?- spytałem, stając w progu pokoju blondyna. Uśmiechnął się szeroko i energicznie pokiwał głową- Tak w ogóle, to między tobą w Weroniką to coś więcej?
- Nie zadawaj mi pytań, na które nie znam odpowiedzi- mruknął chłopak, przewracając oczami. Spojrzałem na niego badawczym spojrzeniem i po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, iż mówił prawdę. Potrafiłem rozpoznać, kiedy kłamie, a teraz na to nie wyglądało.
- Zapytam inaczej. Chciałbyś żeby było coś więcej?- spytałem, zamykając za sobą drzwi do jego pokoju. Niall westchnął ciężko i spojrzał na mnie wzrokiem, który mówił „jakbyś nie wiedział”- Rozmawiałeś z nią o tym?
- To nie jest najlepszy moment. Poza tym, nie znamy się na tyle długo żebym był pewien swoich uczuć. Wiem tylko tyle, że bardzo lubię spędzać z nią czas i uwielbiam jej głos- powiedział trochę rozmarzonym tonem głosu, opadając na łóżko.
- Weronika śpiewa?
- Pamiętasz, jak się ostatnio z wami pokłóciłem?- skinąłem głową, że wiem o czym mówi- poszedłem się przejść. Natknąłem się na nią, kiedy śpiewała. Nawet mnie nie widziała- dopowiedział, lekko zmieniając wyraz twarzy- Ale ważne, że się z nią dogaduje. Niech będzie co ma być. Tyle w temacie.




NIALL


Stojąc na lotnisku i czekając na dziewczyny, a najbardziej na jedną z nich, czułem się jakbym był pewien wygranej na loterii. Chciałem już ją zobaczyć, przytulić i nigdzie więcej nie wypuszczać. Nie mam zielonego pojęcia, czy właśnie tak ujawnia się zauroczenie bądź zakochanie w innej osobie. Jeszcze nigdy nic takiego mi się nie zdarzyło. Z jednej strony, byłem strasznie zestresowany spotkaniem z nią, a z drugiej chciałem żeby czas jak najszybciej przyspieszył i żebym w końcu mógł ją zobaczyć. Może i nie widziałem jej tylko dwa dni, ale dla mnie te dni dłużyły się jakbym nie miał okazji jej zobaczyć co najmniej kilka lat. Może i nie wiem o niej zbyt dużo, bo tak naprawdę wiem o jej życiu niewiele, ale mimo wszystko czuję, jakbym znał ją od zawsze.


- Nie, żebym narzekała ale moja torba jest ciężka- za sobą usłyszeliśmy głośne westchnienie. Nawet nie musiałem jej widzieć, żeby wiedzieć do kogo należy ten głos. Uśmiechnąłem się pod nosem i błyskawicznie odwróciłem za siebie. Przede mną stała uśmiechnięta rudowłosa, zawzięcie patrząc na swoją walizkę, która leżała na ziemi. Zaśmiałem się i przytuliłem do siebie dziewczynę. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego jej obecność tak dziwnie na mnie działa. Po prostu ją uwielbiam- Jeść mi się chce- dziewczyna dała mi buziaka w policzek i odsunęła się kawałek.
- Mi też- powiedziałem od razu, biorąc walizkę Weroniki.
- Idźcie sami, bo Vanessa idzie ze mną na randkę- powiedział Liam, uważnie przyglądając się brunetce.
- Nie możemy jutro? Nie chce mi się, boli mnie wszystko i mam zły humor- jęknęła, krzyżując ręce niczym mała dziewczynka.
- Nie- powiedział Liam, równo z Weroniką. Vanessa posłała swojej przyjaciółce groźne spojrzenie, na które rudowłosa tylko posłała jej buziaka w powietrzu.
- Niech będzie, ale najpierw chcę pojechać do domu- Liam pokiwał głową- Niall, daj walizkę Weroniki, wezmę ją- dorzuciła. Rudowłosa skinęła głową, więc postawiłem jej torbę obok brunetki.
- Zostawmy gołąbeczki same- powiedziałem, patrząc w stronę Liama. Vanessa kopnęła mnie w nogę i oburzona odwróciła się do mnie tyłem. Weronika machnęła na nią ręką i pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia z lotniska.
- Jedzenie w samolotach jest okropne- mruknęła dziewczyna przewracając oczami- Coś nierozmowny jesteś. Ktoś zjadł ci Nutellę?- spytała poważnym tonem głosu, kładąc rękę na moim ramieniu. Zaśmiałem się i pokręciłem przecząco głową. Dziewczyna zmarszczyła brwi i usiadła na najbliżej znajdującym się krześle po czym poklepała miejsce koło siebie- Jak mi się wydaje, chcesz się więcej dowiedzieć o śmierci mojego taty- stwierdziła, wbijając we mnie swój wzrok.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz nic mówić. Naprawdę- powiedziałem od razu, odwracając się do niej przodem.
- I tak bym ci kiedyś powiedziała, żadna różnica kiedy- westchnęła, delikatnie się krzywiąc- Może się przejdziemy? Chyba będę potrzebowała dużo tlenu- stwierdziła dziewczyna, delikatnie się uśmiechając. Skinąłem głową, po czym wstaliśmy i ruszyliśmy w kierunku parku- Niewiele pamiętam dokładnie, chociaż niektórych scen nie dało się zapomnieć.. W dniu jego śmierci, bardzo się z nim pokłóciłam. Byłam zła, bo nie potrafiłam zrozumieć kilku spraw, na które mój ojciec miał ogromny wpływ. I właśnie tego dnia, miałam casting do jednego z muzycznych programów w telewizji. Mój ojciec postanowił mimo wszystko mnie zawieźć. Bałam się, że spóźnię, więc postanowiliśmy pojechać skrótem. Skrótem, który wywrócił moje życie do góry nogami. W samochodzie znowu się z nim posprzeczałam, jednak jakoś się pogodziliśmy. Mój ojciec chcąc mnie przytulić, puścił kierownicę. Później pamiętam tylko jego zmartwiony wyraz twarzy, wybicie przez niego szyby, otworzenie drzwi i wypchnięcie mnie ze środka samochodu, który po zderzeniu z drzewem zaczął się palić. Sam nie zdążył go opuścić. Usłyszałam głośny huk, jakby od wybuchu i krzyk mojego taty powiadamiający, że mnie kocha. Później.. później była ciemność- skończyła dziewczyna, spuszczając głowę w dół. Nie miałem pojęcia, co miałbym jej powiedzieć, więc podszedłem bliżej niej i przytuliłem ją do siebie- Jego śmierć, to moja wina. Nikogo innego.
- Nawet tak nie mów. Twój tato nie chciałby żebyś się tym zadręczała. To był wypadek, przecież one się zdarzają- Dziewczyna lekko podniosła głowę i przetarła zaszklone oczy. Starłem z jej policzka łzę i uśmiechnąłem się w jej stronę. Rudowłosa westchnęła ciężko i również się do mnie uśmiechnęła.
- Trochę zmoczyłam ci koszulkę- stwierdziła, marszcząc brwi. Zaśmiałem się pod nosem- Bogu dzięki, że mam dzisiaj wodoodporny tusz- pokręciła głową- I wiesz co? Dziękuję. Jesteś drugą osobą, która zna moją wersję wydarzeń- dziewczyna uniosła brew i pocałowała mnie w policzek.
- Powinienem czuć się wyjątkowy?.
- Żebyś wiedział- pokiwała głową- Chodź jeść- z daleka zobaczyliśmy Nandos. Objąłem ją ramieniem i pocałowałem w czoło, po czym ruszyliśmy. Poczułem na sobie błysk flesza. Weronika również musiała go dostrzec, bo delikatnie się skrzywiła i spojrzała w moją stronę- No to się zacznie- rzuciła, dyskretnie głową wskazując fotografa, chowającego się za drzewem.
- Park, to chyba nie był najlepszy pomysł- stwierdziłem, drapiąc się po głowie, po czym delikatnie odsunąłem od siebie dziewczynę.
- Będę marudzić, dopóki czegoś nie zjem, więc lepiej dla ciebie jak już coś zjemy- zaśmiałem się i ruszyłem za dziewczyną, która przyspieszyła kroku i szybko weszła do środka budynku.


Nie chciałem, żeby moja znajomość z Weroniką, do razu przeniosła się do mediów. Już na samym początku, widziałem że nie za bardzo ciągnie ją do tego, żeby ktokolwiek ją rozpoznawał. Chciałem to jakoś ukryć, głównie dlatego żeby nie wpędzać jej w niepotrzebne kłopoty, które mogła mieć przez pokazywanie się w towarzystwie moim i chłopaków.




LENA


- Może chcesz coś mocniejszego?- szepnął jeden z chłopaków, wprost do mojego ucha. 
- Nie- powiedziałam, bijąc się z własnymi myślami. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na niego z zacięta miną. Wzruszył ramionami i skinął głową, po czym przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Uśmiechnęłam się pod nosem i pociągnęłam go za koszulkę w swoją stronę.
- Ostro- mruknął chłopak i nachylając się nade mną, wpił się w moje usta. Nie przeszkadzało mi to. W sumie, było to całkiem normalne zważając na ostatnie dni, które spędziłam w klubach. Jakby nie patrzeć, takie życie wydawało mi się być bardziej atrakcyjnie niż moje poprzednie. Słuchanie innych, było dla mnie teraz kompletnie nie ważne. Mam tylko nadzieję, że o tym wszystkim nie dowiedzą się moje przyjaciółki. Chyba dostałyby szału. Najbardziej Vanessa, z tego co wiem któryś z jej rodziców miał problem z alkoholem i narkotykami, więc byłoby ze mną źle jeśli wiedziałaby co robię. Poza tym, nie mam w zwyczaju zwierzać się komuś z tego co mówię, robię czy postanawiam. Moje życie, jest moim życiem i decyzjami podejmowanymi przeze mnie. Jeśli mam ochotę coś zrobić, to zrobię. Nie ważne, co będą mówić. Moja sprawa. Odstawiłam pustą szklankę na stolik, na co chłopak wstał i wyciągnął rękę w moim kierunku. Puściłam mu uśmiech i razem z nim skierowałam się do jednego z pokoi.




WERONIKA, NASTĘPNEGO DNIA


- No to się pojebało- w progu salonu, w którym siedziałam i  razem z Vanessą i Leną odbijałyśmy paletkami do tenisa balona, stanął Zayn i Niall, obok którego stał jeszcze Liam i jakiś starszy mężczyzna.
- Pojebało co?- spytałam, unosząc brwi do góry. Odchyliłam paletkę w lewą stronę, żeby uważniej przyjrzeć się mężczyźnie, przy czym paletką przywaliłam w wazon mojej mamy, który kupiła sobie w rekompensacie za zniszczenie pierwszego wazonu przeze mnie- To wcale nie byłam ja!- krzyknęłam do razu, wiedząc że moja mama zaraz zbiegnie na dół. Wzięłam paletkę, po czym schowałam ją pod kanapę i wyczekująco spojrzałam na stojących gości.
- Mamy problem- mruknął starszy mężczyzna i usiadł naprzeciwko Leny- Wiem, że to może być dziwna propozycja, czy raczej prośba, ale muszę zadać ci to pytanie- blondynka spojrzała na niego marszcząc brwi- chodzi o wczorajszą noc- mruknął, obdarzając Zayna wkurzonym spojrzeniem. Niall westchnął i usiadł obok mnie. 
- Kto zbił mi wazon?!- krzyknęła moja mama, wpadając do salonu. Zauważając część zespołu, a najbardziej fakt, iż Niall obejmował mnie ramieniem, tylko uśmiechnęła się w jego kierunku i wyszła. Spojrzałam na Nialla powstrzymując śmiech, na co ten tylko mrugnął do mnie okiem. Przewróciłam oczami i zdjęłam rękę blondyna ze swojego ramienia.
- Nawiązując- westchnął mężczyzna- Paparazzi złapało wczoraj naszego casanowę i ciebie- swoje słowa, kierował do blondynki która szeroko otworzyła usta.
- A pan to w ogóle kto?- wypaliła Vanessa, krzyżując ręce.
- Jestem ich menadżerem i muszę jakoś ogarnąć umysł tego debila, ale mi nie wychodzi- jęknął mężczyzna. Nie zareagowałam, tylko tępo wpatrywałam się w blondynkę.
- To byłeś ty? W sumie, nie ważne- machnęła ręką i założyła nogę na nogę.
- Lena, coś ty odwaliła?- westchnęłam, patrząc na dziewczynę.
- No, poszłam do klubu, a później to nie pamiętam- wzruszyła obojętnie ramionami.
- Sprawa jest taka. Mogłabyś poudawać jego dziewczynę? Nikt by się wtedy nie dziwił, że razem wyszliście z klubu. 
- To takie straszne, że się wychodzi z kimś z klubu?- blondynka uważnie spojrzała na mężczyznę.
- Tak, jeśli jest się gwiazdą i obmacuje się nieznajomą dziewczynę- syknął w jej kierunku.
- To jest w mediach?- upewniła się, delikatnie się krzywiąc.
- Masz przejebane- podrzuciła w jej stronę Vanessa- Jak twoi rodzice to zobaczą, to nie żyjesz.
- Dobra, oboje na tym skorzystamy. Mnie nie odetną od kasy, a ty będziesz miał mniej więcej normalną opinię. To jak, stoi?- blondynka wyciągnęła rękę w stronę Zayna.
- Nie tylko Zayn jest na okładce- stwierdził Niall, patrząc w moją stronę.
- Wspaniale- przekręciłam oczami, na co blondyn tylko spojrzał na mnie z przepraszającą miną.
- Chociaż jest plus, praktycznie cię nie widać.
- Lepiej nie będę czytała komentarzy. Wolę nie wiedzieć, że ktoś grozi mi śmiercią- przewróciłam oczami- Źle się czuję, pójdę się położyć- mruknęłam i wzdychając, wstałam z kanapy. Wzięłam do ręki swoją gitarę, która leżała niedaleko mnie- Na razie- rzuciłam w stronę wszystkich zgromadzonych w salonie i masując głowę, ruszyłam schodami na górę. 


Odstawiłam gitarę na jej stałe miejsce i podeszłam do okna, w celu odsłonięcia rolet. W pokoju właśnie panowały egipskie ciemności, które są jedną z rzeczy, które absolutnie mnie przerażają. Bynajmniej nie boję się ciemności, tylko tego że coś mnie w niej dopadnie, pożre żywcem, albo – co gorsze – karze sprzątać. Po wpuszczeniu do pokoju światła, rozwaliłam się na łóżku. Wbiłam wzrok w sufit, starając uregulować swój oddech. Dziwnie się czuję z faktem, że jestem na okładce jakiejś kolorowej gazetki dla nastolatek. Nigdy nie miałam w zwyczaju czytania takich rzeczy, mówiąc szczerze nigdy nie kręciły mnie takie rzeczy. Wszystkie plotki w tych gazetach, doprowadzały mnie do szału. Jestem zdecydowanym zwolennikiem prawdy i prywatności, nawet dla największych sław. Każdy ma prawo do swojego życia, do którego nikt inny nie powinien się wtrącać. 


Doszłam do wniosku, że znajomość z chłopakami wcale nie jest taka prosta. Bo co mi z tego, że ktoś wsadzi moją fotkę do gazety i powymyśla jakieś bzdury? To, jeszcze pół biedy! Gorzej, jak dotrą do mojej przeszłości, jak na przykład depresji czy znajomych z mojej poprzedniej szkoły. Nie mam ochoty się na to narażać. Z jednej strony przeprowadziłam się tu, żeby zacząć od nowa. Wolałabym nie wracać do tego co było, nie przyniesie mi to żadnych korzyści. A jeśli cały zespół, tym bardziej Eleanor, dowie się że byłam w takiej a nie innej sytuacji.. nie odwlekając – wezmą mnie za wariatkę. Chodziłam do kliniki, nadal robią mi badania i chrzanić, że to choroba. Dziewczyna Louisa tylko marzy o tym, żeby powinęła mi się noga i żeby mogła się mnie pozbyć. Chętnie, to bym się usunęła z ich życia raz na zawsze. Jednak, zawsze jest jakieś ale. Teraz, to ale jest takie, że za cholerę nie potrafię. Znam ich niecałe trzy tygodnie a już bardzo się do nich przywiązałam. Tego w sobie wręcz nienawidzę. Za szybko przyzwyczajam się do czyjejś obecności. Później cierpię. Cierpię, bo coś się psuje a ja jestem zbyt przywiązana, żeby to w porę dostrzec.


Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Westchnęłam i przewróciłam oczami. Siedziałam w swoim pokoju już od ponad godziny, więc pukanie wcale mnie nie zdziwiło.
- Mamo, nie jestem głodna- mruknęłam, przewracając się do brzuch i chowając głowę w poduszkę.
- Chciałem tylko zapytać, czy wszystko okej- za drzwiami usłyszałam ton głosu Nialla. Zdezorientowana podniosłam głowę, chociaż byłam pewna że nic nie zobaczę przez zamknięte drzwi.
- Wejdź- westchnęłam, zastanawiając się co on ze mną zrobił, że wpuściłam go do swojego pokoju. Nawet Vanessa była w nim chyba ze trzy razy, a przecież znamy się dobre kilka lat. 
- Wysłali mnie, żebym się ciebie zapytał czy idziesz do nas. Chcą oglądać jakieś film- chłopak zamknął za sobą drzwi i uśmiechnął się w moją stronę. 
- Jak nie pójdę, Vanessa zakopie mnie żywcem, więc nie zgłaszam sprzeciwów- mruknęłam, podnosząc swoje zwłoki z łóżka.
- Mogę jej powiedzieć, że źle się czujesz.
- Oleje cie i zaciągnie mnie siłą. Tak na marginesie, będzie Eleanor?
- Louis do niej dzwonił, więc pewnie tak.
- Powiedz Vanessie, że mam jej zdjęcia z Halloween kilka lat temu. W sumie, miałam je wykorzystać w innych okolicznościach, ale trudno. Powinna dać mi spokój- jęknęłam, na co chłopak spojrzał na mnie ze śmiechem.
- Zrobimy tak. Zachowasz zdjęcia na ciekawsze okoliczności, pójdziemy i zmyjemy się do mnie jak zgaszą światło. Stoi?- spytał chłopak, uśmiechając się w moją stronę.
- Uwielbiam cię- mimowolnie na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, na który blondyn tylko głośno się zaśmiał. Wystawiłam mu język i pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi wyjściowych.


- Ale tak normalnie wpuściła cię do pokoju?- jęknęła Vanessa, pukając się w głowę- To jest dziwne.
- Ness, przymknij swoja piękną buźkę- mruknęłam, klepiąc ją w ramię.
- Czy ja wiem czy taką piękną- mruknęła pod nosem Eleanor na co ja  tylko przewróciłam oczami, nie obdarzając jej ani jednym spojrzeniem- Weroniko, może miałabyś ochotę pójść jutro ze mną na zakupy?
- Jestem zajęta- odpowiedziałam z przemiłym uśmiechem odwracając się w stronę roześmianego Liama, który siedział obok mnie- Prędzej połknęłabym żywego pająka- mruknęłam pod nosem, na co Liam wybuchnął głośnym śmiechem i objął mnie ramieniem.
- Ja cię kocham- stwierdził przez śmiech, czochrając moje włosy.
- Jeszcze raz ich dotkniesz- zmrużyłam oczy, patrząc w jego stronę. Vanessa zaśmiała się i uważnie mi się przyglądała.
- Co mi zrobisz?- spytał Liam, śmieją się pod nosem.
- Wejdę z nocy do twojego pokoju i uduszę cię twoją własną poduszką- prychnęłam podnosząc głowę. Liam spojrzał na mnie, udając ogromne przerażenie i pocałował mnie w czoło- Gdybyś nie miał na sobie takiej ładnej koszulki, to wyrzuciłabym cię przez okno i zadbała o to, żeby jakiś rowerzysta właśnie przejeżdżał obok waszego okna- mruknęłam, na co Louis wybuchnął śmiechem i przybił ze mną żółwika. Eleanor zmroziła go wzrokiem, an co ja usatysfakcjonowana spojrzałam na nią z wdzięcznością.
- Ja chociaż nie mam metalu w twarzy- mruknęła pod nosem El, uśmiechając się do mnie sztucznie.
- Jesteś bardziej pusta, niż Lena- stwierdziłam, kierując swoje słowa w stronę dziewczyny. Ta oburzona skrzyżowała ręce, wstała z miejsca i ruszyła w stronę drzwi. Louis spojrzał na mnie dziwnie, nie wiedząc o co chodzi i wybiegł za nią- Nie sądzisz, Liamie, że powietrze zrobiło się czystsze?- spytałam, patrząc w stronę wychodzącej dziewczyny.
- Jaka szmata!- pisnęła, tupiąc nogą.
- Bardzo miło mi cię poznać!- odkrzyknęłam, przewracając oczami. Liam po raz kolejny wybuchnął śmiechem. Miejsce obok mnie, zajął Niall uśmiechając się pod nosem. Spojrzał zdenerwowanym spojrzeniem na obejmującego mnie Liama, jednak widząc że na niego spoglądam puścił mi delikatny uśmiech i przeniósł wzrok na ekran telewizora, w którym leciał film, którego tak naprawdę nikt nie oglądał.


W połowie filmu, Niall szturchnął mnie w rękę i głowa wskazał schody. Skinęłam głową, wydostałam się z objęć Liama, który już spał i biorąc przykład z blondyna, wstałam z miejsca.
___________________________________________________________
I macie ósemkę. Pisałam ten rozdział dłużej niż zazwyczaj, ale mam nadzieję że jako tako mi to wyszło.

Nie będę tutaj nudzić, bo szczerze powiedziawszy nawet mi się nie chce, więc dorzucę jedynie, że mój blog przekroczył 6,280 wejść za co serdecznie dziękuję. ;*

Jeśli chciałabyś być informowana o nowych rozdziałach, popisać bądź zadać jakiekolwiek pytanie dotyczące bloga, to moje GG - 23799456. 



MIŁYCH WAKACJI, NA RAZIE ADIJOS. <3 

sobota, 21 lipca 2012

Rozdział 7.


VANESSA


Wyszłam z samolotu i stanęłam na środku lotniska, wzrokiem szukając Weroniki, która obiecała po mnie przyjść. Nerwowo przestąpiłam z nogi na nogę, trochę zmartwiona że mogło coś jej się stać. Zważając na jej przeszłość w Krakowie, można byłą sądzić że coś mogłoby pójść nie po naszej myśli. Mogłaby spotkać jakiegoś frajera, który jeszcze niedawno zabawiał się jej kosztem. Sądzę, że nie byłoby to przyjemne spotkanie dla rudowłosej. Dla jednego z jej dręczycieli, na pewno byłoby bardzo ciekawie, ale dla niej wręcz przeciwnie. Kiedy przeczytałam kartkę, że postanowiła przyjechać tutaj sama, od razu miałam złe przeczucia. Mam nadzieję, że tylko wyjdę na paranoiczkę i zaraz spotkam się z Weroniką, bo jeśli nie to chyba zwariuję.
- Vanessa, oddychaj. Wyglądasz jakby potrącił cię tramwaj prowadzony przez stado bawołów, opanuj się- przede mną stanęła trochę smętna, jednak starająca się uśmiechnął dziewczyna. Odetchnęłam z ulgą zauważając jej idealnie ułożone włosy i ulubioną, kremową torebkę. Przytuliłam do siebie dziewczynę obdarzając ją szerokim uśmiechem- I do tego połknęłaś całego banana. Błagam cię, nie załamuj mnie- mruknęła beznamiętnie, krzyżując ręce.
- Jędza- prychnęłam i szturchnęłam dziewczynę w rękę.
- Nie ważne, rusz się bo chce mi się spać- jęknęła cicho, przecierając oczy dłonią. Tak na marginesie, miała na lewej ręce bardzo ładne bransoletki. Muszę jej przyznać, że na wyborze biżuterii, to zna się naprawdę bardzo dobrze. Poza tym, zawsze ma idealnie dobrane ubranie. Na przykład dzisiaj. Bardzo ładna, pudrowa spódnica z rozszerzanym dołem oraz wysokim stanem, a do tego biała bluzka i dżinsowa kurtka. Jej styl, wielu ludziom może wydawać się trochę dziwny, chociaż tak naprawdę wiele sławnych osób rodem z programów telewizyjnych, mogłoby zapisać się do niej na lekcje stylu. Obie, byłyśmy całkiem inne. Ja raczej stawiałam na styl bardziej.. jakby go opisać.. czarny. Lubiłam kolory, najbardziej granatowy ale i tak wolę wszystko w ciemniejszych barwach. Ostatnio Lena stwierdziła, że w taki sposób staram się odgonić od siebie wszystkich nowych ludzi. Tylko, że to nie prawda. Jestem otwarta na nowe znajomości, a jeżeli komuś nie pasuje mój styl czy sposób bycia, to jest już zwyczajnie jego problem. Nie przeszkadza mi to, że opinie na mój temat są podzielone. Każdy ma własne zdanie, warto je znać. Chociaż jakby nie było, to mogę ustawiać własne sprawy, jak mi się podoba. Nikt nie ma tu nic do powiedzenia, bo powinnam postępować zgodnie ze swoim zdaniem. Nie czyimś.

MUZYKA

Kątem oka spojrzałam na swoją przyjaciółkę. Dziewczyna starała się za wszelką cenę wbić na twarz uśmiech, który miał obwieszczać wszem i wobec – jest dobrze. Pewnie nie było. Komu byłoby dobrze wiedząc, że jutro jest kolejna rocznica śmierci taty tej osoby? Wielu na pewno nie potrafiłoby pokazać światu, nawet najbardziej wymuszonego uśmiechu pod słońcem. Bardzo dobrze znałam tatę Weroniki. Był dla mnie jak ojciec, którego tak naprawdę nie miałam okazji mieć. Mój biologiczny ojciec, najwidoczniej znudził się codziennością. Jeden skok w bok w jego wykonaniu, zniszczył życie mojej rodzinie. Nigdy nie byłam z nim jakoś specjalnie związana, szczerze mówiąc nie spędzałam z nim czasu. Był zbyt zajęty własnymi sprawami, żeby zwrócić uwagę na mnie. Sześć lat temu od nas odszedł. Znalazł sobie nową żonę, nową rodzinę, nowy dom, pewnie ma już nowe dzieci. O mnie zapomniał. Moja mama po zdradzie, całkowicie się załamała. Przez pierwsze trzy lata nie chciała z nikim rozmawiać, nic praktycznie nie robiła. Siedziała i.. i w sumie siedziała i nic z tego jej siedzenia nie wynikało. Gdyby nie rodzice Weroniki, to mogę się założyć że to wszystko skończyłoby się jeszcze gorzej. Pan Lewandowski, był wtedy jak mój ojciec. Starał się ze mną rozmawiać na tematy, których nie mogłam poruszyć z własną mamą, która nie potrafiła się pozbierać. Dzięki mamie Weroniki, wzięła się w garść. Zaczęła pracować, utrzymywać rodzinę i poświęcać mi tyle uwagi, ile tylko potrzebowałam. Wydaje mi się, że właśnie dlatego teraz tak bardzo chce mi się płakać na myśl, o śmierci taty mojej przyjaciółki. Traktowałam go jak wspaniałomyślnego wujka, do którego zawsze mogłam się zwrócić. 


Weszłyśmy do pokoju hotelowego, w którym było jedno dwuosobowe łóżko. Posłałam zdziwione spojrzenie Weronice.
- Innych pokoi nie mieli. Zawsze możesz spać na podłodze- mruknęła, klepiąc mnie w ramię. Chwyciła swoje piżamy leżące na szafce obok łóżka i ruszyła do łazienki. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i postawiłam torbę na podłodze. Rozpięłam ją i zaczęłam kolejno wyciągać rzeczy i rzucać je w różne kąty w pokoju. Na moje nieszczęście nie mogłam znaleźć swojej koszuli, którą wzięłam sobie do spania- Wiedziałam, że jak wyjdę zrobisz burdel- powiedziała dziewczyna, ubrana w różową piżamkę w króliczki- Nie ważne- mruknęła, po czym machnęła ręką i położyła się po jednej stronie łóżka. W końcu znalazłam swoją koszulę i zamykając walizkę, w której w sumie nic nie zostało, weszłam do łazienki. Położyłam kosmetyczkę na umywalce i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Tusz z lewego oka, praktycznie cały się rozpłynął a moje włosy wyglądały, jakby były ewidentnie przetłuszczone. Jęknęłam cicho i zaczęłam kolejno wyciągać rzeczy ze swoich kieszeni, żeby czasem nic nie rozwaliło się, kiedy zrzucę z siebie spodnie. Natrafiłam na telefon i od razu przypomniałam sobie, że miałam dać znać Liamowi, że doleciałam na miejsce. Westchnęłam ciężko i na odczepnego napisałam krótkiego smsa informującego o tym, że przeżyłam lot. Liam jest ewidentnie nadopiekuńczy, często irytujący i jego dziwna fobia dotycząca łyżek, jest dla mnie lekko niezrozumiała, ale tak czy siak jest strasznie kochany. Lubię go, ale nie uważam go za nikogo więcej niż przyjaciela. Uwielbiam spędzać z nim czas i świetnie się czuję w jego towarzystwie, ale nie chciałabym niczego zaczynać. Nie wiem dlaczego on dalej się stara. Nie potrzebuję miłości. Moje plany życiowe ograniczają się zarabiania mnóstwa pieniędzy, butów od Chanel i wycieczek do Miami w weekendy. Nikt nie wspominał tutaj o wielkiej miłości i gromadce dzieci. Żeby co, potem mnie zdradził i zostawił dla innej? Jeszcze czego! Po prostu tego nie chcę. Nie chcę cierpieć, nie chcę płakać ani zastanawiać się, dlaczego stało się tak a nie inaczej. Nie zaczynasz, nie kończysz. I przy tym pozostanę.


KOLEJNY DZIEŃ


Podniosłam się z łóżka i oparłam na łokciach. Po całym pokoju rozległo się pukanie do drzwi, a jak zdążyłam wywnioskować Weronika nie wstanie i do nich nie podejdzie. Nawet nie usłyszy pukania, ma zbyt twardy sen żeby ją w taki sposób obudzić. Nie przestając ziewać, ruszyłam w kierunku zamkniętych drzwi.
- No?- spytałam, otwierając drewniane drzwi. W progu zobaczyłam uśmiechniętego, młodego chłopaka który w ręce trzymał jakąś torbę. 
- Mieszka tutaj Vanessa Wachowicz?- spytał z uśmiechem, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- To ja. Dlaczego ma pan moją torbę? O cholera, moja torba. Zostawiłam na lotnisku- dopiero po chwili to do mnie doszło. Chłopak zaśmiał się melodyjnie, po czym wyciągnął w moim kierunku rękę, w której trzymał walizkę- Dzięki. I dobranoc- mruknęłam zabierając przedmiot, po czym zamknęłam chłopakowi drzwi przed nosem. Usłyszałam tylko śmiech zza drzwi i oddalające się kroki. Wzruszyłam ramionami, rzuciłam walizkę w kąt pokoju i poszłam ponownie położyć się do łóżka.




LIAM


- Usiądź człowieku. Z tego co wiem u nich jest teraz ósma rano. Vanessa cię zabije, albo wykastruje jak do niej teraz zadzwonisz- westchnął Niall, zajadając się płatkami śniadaniowymi prosto z pudełka. Machnąłem ręką i odstawiłem swój telefon na stolik.
- Wam już odbija. Ta, blondynek, tobie też- Zayn puknął się w głowę, poprawiając fryzurę w lustrze w naszej garderobie.
- Jesteś uprzedzony, bo Weronika cię olała- stwierdził Louis, bawiąc się loczkami Hazzy. Zayn momentalnie odwrócił się w jego stronę i z założonymi rękoma, przypatrywał się chłopakowi.
- Wcale nie!- obronił się, tupiąc nogą jak małe dziecko.
- Spokój- mruknąłem zniechęcony, opierając głowę o ścianę. 


Sam nie wiem, czy mój humor miał związek z wyjazdem Vanessy, czy po prostu potrzebowałem jednego, dołującego dnia. Raczej skłaniałbym się do tej pierwszej opcji. Kiedy odwoziłem ją na lotnisko, to powiedziała mi że postarają się wrócić pojutrze. Nie wiem o co tak naprawdę chodzi z takim nagłym wyjazdem Weroniki, ale mam wrażenie że to ma związek z jej przeszłością. Właściwie, to jestem wręcz pewien że wszystkie trzy dziewczyny coś przed nami ukrywają. Sądzę, że starają się trzymać w tajemnicy jakieś fakty z życia rudowłosej. Gdyby nie miała powodu, to by tak nie postępowała. Co prawda, jej osobowość stawia sporo pytań, na które tylko ona mogłaby odpowiedzieć. Ale chyba jej się co do tego nie spieszy, bo nie jest zbyt rozmowna jeśli chodzi o nią samą. W jakiś dziwny sposób do siebie przyciąga. Oczywiście, w sensie sympatii i czystej przyjaźni, żeby nie było. Znalazłem w niej bratnią dusze, jeśli chodzi o brak zaufania i niechęć wobec Eleanor. Zauważyłem, że nie koniecznie lubią siebie nawzajem. Tak zaślepionemu miłością człowiekowi, jak Lou nie sprawia to problemu, bo go zwyczajnie nie widzi. Ja od początku zauważyłem, nutę zazdrości w oczach El kiedy pierwszy raz zobaczyła Weronikę. Cóż, rudowłosa na pewno sprawiała wrażenie oryginalnej i nie ukrywając, bardzo ładnej dziewczyny. Eleanor zawsze była zazdrosna o wszystkie nasze znajome. A jeśli tylko zamieniły słowo z jej chłopakiem – zaczynało się piekło. Nigdy nie dała za wygraną, chce wszem i wobec obwieścić, że spotyka się z Louisem Tomlinsonem, tym z One Direction. Nie wydaje mi się, żeby była szczególnie szczera co do nas wszystkich, ale też nie chce wszczynać wojny. Jeśli jest z nią coś nie tak, to prędzej czy później wszystko się wyjaśni.


- Teraz przejdźmy, do bardziej osobistych pytań. Którzy z was, są zajęci?- po tym pytaniu, zadanym przez kobietą, prowadzącą wywiad, w całym studiu można było słyszeć wszelkiego rodzaju szmery.
- Tylko ja- odezwał się Louis. Następstwem jego słów, były uradowane okrzyki naszych fanek, siedzących w studio.
- Wasze fanki, jak na razie straciły tylko jednego domniemanego męża- zaśmiała się kobieta, uśmiechając się w stronę kamery- To może powiedzcie coś o dziewczynach, z którymi przez ostatnio kilka dnia bardzo często was widujemy? Najbardziej rzuciło nam się w oczy to, że Liama- kobieta odwróciła się do mnie przodem, gestem ręki wskazując na ekran znajdujące się obok niej- ciągle widujemy się z tą, uroczą brunetką- na ekranie, zobaczyłem swoje zdjęcie z Vanessą, kiedy niedawno byliśmy na lodach.
- To nasza sąsiadka i dobra znajoma- odpowiedziałem, kątem oka spoglądając na chłopaków i szukając jakiegokolwiek wsparcia.
- Tak, to prawda. Spędzamy ostatnio z nią dużo czasu, nie da się ukryć- dorzucił Zayn, znacząco patrząc w moją stronę.
- Dobrze, niech będzie. Niall- spojrzała na blondyna, który słysząc swoje imię zdezorientowany podniósł głowę do góry, zaprzestając bawieniem się końcem swojej bluzy- Krążą pogłoski, że z kimś się spotykasz. Jak się do tego odniesiesz?
- Nie mam dziewczyny- odpowiedział od razu, błądząc wzrokiem po całym studiu. Dziennikarka najwidoczniej mu nie uwierzyła, bo tylko bez przekonania skinęła głową.
- A może jest dziewczyna, która zawróciła ci w głowie?- współczuję jej pracy, naprawdę.
- Niall kocha tylko Nandos- odpowiedział za niego Louis, żartobliwie klepiąc blondyna w ramię. Na całe szczęście, udało mu się odwrócić uwagę, bo kobieta najwidoczniej zapomniała o swoim poprzednim pytaniu i postanowiła zagłębiać się w kolejne, ku uciesze naszego przesłodkiego Irlandczyka, który tylko niepotrzebnie się spiął i zdenerwował. 




WERONIKA


Siedziałam nad grobem mojego taty ponad dwie godziny. Vanessa również była ze mną i nie zapowiadało się, żeby gdzieś sobie poszła. Sama na chwilę musiałam wyjść na zewnątrz cmentarza, bo obiecałam Niallowi, że dzisiaj do niego zadzwonię. Zresztą, mam wyrzuty sumienia za naszą poprzednia rozmowę. 
- No nareszcie- usłyszałam głos, po odebraniu telefonu przez blondyna. Zaśmiałam się pod nosem- Nie śmiej się, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwię.
- Dam radę- odpowiedziałam, siadając na murku.
- Nie wątpię. Wiesz.. bo Vanessa powiedziała mi.. to znaczy.. nosz cholera.
- Niall, oddychaj kiedy mówisz- powiedziałam, uśmiechając się sama do siebie- Wiem, co ci powiedziała. Przyznała mi się.
- Przykro mi- wydukał chłopak.
- Jest w porządku, nie musisz się przejmować. Zmieniając temat, chciałabym cie przeprosić za nasza ostatnią rozmowę. Byłam trochę zła, jakby to ująć. Co nie zmienia faktu, że nie powinnam wyżywać się na tobie. Jak wrócę, to na przeprosiny kupię ci czekoladę.
- Szczerze mówiąc, wcale się nie gniewam, ale czekolady nie odmówię.
- Tak myślałam- zaśmiałam się pod nosem- Jak wywiad?
- O weź nie pytaj- jęknął chłopak- Masz szczęście, bo Vanessę z nami złapali, a ciebie nie. Jeszcze nie, że tak powiem. Chociaż wydaje mi się, że ktoś musiał nas razem widzieć, bo dziennikarze zadają mi coraz mniej dyskretne pytania- powiedział na jednym wdechu.
- Niall, mówiłam ci, oddychaj. Im nigdy nie znudzi się szukanie plotek, normalne. Ja już będę kończyć. Chce jeszcze posiedzieć z tatą, razem z Vanessą musimy wracać jutro wieczorem. No to do zobaczenia.
- Trzymaj się- westchnął blondyn- I czekam na czekoladę- uśmiechnęłam się pod nosem, rozłączając połączenie. Nawet go nie widzę, a mimo to kiedy tylko o nim pomyślę, ciągle się uśmiecham. To zaczyna być naprawdę dziwne. Zresztą, dziwne jest to, że dzisiaj jest rocznica śmierci mojego taty, a ja się uśmiecham. Tak, to bardzo dziwne.


Wróciłam na swoje poprzednie miejsce i wbiłam wzrok w tabliczkę na pomniku. ''Kochany ojciec, wspaniały syn i cudowny mąż. Zginął, ponieważ pomagał. Na zawsze w naszych sercach”. Westchnęłam ciężko, patrząc przed siebie. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Bóg zdecydował zabrać akurat jego, akurat w tym momencie mojego życia. Wielu ludzi mówi, że człowiek umiera, kiedy spełni wszystko co miał do spełnienia w naszym świecie. Kiedy wykona to, co Bóg dał mu do wykonania. Nie mam nikomu za za złe jego śmierci. W głębi duszy wiem, że miała ona jakiś ważny cel. Może nie dostrzegam jaki, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie wierzę w przypadek, nigdy w niego nie wierzyłam. Wierzę tylko w przeznaczenie, które, uważam, kieruje naszym życiem. Bo przecież nie przez przypadek, moi rodzice się poznali, nie przez przypadek ja poznałam Vanessę i nie przez przypadek, moja mama dostała pracę w Londynie. Wszystko prowadzi do czegoś, co już od dnia naszych narodzin zaplanowane jest, przez tych u góry. Oni wiedzą wszystko, tylko nigdy nic nie chcą powiedzieć. Musimy czekać. Na wszystko. Na przyjaźń, na miłość, tym bardziej na śmierć. Właśnie, śmierć. Właściwie, to co to tak naprawdę jest? Ja uważam, że śmierć to jest zwyczajne wezwanie przez Boga do siebie. To nie jest koniec, lecz dopiero początek. Nowego, lepszego życia.




NIALL


- Harold, rządzisz- mruknąłem, przeżuwając kolejną porcję potrawy, przygotowanej przez naszego wspaniałego kucharza. W sumie, to jest chyba kurczak, ale tak na prawdę nie wiem co to jest.
- Nie mów do mnie Harold- powiedział, celując w moją stronę widelcem. Prychnąłem od nosem i wzruszając ramionami, kontynuowałem jedzenie posiłku. Co chwila, spoglądałem na telefon z nadzieją, że Weronika postanowi jednak jeszcze do mnie napisać. Nie wiem dlaczego aż tak bardzo na to czekałem, ale chyba się za nią stęskniłem. Nie chyba. Na pewno, się za nią stęskniłem.
- Gadałeś z Weroniką, albo Vanessą? Ta druga, nie odbiera ode mnie telefonów- burknął Liam, czym doprowadził wszystkich do śmiechu. Zayn prawie zadławił się sałatką, a Harry razem z Louisem zaczęli naśladować gesty, jakie przed chwilą robił dłońmi- Zabawne- westchnął nasz tatuś, po czym spojrzał w moją stronę.
- Wracają jutro- westchnąłem, chcąc jakoś uciszyć całą trójkę nabijającą się z Liama. Niestety, moje zamiary spoczęły na niczym, bo chłopaki nadal go męczyli- Dajcie spokój- prychnąłem, pukając się w głowę. Louis z Harrym na chwilę przestali, zatrzymując się w bezruchu, jednak po dosłownej sekundzie wstali z miejsc i zaczęli tańczyć. Zayn wybuchnął śmiechem, po czym do nich dołączył. Zrezygnowany oparłem głowę na swojej ręce i wpatrywałem się w talerz stojący przede mną. Odruchowo spojrzałem na telefon, na który widniał jeden nowy sms. Od razu wziąłem telefon do ręki i otworzyłem nieodebraną wiadomość. Zauważając smsa od operatora sieci tylko przewróciłem oczami, usunąłem ją i odstawiłem komórkę na miejsce. Chyba zwariuję. Co ja gadam, już zwariowałem. 


Usiadłem w tym samym miejscu, w którym byłem wczoraj i rozejrzałem się dookoła. Drzewa, drzewa i.. no i drzewa. Widok dookoła, byłby lepszy gdyby na tym miejscu co ja, siedziała niejaka rudowłosa dziewczyna.. o której ciągle myślę. Chyba powinienem przestać. Ale jak nie potrafię, to co? I jeszcze to dziwne uczucie, które mam za każdym razem kiedy ją zobaczę. Uczucie, że wcześniej ją spotkałem. 




VANESSA


- Dlaczego cały czas go olewasz?- westchnęła Weronika, malując sobie paznokcie niebieskim lakierem. Uśmiechnęłam się szeroko, odstawiając dzwoniący telefon na stolik.
- Za dużo sobie wyobraża. Nie chcę miłości- jęknęłam po raz kolejny, opadając na poduszki- Zresztą ty, powinnaś mnie rozumieć. Miałaś takie samo zdanie, chyba, że coś się zmieniło a ja o tym nic nie wiem- spojrzałam na dziewczynę przenikliwym wzrokiem, krzyżując ręce.
- Jeśli znajdzie się osoba, która będzie się o mnie starać tak jak Liam o ciebie w tej chwili, to powiem swoim zasadom żeby poszły się pieprzyć- mruknęła, unosząc na mnie wzrok. Spojrzałam na nią zdziwiona, na co ona tylko wzruszyła ramionami i wróciła do malowania sobie paznokci.
- Ty chyba  żartujesz- spojrzałam na nią totalnie zbita z tropu, na co ona pokręciła przecząco głową- Boże, jak ja nie cierpię kiedy zdarza ci się mieć rację- jęknęłam i chwyciłam za telefon, wybierając numer chłopaka. Dziewczyna uśmiechnęła się w moją stronę i uniosła kciuk do góry. Na jej nieszczęście, ręką uderzyła się w półkę, która znajdowała się nad łóżkiem. Przeklęła pod nosem, wkurzona wyciągając zmywacz. Wybuchnęłam śmiechem, w tym samym momencie w którym Liam odebrał telefon- Cześć Liam- starałam się przestać śmiać, co tak czy inaczej wcale mi nie wyszło.
- Nie odbierałaś!- podrzucił oburzony.
- Byłam w łazience- wytłumaczyłam od razu, uciszając Weronikę.
- Dobra, dobra. Co tam u ciebie?
- No w sumie, to nic się nie dzieje. Nudzę się.
- Wracasz jutro, prawda?
- Tak.
- Przyjadę po ciebie!
- Liam..
- Dziękuję, zapomniałem jak mam na imię.
- Kurwa.
- Kurwa, jakby nie patrzeć jest kobietą.
- No ja zaraz jebnę.
- Nie klnij, Vanesso.
- Jestem pełnoletnia.
- Ja też.
- Jakbym nie wiedziała.
- Pójdziesz ze mną na randkę?
- Nie.
- A jeśli nazwiemy to spacerem?
- Nie.
- No proszę.
- Nie.
- Vanessa, zgódź się. Nie odpuszczę.
- Nie.
- Płyta ci się zacięła?
- Nie.
- To pójdziesz ze mną na randkę?
- Tak.
- Proszę cię.. co?! Czy ty się właśnie zgodziłaś?
- Tak- odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie.
- Głupia jesteś- mruknęła Weronika, pukając się w głowę. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam nią w jej kierunku, co spowodowało runięcie dziewczyny za ziemię- Nie żyjesz- mruknęła i rzuciła się za mną w pogoń. Wybiegłyśmy z pokoju, po drodze przewracając kilka osób. Cieszę się, że poprawiłam jej trochę humor. Chyba jednak nie na długo mi się to udało.
__________________________________________
Jest więcej Nialla i Liama. Podrzucę jeszcze, że ten rozdział zajął mi 5 i pół strony, czcionką 12 w Open Office. Tak tylko mówię. Jeśli przesadzam, to mnie upomnijcie, ale te rozdziały same mi takie długie wychodzą. Mam za dużo do powiedzenia i właśnie się zastanawiam, czy to dobrze czy źle. No nie ważne.

Rozdział, jak rozdział. W zasadzie, to chyba nic szczególnego, tak sądzę.  Wiecie, macie rację. Przerwa pozytywnie wpłynęła i na bloga i na moje samopoczucie. Rozdział, wyszedł trochę smutny, ale o śmierci chyba nie da się pisać wesoło. Mam nadzieję, że końcem rozdziału trochę wyprowadziłam was z tej smętnej atmosfery. :D

I WIECIE CO?! ZAUWAŻYŁAM, ŻE MAM 50 OBSERWATORÓW I PONAD 5,500 WEJŚĆ. I WIECIE CO?! NORMALNIE WAS KOCHAM! LEPIEJ UWIERZCIE, RZADKO WYZNAJĘ KOMUŚ MIŁOŚĆ.

Jeśli chcesz być informowana, pogadać bądź masz pytania dotyczące bloga, mój numer GG - 23799456. <3



BIG LOVE, CAPPY ♥