sobota, 29 września 2012

EPILOG


NIALL, DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

- Weronika, nie byłaby zadowolona, widząc cię w takim stanie- usłyszałem za plecami męski głos. Od kilku tygodni, nie zwracałem większej uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. Spędzałem każdą wolną minutę w sali szpitalnej, w której leżała moja dziewczyna. Nie potrafiłem zrobić czegokolwiek poprawnie wiedząc, że ona jest tutaj sama. Niechętnie, jednak odwróciłem się do tyłu chcąc zlustrować osobę, która weszła do środka. Przed oczami, jakby przez mgłę przemknęła mi twarzy Zayna. Chłopak westchnął głośno i przysuwając sobie niewielki stołek, usiadł obok mnie.
- Co ty tam wiesz- mruknąłem pod nosem, zawzięcie krzyżując ręce. Chłopak zaśmiał się głośno, kątem oka spoglądając na moją dziewczynę.
- Wiem tyle, że powinieneś od czasu do czasu wziąć kąpiel- powiedział z poważnym wyrazem twarzy, na co ja lekko szturchnąłem go w ramię z delikatnym uśmiechem- I taki uśmiech, ma zobaczyć kiedy się obudzi. A teraz won do domu, człowieku, i nie działaj mi na nerwy, bo osobiście załatwię ci lanie. Wystarczy tylko, że zadzwonię do twojej mamy, a nie zapominaj, że mieszka w domu obok nas- zepchnął mnie z krzesła tak, że jak długi runąłem na podłogę. Mulat pomachał do mnie ręką i odwrócił się przodem do Weroniki. Westchnąłem, jednak poprawiając zieloną koszulkę, ruszyłem w stronę wyjścia z sali, kilkakrotnie odwracając się do tyłu- Pa!- krzyknął Zayn, tym samym zwracając na siebie uwagę jednej z pielęgniarek, która w trybie natychmiastowym ruszyła w stronę sali. Zauważając jej wkurzony wyraz twarzy, postanowiłem nie rzucać się w oczy i ostrożnie wyślizgnąłem się zza drzwi, spokojnie ruszając w kierunku wyjścia ze szpitala.
- Niall, jak twoja dziewczyna? Jej stan się poprawił? Jak się trzymasz? Co na to twoja mama?- potok pytań, oblał mnie już po pierwszym kroku poza szpitalem. Nie odpowiadając na żadne z nich, bez słowa wsiadłem do samochodu. Dzięki Bogu, przyjechałem tutaj autem, bo inaczej byłoby ze mną absolutnie kiepsko. Nie uwolniłbym się od dziennikarzy, dopóki nie zamknąłbym za sobą frontowych drzwi do domu. Odjechałem z piskiem opon, chcąc udać się w miejsce, w którym mógłbym być sam. Niestety, gdybym wyjechał za miasto, zajęłoby mi sporo czasu, zanim znów mógłbym wrócić do szpitala. Dla świętego spokoju, posiedzę w swoim pokoju z godzinę, a później kulturalnie opuszczę dom, wracając do Weroniki.

Stęskniłem się za nią. Mimo że jest tak blisko, czuję jakby była za daleko. Jest tutaj, ale jest gdzie indziej. To wszystko jest takie skomplikowane! Każdy, kto teraz chciałby zrozumieć moje myśli, mógłby dobitnie podsuwać je słowami ''rejestracja w szpitalu psychiatrycznym, zaczyna się od siódmej rano każdego dnia''. Zaśmiałem się ze swoich myśli, lustrując wszystko dookoła. Wszędzie, ktoś chodził. Tam jakieś dziecko bawiące się w ganianego, zaraz za nim uradowany pies prowadzony na smyczy przez wysoką kobietę w kolorowym kapeluszu, kawałek dalej uśmiechnięta para, wymieniająca czułe spojrzenia. A ja? A ja siedziałem w samochodzie, tarasując drogę, bo właściwie już jest zielone. To stąd te klaksony! Karcąc się w myślach za to niewielkie niedopatrzenie, włączyłem radio i ruszyłem autem. Jak na złość na każdej stacji radiowej, albo były reklamy, albo leciały miłosne ballady, które zaczynały doprowadzać mnie do szału. Pokręciłem głową, trochę zdenerwowany wyłączając odbiornik. Parkując na podjeździe, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki. Kątem oka zauważyłem machającą mi z okna mamę, która uśmiechała się promiennie. Kiwnąłem do niej głową i zniknąłem za drzwiami. Już w progu, spotkałem trojkę chłopaków i Vanessę, która zmęczona przecierała oczy.
- Rozmawiałam z lekarzem- zaczęła brunetka,k trzymając za rękę swojego chłopaka- Nie chcę cię oszukiwać- wzięła głęboki oddech, krążąc wzrokiem po całym pokoju- Jeśli jej stan nie poprawi się w ciągu dwóch tygodni, odłączą ją- powiedziała prawie niesłyszalnie. Z mojej ręki wypadły trzymane do tej pory klucze, lądując na drewnianej podłodze. Brałem to pod uwagę, ale bałem się op tym myśleć. Bałem się, że stracę ją na dobre. Że już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu. A najgorsze jet w tym wszystkim to, że to tylko i wyłącznie moja wina. Moja, bo do tego dopuściłem, bo nie potrafiłem się nią zaopiekować. Nie potrafiłem teraz nic wywnioskować. Stałem i z tego mojego stania mało co wychodziło. Zacisnąłem dłoń w pięć, mając nadzieję, że to chociaż w niewielkim stopniu rozładuje moje emocje. Nie pomogło. Wyminąłem wszystkich, przyglądających mi się uważnie i biegiem wpadłem do swojego pokoju. Zatrzasnąłem za sobą drzwi. Podszedłem do szafy, wyciągnąłem z niej pierwsze z brzegu spodnie i koszulkę i ruszyłem w stronę łazienki.


ZAYN

- Jakieś to dziwne. Zazwyczaj to ty gadasz, a ja słucham ciebie. A od dwóch miesięcy, prawie monologi i serio to dziwne, bo jeszcze nigdy wcześniej nie dałaś mi skończyć zdania- zacząłem, spoglądając na odchodzącego Nialla. Ponownie przeniosłem wzrok, lustrując jej jeszcze bardziej niż zwykle, bladą twarz- I od dawna, nikt nie nazwał mnie wtrącającym się w nie swoje sprawy idiotą. Ja rozumiem, że jesteś zmęczona tym wszystkim, ale lepiej by było jakbyś się w końcu obudziła- westchnąłem, opierając plecy na ścianie. Nie otrzymując żadnego konkretnego odzewu, westchnąłem głęboko i obrażony skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej- Uważam, że to niesprawiedliwe, że ty sobie śpisz, a my z każdym nowym dniem, modlimy się tylko o to, żebyś w końcu wstała. Raz mogłabyś nas posłuchać- szepnąłem do siebie, bawiąc się palcami- Niall, wariuje bardziej niż zawsze. Je o połowę mniej i tylko ty, możesz pomóc przywrócić blond głodomora z chęcią władania wszystkimi produktami żywnościowymi na świecie. No kurwa, tęsknimy.


NIALL

Wpadłem do szpitala o wiele bardziej zamaszyście niż zwykle. Coś, jakaś dziwna siła, kazała mi tutaj być właśnie dzisiaj, w tej chwili. W tej sekundzie. Potrącając po drodze jakiegoś lekarza i kilka pacjentów, wleciałem do sali. Bez zmian. W sali, leżała Weronika z zamkniętymi oczami i bezwładnie ułożonym ciałem. Obok niej, siedział Zayn, rozżalony patrząc w jej stronę.
- Słyszałeś o tym, co mówił lekarz- nie pytał. Stwierdził, nawet nie obracając się w moją stronę. Kiwnąłem głową, przysiadając na skraju łózka i chwytając dziewczynę za dłoń.
- Nie dam jej odejść- powiedziałem zacięcie. Mulat uśmiechnął się do mnie lekko i usiadł tuż obok mnie.
- Ja też stary, ja też- poklepał mnie po ramieniu, wpatrując się w twarz Weroniki- Pójdę po kawę. Chcesz?- pokiwałem twierdząco głową- Tą co zawsze?- ponownie pokiwałem głową, na co Zayn wstał i ruszył w stronę wyjścia.
- Słońce- szepnąłem, chcąc powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu- Wiem, że mnie słyszysz. Nie wiem skąd wiem, po prostu wiem. Proszę cię, proszę nie zostawiaj mnie. Nie mówiłem ci tego, bo sądziłem że to jeszcze nie ten czas, ale w tej sytuacji, powiem to nawet w takich okolicznościach, a nie przy zachodzie słońca, jak planowałem. Ten zachód, nadrobimy jak już będziesz tutaj ze mną, tak naprawdę. Kocham cię. Kocham cię i kochałem od dawna. Nie wiem, co mam teraz ze sobą zrobić, bo to wszystko wydaje mi się zbyt skomplikowane. Gdybym wiedział, kto ci to zrobił, znalazłbym go chociażby sam i postarał się, żeby cierpiał tak samo jak ty. Mam wrażenie, jakby to wszystko było moją winą. Jakby to, że nie byłem na tyle odpowiedzialny, żeby się tobą zająć, teraz właśnie się na mnie mściło. Kocham cię i nigdy, przenigdy nie przestanę. Daj mi chociaż jakiś znak. Nie pozwól, żeby to się tak skończyło- szepnąłem, już nie starając się zatrzymywać łez. Bezwolnie spływały po moich policzkach, żeby chwilę później wylądować, każda gdzie indziej. Przymknąłem oczy, nadal nie tracąc nadziei na to, że to wszystko się zmieni. Poczułem uścisk swojej ręki. Gwałtownie zerwałem się z miejsca, chwilę później po raz kolejny doskakując do rudowłosej. Ponownie złapałem jej rękę- Zrób to jeszcze raz. Wiem, że dasz sobie radę- odpowiedzi nie uzyskałem. Wpatrywałem się w dziewczynę, kiedy do sali wszedł Zayn- Idź po lekarza.
- Po co?- spytał zdziwiony, kurczowo trzymając dwa kubki z kawą.
- Po prostu idź- dorzuciłem, nawet nie odwracając się w jego stronę. Chłopak nic nie mówiąc, odstawił kawę na stolik i czym prędzej, wyszedł z sali, nie zamykając za sobą drzwi. Do pomieszczenia, wdarło się świeże powietrze, otwierając leżącą na szafce, ulubioną książkę Weroniki. Zaciekawiony spojrzałem, na kilka pierwszych wersów.



"Lecz żaden smutek nie przeważy radości,
którą niesie krótka chwila
spędzona przy niej."*




- Niall?- usłyszałem cichy, dziewczęcy szept, który rozpoznałbym wszędzie. Wszystko, właśnie w tej chwili wydawało się stanąć w miejscu. Odwróciłem głowę od strony w książce i z iskierkami w oczach, spojrzałem na nią. Wyglądała na bardzo zmęczoną, chociaż jej sen trwał ponad dwa miesiące. Z moim oczu, ponownie popłynęły łzy- Co ja tutaj robię?- spytała, na co ja nie kryjąc radości, przytuliłem jej rękę do swojej twarzy, składając na niej buziaka- Ja ciebie też kocham.


____________________________________________________
* Cytat, z Romea i Julii. Kocham tę książkę. Zresztą, podobnie jak Weronika, która czytała ją już w pierwszych rozdziałach tego opowiadania.


         Nie wiem co tu napisać. Postanowiłam skończyć to opowiadanie. Przepraszam was, że niektórych zawiodłam. Nie chciałam. Sama, nie mam sobie niczego za złe. Poprowadziłam to opowiadanie tak, jak chciałam i uważałam, za słuszne. Przykro mi, że ktoś miesza z błotem moje uczucia i nie docenia starań, ale niestety nic na to nie poradzę. Każdy ma własne zdanie,

          Chciałabym podziękować w tym miejscu najbardziej wszystkim, którzy mnie wspierali. Uwielbiam was wszystkich. Każde miłe słowo, skierowany w moim kierunku, dawało mi taką siłę i motywację, jakiej nawet nie możecie sobie wyobrazić. Wymienię tutaj tylko kilka osób, które dobrze zapamiętałam i którym dziękuję szczególnie: 
endless_love, carpe.diem, M. , buubson, Invisible, kaslMrs.Carrothoodie_  i wszystkim innym, którzy dawali mi ogromną satysfakcję z każdym nowym słowem w komenatrzu.


             A w szczególności, Asi, z którą rozmowa na GG sprzed dwóch dni uświadomiła mi, że nie powinnam rezygnować z własnych marzeń i celów tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Dziękuję ci za uświadomienie mi tak ważnej rzeczy. Mogę ci powiedzieć, że to właśnie ty uratowałaś mnie, przez usunięciem wszystkich swoich blogów i zniknięciem z 'blogowego świata' na długi czas. Naprawdę, dziękuję. ♥ I właśnie z tego powodu, chciałabym zadedykować ci tego bloga. No, może nie całego bo właściwie niektóre rozdziały były kiepskawe, ale te lepsze rozdziały, od dzisiaj są z dedykacją dla ciebie. 



Nawet nie wiecie, jak dużo znaczy dla mnie parę słów, napisanych na mojego maila, czy Gadu. To wszystko, pomaga mi pisać. Jest taką muzą, jak Erato, była natchnieniem dla innych. Sorki, za to nawiązanie do greckiej mitologii, ale ostatnio miałam ją na kółku i jakoś mi się skojarzyło. 


JESZCZE RAZ, DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE 

WYŚWIETLENIAKOMENTARZE ORAZ
 WSZYSTKO INNE. ♥


poniedziałek, 24 września 2012

Rozdział 23.


WERONIKA, DWA DNI PÓŻNIEJ

- Daj spokój, przecież nic mi się nie stanie- mruknęłam, zabierając klucze do domu ze stolika. Moja mama posłała mi gniewne spojrzenie, zawzięcie krzyżując ręce.
- Może jednak zadzwonię po Nialla?- spytała, biorąc głęboki oddech. Zgromiłam ją spojrzeniem, prychając pod nosem.
- Ma wywiad. Mówiłam ci. Przestań panikować. Wrócę, jak będę- podrzuciłam, obracając w dłoniach swój czarny telefon. Matka, widocznie uległa bo kręcąc głową weszła wgłąb domu. Uśmiechnęłam się pod nosem, ruszając w kierunku drzwi wyjściowych.

Kilka głuchych telefonów, niemiłe smsy i już nie wiadomo jaka afera. Nie dam się tak łatwo wystraszyć. Już nie. Wszystko, co było kiedyś teraz jest już nie ważne. Mam nowe życie, które teraz jest dla mnie o wiele lepsze. Znalazłam ważniejsze rzeczy i szczęście, którego do tej pory mi brakowało a którym okazał się Irlandczyk o blond włosach i zniewalającym spojrzeniu. Nie mówiłam mu, jak bardzo mi na nim zależy. Nie powiedziałam tez, jak bardzo mi na nim zależy i w jakim stopniu, się w nim zakochałam. A powinnam. Już dawno, czułam do niego dużo więcej, niż to co myślałam. Zakochałam się. Jestem z nim zaledwie kilka dni i może to, co teraz sobie nawet w głowie układam, jest pochopne i bezmyślne i może nie powinnam tego teraz stwierdzać, ale kocham go. Całą sobą. Nigdy wcześniej nie czułam się aż tak dziwnie. Motylki w brzuchu, nie dają mi spokoju, kiedy tylko go zobaczę. A kiedy go nie ma, mam ochotę zrobić wszystko, żeby tylko znaleźć się obok niego.

Mama, jak to mama. Zadziwiające jest, jak to wszystko dźwiga na swoich barkach. Mnie, własne sprawy i jeszcze nie wariuje. Przecież ma tak dużo na głowie. Musi zająć się wszystkim dookoła i jeszcze pokazać mi, że wszystko jest w porządku. I mimo tego, że wiem jak bardzo się trudzi nad tym co robi, nie potrafię jej tego zrekompensować. Wydaje mi się, że jeszcze przysparzam jej kłopotów. Co ja mówię, ja na pewno dorzucam jej problemów! No bo teraz ta policja, wyrzucenie ze szkoły i to wszystko. Podziwiam ją.

Cieszę się, że Vanessa porozmawiała z Liamem tak naprawdę. Tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Dobrze wiedzieć, że życie mojej najlepszej przyjaciółki, która ciągle mnie wspiera, zaczęło się jeszcze lepiej układać. Uwielbiam ją i uwielbiam patrzeć na nią, kiedy jest uśmiechnięta. Liam.. kiedy tylko go widzę, mam ochotę go wyściskać. Wprowadza tyle ciepła i uśmiechu w życie Ness, że.. sama nie potrafię tego nazwać. Nigdy nie była tak szczęśliwa. I za to, będę mu zawsze wdzięczna. Jeszcze taki Zayn. Nie wiem co by było, gdyby go nie było. Chyba bym zwariowała. Rozmowy przy kubku kakao i przyjacielskie rady – najlepsze u Zayna. Jest wspaniały. Może wiele osób tego nie widzi i patrzy na niego tylko przez pryzmat jakichś tam, niedogodności w przeszłości, to jest zwyczajnie pochopny. Malik, jest wspaniałym przyjacielem.

- Witam, witam- usłyszałam niedaleko czyjś ton głosu. Przypominał mi trochę głos większości mafiozów, widzianych w programach telewizyjnych. Na samą myśl, aż drgnęłam. Rozejrzałam się dookoła, a nie zauważając żadnej postaci, jedynie zmarszczyłam brwi- Ostatnie życzenie?- usłyszałam pełny jadu, ten sam głos. Nie całą sekundę później, poczułam jak ktoś przysuwa mnie do siebie i przykłada coś do szyi. Nie odpowiedziałam. Nie wydałam z siebie najmniejszego dźwięku, ciągle nie tracąc nadziei, że to wszystko okaże się tylko koszmarem, albo okropnym wytworem mojej chorej wyobraźni- Milcząca? Dobrze. Pójdzie łatwiej- nie wiedziałam co się dookoła mnie dzieje. Spojrzałam za siebie, chcąc chociaż zobaczyć twarz osoby, która przyprawiała mnie o takie dreszcze. Odwróciłam się, dość nieudolnie- Nie ruszaj się- wysyczał. Postanowiłam nie zgrywać cwaniaka i ponownie nic nie mówiąc, utknęłam w bezruchu. Osoba, która właśnie mnie trzymała, przejechała czymś po moim ramieniu. Nie wiem dokładnie czym, bo nie sposób było rozpoznać tę rzecz, przez kilka swetrów i grubą kurtkę- Wkopałaś się, młoda. Przykro mi będzie pozbyć się takiej ładnej dziewczyny- wzięłam głęboki oddech, czując ostre narzędzie na swojej szyi- Do zobaczenia, na górze- szepnął w moją stronę, zdradziecko ciepłym tonem. Łapczywie złapałam powietrze, czując tylko zimno bijące od chodnika. Później była ciemność, przerywana przez delikatne przebłyski światła, które już przestały dawać mi nadzieję.


VANESSA

- Dzień dobry!- krzyknęłam, ze śmiechem wpadając do domu. Spodziewałam się ataku, przez mamę rudowłosej. Brak jakiegokolwiek odzewu, kompletnie zbił mnie z tropu. Odkąd mieszka tutaj mama Weroniki, raczej nie zdarzała się tutaj cisza. Kątem oka spojrzałam na Liama, który również był nieco zdziwiony sytuacją. Przelotnie pocałowałam go w policzek i wysuwając się z jego objęć, szybciej ruszyłam w stronę salonu, zostawiając chłopaka lekko z tyłu. Nie było w nim żadnej żywej duszy co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Odwróciłam się przodem do chłopaka, który spojrzał na mnie z tępą miną.
- Może wyszły na zakupy?- spytał, ponownie do mnie podchodząc.
- Dałyby mi znać- powiedział konsekwentnie, krzyżując ręce pod biustem. Chłopak wzruszył ramionami, pokazując tym samym, że nie ma pojęcia o tym, co się dzieje- No dobra, pewnie się odezwą. Co oglądamy?- zapytałam, chwilę później już siedząc na kanapie. Liam usiadł obok i chwycił pilota. Zmarszczyłam brwi i zajęłam miejsce na jego kolanach.
- Nie lubię się z tobą kłócić, ale po kłótni jesteś o wiele bardziej czuła niż zwykle- stwierdził marszcząc brwi i całując mnie w czubek nosa. Lekko uderzyłam go w ramię, śmiejąc się pod nosem- Oh kochanie, nie obrażaj się- szepnął do mojego ucha, odrzucając pilota na drugi koniec kanapy. Uśmiechnął się cwanie i objął mnie w talii. Nachylił się i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Lepiej- podrzuciłam, łapiąc go za skrawek koszuli.


LENA

- Możesz mi podziękować. Problem o treści Weronika, uważam za zamknięty- usłyszałam od razu, kiedy otworzyłam drzwi. Spojrzałam na brunetkę z przestraszoną mina, nawet nie myśląc o wpuszczeniu jej do środka. Dziewczyna puściła mi kpiący uśmiech i nie czekając na pozwolenie, wdarła się do środka. Przez chwile stałam w drzwiach, przyglądając się grającym w piłkę plażową
chłopakom na plaży, jednak zawróciłam i z trzaskiem zamknęłam drzwi wejściowe. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do salonu, w którym zapewne siedziała Eleanor.
- Co rozumiesz przez zamknięty?- spytałam, nie wiedząc nawet czy chcę znać odpowiedź. Dziewczyna dumnie wypięła pierś, z szerokim uśmiechem zatapiając spojrzenie w kolorowym magazynie- Masz mi powiedzieć, co jej do cholery zrobiłaś- wysyczałam, zabierając jej czasopismo.
- Ja? Nic- powiedziała z cwanym uśmiechem, splatając dłonie na brzuchu. Zmierzyłam ją groźnym spojrzeniem, na które ona zareagowała głośnym śmiechem- Przestań się tak denerwować. W twoim stanie to nie wskazane- w myślach, tłukłam ją zdechłym szczurem po twarzy. To, że dowiedziała się o mojej ciąży, nie oznaczało wcale, że może ten fakt wykorzystywać przeciwko mnie. Tak jestem w ciąży. Nie, nie wiem kto jest ojcem. W ostatnim czasie spałam ze zbyt wieloma chłopakami, co uniemożliwia mi dokładne wskazanie ojca dziecka. Z nagłego przypływu wrażeń usiadłam, czując napływające zawroty głowy i mdłości- Załatwiłam ją. Powinnaś być mi wdzięczna- mruknęła, patrząc na mnie z wyższością. Nie wiedziałam, czy chcę wiedzieć więcej. Bałam się odpowiedzi w takim samym stopniu, jak już od niedawna bałam się jej pomysłów. Nie odpowiadając, wlepiałam w nią tęczówki, szukając odpowiedzi w jej oczach.


NIALL

Rzuciłem plik spiętych kartek na biurko i odruchowo spojrzałem w okno, lustrując dom naprzeciwko. Dom, w którym ostatnio spędzałem więcej czasu niż we własnym. Dom, w którym mieszkała moja dziewczyna. Na samą myśl o rudowłosej na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Przerzuciłem wzrok na okno, które pokazywało wnętrze jej pokoju. Niestety nie zastałem tam swojej dziewczyny. Westchnąłem i zabierając zieloną bluzę z poręczy łóżka, ruszyłem w stronę drzwi. Po drodze zapinając zamek od bluzy, nuciłem piosenkę, niedawną słyszaną w radio.
- Wychodzę- krzyknąłem, wpadając do kuchni. Harry spojrzał na mnie znad garnka i jedynie machnął lewą dłonią, szturchając stojącą niedaleko Lottie. Louis oburzony startowaniem Hazzy do jego siostry, rzucił w Loczka kawałkiem sera, posyłając karcące spojrzenie dziewczynie. Ta, w odpowiedzi wystawiła mu język i nie zwracając uwagi na kłótnię obu chłopaków, zaczęła wyjadać przygotowywane przez Harrego danie. Pokręciłem głową i wycofałem się z kuchni, nie chcąc wiedzieć co Hazza zrobi z siostrą Tomlinsona, kiedy zorientuje się, że dziewczyna wyjada jedzenie prosto z garnka. Zamknąłem za sobą drzwi i przyspieszając kroku, ruszyłem w stronę domu swojej dziewczyny. Byłem z nią umówiony za kilka minut. Pisałem z nią przed wywiadem i obiecałem, że do niej zajrzę. Muszę jakoś ją rozerwać, bo wszystkie wydarzenia, które teraz na nią spadły kompletnie ją zdołowały. Może tego nie pokazuje, ale znam ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć kiedy coś jest nie tak. Teraz właśnie jest nie tak i cholernie się o nią martwię.

- Wyszła trzy godziny temu!- pierwsze co usłyszałem, wchodząc do domu Weroniki. Zaciekawiony odbywaną rozmową, wkroczyłem do salonu, lustrując zdenerwowaną mamę rudowłosej i dziwną minę Vanessy. Jedynie Liam, starał się zachować spokój, co na dłuższą metę i tak marnie mu wychodziło.
- Weronika u siebie?- spytałem, nawet nie myśląc jak tym pytanie wzburzę panią Lewandowską. Spojrzała na mnie jakbym, co najmniej zjadł jej ulubioną rybkę i bezwładnie opadła na kanapę.
- Wyszła i nie wraca- powiedziała Van, kładąc głowę na ramieniu Liama. Ten, chcąc ją uspokoić przytulił do siebie, mówiąc coś do ucha.
- Jak to nie wraca? Moment.. wyszła sama?- spytałem, na co mama dziewczyna gwałtownie wstała i jak najszybciej umiała, opuściła salon. Vanessa w odpowiedzi jedynie skinęła głową i uśmiechnęła się smutno- Trzeba jej poszukać. Dzwońcie do reszty- powiedziałem na odchodne, wycofując się z salonu- Niech idą w stronę kina!- dodałem, jak burza wypadając z ich domu. Już od pierwszych pokonanych kroków, rozglądałem się dookoła, mając nadzieję, że w pobliżu spotkać Weronikę, która mnie wyśmieje i powie, że nie potrzebnie się martwiłem. Z każdą nową sekundą, coraz bardziej zaczynałem się martwić. Nie wychodziła na tak długo. Zresztą, rzadko wychodziła gdziekolwiek sama.

Po godzinnym chodzeniu po całym mieście, po drodze spotkałem Lottie i Harrego. Mogę się założyć, że zauważyli łzy w moich oczach i przestraszone spojrzenie. Nic nie trzymało się kupy. Dlaczego, zawsze kiedy wszystko jest dobrze, coś musi się zepsuć?
- Stary, znajdziemy ją- powiedział Harry, wypuszczając dziewczynę ze swoich objęć. Siostra Lou podbiegła do mnie i mocno przytuliła. Uśmiechnąłem się, na tyle na ile byłem zdolny się uśmiechnąć i wbiłem beznamiętne spojrzenie w swoje buty.
- Mam taką nadzieję- wyszeptałem, odsuwając od siebie dziewczynę- Chyba byłem już wszędzie- dodałem, czując wibracje w telefonie. Z rozszerzonymi tęczówkami, wyciągnąłem telefon napierając na zieloną słuchawkę.
- Wiemy gdzie jest- usłyszałem zapłakany głos Vanessy, który na moje oko nie wróżył nic dobrego.


ZAYN

Krążyłem po korytarzach szpitalnych, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czekałem na Nialla, który zapewne biegł tutaj na złamanie karku. Nikt nie wiedział dokładnie, co się stało, że dziewczyna właśnie tutaj trafiła, chociaż każdy na pewno ma jakieś podejrzenia. Wiemy tyle, że jej stan jest naprawdę poważny. Nic więcej.
- Co z nią?- spojrzałem na Nialla, czując, jak moje serce rozpada się na kilkadziesiąt kawałków. Wiedziałem, że tak zareaguje. Łzy, właściwie lały się litrami z jego oczu. Objął się się rękoma, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
- Nie jest dobrze- odpowiedziałem, nie chcąc robić mu złudnych nadziei ani go okłamywać. Kto jak kto, ale on zasługiwał naprawdę. Blondyn stał przez chwile w bezruchu, po czym usiadł na krześle. Wyglądał, jakby coś całkowicie oderwało go od rzeczywistości. Usiadłem obok niego, potrząsając jego ramię. Irlandczyk nie zareagował, z pustym spojrzeniem kręcąc głową. Nie wiedziałem, co miałem zrobić. Nie potrafiłem wyobrazić sobie, co teraz dzieje się w jego głowie. Sam nie chciałem nawet myśleć o leżącej w szpitalnej sali rudowłosej. Widziałem ją przez szybę, przez chwilę nawet jej nie poznałem. Wyglądała, jak nie ona. Gdyby nie rzucający się w oczy rudy kolor włosów, nie wiedziałbym, że to moja przyjaciółka. Jest jak siostra. Widok jej, leżącej bezwładnie z zamkniętymi oczami i wieloma ranami, których nikt nawet nie starał się ukryć, doprowadził mnie do dziwnego stanu. Miałem ogromną ochotę wbiec tam i udowodnić samemu sobie, że to nie ona. Że to tylko podobna do niej dziewczyna. Nie ona. Nie zapowiadało się na nic takiego. Byłem pewien, że właśnie tam walczy o życie jedna z najciekawszych osób, jakie miałem okazję poznać.
- Chcę ją zobaczyć- wyszeptał blondyn, przecierając dłonią oczy.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł- od razu w głowie miałem zapłakany wyraz twarzy blondyna. Niall tylko pokręcił głową i spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. Z westchnieniem skinąłem głową i wstałem z krzesła. Chłopak powtórzył mój gest i poszedł za mną. Stanęłam przed oknem, prowadzącym do sali Weroniki. Blondyn wziął głęboki oddech, wręcz leniwie spoglądając za szybę. Patrzył przez chwile, na dłuższą metę nie wytrzymując i odwrócił się tyłem, po czym szybkim krokiem poszedł przed siebie. Nie miałem pojęcia jak mu pomóc. Sam się tego wszystkiego przestraszyłem.

________________________________________________________

Ekhem. Na początku:
PRZEPRASZAM, ŻE NIEKTÓRYCH Z WAS ZAWIODŁAM. 
Nie planowałam 'spieprzenia' swojego opowiadania. Skoro znalazły się takie opinie, to widocznie coś musi w tym być, dlatego też - kolejny rozdział, będzie tylko krótkim epilogiem. Chciałam to trochę przeciągnąć, ale widzę, że nie warto. No. To chyba tyle.

Dziękuję, za ponad 21,000 wejść i wszystkie komentarze, których było JAKOŚ WIĘCEJ . Uwielbiam was i jeszcze raz PRZEPRASZAM.

sobota, 22 września 2012

Nowy blog

Jak mówiłam, tak też zrobiłam. Założyłam nowego bloga. Również o 1D, jakoś nie potrafię pozbyć się ich ze swoich historii :D Nie ma na razie żadnego rozdziału, ale już możecie poczytać tradycyjne "Złote myśli" głównych bohaterów, oraz zobaczyć ich zdjęcia. :D
Mam nadzieję, że nowe opowiadanie również w jakiś sposób was zaciekawi.
http://do-you-hear-me-honey.blogspot.com/
Pozdrawiam ♥