niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 4.

WERONIKA

Usiadłam na swoim łóżku, usilnie wpatrując się w zdjęcie wiszące nad drewnianym biurkiem. Tęskniłam za czasami, kiedy tylko szukałam pretekstu by wyjść na plac zabaw razem ze swoimi przyjaciółkami. Nawet bardzo za tym tęskniłam. Nie miałam wtedy praktycznie żadnych głębszych zmartwień, a największym dylematem było to, w jaką sukienkę mam ubrać swoją lalkę, żeby ładnie wyglądała w piaskownicy. Nie musiałam przejmować się rzeczami, bez których teraz nie opuściłabym własnego domu. Wtedy nikt nie patrzył na to, jak wyglądasz, kim są twoi rodzice, czy dobrze się uczysz i jak wyglądają twoje inne zajęcia. Nikogo to nie interesowało, liczyło się tylko to, że z kimś fajnie bawiło się w dom. A teraz? Teraz, jeśli nie masz kryminalnej przeszłości nie masz większego szacunku. Wszystkich kręcą złodzieje, cwaniaki i wszystko to, co zakazane. Nie wiem co ludzi do tego ciągnie. Z jakiegoś powodu ktoś tego zakazał. Może, żeby się nie zranić? Żeby żyć normalnie, a nie z jakimś nieodgadnionym uczuciem ciągle krążącym po głowie.

Miałam głęboką nadzieję, że może w końcu poczuję się lepiej. Nie jest lepiej. Jest coraz gorzej z myślą, że zostawiłam swojego ojca. Właśnie tak się czuję. Jakbym tą wyprowadzką zostawiła go samego. Jakby on czuł się teraz na mnie zły, że wyjechałam i nie jestem z nim. Chciałabym być z nim, ale wiem że jeszcze nie mogę. Wiem, że na pewno będę z nim w przyszłości, że jeszcze go zobaczę. Może jest mi teraz ciężko, ale z czasem wszystko się jakoś poukłada. Tęsknota nigdy nie jest mniejsza, tęsknić będę zawsze. Od dwóch lat myślę o nim w taki sam sposób. Chciałabym to jakoś zrozumieć, albo chociaż wmówić sobie, że jemu jest teraz lepiej, że dobrze się czuje i że wszystko jest w porządku. Ale boję się nawet myśleć o tym, że go nie ma. Ciągle mam nadzieję, że to tylko jeden durny sen, obudzę się, a on znowu uśmiechnięty będzie stał w kuchni i robił moje ulubione ciasto czekoladowe. Niestety. To nie jest sen, ani bajka. To życie, przez które mimo wszystko muszę przejść jak najlepiej umiem. Dla niego.

Wyjrzałam przez okno, w celu zobaczenia jaka jest pogoda. Mimo dopiero dziesiątej rano, od razu po odsłonięciu rolet oblały mnie promienie słoneczne. Zapowiadał się przyjemny dzień. Wiał lekki wiatr, ale zbytnio się nim nie przejęłam. Wybrałam czarną bluzkę z koronki oraz kremowe krótkiespodenki, z paskiem w kwiaty. Weszłam do łazienki, decydując się na poranny, zimny prysznic.

Po pościeleniu łóżka i dokładnym posprzątaniu wszystkich książek spod materaca, zabrałam się za ścieranie kurzy w pokoju. Musiałam dokładnie wysprzątać cały swój pokój, ze względu na dzisiejszy przyjazd mojej kuzynki. Nazywa się Caitie i ma niecałe dwanaście lat, ale zawsze zagląda w każdy kąt naszego domu. Na nasze nieszczęście dziewczyna jest uczulona na kurz, więc wszystko musi być idealnie czyste, żeby nie kichała przez cały pobyt w naszym domu. Został mi tylko mój pokój, bo wczoraj razem z naszymi rodzicielkami dokładnie wyczyściłyśmy każdą, nawet najmniejszą szparę w całym domu. Do mojego pokoju nie wpuszczam nikogo, pomijając moje dwie najlepsze przyjaciółki i moją mamę, która w sumie i tak rzadko tu wpada. Nie lubię, kiedy ktoś grzebie mi w rzeczach i cokolwiek przestawia. Strasznie mnie to irytuje.

- I jak wyglądam?- do salonu jak torpeda wparowała Lena. Przyjrzałyśmy się uważnie jej strojowi. Vanessa pokiwała twierdząco głową i uniosła kciuk do góry. Podeszłam do przyjaciółki i ściągnęłam z jej szyi kilkanaście naszyjników, zostawiając tylko jeden po czym podwinęłam rękawy jej marynarki.
- Mówiłam ci, żebyś odpuściła noszenie pięćdziesiąt naszyjników na raz- przekręciłam oczami i schowała naszyjniki do torebki dziewczyny- Ani się waż znowu to wkładać. Idziesz na spotkanie biznesowe z mamą, a nie imprezę z okazji dnia wiosny- przekręciłam oczami, za co blondynka walnęła mnie ręką w ramię- Prawda boli- zaśmiałam się i wystawiłam język w jej stronę. Lena prychnęła, pomachała nam ręką i odwróciła się tyłem, szybkim krokiem wybiegając z naszego domu. Kilka minut po wyjściu dziewczyny, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Jako, że ostatnio drzwi otwierała Vanessa, byłam zmuszona podnieść swój tyłek i ruszyć w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę. Przede mną stał Liam w towarzystwie Nialla, który na mój widok tylko poszerzył swój tradycyjny uśmiech. Odsunęłam się kawałek, przepuszczając ich w drzwiach, które po ich wejściu zamknęłam. Weszliśmy do salonu, w którym siedziała Van.
- I co, masz moją pizzę?- spytała nie odrywając wzroku od telewizora.
- Nie- odpowiedziałam obojętnie, pokazując chłopakom żeby porozsiadali się w salonie.
- Ale dla.. o cześć- uśmiechnęła się brunetka zauważając naszych gości. Widząc Liama, momentalnie oblała się rumieńcem i spuściła głowę w dół. Zaciekawiona spojrzałam na nią badawczym wzrokiem, na co ona jeszcze bardziej się zarumieniła i wbiła spojrzenie w lecącą bajkę. Z tego co wiem, to wczoraj byli gdzieś razem. Nie chciała mi powiedzieć, co się tam wydarzyło więc zostają tylko i wyłącznie moje domysły. Jakby nie patrzeć, od naszego wprowadzenia się do Londynu minęły niecałe dwa tygodnie, tak więc nie obstawiałabym jeszcze wielkiej bajkowej miłości, ewentualnie jej początki.
- Macie na dzisiaj jakieś plany?- pierwszy odezwał się Liam, znacząco patrząc na brunetkę.
- Ja jestem umówiona z Niallem, prawda Niall?- odwróciłam się w jego stronę, patrząc na niego błagalnie. Chłopak energicznie pokiwał głową, co muszę przyznać, trochę mnie rozbawiło.
- Ja nie mam. Znaczy nie mam do osiemnastej- odezwała się po chwili dziewczyna.
- Spokojnie, zajmę się Caitie- uśmiechnęłam się do dziewczyny, na co ona tylko spojrzała na mnie radosnym spojrzenie. Liam wyciągnął rękę w jej kierunku na co ona szeroko się uśmiechnęła i ruszyła za nim. Kiedy już wyszli od razu przeniosłam wzrok na blondyna- Dzięki za pomoc, nie chciałam im przeszkadzać. Jeśli wiem, co mam na myśli- chłopak przez ułamek sekundy wyglądał na zawiedzionego, jednak mimo to szeroko się uśmiechnął i pokiwał głową- Chociaż mam cichą nadzieję, że nie zostawisz mnie samej-sprostowałam od razu, na co on tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej i poklepał miejsce koło siebie na kanapie. Zaśmiałam się pod nosem i posłusznie usiadłam obok niego.
- Grasz na gitarze?- spytał, wskazując na instrument stojący w roku pokoju.
- Raczej pogrywam- uśmiechnęłam się w jego stronę, na co chłopak zaciekawiony nie odrywał wzroku od przedmiotu. Widząc jego twarz, ręką wskazałam że jeśli chce może ją wziąć- Ale jak zrobić coś Hope, to możesz być pewien, że ja zrobię coś tobie- dorzuciłam, kiedy chłopak usiadł na kanapie z gitarą w rękach. Spojrzał na mnie z udawanym przerażeniem, na co ja tylko szturchnęłam go w ramię.
- Hope? Nadzieja?- podniósł na mnie wzrok, jednak bardzo szybko go spuścił zawieszając go na strunach instrumentu. Nie odpowiedziałam, tylko przyglądałam się jak blondyn zaczyna grac nieznaną mi melodię. Dopiero po chwili zorientowałam się, że chłopak gra moją ulubioną piosenkę.
- As long as you love me- stwierdziłam, nie odrywając swoich tęczówek od gitary.
- Moja ulubiona piosenka- powiedzieliśmy jednocześnie, na co oboje zareagowaliśmy wybuchem śmiechu. Spojrzałam na zegarek leżący na telewizorze. Była dwunasta, co oznaczało że muszę zacząć szykować obiad, bo moja mama zaraz przywiezie Caitie.

Przewróciłam oczami na widok Nialla, który postanowił zjeść to, co przed chwilą zrobiliśmy. Trzepnęłam go po rękach i wystawiłam język w jego stronę, na co blondyn posłał mi rozczarowane spojrzenie i zrobił swoją znaną smutną minkę. Pokręciłam przecząco głową, jednak chłopak tego nie zauważył, bo był zbyt zajęty przyglądaniem się leżącemu na tacy kurczakowi.
- Przecież zaraz przyjadą- zaśmiałam się przekręcając oczami. Chłopak oburzony skrzyżował ręce i zajął miejsce przy stole, z utęsknieniem spoglądając na leżące przed nim jedzenie. Przeniosłam wzrok na widok za oknem, w celu zlokalizowania, czy samochód w końcu przyjedzie, czy też nie. Na całe szczęście chwilę później na podjazd, wjeżdżał czarny samochód mojej mamy. Nie opuszczałam kuchni bojąc się, że całe jedzenie może w dziwny sposób zniknąć w towarzystwie Nialla, jego nie można zostawić nawet na chwilę samego w kuchni. Wyszłam tylko na próg nie spuszczając blondyna z oczu, na co ten tylko podniósł ręce do góry w geście niewinności. Moja mama tylko wprowadziła dziewczynę do środka i od razu pognała do pracy, bo jak twierdzi wyrwała się tylko na chwilę.
- Cześć Caitie- uśmiechnęłam się w stronę dwunastolatki, która błyskawicznie przytuliła się do mnie.
- Jestem na ciebie zła. Nie odzywałaś się do mnie- powiedziała rozżalonym tonem głosu, ściskając usta w cienka podkówkę.
- Obiecuję ci, że wytłumaczę ci wszystko, tylko jeszcze nie teraz. Możesz nie zrozumieć- powiedziałam w jej stronę na co ona westchnęła ciężko i przewróciła oczami.
- Mam dwanaście lat! To wcale nie tak mało! Ty masz szesnaście, więc wcale nie więcej- obroniła się krążąc wzrokiem po całym pokoju.
- Caitie, to wszystko jest skomplikowane. Zrozum mnie, wszystkiego się dowiesz w swoim czasie- zaczęłam po raz kolejny na co ona tylko delikatnie skinęła głową i uśmiechnęła się w moją stronę.
- W twojej kuchni siedzi Niall Horan a ty mi nic nie mówisz?!- powiedziała oburzona, wpatrując się maślanymi oczami w blondyna, który zdążył już zabrać się za jedzenie. Zaczarowana widokiem chłopaka dziewczyna błyskawicznie znalazła się w kuchni i usiadła naprzeciwko niego nie spuszczając z chłopaka spojrzenia ani na chwilę. Zaśmiałam się pod nosem. Blondynowi na całe szczęście to nie przeszkadzało, cały czas szeroko uśmiechał się w stronę zauroczonej dwunastolatki.

Zamknęłam za sobą drzwi do pokoju i z westchnieniem rzuciłam się na swoje łóżko. Jest dopiero piętnasta, a ja mam ochotę położyć się spać i obudzić się dopiero po wyjeździe mojej kuzynki. Najwyraźniej postawa Nialla nieźle ją zauroczyła, bo nie chce odstąpić go na krok. Na całe szczęście ze zbawieniem przyszła Vanessa, która dała mi szansę na odpoczynek. Nie dość, że Caitie ciągle nawija o swojej najlepszej przyjaciółce, która wyjechała na całe wakacje na Hawaje, to jeszcze ciągle marudzi, że nie wzięła ze sobą lakieru do włosów. Niedługo tu wykituję. Jedyny plus jest taki, że wzięłam ze sobą gitarę i mam chwilę świętego, niezaburzonego przez nic spokoju. Zaczęłam grac jakąś melodię, która ostatnio ciągle chodzi mi po głowie. Pewnie musiałam to usłyszeć w radiu, które jak na złość nie chce się przestawić na inną stację. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, po czym w pomieszczeniu znalazł się blondyn. Szybko zamknął za sobą drzwi i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Co przed chwilą grałaś?- z jednej strony miałam ogromną ochotę wyrzucić go z mojego pokoju, ale z drugiej strony naraziłabym go tym samym na kolejne wyznania miłosne Caitie. Postanowiłam ten jeden raz się na niego nie wydrzeć.
- Sama nie wiem. Gdzieś to słyszałam i nie mam pojęcia co to jest- odpowiedziałam, na co chłopak uśmiechnął się, usiadł obok mnie. Wyciągnął ręce, jakby pytając czy mogę mu podać gitarę. Wzruszyłam ramionami i podałam mu przedmiot, sama siadając po turecku. Blondyn zaczął grać melodię, którą ja grałam przed chwilą. Przez dłuższy czas, nie odrywałam wzroku od gitary, jednak kiedy chłopak zaczął śpiewać pierwsze wersy, zaciekawiona podniosłam na niego oczy. Niall śpiewał, jednak ani na chwilę nie oderwał wzroku z jednego punktu, w który się wpatrywał- Już chyba, dlaczego wszyscy tak szaleją za twoim głosem- uśmiechnęłam się do niego, na co ten tylko spuścił głowę cały zarumieniony. Mimowolnie się uśmiechnęłam, nie odrywając od niego swojego wzroku. Po dłuższej chwili chłopak podniósł głowę i uśmiechnął się w moją stronę- Następnym razem cię nagram i ustawię sobie na dzwonek- szturchnęłam go w ramię, na co on ponownie oblał się rumieńcem i nieśmiało uśmiechnął w moją stronę.


LENA

- Przecież wam zapłaciłam. Nie rozumiem o co chodzi- mruknęłam beznamiętnie, kierując swoje słowa w stronę chłopaka o brązowych włosach, usilnie wpatrującego się w moją twarz.
- Procenty słońce- mruknął, przysuwając się do mnie bliżej. Przewróciłam oczami i odsunęłam się od niego- Możemy to załatwić inaczej- nawet nie ukrywał zawziętego wpatrywania się w mój biust, kontynuując swoją przemowę.
- Nie chrzań, tylko mów ile chcesz- odepchnęłam go od siebie, znudzona krzyżując ręce.
- Cztery tysiące. O siedemnastej za cztery dni- wstał ze swojego miejsca po czym przybliżył się do mnie- A jeśli nie, załatwimy to inaczej- szepnął przechodząc obok mnie. Skrzywiłam się, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Debil. Myśli, że mnie przestraszy jakimiś marnymi tekstami, ala mafia? Nie ta bajka. Poza tym, jakby nie patrzeć cztery tysiące to wcale nie tak dużo. Wystarczy wkręcić rodzicom, że chciałabym sobie kupić nową torebkę, albo buty i pieniądze już będę miała. Nie uda mu się mnie zastraszyć. Zresztą, staram się z tym skończyć. Może i dobrze mi zrobi jakiś samotny wyjazd, chyba powinnam odpocząć od tego wszystkiego co się dzieje i działo niedawno. Dno. Zwyczajne dno.


VANESSA

- Za godzinę bądźcie u nas. Powinniśmy się wyrobić- stwierdził Liam, nie odrywając ode mnie swoich tęczówek. Skinęłam głową i delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
- Na szczęście zaraz przyjedzie moja mama i nie będziemy musiały brać Caitie. Za to weźmiemy ze sobą naszą przyjaciółkę- dorzuciłam, na co on jak i Liam energicznie pokiwali głowami. Zamknęłam za nimi drzwi i jeszcze chwile stałam przy nich, chcąc upewnić się że już poszli. Kiedy weszli do swojego domu, pędem pognałam do pokoju swojej przyjaciółki i zaczęłam bardzo szybko mówić o zaproszeniu nas na ognisko.
- Nic nie zrozumiałam, Ness uspokój się- mruknęła dziewczyna, znudzona moją uradowaną postawą.
- Idziemy dzisiaj na ognisko do chłopaków- powiedziałam wolniej, jednak nie ukrywając ekscytacji w głosie. Rudowłosej mimowolnie zaświeciły się oczy, jednak w odpowiedzi wzruszyła ramionami i zajęła się swoją książką- Coś przede mną ukrywasz- raczej stwierdziłam niż zapytałam i przysiadłam się obok dziewczyny.
- Błagam cię, wyjdź- jęknęła przewracając kolejną stronę w książce. Wystawiłam jej język, jednak westchnęłam i opuściłam pomieszczenie. Trzeba przygotować się na wyjście do chłopaków, przecież muszę jakoś wyglądać, skoro będzie tam LIAM.


WERONIKA

Narzuciłam na siebie brązowe rurki i dłuższy sweter. Skoro to ognisko, może być mi chłodno jeśli nie wezmę nic grubszego. Schowałam telefon do kieszeni i zasłoniłam zasłony w oknie. Szybkim ruchem poprawiłam pościelone łóżko i stanęłam przed lustrem. Trochę poprawiłam makijaż, który ograniczał się jedynie do tuszu do rzęs. W sumie, to nigdy nie lubiłam się zbytnio malować. Zazwyczaj wystarcza mi tusz, ewentualnie kredka i to wszystko. Poza tym nie lubię marnować czasu na robienie makijażu, wolę go poświęcić na coś pożyteczniejszego. Rozplątałam swojego warkoczyka, w celu zawiązania go od nowa. Nieco zdążył mi się już zepsuć. Zrobiłam koka, wplątując w niego warkoczyka. Wpakowałam do kieszeni jeszcze tusz do rzęs i zapięłam swój ulubiony, kolorowy zegarek na nadgarstku, po czym wyszłam ze swojego pokoju gasząc światło.
- Idziemy na ognisko, a nie na wybory Miss Arizona- zironizowała Ness, widząc wystrojoną przyjaciółkę. Blondynka tylko się zaśmiała i zaczęła swój wykład na temat, dlaczego trzeba zawsze dobrze wyglądać. Może i fakt, ale jakby nie patrzeć szpilki na ognisko? Serdeczne gratulacje za praktyczność, Lena.

- To jest Eleonor, a to są Weronika, Lena i Vanessa- przedstawił nas Louis, nie spuszczając wzroku z osoby, którą nam przedstawił.
- Miło mi- powiedziała na odczepne, obdarzając mnie morderczym spojrzeniem. Muszę powiedzieć, że po pierwsze aż mnie zmroziło, a po drugie zauważam, że chyba się nie polubimy. Puściłam jej sztuczny uśmiech i przewracając oczami, przybiłam piątkę z Louisem.
- Jestem dziewczyna Louisa- powiedziała, z naciskiem na słowo znajdujące się w środku jakże prostego i przepełnionego jadem zdania. Kiwnęłam głową ze zrozumieniem i uśmiechnęłam się do dziewczyny. Odwzajemniła gest, jednak mimo wszystko wyczułam w niej nutę rozdrażnienia moim pobytem w tym domu. Nic z tego nie rozumiem. Ani razu jej nie wiedziałam, nie znałam jej imienia. Nawet nie wiedziałam, że ktoś taki jak ona istnieje, a tu już od progu nienawiść. No w sumie, coś zaczyna się dziać. Zobaczymy kto wysiądzie pierwszy, ja czy ona. Chociaż patrząc na moją przeszłość, moja psychika może wydawać się nie do końca silna, to i tak wydaje mi się że daję radę. A jeśli nie, zawsze mogę się wyprowadzić, albo.. a nie ważne co albo, jeśli będzie trzeba to coś wymyślę.

- Weronika, pójdź z Niallem, bo on po drodze pewnie już wszystko zje- stwierdził Zayn, lustrując blondyna wzrokiem. Chłopak tylko powiedział coś pod nosem i pociągnął mnie za rękę w kierunku wejścia do ich domu.
- Zawsze ja- mruknął pod nosem blondyn. W odpowiedzi wybuchnęłam śmiechem i klepnęłam go w ramię, na co ten wystawił mi język. Stanęliśmy w progu kuchni. Muszę powiedzieć, że w domu jest o wiele cieplej niż na dworze. Mogłam jeszcze wziąć sobie kurtkę, bo później pewnie będzie jeszcze chłodniej. Blondyn podał mi jakąś miskę, sam również wziął coś ze stołu i razem wróciliśmy do reszty. Usiadłam na poprzednim miejscu, po czym zlustrowałam wszystkich siedzących wkoło nas znajomych. Vanessa zawzięcie rozmawiała o czymś z Liamem, który EWIDENTNIE Z NIĄ FLIRTOWAŁ. Powiem jej o tym wieczorem. Pewnie znowu się totalnie zarumieni i spuści głowę, ale lepiej żeby wiedziała, że i ja tak sądzę. Zayn i Harry nie spuszczali wzroku z mojej kochanej blond – przyjaciółki, której uwaga dwóch chłopków wcale nie robiła problemów, wręcz przeciwnie. Śmiała się w najlepsze i flirtowała równo z obojga. Chyba będą z tego kłopoty. Louis zniknął gdzieś ze swoją dziewczyną, która od początku mojego przyjścia patrzy na mnie z jawna nienawiścią i wrogością. Gdybym tylko wiedziała, cóż ja jej zrobiłam.. Co do Nialla. Niall jak Niall, siedzi i objada się wszelkiego rodzaju jedzeniem. Widząc, że mu się przyglądam szeroko się uśmiechnął i wrócił do jedzenia. Zaśmiałam się pod nosem i zawiesiłam wzrok na palącym się ognisku. Chwilę później poczułam jak ktoś siada obok mnie. Zaciekawiona któż to jest podniosłam głowę.
- Też lubisz patrzeć w ogień?- spytał blondyn, przysuwając się do mnie bliżej. Skinęłam głową, ponownie przenosząc wzrok na ognisko. Chłopak przyglądał mi się chwilę, po czym ściągnął swoją kurtkę z oparcia leżaka, na którym siedzieliśmy i narzucił ją na mnie- Czuję się zazdrosny. Wyglądasz ładniej w mojej kurtce niż ja- stwierdził, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Nie prawda, do twarzy ci w niej- uśmiechnęłam się, nie patrząc na niego. Wiedziałam, że jeśli tylko odwrócę na niego wzrok zaraz cała się zarumienię i tyle będzie z mojej spokojnej i opanowanej strony. Kątem oka spojrzałam na blondynka, który sam cały się zaczerwienił, jednak mimo to ciągle się uśmiechał. Nawet nie wiedziałam, że nieśmiali chłopcy są tak uroczy. No na przykład taki Niall. Mogę sobie dać rękę uciąć, że dziewczyny, które mają chociaż trochę serca i rozumu, od razu poszłyby za nim w ogień. Trochę dziwi mnie, że to właśnie blondyn jest jakby.. wykluczany z zespołu. Jak dla mnie, wydaje się być najsympatyczniejsza osobą, jaką kiedykolwiek poznałam. Ma wspaniały głos, świetne poczucie humoru i jest niezaprzeczalnie uroczy. Czego chcieć więcej?
______________________________________________________________

Witajcie niewiasty! Jak tam przed wakacjami? *______*


Rozdział tradycyjnie długi. Mam nadzieję, że chociaż trochę was ciekawi, a nie przynudza, jak ja teraz. Cóż, specjalnie dla was założyłam tego Twittera. I powiem wam, że dobrze zrobiłam. Możecie do mnie śmiało pisać tam, jak i na GG. Naprawdę nie gryzę. Jestem teraz ewidentnie znudzona i czekam na jakieś ciekawe osoby. ^^

Rozdziału nie spodziewajcie się za prędko. W piątek po zakończeniu roku wyjeżdżam nad morze. No, w sumie to jak na razie tylko na jeden dzień, ale JA TAM WRÓCĘ. I to wcale nie jest groźba. Jeśli mielibyście jakieś pytania to piszcie na GG, tam jestem nawet kiedy nie mam internetu. 
W ZAKŁADKACH POJAWIŁ SIĘ "SPAM". TAM MOŻECIE ZAREKLAMOWAĆ SWOJE BLOGI, SZCZEGÓŁY PO KLIKNIĘCIU W ZAKŁADCE.

Jeśli chciałabyś być informowana o nowych notkach na tym blogu pisz na GG ( 23799456 ), bądź podaj swój Twitter w komentarzu, z dopiskiem, że chcesz być informowana. Sama się nie domyślę. : D

niedziela, 17 czerwca 2012

Rozdział 3.


WERONIKA


Stanęłam w progu kuchni, czego już po chwili pożałowałam ze względu na fakt, iż Vanessa i Lena spojrzały na mnie błagalnym wzrokiem. Bardzo dobrze wiem, że ja jako jedyna osoba w całym naszym domu potrafię cokolwiek ugotować. Mama Vanessy jak i Van, nie dają sobie rady w kuchni. Zazwyczaj, kiedy starają się zrobić obiad cierpi na tym cała kuchnia. Tak samo jak moja mama, nigdy nie potrafiła. Zawsze w domu gotował mój tato, który również mnie nauczył bez większych problemów obsługiwać się garnkami w kuchni. Westchnęłam ciężko i wskazałam ręką, żeby wyszły z kuchni. Brunetka posłała mi buziaka w powietrzu i ciągnąc za sobą blondynkę, opuściła kuchnię. Spojrzałam na przyjaciółki, jeszcze zanim wyszły. Czasem zadziwia mnie fakt, że Lena może ciągle chodzić w sukienkach. Osobiście lubię w nich chodzić, ale tylko czasami. Zazwyczaj mnie denerwują. 


Po zrobieniu obiadu dziewczynom, udałam się do swojego pokoju i wzięłam leżące na łóżku, wcześniej przygotowane ubrania. Mam tylko pół godziny, żeby się ubrać i dojechać do ortodonty, u którego jestem dzisiaj umówiona. Mogę się założyć, że kiedy od niego wrócę nie będę mogła jeść, mówić ani normalnie otwierać ust przez najbliższe dwa dni. Zawsze tak kończą się wizyty, które zaczynają mnie doprowadzać do szału a będą jeszcze trwały co najmniej rok. Na moje nieszczęście mam tyle wad jeśli chodzi o zęby, że ich leczenie potrwa jeszcze stosunkowo długo.


Wrzuciłam telefon do swojej kieszeni i poprawiając bandaż na ręce wyszłam z domu, kierując się w stronę gabinetu. Z tego co mi wiadomo, dziewczyny idą dzisiaj do kina z dwoma chłopakami, z wczoraj poznanych idoli moich przyjaciółek. Jestem świadoma, że Lena nie podejdzie do tego wszystkiego szczególnie poważnie. Mogę się założyć, że złamie któremuś z nim sich serce. Zawsze tak robi, bo jak twierdzi faceci to debile. Może i jest w tym trochę racji, ale nie sądzę żeby krzywdzenie innych ludzi było dobrym rozwiązaniem, jeśli chodzi o kontakty z innymi ludźmi. Co prawda, nie mam zbyt dużo do powiedzenia na ten temat ze względu na to, że raczej staram się unikać bliższych spotkań z innymi, ale jakby nie patrzeć czasem wydaje mi się, że wiem więcej niż blondynka. Lubi wykorzystywać ludzi, a mimo to zawsze ma takie ogromne szczęście i wszystko jej się udaje. Chyba mnie potrafię tego zrozumieć. Jedyny plus jest taki, że będzie z nią Vanessa, która jako jedyna potrafi przemówić jej do rozsądku. Mimo że się przyjaźnimy, mnie nigdy nie posłuchała. Zawsze i tak stawiała na swoim twierdząc, że ja i tak nie mam racji.


Usiadłam na jednym z krzeseł w poczekalni, dopiero teraz zauważając że usiadłam obok blondyna, którego miałam okazję wczoraj poznać. Błyskawicznie odwróciłam od niego swój wzrok i zajęłam się czytaniem książki, którą wzięłam ze sobą. Chłopak szturchnął mnie w rękę, więc byłam zmuszona oderwać swój wzrok od strony w książce.
- Znowu się spotykamy- uśmiechnął się do mnie chłopak, lustrując wzrokiem książkę, którą trzymałam w rękach. Podniosłam ją tak, żeby mógł zobaczyć okładkę- Romeo i Julia? Lubisz dramaty czy wielką miłość?- spytał, przyglądając się okładce książki.
- Lubię oba- stwierdziłam, przenosząc wzrok na uśmiechniętą twarz chłopaka. Skinął głową ze zrozumiem, przenosząc wzrok na uważnie przyglądającą się nam starszą kobietę. Otworzyłam książkę na ostatnio przeczytanej stronie i skupiłam całą swoją uwagę na zapisanych na niej słowach. Zawsze miałam słabość do książek, w których pokazana byłą wielka miłość. Nawet nie wiem dlaczego aż tak mnie do nich ciągnęło. Po prostu były dla mnie tak strasznie oderwane od rzeczywistości, że nie potrafiłam się od nich oderwać. Były jakby nieodłączną częścią mojego życia i pomimo tego, że wiedziałam iż mi się coś takiego nigdy nie przytrafi, nie umiałabym przestać czytać podobnych książek. Czułabym się, jakby ktoś oderwał kawałek mnie i wyrzucił go przez okno.
- Horan, zapraszam do środka- przed drzwi prowadzące do gabinetu ortodontycznego, wyszła asystentka z kruczoczarnymi włosami i cwanym uśmiechem. Wyglądała młodo, miała nie więcej niż dwadzieścia lat. Spojrzała na blondyna i posyłając mu flirciarski uśmiech, pokazała ręką żeby udał się za nią. Chłopak uśmiechnął się w jej stronę i podniósł się z miejsca, posyłając mi szeroki uśmiech. Przeniosłam wzrok na swoją książkę, po raz kolejny zajmując się czytaniem.


- Do zobaczenia za dwa miesiące, Weroniko- skinęłam głową i chwyciłam za klamkę. Ze względu na ciągle krwawiące dziąsło byłam zmuszona trzymać w buzi wacik i nie mogłam odezwać się ani słowem. Jęknęłam cicho, ze względu na nadal bolące zęby i stanęłam przy recepcji, podając rachunek i pieniądze. Po otrzymaniu pokwitowania, odwróciłam się i niechcący na kogoś wpadłam. O mało co się przewróciłam, jednak osoba którą zdążyłam już staranować przytrzymała mnie i na szczęście nie wylądowałam na podłodze.
- No cześć- zaśmiał się znajomy mi głos, nie wypuszczając mnie ze swoich objęć. Podniosłam głowę do góry i zauważyłam Nialla, który szeroko się do mnie uśmiechał. Skinęłam głową i wydostałam się z jego uścisku, po czym ręką wskazałam na buzię- Rozumiem, że bolą cię zęby- przytaknęłam ruchem głowy, poprawiając swoją koszulkę. Chłopak zaśmiał się delikatnie i wyciągnął ramię w moją stronę- Odprowadzić cię?- spytał chłopak, nie odrywając ode mnie wzroku. Wzruszyłam ramionami i łapiąc jego ramię, ruszyliśmy w drogę powrotną- Miałabyś ochotę wieczorem pójść ze mną na spacer?- spojrzałam na niego mrużąc oczy, jednak delikatnie się uśmiechnęłam i pokiwałam głową.




NIALL


Zamknąłem za sobą drzwi i odwróciłem się do nich tyłem. Przed sobą zauważyłem czwórkę chłopaków którzy z iskierką w oczach patrzyły w moją stronę. Zmarszczyłem brwi, nie do końca wiedząc o co im tak naprawdę chodzi i ruszyłem przed siebie, chcąc ich wyminąć. Niestety mi się to nie udało, bo Zayn pociągnął mnie za ramię, jednocześnie blokując wszystkie moje ruchy. Wspomógł go Harry, który z wielkim uśmiechem przyglądał się mojej zdezorientowanej twarzy.
- Podoba ci się nasza nowa sąsiadka!- krzyknął uradowany Louis, z ogromnym uśmiechem.
- Co? Chyba was pogrzało- mruknąłem od niechcenia, przewracając oczami. Miałem zamiar zakończyć rozmowę, jednak moi przyjaciele nie zgadzali się z moją wersją wydarzeń i nadal blokowali moje ruchy.
- Chrzanisz. Podoba ci się- podrzucił Harry, nie odwracając ode mnie przenikliwego spojrzenia.
- Znam ją od wczoraj, więc mi się nie podoba. Jakby nie patrzeć, żeby ktoś się komuś spodobał to najpierw musisz tego kogoś poznać- stwierdziłem, znacząco patrząc na Zayna. Mulat spojrzał na mnie po czym spuścił głowę w dół i kawałek się odsunął. Usatysfakcjonowany faktem, iż będę mógł mieć chociaż chwilowy święty spokój, wyminąłem ich i udałem się do kuchni. Liam widocznie nie chciał dać mi spokoju, bo ruszył za mną.
- Ale przyznaj, jest ładna- stwierdził, siadając na krześle. Spojrzałem na drzwi, upewniając się że żadnemu z chłopaków nie przyszło do głowy podsłuchiwać naszej rozmowy.
- Nawet nie o to chodzi. Po prostu wiem, że skądś ją znam. Tylko nie potrafię przypomnieć sobie skąd. Mam wrażenie, że ona też wie że się znamy, ale też nie wie jak i dlaczego. Strasznie dziwne uczucie- westchnąłem, siadając na krześle naprzeciwko niego.
- Porozmawiaj z nią. Może właśnie ona wie. Postaraj się ją poznać.
- Umówiłem się z nią dzisiaj. Muszę się dowiedzieć, czy znam ją naprawdę czy mam po prostu jakieś przewidzenia, których nie potrafię zrozumieć.
- Pogadam jeszcze z Vanessą. Dobrze się znają, może coś mi powie- skinąłem głową i kończąc robi sobie kanapkę, wyszedłem z kuchni. Usiadłem przy telewizorze i zająłem się uważnym przyglądaniem się postaciom w kreskówkach. Chwyciłem pilota i po raz kolejny przeglądałem wszystkie możliwe kanały szukając czegoś wartego mojej uwagi. 


- Zemsta jest słodka- z dumą stwierdził Louis, siadając obok mnie na kanapie. Spojrzałem na niego dziwnym spojrzeniem, dopiero po chwili rozumiejąc o czym mówi. Do salonu wpadł wściekły Zayn, nie przestający się drapać. Zdenerwowany spojrzał na Louisa, który praktycznie zwijał się ze śmiechu- Swędzący proszek zawsze spoko- wydukał przez śmiech. Sam wybuchnąłem głośnym śmiechem widząc biegającego po całym domu Zayna, z mocno wkurzoną miną. Błyskawicznie wbiegł do swojej łazienki, chwil później można było usłyszeć tylko lecącą wodę z prysznica. Po raz kolejny wybuchnąłem śmiechem i kręcąc głową zająłem się jedzeniem swoich chipsów. 
- Ja mam randkę za godzinę!- przez dłuższą chwilę, mogliśmy słyszeć narzekania wkurzonego Zayna, które dobiegały z łazienki. 
- Tylko pomogłem tej naiwnej dziewczynie- mruknął Louis i wzruszając ramionami udał się w kierunku drzwi wyjściowych- Idę po marchewki- wytłumaczył i zabierając swoje klucze z wieszaka, opuścił dom. 
- Oddaj moje spodnie ty nędzna niewiasto!- ryknął Harry, stając w progu salonu. Najwidoczniej również szukał Louisa, bo gdy zobaczył że już go tutaj nie ma tylko machnął ręką i powędrował na górę, jak mniemam ubrać spodnie. Westchnąłem, wyłączyłem telewizor i ruszyłem w kierunku swojego pokoju.




WERONIKA


- Kurwa- mruknęłam, kiedy potknęłam się o krawężnik i jak długa runęłam na chodniku. Westchnęłam ciężko i podniosłam się. Nie ma to jak wysłać swoją córkę, która może tragicznie zginąć na zakupy. Ja rozumiem, że jeśli skończy się mleko w domu, to jest jakiś niewielki problem, ale żeby tak od razu wszczynać akcję ratunkową i drzeć się na mnie, bo wypiłam mleko to chyba lekka przesada. Nawet nie mam pojęcia, dlaczego to ja muszę iść na zakupy. Każdy mieszkający w tym domu osobnik, mógł to mleko wypić. Gdybym była mądrzejsza, zwaliłabym winę na Vanessę. Szybszym krokiem ruszyłam w stronę najbliższego sklepu, żeby jak najszybciej wrócić do domu. Chodzenie po mieście, którego totalnie nie znam wcale nie należy do moich ulubionych zajęć. Wręcz przeciwnie. 
- Cześć Weronika- spojrzałam w stronę, z której dobiegał głos. Przede mną stał uśmiechnięty chłopak, trzymający siatkę z marchewkami.
- Cześć..- zaczęłam, jednak wyleciało mi z głowy jego imię.
- Louis- podrzucił, śmiejąc się pod nosem.
- Zwał jak zwał- mruknęłam pod nosem, jednak szeroko uśmiechnęłam się w jego stronę- Przepraszam, spieszę się- dorzuciłam i błyskawicznie ruszyłam przed siebie.




NIALL


Zapukałem do drzwi domu Weroniki i uważnie przyglądałem się klamce. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła rudowłosa dziewczyna, nieśmiało się do mnie uśmiechając. Wcześniej nawet nie zauważyłem, że dziewczyna jest aż tak ładna. Myśli skupiłem na fakcie, że muszę ją skądś znać, nawet nie zwracając uwagi na jej wygląd. Jej lekko blada cera, idealnie pasowała do rudych włosów i dużych, zielonych oczu. Dziewczyna zauważając, że uważnie jej się przyglądam zamknęła za sobą drzwi i stanęła naprzeciwko mnie.
- Do parku?- spytałem, jakby otrząsając się z transu w jaki potrafiła wprowadzić mnie dziewczyna.
- Jasne- uśmiechnęła się w taki sposób, który jakoś dziwnie wpłynął na bicie moje serca. Wolnym krokiem skierowaliśmy się we wskazaną wcześniej stronę. Spojrzałem na dziewczynę, która zawiesiła swój wzrok na jednym z szyldów sklepowych. 
- Co ci się stało w rękę?- spytałem, spoglądając na zabandażowaną rękę dziewczyny.
- Wiesz, jakby nie patrzeć jestem jedną z najbardziej pechowych osób na świecie. Zahaczyłam się o zasłonę i spadłam na szklany stolik, to znaczy tylko ręką na niego spadłam co i tak wystarczyło, żeby założyli mi dziewięć szwów. U mnie to norma- obojętnie wzruszyła ramionami, podnosząc na mnie wzrok- Poboli i przestanie- dorzuciła, uśmiechając się w moją stronę.




VANESSA


Usiadłam przed telewizorem z paczką ciastek czekoladowych w ręku. Kompletnie nie miałam co robić, ze względu na to, że moja przyjaciółka gdzieś wyszła, a Lena poszła na randkę z kolejnym naiwnym chłopakiem, który jeszcze nie miał okazji poznać jej natury. Już wcześniej wróciłam z kina, w którym byłam z Liamem i muszę przyznać, że ten chłopak ma w sobie coś, co nieźle do niego przyciąga. Nie wiem co to jest, ale jego opiekuńczość i troska, jaką obdarza praktycznie wszystkich jest imponująca. Widać, że to on jest najbardziej odpowiedzialny spośród jego znajomych, przejmuje się nimi i mogę się założyć, że jest trochę jak ich ojciec. Nie byłam w sumie z nimi wszystkimi naraz, żeby jakoś to ocenić, ale myślę że właśnie tak jest. 


Zastanawia mnie, gdzie poszła moja kochana i aspołeczna Weronika. Powiedziała, że opowie mi kiedy wróci, bo teraz nie ma czasu. Naprawdę mnie to zaintrygowało, dziewczyna raczej unika wychodzenia z domu, pomijając wycieczki z gitarą, które nawet nie wiem gdzie prowadzą. Nikt nie wie, gdzie ona tak naprawdę się udaje. Kiedy byliśmy jeszcze w Polsce, również podobnie znikała i do tej pory nie mam pojęcia, gdzie wtedy chodziła. Mam tylko nadzieję, że tak gdzie jest, jest bezpieczna i nic specjalnego jej nie grozi. Martwię się o nią bardziej niż ktokolwiek. Ona tylko udaje taką silną, dobrze wiem że przeżywa wszystko co się dzieje, w tym samym stopniu co ja. Może i chce wszystkim pokazać, że ją to nie rusza, co jej nawet wychodzi, ale jako jej przyjaciółka jesteś świadoma faktu, że jest jej okropnie ciężko. Zważając na śmierć jej ojca i dotyczącą tego depresję, nie mam co do tego wątpliwości. 


Przebrana w za dużą koszulkę i krótkie, jeansowe spodenki wróciłam przed telewizor. Mój zamiar oglądania nudnych filmów, został przerwany przez dźwięk dzwonka. Ziewnęłam, jednak w szybkim tempie znalazłam się pod drzwiami. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi, a przede mną zauważyłam sylwetkę Liama.
- Nie przeszkadzam?- spytał uśmiechnięty, nie przerywając uważnego przyglądania się mojej osobie.
- Pewnie, że nie. Poza tym strasznie się nudzę, wszyscy mnie olali- westchnęłam i odsunęłam się, żeby wpuścić chłopaka do środka.
- Dobrze się składa, ponudzimy się razem- odpowiedział, wchodząc do środka. Zaśmiałam się pod nosem i ręką wskazałam, żeby poszedł za mną. Chłopak z wielkim uśmiechem, podążył we wskazanym przeze mnie kierunku- Przyniosłem jakąś komedię. Mówili, że jest fajna- pokazał pudełko z płytą.
- Ratujesz mi życie- stwierdziłam i wzięłam od niego płytę. Włączyłam odtwarzacz i zaczęłam uruchamiać film. 
- Mogę ci je ratować częściej, wystarczy że napiszesz smsa- podrzucił chłopak, kiedy już usiadłam obok niego. 
- Zapamiętam to sobie- uśmiechnęłam się w jego stronę, przerzucając na niego wzrok- Następnym razem, kiedy moja przyjaciółka wyjdzie z domu i nie powie mi gdzie poszła, od razu dam ci znać.
- Weronika?- spytał, na co ja skinęłam głową- Weronika poszła gdzieś z Niallem.
- Żartujesz- stwierdziłam, bardzo dziwnie na niego patrząc. Spojrzał na mnie zamyślony i pokręcił przecząco głową- To trochę dziwne.
- Dlaczego?
- Weronika, raczej nie wychodzi z domu, to znaczy nie wychodziła z domu. Najwidoczniej zaczęła. Chyba powinnam podziękować Niallowi.
- Nie rozumiem, za co?
- Nie powinnam rozmawiać o życiu mojej przyjaciółki z kimś, kogo praktycznie nie zna. Byłoby mi głupio, wybacz- chłopak spojrzał na mnie, nie zmieniając swojego zamyślonego wyrazu twarz po czym szeroko się uśmiechnął i pokiwał głową. Jemu też powinnam podziękować, za to, że na nic nie naciska.


WERONIKA


- Cicho- szepnął w moją stronę blondyn, spoglądając za ścianę. Chłopak błyskawicznie oparł się o budynek i przyłożył palec do swoich ust. Zauważyliśmy biegnącego ochroniarza, który na całe szczęście ominął nas i pobiegł przed siebie- Poszedł- z widoczną ulgą stwierdził Niall. Wymieniliśmy spojrzenia i w tym samym momencie wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Sprowadzasz mnie na złą drogę- stwierdziłam, kiedy już wyszliśmy z uliczki.
- Skąd miałem wiedzieć, że tam nie wolno chodzić?- skrzyżował ręce, powstrzymując się od śmiechu.
- Pisało „Wejście wzbronione”- po raz kolejny wybuchnęłam śmiechem.
- Mogłaś mi powiedzieć!- oburzył się, kręcąc głową.
- Chciałam zobaczyć twoją minę, jak się dowiesz- powiedziałam z powagą, patrząc w jego stronę. Chłopak oburzony, spojrzał na mnie z cwanym uśmiechem, na który ja momentalnie pobiegłam przed siebie. Dosyć szybko mnie złapał, oparł mnie o ścianę budynku i jedną rękę postawił obok mojej głowy- No dobra, przepraszam- powiedziałam, bez większego przekonania na co ten tylko przewrócił oczami i kawałek się odsunął.
- Jeszcze zobaczymy- powiedział prawie niesłyszalnie.
- Chyba powinnam już wracać, moja mama będzie w domu za jakieś pół godziny i będę miała wywiad- westchnęłam, na co chłopak jedynie zaśmiał się i skinął głową.


- Musimy to kiedyś powtórzyć- stwierdził chłopak, stając przed moimi drzwiami.
- Chyba masz rację- uśmiechnęłam się w jego stronę- To, do zobaczenia?- o żesz do kurwy nędzy. Czy Weronika Lewandowska, właśnie zasugerowała kolejne spotkanie chłopakowi, z którym zna się od kilku dni i który jest gwiazdą? Prawo, mała. Mogłaś rzucić się pod pociąg, efekt byłby taki sam.
- Do zobaczenia- potwierdził chłopak, szybko pocałował mnie w policzek, odwrócił się i ruszył przed siebie. Z nieodgadnionym wyrazem twarzy weszłam do domu i oparłam się plecami o drzwi wejściowe, niestety zabandażowaną ręką uderzyłam się o klamkę, czym zwróciłam uwagę wszystkich domowników.
- Żyjesz?- z salonu usłyszałam krzyk Vanessy.
- Tak, ale perfidnie mnie pojebało- stwierdziłam, przekraczając próg salonu, w którym zauważyłam również tak zwanego przyjaciela mojej przyjaciółki, czyli Liama. Pokręciłam głową i zdziwiona spojrzałam na Van- Pozwolisz, że pójdę zobaczyć, czy nie zerwałam sobie szwów- mruknęłam i w szybkim tempie pobiegłam na górę.




LIAM


- Nie wiem co zrobiłeś, ale chyba coś nowego dla Weroniki. Jak wróciła, to była totalnie nieobecna i nie kontaktowała. Poza tym, znowu się uderzyła. Nie wiem co jest z tą dziewczyną, ale ma tak ogromnego pecha, że aż mi jej szkoda- stwierdziłem, wchodząc do pokoju blondyna. Chłopak momentalnie się rozpromienił, odrywając wzrok od okna.
- To chyba dobrze- stwierdził po chwili z szerokim uśmiechem.
- Raczej tak. Poza tym, z tego co zdążyłem się dowiedzieć od Vanessy, Weronika miała jakieś problemy w szkole. Wiem też, że nie ma ojca, tylko nie mam pojęcia co i jak to się stało. Może sama ci powie, Vanessa nie za bardzo chce o tym rozmawiać. Nie dziwię jej się, możliwe że ją też jakoś przeszłość Weroniki dotknęła. Lepiej dać im czas i teraz o nic nie pytać. Jeśli będą chciały same powiedzą, poza tym krótko je znamy, więc teraz to i tak nic więcej nam nie powiedzą.
___________________________________________________________
Mówiłam, że będziecie musieli przyzwyczaić się do takich rozdziałów. Kolejny długi rozdział. Głównie dlatego, że dodaję raz a tydzień i chciałabym wam to jakoś zrekompensować. Ogólnie, to ocenę rozdziału pozostawię wam, ale powiem że nawet mi się podoba, chociaż nie ukrywać, że mógłby być lepszy. Wróciłam z wycieczki i jestem napakowana mnóstwem pozytywnej energii, pomijając kilka problemów w szkole, wszystko jest na swoim miejscu.

Nowego rozdziału, sama nie wiem kiedy możecie się spodziewać. Jeśli coś napiszę, to oczywiście od razu dodam.  Plus, zmieniłam sobie kursor na bardziej słitaśny. Mnie tam się podoba. : D

Dziękuję za miłe słowa zawarte w komentarzach jak i wiadomościach na Gadu. To naprawdę bardzo miłe, dziękuję wam za to.  Dziękuję również za wejścia, których jest już ponad 1 , 400. Co jak na dwa rozdziały, bardzo dużo. 



Jeśli chciałabyś być informowana o nowych rozdziałach, bądź zwyczajnie ze mną popisać, napisz na moje GG: 23799456 lub na Twittera.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 2.


WERONIKA

Podniosłam się z mojego wygodnego łóżka i wolnym krokiem ruszyłam w kierunku swojej szafy. Przez dłuższą chwilę nie miałam pojęcia, co mogę na siebie włożyć. Szperałam w szafce przez dobre dwadzieścia minut. Postanowiłam w końcu coś wybrać, stanęło na białej koszuli, czarnych krótkich spodenkach i białych trampkach. Wzięłam wybrane ciuchy w ręce i skierowałam się do łazienki, która na moje nieszczęście była zajęta.
- Długo jeszcze?- mruknęłam, nieusatysfakcjonowana tym, że muszę czekać.
- Zaraz wychodzę!- odpowiedział mi głos mojej mamy zza drzwi. Prychnęłam pod nosem, wiedząc że może potrwać to jeszcze przez dłuższy czas, położyłam ubrania na szafce obok łazienki i skierowałam się do kuchni.
- Cześć słońce- z wielkim uśmiechem na ustach, powitała mnie mama mojej przyjaciółki. Uśmiechnęłam się szeroko, przyzwyczajona do pieszczotliwych zdrobnień kobiety- Zrobiłabym jedzenie, ale wiesz.. moje możliwości są dosyć ograniczone- powiedziała, patrząc na mnie znaczącym spojrzeniem. Zaśmiałam się głośno i ruchem ręki pokazałam, że ją wyręczę. Uśmiechając się promiennie, opuściła kuchnię kierując się schodami na górę. Stanęłam przed lodówką, szukając czegoś, co mogłoby posłużyć za nasze śniadanie. Domyśliłam się, że nasze mamy idą do pracy dopiero po południu, dlatego w tej chwili łazienka jest okupowana. Wyjęłam z lodówki wszystkie warzywa jakie znalazłam, oraz pudełko z jajkami. Stanęło na jajecznicy i sałatce.

Czekając na resztę domowników, usiadłam na szafce niedaleko kuchenki zaciekawiona spoglądając za okno. Jak na Londyn, dzień był bardzo słoneczny. Na zewnątrz panowała bardzo przyjemna atmosfera, zważając na lekki wiatr który nie przestawał wiać. Moją uwagę zwróciła grupka chłopaków, ganiających się po całym swoim ogrodzie, który znajdował się z przodu ich domu. Dwóch z nich, nie miało na sobie nic oprócz bokserek, które tak na marginesie były totalnie różowe. Momentalnie wybuchnęłam śmiechem, widząc wkurzoną twarz jednego z nich. W progu ich domu, stanął na całe szczęście, ubrany jak mniemam brązowo włosy chłopak, starający się uspokoić swoich znajomych. Wymachiwał rękoma, myśląc że w ten sposób jakoś ich ogarnie. Dopiero po chwili zdołałam zauważyć, że są to przecież idole moich przyjaciółek! Zakryłam usta dłonią, z niedowierzaniem patrząc za szybę. No to pięknie, teraz to się zacznie.

Zeszłam na dół w końcu ubrana w coś innego, niż za dużą koszulkę. Rozwaliłam się przed telewizorem, czekając na przyjaciółkę która od ponad godziny siedziała w kuchni. Jak mi się wydaje, obserwowała tam naszych sąsiadów, których wyczaiła już wczoraj. Westchnęłam ciężko i w celu wzięcia pilota od telewizora, podniosłam rękę do góry, co najwidoczniej nie było dobrym ruchem, ponieważ przywaliłam prosto w lampę stojącą na stoliku obok kanapy.
- Ups?- podrapałam się po głowie, widząc wkurzoną twarz mojej mamy. Uśmiechnęłam się do niej szeroko i momentalnie odwróciłam wzrok, zawieszając go na ekranie telewizora.
- Wydałam na nią majątek!- krzyknęła, ciężko wzdychając.
- Ups?- powtórzyłam, odwracając się do niej przodem. Rodzicielka pokręciła głową i przewracając oczami, ruszyła w stronę szafy w której trzymaliśmy wszystkie możliwe środki czystości i inne tego typu rzeczy. Wzruszyłam ramionami, z wielką nadzieją że limit rozwalania wartościowych rzeczy jak na dzisiaj, został wyczerpany. Sama, udałam się do łazienki w celu znalezienia apteczki, która w tej chwili bardzo by mi się przydała, ze względu na fakt iż lampa rozwaliła mi lewą rękę.

Po skończonym opatrywaniu swojej ręki, ruszyłam do kuchni zobaczyć czy moja przyjaciółka nadal podgląda naszych sąsiadów. Stanęłam w progu i wybuchnęłam głośnym śmiechem widząc moją przyjaciółkę, zapatrzoną w strojącego w oknie naprzeciwko chłopaka. Dziewczyna gwałtownie odwróciła się w moją stronę i wystawiła mi język. Przeniosła wzrok na moją zabandażowaną rękę i tylko pokręciła głową. W tym samym momencie, do naszych uszu doszedł dźwięk dzwonka do drzwi. Ponownie westchnęłam i udałam się w ich stronę. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi, zapominając o zabandażowanej ręce.
- Cholera- mruknęłam cicho, jednak szybko podniosłam wzrok na osobę, która do nas przyszła. Dziwnie spojrzałam na chłopaka stojącego przed naszymi drzwiami. Mogę oddać swoją rękę, że to ten koleś na którego leci brunetka.
- Chciałem zapytać czy..- zaczął, jednak nie dając mu skończyć zamknęłam mu drzwi przed nosem.
- Kto to był?- spytała Vanessa, stając tuż za mną.
- Ten twój lowelas- mruknęłam, na co dziewczyna aż pisnęła i dorwała się do drzwi. Wzruszyłam ramionami i po raz kolejny zawróciłam do łazienki.


VANESSA

- Przepraszam za tę rudą- westchnęłam, spoglądając na oddalającą się sylwetkę dziewczyny.
- W odwecie za rudą wejdę do twojego pokoju w nocy i pomaluję na czarno wszystkie twoje plakaty!- krzyknęła, gwałtownie się odwracając. Puknęła się w głowę i weszła schodami na górę.
- Nie przejmuj się nią- wzruszyłam ramionami, szeroko uśmiechając się w stronę stojącego przede mną Liama. Natknęłam się na niego wczoraj w parku. Tyle kosztowało mnie, żeby się na niego nie rzucić że to jest normalnie poezja. Dość długo rozmawialiśmy, dopóki moja ukochana mama nie przerwała tej pięknej chwili.
- Chciałem zaprosić ciebie i twoje koleżanki na popołudnie. Moglibyśmy oprowadzić was po Londynie, wspominałaś że niezbyt znacie te okolice- uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że nie potrafiłam mu odmówić. Energicznie pokiwałam głową i usłyszałam jakiś ogromny huk dobiegający z góry.
- Weronika, miałaś uważać! Najpierw wazon, teraz moja ulubiona zasłona. Dziewczyno, ja przez ciebie jakiegoś świra dostanę! Albo zmarszczek! Tak, tylko tego by brakowało- skrzywiłam się, słysząc dobiegające z góry krzyki i uderzyłam się ręką prosto w czoło.
- Chyba się nie nudzisz- zaśmiał się chłopak, patrząc na mnie rozbawiony.
- Nie da się nudzić w tym domu- westchnęłam, patrząc na niego kątem oka.
- Vanessa! Zbieraj się, jedziemy do szpitala! Weronika wbiła sobie szkło w rękę- jęknęłam cicho, kręcąc głową.
- To nie ja sobie wbiłam! To szkło mnie atakuje- ponownie jęknęłam, przepraszająco patrząc na chłopaka. Pokiwał głowa, uśmiechnął się szeroko i machając do mnie ręką udał się w stronę swojego domu. Zamknęłam za nim drzwi, chwilę patrząc jak odchodzi. Kiedy był już wystarczająco daleko, zaczęłam krzyczeć, piszczeć i tańczyć mój tradycyjny taniec szczęścia.


WERONIKA

- Musimy tam pójść!- krzyknęła na mnie Vanessa, kręcąc się po pokoju.
- Mam dziewięć szwów na lewej ręce. Jeszcze jakieś pytania?- mruknęłam, spoglądając na zabandażowaną rękę. Bandaż zajmował prawie całą część od łokcia do nadgarstka. Koniec był umiejscowiony niedaleko nad dłonią. - Idź sama. Albo weź Lenę.
- Nie mogę, bo Lena pojechała z mamą na zakupy, a sama nie pójdę! Zrób to dla mnie.
- Nie.
- Proszę?
- Nie.
- Ale proszę!
- Nie.
- Kupię ci te śliczną kremową koszulkę, którą widziałyśmy na wystawie!
- Nie. Albo niech będzie- powiedziałam uradowana, szeroko uśmiechając się do dziewczyny. Brunetka rzuciła się na mnie i mocno mnie do siebie przytuliła- Dziewięć szwów- przypomniałam, a ta momentalnie podniosła się ze mnie i pobiegła do swojego pokoju, jak mi się wydaje żeby zacząć szykować się na wyjście z jej lowelasami z naprzeciwka. Chyba tego nie przeżyję.

Vanessa po wyjściu z łazienki nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Ciągle chodziła z jednej strony pokoju na drugą. Zirytowana jej podekscytowaniem, chwyciłam za swoją gitarę korzystając z okazji, że mamy jeszcze trzy godziny do wyjścia, skierowałam się w stronę drzwi. Dziewczyna nawet nie zauważyła, że postanowiłam opuścić dom więc uradowana ruszyłam w stronę lasu. Może to stosunkowo dziwne, że czuję się tam podejrzanie bezpiecznie, ale nie zaprzeczając jest tam po prostu inaczej. Przypomina mi to miejsce, w którym zawsze chodziłam razem z moim tatą, kiedy uczył mnie grać na gitarze. Każdą lekcję pamiętam bardzo dokładnie mimo tego, że miałam jedynie osiem lat. To, jak wściekał się na mnie, kiedy robiłam mu na złość i grałam jego znienawidzone piosenki, albo to kiedy zawsze głaskał mnie po głowie mimo tego ile błędów popełniałam podczas grania. Wiedziałam, że nawet jeśli zrobię coś źle, coś co może nawet przekreślić część mojego życia, mogę na niego liczyć. Mogę się do niego zwrócić, a on wysłucha mnie, najpierw na mnie nakrzyczy, ale później przytuli i powie, że trzeba wierzyć, a wszystko się uda. Nauczył mnie, że swoją siłą, która mamy w środku, możemy dojść do czegoś wyjątkowego. Bardzo za nim tęsknie, ale czuję jego obecność. Najbardziej, kiedy gram na gitarze. Po prostu wiem, że on i tak jest ze mną i na pewno jest dumny z tego, że kontynuuję jego największą pasję, którą przekazał mnie. Kocham go i nigdy w życiu nie pozwolę sobie o nim zapomnieć.

Rozsiadłam się w tym samym miejscu, w którym byłam ostatnio i zaczęłam grać wolną piosenkę, która należała do jednej z ulubionych melodii mojego taty. W ten sposób, chcę pokazać mu, że pamiętam i zawsze pamiętać będę. Na całe szczęście zabandażowana ręką, wcale nie przeszkadzał mi w graniu. Pomijając kilka zadrapań, które zrobiłam sobie podczas zbijania drogiego wazonu mojej mamy, wszystko było całkiem okej.


NIALL

Wyjrzałem przez okno swojego pokoju, skąd miałem idealny widok na ulicę. W oczy rzuciła mi się wykradająca się z domu rudowłosa dziewczyna, z gitarą w ręku. Błyskawicznie poderwałem się z miejsca i w biegu ubierając koszulkę, wyszedłem z domu, krzycząc krótkie 'wychodzę' w stronę chłopaków. Sam nie wiem dlaczego zareagowałem w taki sposób na jej widok, zwyczajnie przyciągnął mnie jej głos. Idąc kawałek za nią, mogłem przyjrzeć się jej uważniej niż poprzednio. Zdążyłem zauważyć, że rudowłosa za każdym razem, kiedy ją widzę ma zaplecionego warkoczyka wkoło swojej głowy. To chyba jej taki znak rozpoznawczy. Widziałem ją tylko kilka razy, a mógłbym przysiąc że miałem okazje gdzieś ją poznać. Absolutnie nie wiem gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach, ale byłem przekonany że ją poznałem. Dziewczyna, jakby poczuła że ktoś za nią idzie i odwróciła się do tyłu. Zdążyłem jedynie schować się w jednej z uliczek. Rudowłosa zmarszczyła brwi i wzruszając ramionami, odwróciła się i ruszyła przed siebie. Kiedy była już wystarczająco daleko, po raz kolejny ruszyłem za nią, uważnie śledząc każdy jej nowy ruch.

Przyglądałem się grającej dziewczynie, z każdą chwila uświadamiając sobie coraz bardziej, że na pewno skądś ją znam. Zwróciłem uwagę na bandaż zawiązany na jej lewej ręce. Kilkakrotnie skrzywiła się, starając się go jakoś poprawić, co i tak marnie jej wychodziło więc po chwili się poddawała. Miałem ogromną ochotę do niej podejść, ale musiałem się jakoś powstrzymać, bo przecież jak wytłumaczyłbym jest fakt, że znalazłem się w tym samym miejscu co ona, w tak ogromnym lesie? Samo za siebie mówi, że sam tu nie trafiłem.

Stanąłem w progu swojego domu, dziwnie patrząc na krzątających się po wszystkich możliwych kątach chłopakach. Wyglądali dość dziwnie, zważając na ich lekkie poddenerwowanie.
- Wychodzimy za pięć minut!- wrzasnął Liam, zaglądający pod wszystkie możliwe fotele. Zmarszczyłem brwi, myśląc że możliwe zapomniałem o jakimś występie, czy wywiadzie.
- A przepraszam gdzie?- spytałem, nawet o krok nie ruszając się z miejsca.
- Liam wyrwał nasze nowe sąsiadki- powiedział Zayn z flirciarskim uśmiechem, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Szeroko otworzyłem oczy i z niedowierzaniem spojrzałem na przyjaciela, który nawet na mnie nie patrząc mrugał okiem do własnego odbicia.


WERONIKA

- Zaraz przyjdzie! Znaczy przyjdą!- powiedziała podekscytowana, kiedy wróciłam do domu. Obojętnie wzruszyłam ramionami i odstawiłam gitarę na jej stałe miejsce. Mogę się założyć, że kiedy całą piątką staną w progu naszego domu, dziewczyna będzie zachowywać stoicki spokój i jedynie szeroko uśmiechać się w ich stronę. Szkoda tylko, że muszę teraz znosić jej podjaraną stronę. Teatralnie ziewnęłam, za co dziewczyna rzuciła we mnie poduszką. Na szczęście w porę się schyliłam i nie oberwałam, co wcale nie było na rękę brunetce. Wystawiłam jej język i dumnie wypięłam pierś, na co dziewczyna tylko z rozczarowaniem spojrzała na poduszkę leżącą pod oknem. W tym samym momencie można było usłyszeć dźwięk dzwonka do drzwi, na który moja przyjaciółka energicznie podskoczyła i cicho zapiszczała. Przekręciłam oczami i ruszyłam za nią w stronę drzwi wejściowych.
- Cześć- dziewczyna, uśmiechając się promiennie zwróciła się w stronę piątki, równie uradowanych chłopaków co ona. Czy wspominałam, że tak rozległe szczęście mnie denerwuje? Nie? To wspominam- Masz być miła- mruknęła w moją stronę, klepiąc mnie w tyłek. Posłałam jej mordercze spojrzenie i w odpowiedzi wystawiłam jej język niczym mała dziewczynka. Vanessa zmroziła mnie spojrzeniem, na co ja spojrzałam na nią z cwaną miną- To idziemy?- dziewczyna odwróciła ode mnie wzrok, przerzucając go na chłopaków.
- Pewnie- odpowiedzieli chórkiem, usuwając się kawałek spod drzwi. Dziewczyna wyszła, ciągnąc mnie za rękaw koszuli.
- Jeśli jeszcze raz dotkniesz mojej ulubionej koszuli, to możesz pożegnać się ze swoim ukochanym pluszowym misiem- szepnęłam w jej kierunku, na co ona tylko poklepała mnie po plecach.
- Nawet nie poznaliśmy twojego imienia- jeden z nich, chyba nazywał się Louis, ale głowy nie dam, znacząco na mnie spojrzał.
- Nazywa się Weronika- wyręczyła mnie przyjaciółka, chyba przeczuwając że nie mam większej ochoty do nawiązywania nowych znajomości.
- To chyba nie jest angielskie imię- jakże dobitnie stwierdził, chyba Harry, uważnie mi się przyglądając.
- To polskie imię- wytłumaczyłam, sama dziwiąc się, że byłam zdolna wypowiedzieć jakiekolwiek słowa przy obcych mi osobach.
- Obie jesteśmy z Polski, chociaż Weronika, urodziła się w..- zaczęła dziewczyna, jednak ja skrzyżowała ręce i spojrzałam na nią spod byka. Dziewczyna momentalnie zamilkła, czując na sobie mój wzrok. Uśmiechnęłam się pod nosem szczęśliwa, że nie poznają całego mojego życiorysu przy pierwszym spotkaniu. Prawda, jestem Polką tylko w połowie. Ale kiedy miałam siedem lat przeprowadziliśmy się do Polski, więc raczej mogę siebie nazwać w większości Polką. To, że urodziłam się w Irlandii, jak na razie pozostawię dla siebie. Poza tym, kogo to obchodzi? Bo przecież gwiazdy światowego formatu nie mają co robić, tylko wysłuchiwać o pochodzeniu przyjaciółki jednej z ich fanek. W dwóch słowach – Bitch please.
- Jestem Zayn- obok mnie w błyskawicznym tempie pojawił się chłopak, o czarnych włosach i brązowych oczach. Zmarszczyłam brwi, posyłając mu bardzo dziwne spojrzenie.
- Fajnie- mruknęłam, po czym przyspieszyłam kroku i pociągnęłam brunetkę za rękaw- Mogę sobie pójść?- spytałam zbulwersowana.
- Kremowa koszulka- przypomniała z szerokim uśmiechem.
- Dziewięć szwów- obroniłam się, cwaniacko patrząc na dziewczynę. Posłała mi mordercze spojrzenie i kręcąc tyłkiem ruszyła w kierunku idących kawałek przed nami chłopaków. Westchnęłam ciężko, jednak posłusznie podążyłam za nią.
- Tak w ogóle, to proponowałbym coś zjeść- stwierdził blondyn, nie spuszczając ze mnie wzroku. Spojrzałam w jego stronę, z nieodgadniony wyrazem twarzy, na co chłopak uniósł brew do góry i momentalnie spuścił głowę w dół. Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na swoją przyjaciółkę, która właśnie flirtowała z niejakim Liamem. Przesłodko. Tak, że aż rzygam tęczą.
- Vanessa, skarbie! Strasznie boli mnie ta ręka, pozwolisz że potulnie powrócę do własnego pokoju- uśmiechnęłam się promiennie, na co dziewczyna tylko skrzyżowała ręce pod biustem.
- A na gitarze to mogłaś grać- powiedziała patrząc na mnie ze zwycięską miną.
- A to co innego- zaczęłam jednak dziewczyna przerwała mi i machnęła ręką.
- Oczywiście, bądź już cicho. Poza tym wieczorynka zaczyna się za kilka godzin- powiedziała usatysfakcjonowana swoja wypowiedzią.
- Właśnie! Wieczorynka! Dziękuję, że mi przypomniałaś. Pójdę do domu i sprawdzę jaka bajka dzisiaj leci- zawróciłam, na co już ostro wkurzona brunetka pociągnęła mnie za rękę w swoją stronę.
- Ona tak zawsze, to takie.. babskie żarty- wytłumaczyła, po czym walnęła mnie w głowę. Przewróciłam oczami i totalnie znudzona poszłam za nią.

- Coś nie sądzę, żebyś lubiła spędzać czas z chłopakami- stwierdził blondyn, kiedy zostaliśmy trochę z tyłu za resztą. Przeniosłam na niego wzrok i ponownie oblała mnie fala dziwnego i nieokreślonego uczucia, które po raz kolejny spowodował ten blondyn. Jestem pewna, że już go poznałam. Tylko za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć gdzie.
- To nie tak. Ja po prostu nie lubię osób, których nie znam- odpowiedział beznamiętnie, wbijając wzrok w swoje buty.
- Jestem Niall. Już mnie znasz- chłopak uśmiechnął się szeroko, ukazując przy tym swój ledwo widoczny aparat.
- Nie, żebym była niemiła, ale i tak cie nie lubię- wzruszyłam ramionami, tłumiąc uśmiech który niemiłosiernie wkradał mi się na twarz.
- No dobra, to jestem Niall i moim hobby jest jedzenie wszystkich jadalnych rzeczy. Coś się zmieniło?
- Dalej nic.
- A jak powiem ci, że nie jestem naturalnym blondynem?
- Plus za starania- zaśmiałam się, co samą mnie zdziwiło i poklepałam chłopaka po ramieniu. Puścił mi ogromny uśmiech, po czym zawiesił wzrok na moich oczach. Odwróciłam głowę w druga stronę i dorównałam kroku swojej przyjaciółce.

- Było bardzo miło- powiedziała uradowana Vanessa, puszczając dwuznaczne spojrzenia chłopakowi. Popatrzyłam na nią badawczym spojrzeniem, jednak tylko przewróciła oczami i złapałam za klamkę. Dziewczyna kopnęła mnie w kostkę i spojrzała na mnie znaczącym spojrzeniem.
- Tak, było miło- uśmiechnęłam się szeroko, głównie w stronę blondyna i ze względu na fakt iż koniecznie potrzebowałam odwiedzić moich zmyślonych przyjaciół biesiadujących w toalecie, pędem ruszyłam w kierunku pomieszczenia.
___________________________________________________
Taki surprajs, zanim pojadę sobie nad jezioro. Doznałam przypływu weny i postanowiłam ten fakt wykorzystać i w taki sposób powstało to coś u góry. Nie będę tego oceniać, bo w zasadzie od tego jesteście wy. Kolejny najprędzej w weekend, ze względu na to, iż jutro wyjeżdżam. Chyba musicie przyzwyczaić się do tak długich rozdziałów, bo jak zaczynam pisać, to nie mogę przestać. Kolejny rozdział na pięć stron dwunastką w Open Office. Nie wiem, jakim cudem tyle piszę.

Dziękuję za miłe słowa i tak liczny odzew z waszej strony, dotyczący nowej historii w moim wykonaniu. Jesteście po prostu niesamowici i dajecie mi takiej, jakiejś nieokreślonej energii, że sama siebie dziwię. I to, że mimo pierwszego rozdziału mam już ponad dwadzieścia obserwatorów i ponad pięćdziesięciu czytelników, uszczęśliwiło mnie bardziej niż Nutella. Uwielbiam was.

Jeśli chciałabyś być informowana o nowych rozdziałach, bądź po prostu porozmawiać napisz na moje GG: 23799456.

U góry pojawiła się zakładka z linkiem do mojego Twittera. Gdybyście czasem coś ode mnie chce cieli. Poza tym - wszyscy mają, nie chcę być gorsza. : D

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 1.


WERONIKA

Trzasnęłam drzwiami od swojego pokoju, starałam się w jakiś sposób zaprzestać planom zabójstwa swoich dwóch najlepszych przyjaciółek. Dobra, ja rozumiem że chcą pomóc mi wrócić do normalnego trybu życia, ale jak dla mnie to chyba za wcześnie na wychodzenie z jakimś znajomym, znajomych rodziców Leny. Po prostu ludzie są straszni. Dobrze, może nie wszyscy, ale zdecydowana większość jest dziwna, irytująca, wkurzająca i wiele podobnych synonimów do słowa denerwujący. Nawet nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo stara się wciągnąć mnie w swoje towarzystwo. Wcale nie prosiłam się o spotkania integracyjne. Jeśli bym chciała, to bym z kimś porozmawiała, ale najwidoczniej nie odczuwam większej potrzeby bliskiego kontaktu z ludźmi. Nawet ze zwierzętami nie potrzebuję. Chciałabym mieć święty spokój, który zagłusza mi właśnie moja przyjaciółka. Tak, miałam depresje. Tak, wyszłam z niej dopiero po dwóch latach leczenia. I tak, jestem odmianą samotnika, który woli siedzieć w pokoju i oglądać nędzne zagraniczne seriale niż wychodzić z domu. Wakacje zaczęły się dwa dni temu, i osobiście mam ochotę spędzić ten czas na nic nie robieniu. Nigdzie nie pójdę, nie zmuszą mnie do tego.

Przeprowadziłam się do tego cholernego Londynu razem z mamą, nie robiłam problemów więc mogliby mnie zostawić w spokoju. Gdyby nie to, że moja mama, mama Vanessy i mama Leny pracują razem i również razem dostały awans, to mogę się założyć że zrobiłabym wszystko, żeby zostać w Polsce. I tak źle się czuję z faktem, że jestem aż tak daleko od grobu swojego taty. Czuję, że zostawiłam tam część siebie, której za żadne skarby już nie odzyskam. Byłam jednocześnie wściekła i chętna to pozbycia się całej frustracji przez rozwalenie jakiegoś mało istotnego przedmiotu, ale patrząc z innej perspektywy mam szansę na to, żeby oderwać się od przeszłości i skupić na tym, co przyniesie mi przyszłość. Nie potrafię znaleźć dobrego rozwiązania z własnej sytuacji, nie potrafię nawet pogodzić się z faktem, że mojego taty już nie ma. I nigdy nie będzie, że po prostu odszedł na zawsze. I nie mogę pogodzić się z tym, że to wszystko widziałam. Jego śmierć, przerażenie, to jak bardzo martwił się nie tyle o siebie, co o mnie. W wieku czternastu lat nie da się jeszcze wszystkiego przeanalizować. Dopiero po całych dwóch latach od jego śmierci zrozumiałam, że gdybym nie była tak zarozumiała i zgodziła się na jego rozwiązanie, on byłby tu dalej. Jestem na siebie zła za to co zrobiłam, ale niestety nie potrafię cofnąć czasu choć tak bardzo bym tego chciała.

Nie chciałam się tutaj przeprowadzać. Niestety moja mama i rodzicielki moich przyjaciółek pracują razem i dostały takie zlecenie – przeprowadzka na dwa lata, za większą płacę i lepsze warunki w mieszkaniu. Mieszkam teraz z moją mamą, mamą Vanessy i Vanessą – obie nie mamy jednego z rodziców. Mojego taty już nie ma, a ojciec Vanessy postanowił zniszczyć życie swojej rodzinie, zdradził jej mamę i znalazł sobie nową rodzinę, pozostawiając starą w niepamięć. Jeśli jeszcze ktoś powie mi, że ludzie nie są okrutni to go wyśmieję. Lena jako jedyna z nas ma obojga rodziców i chyba jako jedyna z nas może w pełni powiedzieć, że jest szczęśliwa. Nigdy nie zdarzyło jej się czegoś zawalić, można powiedzieć że to takie dziecko szczęście. Van, jest taka pośrednia. Ni to szczęście, ni to pech. A ja? A ja mam pecha dokąd się urodziłam. Szpital mogę nazwać swoim drugim domem, a leki stałymi bywalcami w moim życiu. Od małego ciągle sobie coś robię. Przykładowo, przedwczoraj wylądowałam na ostrym dyżurze, bo uderzyłam się o framugę drzwi. Efekty był taki, że lekarze operacyjnie nastawiali mi rękę. Nie powiem, żeby było mi to „na rękę”.

Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy i ślamazarnym krokiem udałam się do kuchni, w której na swoje nieszczęście zastałam wkurzoną Vanessę. Kiedy mnie zauważyła, gwałtownie podniosła się z krzesła i z grobowa miną stanęła przede mną.
- Miałaś zejść pół godziny temu!- krzyknęła, zdenerwowana tupiąc nogą. Obojętnie wzruszyłam ramionami, za co zostałam obdarowana najbardziej wkurzonym spojrzeniem, na jakie było ją stać. Zirytowana, pociągnęła mnie w stronę drzwi wyjściowych, przy okazji ciągnąc za sobą roześmianą Lenę.
- Idźcie same, nie idę- bąknęłam, przewracając oczami. Wyrwałam swoją dłoń z uścisku dziewczyny i zawróciłam w stronę kuchni. Wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i mówiąc coś niezrozumiałego pod nosem, wybiegła z domu ciągnąc za sobą Lenę. Blondynka uśmiechnęła się do mnie, jakby pocieszająco i wyszła razem z przyjaciółką. Odetchnęłam ciężko i wróciłam do swojego pokoju. Zabrałam gitarę i szybkim krokiem wyszłam z domu.

Lena jest jedną z najbardziej optymistycznych osób jakie znam. Wszystkich zaraża energią, i nie przejmuje się absolutnie niczym. Jak twierdzi, zamartwianie się nie ma większego sensu. Jej zdaniem trzeba korzystać z życia. Dzięki jej blond włosom, zawsze o wiele łatwiej wszystko dostaje. Niebieskie oczy, które jak wszyscy sądzą są „bardzo hipnotyzujące” też dają jej ulgi. Wkurza się bardzo rzadko. Jestem ewidentną oazą spokoju, która zawsze bardzo mnie zadziwia. Jej energia jest mi zazwyczaj obca, niezbyt rozumiem jej ciągłe zafascynowanie światem. Jesteśmy absolutnie różne, a jednam kimo wszystko dogadujemy się wspaniale. Tego też nie rozumiem.

Vanessa, mimo wszystkiego co zdążyła już przeżyć patrzy na świat raczej pozytywnie. Miewa gorsze dni, w których lepiej jej nie irytować, ale ogólnie i tak jest optymistką. Muszę przyznać, że jest najbardziej stuknięta z naszej trójki. Zawsze ląduje w kozie, wszystkich denerwuje i jest absolutnie bezczelna. Nawet się z tym nie kryje. Są trzy rzeczy do których podchodzi na poważnie – rodzina, przyjaciele i miłość. Wszystko inne ma dla niej mniejsze znaczenie, nic w tym kierunku nie robi. Z natury jest brunetką, o dużych brązowych oczach. Już nie jednokrotnie zdarzyło się, żebym razem z Leną musiałam wyciągać ją z jakiejś afery. Zawsze wplącze się w jakąś sytuację, przez którą ma problemy w szkole i dwumiesięczny szlaban.

A ja? Ja to ja. Od urodzenia mam problemy z dostosowaniem się do grupy, wszyscy mnie irytują a mojego poglądu na świat lepiej nie znać. Raczej trzymam się na uboczu, chociaż wszyscy którzy ranią moich przyjaciół mają zapewnione wieczne piekło. Życie jest niesprawiedliwe. Mam naturalnie rude włosy, przez które zawsze miałam problemy. Aparat na zębach, może i działa, ale jest strasznie wkurzający. Mimo wszystko znam swoją wartość i chociaż w większości trzymam się z dala od ludzi, potrafię dopiąć swojego jeśli mi na czymś zależy. Pełnoprawne szare myszki zawsze mają pod górę, dlatego trzeba mieć jakieś pogranicze. Znać siebie, zwracać uwagi na zalety i walczyć z wadami. Z początku chciałam zmienić w sobie tę aspołeczność, ale z drugiej strony jeśli dopuszczę do siebie więcej ludzi, mogę być znowu zraniona, czy kogoś stracić. Wnioskuję, że drugi raz byłby dla mnie cięższy niż pierwszy. Poza tym, zawsze czułam jakbym była odtrącona przez rówieśników. Wszystkie znajome mi dziewczyny chodziły na randki, interesowały się wszystkim tym, co mnie kompletnie nie obchodziło. Jedyną wspólną cechą z dziewczynami w moim wieku, może być to że jestem absolutnie zakręcona na punkcie mody. Kiedy one zajmowały się szukaniem sobie wiecznej miłości, ja zajmowałam się czymś co miało sens dla mnie samej.

Usiadłam na swoim stałym miejscu, skupiając całą swoją uwagę na leżących przede mną nutach. Rozrzuciłam je jeszcze bardziej, uradowana że dzisiaj akurat nie ma wiatru i wzięłam w ręce gitarę. Tak naprawdę tylko tutaj miałam chwilę ciszy i spokoju, znalazłam to miejsce wczoraj i mimo tego, że nie powinnam chodzić po nie wiadomo jakich lasach, coś mnie do tego miejsca ciągnęło. Sama nie mogę rozszyfrować co, ale w środku czułam że właśnie tutaj coś ma się wydarzyć i ja nie mogę tego opuścić. Możliwe, że to jakiś nieokreślony nowy zmysł, którym nie wszyscy mogą się pochwalić. Możliwe też, że jestem wariatką wmawiając sobie jakieś brednie. Po prostu wiedziałam, że muszę tu być.


NIALL

Po kolejnej ciężkiej kłótni z przyjaciółmi, postanowiłem przejść się na spacer, żeby trochę od nich odpocząć. Nie wiem dlaczego, ale cała czwórka niemiłosiernie zaczęła mnie denerwować. Może to być spowodowane moim ostatnim zerwaniem, z którego na moje nieszczęście moi znajomi bardzo się cieszyli. Szkoda tylko, że nie wzięli pod uwagę moich uczuć. Kochałem ją. Kochałem, jak nikogo wcześniej. Nie często dowiadujesz się, że osoba która jest dla ciebie jedną z najważniejszych osób w życiu, podczas wyjazdu postanowiła zabawić się twoim kosztem. Zdrada jest ciężka do pojęcia, zrozumienia „dlaczego?”. Mówiąc szczerze nie ma co do tego gotowej definicji. Nie jestem w stanie zrozumieć, z jakiego powodu mnie zdradziła. Nie dawałem jej tego czego oczekiwała? Może coś jej się we mnie nie podobało? Przestała mnie kochać? Chyba nikt nie odpowie mi na te pytania. Nikt, poza nią. Tylko, że ona nie chce ze mną porozmawiać. Sam nie wiem, czy tego chcę. W końcu to przez nią wszystko się rozpadło. A mimo to, nadal nie potrafię przestać jej kochać.

Z następną serią pytań bez odpowiedzi, udałem się w głąb lasu. Trochę zdziwiły mnie dźwięki gitary, więc zaciekawiony owym dźwiękiem udałem się w jego stronę. Kiedy byłem wystarczająco blisko, schowałem się za jednym z drzew, starając się dostrzec osobę, która grała. Zdołałem zauważyć jedynie, że jest to dziewczyna. Widziałem tylko tył jej głowy, w oczy najbardziej rzuciły się jej rude włosy, z zaplecionym naokoło głowy warkoczykiem. Starałem się dostrzec jej twarz, co jednak mi się nie udało. Jej głos, miał w sobie coś przyciągającego, chcącego słuchać jeszcze. Miałem wrażenie, jakbym już kiedyś ją spotkał. Może nie widziałem jej twarzy, ale miałem bardzo dziwne uczucie, które z każdą sekundą się wzmacniało. Pokazywało mi, że muszę ją skądś znać. Jej głos, sam nie wiem z jakiego powodu, ale pozwolił mi chociaż na chwilę zapomnieć o tym, że kilkanaście godzin temu zerwała ze mną miłość, którą uważałem za miłość swojego życia. Zauważyłem, że dziewczyna zaczęła rozglądać się dookoła. Jakby zauważyła, że ktoś ją obserwuje. W szybkim tempie odwróciłem się tyłem i błyskawicznie ruszyłem w drogę powrotną. Wszystko, zaczęło wydawać się bardzo dziwne.

- Jestem głodny- stwierdziłem, znacząco patrząc na swojego przyjaciela. Harry spojrzał na mnie podejrzliwym spojrzeniem, po czym westchnął i skierował się do kuchni. Uśmiechnąłem się szeroko, machając do niego ręką.
- Mamy nowych sąsiadów. Uściślając sąsiadki. Widziałem, jak wchodziły wczoraj do tego domu naprzeciwko naszego. Nie powiem, całkiem ładne były. Może pójdziemy się przywitać?- spytał Zayn, nie odrywając wzroku od swojego odbicia w lusterku. W odpowiedzi przewróciłem oczami, nawet nie patrząc w jego kierunku. Jemu, to tylko dziewczyny w głowie. Mogę się założyć, że jeszcze wczoraj widziałem go z uroczą brunetką, którą pewnie dzisiaj już zostawił. Chyba nie mam do tego już siły. Poza tym, nie potrafię zrozumieć jego zachowania. Chyba jestem inny niż on.
- Zayn, darował byś sobie. Tak na marginesie, to umówiłeś się dzisiaj z tą dziewczyną z klubu, pamiętasz?- upomniał go Liam, zabierając lusterko sprzed jego oczu. Oburzony Mulat, posłał mu złowrogie spojrzenie na które Payne tylko machnął ręką. Sam do siebie się uśmiechnąłem, widząc że wszystko zaczyna wracać do normy.
- Jedzenie podano!- z kuchni dobiegł nas krzyk naszego kochanego kucharza. Momentalnie zerwałem się z kanapy i w błyskawicznym tempie popędziłem do kuchni, w której tradycyjnie znalazłem się pierwszy poza kucharzem. Zająłem swoje stałe miejsce, zaczynając jeść posiłek.
- O co w końcu chodzi z tym dzisiejszym wywiadem? - spytałem Liama, wpakowując do swoich ust kolejną porcję kurczaka.
- Idziemy do jakiegoś programu telewizyjnego. Mamy być na siedemnastą później mamy godzinę na przygotowanie i około osiemnastej wchodzimy do studia. A potem jak zawsze, śpiewamy piosenkę i potem jest wywiad. Jak zawsze, norma- odpowiedział, siadając obok mnie. Skinąłem głową i nie wnikając w rozmowy prowadzone przy stole, po raz kolejny tego dnia skupiłem swoje myśli na rudowłosej dziewczynie, której głos, jak i piosenka ciągle krążył mi po głowie.


WERONIKA

Wróciłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Mocniej ścisnęłam futerał ze swoją gitarą i rzuciłam klucze od domu na szafkę. Na moje nieszczęście nie trafiłam i walnęłam nimi prosto w lustro wiszące nad szafką, obok wieszaków. Skrzywiłam się i stanęłam, przyglądając się zbitemu przedmiotowi.
- Kochanie, miałaś na siebie uważać- westchnęła mama, pojawiając się w korytarzu. Uśmiechnęłam się szeroko i przeniosłam wzrok na podłogę- Uciekaj do siebie, ja to posprzątam. Jeszcze tego brakuje, żebyś się pokaleczyła- uśmiechnęła się do mnie troskliwie i zawróciła do kuchni. Westchnęłam ciężko i omijając każdy możliwy odłamek zepsutego lustra, ze zwycięsko miną stanęłam w salonie. Postawiłam gitarę pod ścianą i ruszyłam w kierunku kanapy, na której siedziały moje obie przyjaciółki. Niestety, zawinęłam nogę w dywan i jak długa runęłam na podłogę.
- Weronika, słońce. Przestań przytulać podłogę- po słowach brunetki, w głowie miałam wizję słodkiej zemsty na jej osobie. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem, podniosłam się z podłogi i usiadłam między dziewczynami.
- Tak w ogóle, to co będziecie oglądać?- spytałam, przenosząc wzrok z jednej dziewczyny na drugą.
- Jak to co? Zaraz będzie wywiad z One Direction! Dziewczyno, jak ty możesz tego nie wiedzieć?! Oni są tacy słodcy. A szczególnie Liam, on to normalnie wymiata!- i ponownie jestem zmuszona słuchać wykładu, na temat pięciu absolutnie przystojnych młodych chłopaków, którzy mają nieziemskie głosy. Naprawdę nie widzę powodów, żeby aż tak bardzo się nimi interesować. Nie powiem, urody im nie pożałowali, ale to jeszcze żaden powód, żeby zachowywać się jak stuknięta psychofanka. Kiedy tylko moje obie przyjaciółki są razem, to nie ma innego tematu niż właśnie oni. Zaczyna mnie to powoli męczyć.
- Tak, tak. Bo oni są tacy przystojni i bardzo chciałybyście mieć z nimi dzieci. Tak, wiem- mruknęłam, zabierając Vanessie paczkę żelków. Nawet nie zauważyła, że już ich nie trzyma. Chyba była zbyt podekscytowana tym całym wywiadem w telewizji. Uśmiechnięta od ucha do ucha, zabrałam się za jedzenie zabranych przyjaciółce żelek.
- Myślę, że pasowałabym do.. Nie ważne do którego, wszyscy są świetni! Wczoraj podobał mi się Louis, no ale jak tak teraz patrzę.. to, Zayn genialnie wygląda jak tak pada na niego światło-zaczęła blondynka, perfidnie śliniąc się do ekrany telewizora. Widząc jej wyraz twarzy momentalnie wybuchnęłam głośnym śmiechem, nawet nie myśląc że któraś zwróci na mnie uwagę. Pewnie by nie zwróciły.
- Pewnie pójdą po wywiadzie na sheka. Przejdziemy się, prawda?- spojrzały po sobie, energicznie kiwając głowami- Idziesz z nami?
- Jak obiecacie nie gadać o nich do końca tygodnia- powiedziałam, dumna ze swojego pomysłu. Westchnęły, jednak postanowiły przystać na moja propozycję.

Po obejrzeniu jakże emocjonującego wywiadu w telewizji, dziewczyny momentalnie poderwały się z miejsc. Spokojnie podniosłam się z miejsca, śmiejąc się z walczącą ze sznurówkami od swoich butów Leną. Blondynka prychnęła pod nosem, wystawiając mi język i jakoś zawiązała swoje różowe trampki. Przewróciłam oczami i w ich towarzystwie, wyszłam z domu. Wychodząc, rzuciłam okiem na swoją gitarę, która na całe szczęście stała tam gdzie powinna stać. Przez całą drogę, starałam się odwrócić swoją uwagę od rozmawiających na jeden temat dziewczyn. Ich słowa, wpadały do mojej głowy, jednak od razu z niej wychodziły. Szczerze nie interesowały mnie ich tematy, poszłam żeby mieć święty spokój. Weszłyśmy do budynku, ja niemiłosiernie znudzona ich ględzeniem, a one bardzo podekscytowane faktem, że mają szansę spotkać swoich idoli, w których są zakochane, a nawet ich nie znają. Jak dla mnie, to strasznie dziwne.

- Może lepiej ja pójdę po te shaki? Weronika pewnie wszystko po drodze rozleje- stwierdziła Vanessa, przewracając oczami. Chwyciłam za leżące na stole serwetki, zwinęłam je w kulkę i rzuciłam nimi w stronę cziemnowłosej. Dziewczyna prychnęła pod nosem i skrzyżowała ręce.
- Idziemy razem. A ty lepiej zostań- poparła ją blondynka i pociągnęła ją za rękę w stronę lady. Przekręciłam oczami i zajęłam się stukaniem palcami w blat stolika. Nie wiem z jakiego powodu, dziewczyny chciały usiąść przy podwójnym stoliku, ale nawet ciesze się, że nie mam wejścia do ich myśli. Wbiłam wzrok w blat stolika, czekając na powrót przyjaciółek. Dziewczyny wróciły i postawiły przede mną mojego ulubionego czekoladowego shake, po czym wbiły wzrok w drzwi wejściowe. Westchnęłam ciężko, na widok śliniących się do drzwi dziewczyn i wyjęłam telefon z kieszeni. Odstawiłam kubek na blat stołu i włączyłam grę, w której zbija się jakieś dziwne kulki, które ciągle uciekają. Całą swoja uwagę, skupiłam na grze, nawet nie zwracając uwagi na rozmowy dziewczyn. Usłyszałam charakterystyczny dzwonek, który dzwonił gdy ktoś wchodził do środka budynku. Przeniosłam wzrok na dziewczyny, które momentalnie się zaczerwieniły i błyskawicznie spuściły spojrzenia na podłogę. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, przez co oberwałam od blondynki prosto w głowę.
- Bardzo cię proszę, że kieruj swojej ręki w kierunku mojej głowy. Byłam ostatnio w szpitalu i jakoś nie spieszy mi się, żeby tam wracać- mruknęłam, przewracając oczami. Dziewczyna puszczając tą uwagę mimo uszu, wbiła wzrok w siedzących przy stoliku z boku pięciu chłopaków. Pokręciłam głową i nie zwracając na nich większej uwagi zajęłam się kolejnym poziomem w grze. Ze względu na to, że po piętnastu minutach znudziła mi się gra, weszłam na jakąś stronę internetową w poszukiwaniu relacji z meczu piłki nożnej, który właśnie się odbywał. Nawet nie wiem, dlaczego mnie to interesuje. Weszłam w link, który pokazywał ten mecz na żywo. Podłączyłam słuchawki i wsłuchiwałam się w głos komentatorów sportowych- Jaka świnia, przecież nie było spalonego- prychnęłam, przewracając oczami. Wszystkie oczy zgromadzonych w całej sali, momentalnie skupiły się na mnie- Chyba trochę za głośno- stwierdziłam, chowając twarz za ulotką z wypisanymi shakami.


NIALL

- Przecież nie było spalonego!- głos jednej z dziewczyn, siedzących w tym samym miejscu co my, od razu skupił naszą uwagę. Spojrzeliśmy w jej stronę, tak samo jak prawie wszyscy ludzie w tym miejscu.
- No co?- zwróciła się do wszystkich, jak mi się wydaje jej przyjaciółka- Czy dziewczyna, nie może sobie po prostu pokrzyczeć w miejscu publicznym?- zaczęła brunetka, spokojnym i opanowanym tonem głosu- Tak w ogóle, to moja przyjaciółka ogląda teraz bardzo emocjonujący, jak ona sądzi, mecz, więc bardzo przepraszam, ale dajcie sobie na luz- prychnęła, ponownie siadając na swoim miejscu ze skrzyżowanymi rękoma. Przeniosłem wzrok na rudowłosą dziewczynę, która za wszelką cenę starała się schować głowę w menu. Od razu rzucił się w moje oczy warkoczyk, który zapleciony był dookoła głowy. W błyskawicznym tempie, do mojej głowy wrócił obraz dziewczyny, grającej w lesie. Nie odrywałem wzroku od dziewczyny, uważnie lustrując ją wzrokiem. Na moje nieszczęście, dziewczyna odwróciła się i spojrzała prosto na mnie. Trochę skrępowany, spuściłem wzrok z, na pewno, bardzo czerwonymi policzkami.
- Stary, laska oglądająca mecze i to jeszcze mieszkająca obok nas. Jestem w niebie!- stwierdził Zayn, nie spuszczając wzroku z rudowłosej. Dziewczyna spojrzała na niego, lekko przymrużyła oczy po czym skrzywiła się i wróciła do patrzenia w ekran swojego telefonu. Mina Malika, była wręcz bezcenna. Miałem ogromną chęć wybuchnąć śmiechem.
- Chyba cię nie polubi- stwierdził Liam, klepiąc Mulata po ramieniu. Ten jedynie prychnął i odwrócił się do niego bokiem. Coś mi się nie wydaje, żeby sobie ją odpuścił. Zanoszą się kłopoty.
_____________________________________________________
Postanowiłam jednak założyć całkiem nowego bloga, z całkiem nowymi postaciami i całkiem nową historią. Jedyne co zostało, to oczywiście cały skład 1D w jednych z głównych ról. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo tak naprawdę to nie mam o czym. Wstęp, jak wstęp. Trochę więcej przemyśleń niż dialogów. Mam nadzieję, że na tego bloga będziecie wchodzić tak samo chętnie, jak na poprzednie moje blogi. Z góry dziękuję za wszystkie opinie.

Jeśli chciałabyś być informowana o nowych rozdziałach na tym blogu, to napisz na moje GG: 23799456.

Bohaterów znajdziecie w zakładkach na górze.